ZEMSTA Akt II
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←Akt I | Zemsta Akt II Aleksander Fredro |
Akt III→ | |
|
|
Pokój jak na początku aktu pierwszego. – Cześnik siedzi przy stoliku.
[edytuj] Scena I
Cześnik, Papkin, wchodzi za nim Wacław, który zostaje przy drzwiach.
PAPKIN
rzucając się w krzesło
- A bierz licho takie znoje!
- Ledwie idę, ledwie stoję —
- Ależ bo to było żwawo!
- Diablem gromił w lewo, w prawo —
- Ledwie żyję. — Każ dać wina!
- A starego. Wyschła ślina,
- Pot strugami ciecze z czoła —
- Któż me dzieła pojąć zdoła!
CZEŚNIK
- Ja, bom widział.
PAPKIN
- Ha! Widziałeś? —
- Gracko?...
CZEŚNIK
- Gracko z tyłu stałeś.
PAPKIN
- Z tyłu, z przodu, nic nie znaczy,
- Dobry rycerz wszędzie straszny.
CZEŚNIK
- Ta bezczelność...
PAPKIN
- Nie inaczéj,
- Bezczelności trzeba było,
- Aby walczyć z taką siłą.
CZEŚNIK
- Waszeć kłamiesz, mocium panie...
PAPKIN
- Tylko słuchaj, słuchać warto:
- Chciałem zdobyć rusztowanie,
- Lecz skończyłem tak zażarto,
- Żem się znalazł z drugiej strony;
- Przyciśnięty, otoczony
- Mularzami, pachołkami,
- Hajdukami, pajukami,
- A, kroć kroci! jak się zwinę!
- Jak dwóch chwycę za czuprynę! —
- Dalej żwawo młynka z niemi!
- Jak cepami wkoło młócę,
- Ile razy się obrócę,
- Po dziesięciu ich na ziemi.
- Tak mi rosła wciąż mogiła,
- A gdy z murem równa była,
- Otworzyłem obie dłonie
- I stanąłem na tej stronie.
- Lecz co jeszcze...
CZEŚNIK
- Tfy! do czarta!...
PAPKIN
- Podziwienia rzecz jest warta,
- Że uniosłem z sobą jeńca —
- Teraz, panie, czekam wieńca.
CZEŚNIK
spostrzegłszy Wacława
- Cóż to znaczy?
PAPKIN
ocierając czoło
- Komisarza
- Pana Milczka w jasyr wziąłem.
CZEŚNIK
- A to po co? jakim czołem?
PAPKIN
- Ja zabieram, co się zdarza.
CZEŚNIK
do Wacława
- Waszeć z Bogiem ruszaj sobie
- I uwiadom swego pana,
- Że jak w jakim bądź sposobie
- Mnie zaczepka będzie dana,
- To mu taką fimfę zrobię,
- Iż nim rzuci wkoło okiem,
- Wytnie kozła pod obłokiem.
- Waść się wynoś szybkim krokiem.
PAPKIN
- Poświęć się tu czyjej sprawie,
- Walcz jak Achil, radź jak Kato,
- Pozazdroszczą twojej sławie
- I sto czartów dadzą za to.
WACŁAW
do Cześnika
- Przebacz, panie, słów niewiele,
- Które wyrzec się ośmielę:
- Jesteś gniewny na sąsiada,
- Że ci czasem na zawadzie...
CZEŚNIK
- Czasem? — zawsze.
WACŁAW
- On powiada...
CZEŚNIK
- Niech nie słyszę o tym gadzie.
WACŁAW
- Czy nie byłoby sposobu,
- Ustąpiwszy ze stron obu,
- Zapomniawszy przeszłe szkody,
- Do sąsiedzkiej wrócić zgody?
CZEŚNIK
- Ja — z nim w zgodzie? — Mocium panie,
- Wprzódy słońce w miejscu stanie,
- Wprzódy w morzu wyschnie woda,
- Nim tu u nas będzie zgoda.
WACŁAW
- Dzisiaj umysł niespokojny
- Za porywczo sąd wyrzeka...
CZEŚNIK
- Od powietrza, ognia, wojny,
- I do tego od człowieka,
- Co się wszystkim nisko kłania —
- Niech nas zawsze Bóg obrania.
WACŁAW
- Lepiej nisko niż nic wcale.
CZEŚNIK
- Brednia!
WACŁAW
- Ale...
CZEŚNIK
- Nie ma ale!
WACŁAW
- Nie broń, panie, mieć nadziei...
CZEŚNIK
- Bronię, do kroć sto tysięcy!
- I niech o nim nie wiem więcéj
- Ni o jego
ironicznie zmierzając do Wacława
- kaznodziei,
- Bo się obom, mocium panie,
- Jakem szlachcic, co dostanie!
odchodzi w drzwi środkowe.
[edytuj] Scena II
Papkin, Wacław.
PAPKIN
- Diabeł pali w tym Cześniku.
WACłAW
- Chcieć ich zbliżyć — czasu szkoda.
PAPKIN
- Mało zysku, dużo krzyku.
WACŁAW
- Tych dwóch ludzi — ogień, woda.
PAPKIN
- Cóż, paniczu, będzie z nami?
WACŁAW
- Ha! zostanę tu w niewoli.
PAPKIN
- Brałem jeńców tysiącami,
- Co zawiśli od mej woli;
- Bom lat dziesięć toczył boje,
- Gdzie się lały krwawe zdroje,
- Tak że wkoło na mil cztery
- Jak czerwone było morze.
- Tam zyskałem i ordery,
- I tytuły, i honory;
- Ale tego być nie może,
- Zbyt to szczytne dla nas wzory;
- Dziś utarczka jest igraszką,
- A twa wolność będzie fraszką.
WACŁAW
- Ja w niewoli tu zostanę.
PAPKIN
- Prawo wstrzymać jest mi dane,
- Ale zawsze był wspaniały,
- Przyjmę zatem okup mały.
WACŁAW
- Ja w niewoli zostać muszę.
PAPKIN
- Znaj więc wielką moję duszę:
- Jesteś wolny — idź do diaska —
- A za wolność dasz co łaska.
WACŁAW
- Ja zostanę tu w niewoli.
PAPKIN
- Ale Cześnik nie pozwoli.
WACŁAW
- Kto mnie ujął, niech mnie trzyma.
PAPKIN
- Ale, bratku, sensu nié ma;
- Nie daj grosza, a idź sobie.
WACŁAW
- I pół kroku stąd nie zrobię.
PAPKIN
- Idź, bom gotów użyć broni.
WACŁAW
zawsze z flegmą
- A ja tylko własnej dłoni.
PAPKIN
na stronie
- Cóż za człowiek, u kaduka!
- Samochcący guza szuka
- I mnie jeszcze go nagoni.
do Wacława
- Bój się Boga — idź do czarta.
WACŁAW
- Nie, nie pójdę — tu zostanę.
PAPKIN
- A to jakaś ćma uparta!
WACŁAW
pokazując sakiewkę
- Ale popatrz no, bratku — co to?
PAPKIN
- Brzękniej tylko...
WACŁAW
- Złoto?
PAPKIN
- Złoto.
WACŁAW
- Będzie twoim...
PAPKIN
- Niech pan siada.
WACŁAW
- Ale darmo nikt nie daje...
PAPKIN
- Wielka prawda. — Cóż wypada,
- Abym zrobił? Gdyż zostaję
- W położeniu arcyciasnym:
- Za procentem moim własnym
- Trzeba jeździć jak w konkury,
- A w kieszeni, panie bracie,
- Albo pustki, albo dziury.
WACŁAW
- Kocham Klarę.
PAPKIN
na stronie
- Otóż macie!
WACŁAW
- I chcę zostać tu przy Klarze.
PAPKIN
- To źle.
WACŁAW
chowając sakiewkę
- Czy źle?
PAPKIN
zatrzymując mu rękę
- Niekoniecznie;
- Ale Cześnik w tym zamiarze
- Będzie pewnie działać sprzecznie.
WACŁAW
- Niechaj nie wie.
PAPKIN
- Jak się dowie?
WACŁAW
- Niech mnie przyjmie.
PAPKIN
- Trudno będzie.
WACŁAW
brzęcząc złotem
- Tu początek — koniec w głowie.
PAPKIN
- A jak Cześnik na mnie wsiędzie?
WACŁAW
- Nic nie znaczy.
PAPKIN
- Ba! jak komu.
wzruszając głową
- I dla Klary — komisarza...
WACŁAW
- Jestem Wacław.
PAPKIN
- Syn Rejenta!...
- O dlaboga!... I w tym domu!
- Waszmość obu nas naraża,
- Oba będziem na praszczęta
Wacław brzęknął sakiewką
- Brzęczy pięknie...
WACŁAW
- Miej za dane,
- Jeśli w służbie tu zostanę.
PAPKIN
- Ha! sprobuję...
chce wziąć sakiewkę
WACŁAW
odsuwając
- Później nieco.
- Lecz pamiętaj, że z mej wieży
- Szybo kulki na dół lecą;
- Fiut z wiatrówki — Papkin leży...
- Gdyby zdradzić chęć go jęła.
PAPKIN
- W skrytym toku tego dzieła
- Tak postąpię, jak należy,
- Nie zważając na przymówkę —
- Ale, Waciu, jak mnie kochasz,
- Dzisiaj jeszcze spal wiatrówkę.
WACŁAW
- Nie trać czasu.
PAPKIN
- Idę, idę.
na stronie
- Diabeł nadał tryumf taki!
- Coraz głębiej lezę w biédę;
- W moim jeńcu mam rywala —
- Przykro z bliska, gorzej z dala;
- Tamten zamknie, ten zastrzeli —
- A bodaj cię diabli wzięli!
wracając od drzwi
- A sakiewka?...
WACŁAW
- Zostać może.
PAPKIN
- W samej rzeczy?
WACŁAW
- Nie inaczéj.
Papkin wychodzi środkowymi drzwiami
[edytuj] Scena III
Wacław, Klara
KLARA
- Co wyrabiasz, o mój Boże!
- Trzeba by mi być w rozpaczy,
- Żebym tylko czasu miała.
WACŁAW
- Cóż się stało? co się dzieje?
KLARA
- Jeszcze mi się w oczy śmieje!
- Ja wiem wszystko, bom słuchała –
- Chcesz tu zostać.
WACŁAW
- Cóż w tym złego?
KLARA
- Miej rozsądek.
WACŁAW
- Cóż mi z niego?
- Kiedy już jest dowiedzione,
- Że rozsądku zwykłą drogą
- Niezawodnie połączone
- Losy nasze być nie mogą,
- Po cóż w dawnej trwać kolei?
- Dalej żwawo manowcami,
- Gdzie zadnieje blask nadziei,
- Gdzie mniej ciemno jest przed nami!
- Nie rzucajmy na bok okiem,
- Bo przepaści pewnie w koło,
- Ale w niebo wzniósłszy czoło,
- Śmiałym naprzód idźmy krokiem!
- A jeżeli stałość będzie
- Towarzyszyć w naszym pędzie,
- Mimo sporu, przeszkód wielu,
- Dojdziem przecie kiedyś celu.
KLARA
- Dobrze mówisz, idźmy śmiało!
- Prostą drogą zyszczem mało,
- Przekonałeś przyjacielu;
- Lepiej mówisz niż dziś rano,
- Gdyś ucieczkę z sobą radził.
- Ale nużby cię poznano?
WACŁAW
- Nie patrz w przepaść, moja droga,
- Tu, do serca, nachyl skronie:
- Prędko zniknie każda trwoga,
- Gdy w miłości wzrok utonie.
KLARA
- Zostań zatem w imię Boże,
- Masz ode mnie pozwolenie.
WACŁAW
- Twoje, Klaro, nie pomoże,
- Lubo – z życiem równie cenię.
KLARA
- I do stryja trafim może,
- A to – wolą Podstoliny.
- Bo wiedz, iż w tej właśnie chwili
- Miłość sobie oświadczyli.
- Ona skromna, raczka spiekła,
- Ale rączkę mu przyrzekła.
- Ująć ci ją łatwo będzie,
- Pochlebiając w każdym względzie.
- Chwal bez miary rozum, cnoty,
- Piękność, kształtność jej osoby,
- A czym zechcesz – w naszym domu
- Tej zostaniesz jeszcze doby.
WACŁAW
- Z komisarza na pisarza!
- Zły coś pozór stąd wynika;
- Ależ znowu, wszak się zważa
- Honor służby u Cześnika.
KLARA
- Biegnę, powiem Podstolinie,
- Że ktoś z prośbą tu ją czeka.
podając mu rękę
- Miej nadzieję – złe przeminie –
- Chwila szczęścia niedaleka.
odchodzi w drzwi prawe.
[edytuj] Scena IV
WACŁAW
- Przed godziną z trwogi mdleje,
- Za godzinę – wzorem męstwa;
- To nie widzi podobieństwa,
- To ma więcej niż nadzieję. –
- O płci piękna, luba, droga!
- Twoja radość, twoje żale –
- To jeziora lekkie fale:
- Jedna drugą ciągle ściga –
- Ta się schyla, ta się dźwiga,
- Ale zawsze w blasku słońca,
- Zawsze czysta i bez końca! –
- A my, dumni władcy świata,
- Mimo siebie pochwyceni,
- Za tym ceniem, co ulata,
- Całe życie, z chwili w chwilę,
- Przepędzamy jak motyle.
[edytuj] Scena V
Wacław, Podstolina z drzwi prawych
PODSTOLINA
- Gdzież suplikant? – O cóż prosi?
WACŁAW
z niskim ukłonem
- Tu jest natręt.
PODSTOLINA
- Ty, młodzianie?
WACŁAW
jeszcze nachylony
- Zbyt się winnym może stanie,
- Iż tak śmiało wzrok podnosi...
- Ha!...
PODSTOLINA
- Co widzę!
WACŁAW
po krótkim milczeniu
- Anna!
PODSTOLINA
- Wacław!
WACŁAW
z pomieszaniem
- Nie wiem w prawdzie...
PODSTOLINA
- To spotkanie!...
WACŁAW
- Ty więc jesteś Podstoliną?
PODSTOLINA
- Nie wiedziałżeś?...
WACŁAW
jak wprzódy
- Przed godziną...
na stronie
- Co tu mówić?... z jakiej roli...
PODSTOLINA
- Nie wiedziałżeś, że Podstoli
- Czepiersiński, mój mąż trzeci,
- Niech nad duszą Bóg mu świeci,
- Zaślubiwszy mnie na wiosnę,
- Już w jesieni leżał w grobie?
WACŁAW
- Tak, tak, przypominam sobie...
PODSTOLINA
- Oddał ducha na mym łonie.
WACŁAW
roztargniony
- Oddał?... Tak, tak – oddał pewnie.
PODSTOLINA
- Zapłakałam zrazu rzewnie;
- Nie mieć męża mocno boli,
- Lecz i smutek w czasie tonie.
WACŁAW
roztargniony
- Więc utonął pan Podstoli.
PODSTOLINA
- Któż powiada?
WACŁAW
- Nie powiada?
- Dobrze. – Zatem... odejść muszę.
PODSTOLINA
zatrzymując go
- Co on myśli, co on gada!
- Ty szalejesz, na mą duszę!
WACŁAW
- To być może.
PODSTOLINA
czule
- Ja cię zwiążę,
- Ja cię zamknę, drogi książę,
WACŁAW
- Ach, nie powtórz tego słowa!
- Patrz, jak wstydem cały płonę
- Za studenckie przewinienia.
- Ni tytułu, ni imienia
- Wacław dalej nie zachowa,
- Bo te były...
PODSTOLINA
- Cóż?
WACŁAW
- Zmyślone.
PODSTOLINA
- Wszystko?
WACŁAW
- Wszystko, co do joty.
PODSTOLINA
- I nie – księciem?...
WACŁAW
- Ani trochę.
PODSTOLINA
- Cóż za powód?
WACŁAW
- Myśli płoche,
- Szał młodości... chęć pustoty...
- Jednym słowem, coś bez celu,
- Jak to każde głupstwo prawie.
PODSTOLINA
- Ależ miłość twa, Wacławie?...
WACŁAW
na stronie
- Siedźże teraz w wilczym dole!
PODSTOLINA
- Ten rumieniec na twym czole
- Jak tłumaczyć? – Ja czekałam,
- W całej Litwie cię szukałam,
- Lecz o księciu Rodosławie
- Nikt nie wiedział, nie mógł wiedzieć.
WACŁAW
- Byłem... młody...
PODSTOLINA
powtarzając ironicznie
- "Byłem młody"?
- Ale biegły w swojej sztuce.
WACŁAW
- Tego nie wiem.
PODSTOLINA
- Są dowody.
WACŁAW
- A to jakie?
PODSTOLINA
- Twoja zdrada.
WACŁAW
- Żem się zmienił, być to może;
- Trudnoż kochać nieustannie!
- Lecz gdy karcić mnie wypada,
- Czyż przystoi – zmiennej Annie?
- Nie szukałaś zbyt daleko,
- Nie czekałaś czas zbyt długi –
- Podstolemu spadło wieko,
- Już ci Cześnik na usługi,
- I niech dzisiaj Cześnik ziewnie,
- Jutro krajczy będzie pewnie.
- Ja wyrzutów ci nie robię,
- Owszem, owszem, szczęść ci Boże;
- Lecz co czynić wolno tobie,
- Niechże każdy czynić może.
- Gdym więc zmieniał czucia moje,
- Szedłem tylko w twoje ślady –
- I zdradzaliśmy oboje
- Lub też wcale nie ma zdrady.
PODSTOLINA
- Jestem wdową, mój Wacławie.
WACŁAW
- Ja żonaty jestem prawie.
PODSTOLINA
- Któż ty jesteś, ty, zbyt znany?
WACŁAW
- Wacław Milczek.
PODSTOLINA
- Syn Rejenta!
- Tu, w tym domu...
WACŁAW
kończąc
- Zabłąkany.
PODSTOLINA
- Jestem trwogą wskroś przejęta...
- W oczach ciemno... serce bije...
- Jak rywala pozna w tobie!...
WACŁAW
- Ach, nie znajdzie już go we mnie.
PODSTOLINA
- Nie zapieraj się daremnie;
- Wszak błagałeś Podstolinę,
- By do ciebie wyjść raczyła...
- Czegóż żądasz?
WACŁAW
- Niechaj zginę,
- Jeśli sam wiem. – Bywaj zdrowa!
PODSTOLINA
zatrzymując go
- Zawsze jeszcze dawna głowa;
- Stój, nie odchodź.
WACŁAW
na stronie
- Ach, Papkinie,
- Wziąłeś, wziąłeś mnie w niewolę.
PODSTOLINA
- Ty kochanyś był jedynie;
- Nad sto książąt ciebie wolę.
- Do mych komnat chodź w ukrycie,
- Bo cię broni moje życie,
- Bo z obrony szuka chluby.
[edytuj] Scena VI
Podstolina, Wacław; Klara z drzwi prawych
WACŁAW
zoczywszy Klarę, boleśnie
- Ach!
KLARA
wesoło
- I cóż?
PODSTOLINA
- To jest...
WACŁAW
- Nic nié ma...
KLARA
do Podstoliny
- Czegóż żąda?
PODSTOLINA
na stronie
- Co powiedzieć?...
KLARA
na stronie
- Dobrze idzie – już z nim trzyma
głośno
- Nie powinnam może wiedzieć?
WACŁAW
- O, dlaczego!...
PODSTOLINA
- Wielkiej wagi
- Jest interes jegomości,
- Działać trudno bez rozwagi;
- Zatem, proszę, nie mów słowa,
- Że o jego wiesz bytności –
- Później całą rzecz wyłuszczę.
WACŁAW
cicho do Podstoliny
- Ja odejdę
PODSTOLINA
podobnież
- Ja nie puszczę.
głośno
- Proszę z sobą waszmość pana!
- Jego sprawa zawikłana,
- Musze przejrzeć dokumenta.
do Klary, całując ją w czoło
- A Klarunia niech pamięta
- Nie powiadać nic nikomu...
KLARA
- Nikt się w tym nie dowie domu...
PODSTOLINA
- Bo nad miarę nam zaszkodzi;
- Później powiem, o co chodzi.
Odchodzi, kiwnąwszy na Wacława, który ze spuszczoną głową odchodzi za nią w drzwi prawe.
KLARA
sama
- Śmieszniejszego cóż być może,
- Jak – gdy zwodzić chce zwiedziony!
- Ach, jak Wacław w swej pokorze
- Zdał się wzywać jej obrony!
- Ledwiem, ledwie śmiech wstrzymała.
- Ale hola? hola, panno!
- Do tryumfu nie masz prawa;
- Choć początek dobry miała –
- Nie wygrana przez to sprawa.
[edytuj] Scena VII
Klara, Papkin
PAPKIN
- Jak w dezertej Arabiji
- Złotosiejny wzrok Febowy
- Niesie skwarem śmierć liliji,
- Aż nakłoni białej głowy,
- A zebrana na błękicie
- Płodorodna kropla rosy
- Wraca zwiędłej nowe życie
- I unosi pod niebiosy –
- Równowładna, równoczynna
- Prezencyja twoja miła,
- Starościanko miodopłynna,
z ukłonem
- Dla twojego sługi była.
- Jużem bliski był zwiędnienia,
- Gdy twe oko wszystko zmienia.
- Oby kiedyś dały bogi,
- Abym niosąc odwet drogi,
- Nim czas raźniej machnie kosą,
- Był twym żarem, był twą rosą.
ukłon głęboki
KLARA
ironicznie całą tę scenę, oddając niski ukłon
- Równie z rytmu, jak z oręża,
- Tak sławnego dostać męża
- Jest zaszczytem białogłowy;
- Ale każdy dziś młodzieniec
- Miłosnymi czczymi słowy
- Zwykł przeplatać ślubny wieniec,
- Trudnoż zawsze dawać wiarę.
PAPKIN
- Cóż, nie wierzyć, wielkie Nieba!
- Że się kocha piękną Klarę,
- Czyliż na to przysiąg trzeba?
KLARA
- Że się kocha – nie potrzeba,
- A że zawsze równie będzie –
- I przysięga nic nie znaczy.
PAPKIN
- Ach, na serca mego grzędzie
- Niech twe ziarnko bujać raczy,
- A zadatek ten twój mały
- Puści korzeń wiecznotrwały.
KLARA
- W dawnych czasach rycerz prawy,
- Lubo zdobion wieńcem sławy,
- Lubo staczał krwawe boje,
- Nim oświadczył miłość swoję –
- Ku czci drogiej swej kochanki
- W turniejowe wjeżdżał szranki.
- Tam na kopią dzielnie gonił,
- Po dziesięciu zsadzał z koni,
- I dopiero gdy się skłonił
- Wziąć nagrodę z lubej dłoni,
- Błagał, aby sercu miła
- Kochać mu się pozwoliła,
- By mu wolno pod jej barwą
- Kruszyć kopie, miecze ścierać,
- Dla niej tylko żyć, umierać.
PAPKIN
- Z tego stroju i z tej broni
- Marsowego znać piastuna,
- Co w rycerskiej zbiegł pogoni
- Od bieguna, do bieguna.
- Oby moja Artemiza,
- Światu groźne to żelazo,
- Krwią jak gąbka napęczniałe,
- Przemówiło choć tą razą
- Wam na wiarę – mnie na chwałę.
z coraz większym zapałem
- Gdzie na skale gród kamienny,
- Gdzie działami mur brzemienny,
- Gdzie bagnetów ostre wały,
- Gdzie sklepienie z dzid i szabli,
- Tam był Papkin – lew zuchwały!
- Strzelec boski! – rębacz diabli!
- Jęk, szczęk, krzyk, ryk, śmierć dookoła;
- Tu bezbronny pardon woła,
- Tu dziewica ręce łamie,
- Matka płacze, dziecię kwili,
- Ale spada moje ramię –
- Ci, co żywi, już nie żyli.
Klara parszcha śmiechem
- Przebacz zapał zgrozokrwawy
- Rycerskiego uniesienia!
- Ale, widzisz – dość mam sławy
- Brak mi tylko pozwolenia,
- Bym w fortunnych stanął rzędzie,
- Których celem Klara będzie.
KLARA
- Więc zezwalam.
PAPKIN
klękając
- Przyjmij śluby...
KLARA
- Hola! teraz lata próby,
- W nich dowody posłuszeństwa,
- Wytrwałości i śmiałości.
PAPKIN
- O królowo wszechpiękności!
- Ornamencie człowieczeństwa!
- Powiedz: "W ogień skocz, Papkinie" –
- A twój Papkin w ogniu zginie.
wstaje
KLARA
- Nie tak srogie me żądanie;
- Klejnot rycerskiego stanu
- Pastwą ognia nie zostanie.
- Lecz powtarzam waszmość panu:
- Posłuszeństwa, wytrwałości
- I śmiałości żądam próby.
PAPKIN
- W każdej znajdę powód chluby.
KLARA
- Posłuszeństwa chcąc dać miarę,
- Milczeć trzeba sześć miesięcy.
PAPKIN
- Nic nie gadać!
KLARA
- Tak – nic więcéj.
- Wytrwałości zaś dam wiarę,
- Gdy o chlebie i o wodzie...
PAPKIN
- Tylko, przebóg niezbyt długo.
KLARA
- Rok i dni sześć...
PAPKIN
boleśnie
- Jestem w grobie...
z ukłonem
- Ale zawsze – twoim sługą.
KLARA
- Zaś śmiałości – w tym sposobie
- Da mi dowód, kto dać zechce:
- W oddalonej stąd krainie
- Jadowity potwór słynie,
- Najmężniejszym trwogą bywa –
- Krokodylem się nazywa.
- Niech go schwyci i przystawi,
- Moje oko nim zabawi;
- Bom ciekawa jest nad miarę
- Widzieć żywą tę poczwarę.
- To jest wolą niewzruszoną.
- A kto spełni, co ja każę,
- Ten powiedzie przed ołtarze,
- Tego tylko będę żoną.
ukłoniwszy się, odchodzi w drzwi prawe
[edytuj] Scena VIII
PAPKIN
po długim milczeniu
- Krrrokodyla!
ironicznie
- Tylko tyle!
- Co za koncept, u kaduka!
- Pannom w głowie krokodyle,
- Bo dziś każda zgrozy szuka:
- To dziś modne, wdzięczne, ładne,
- Co zabójcze, co szkaradne.
- Dawniej młoda panieneczka
- Mile rzekła kochankowi:
- "Daj mi, luby, kanareczka",
- A dziś każda swemu powie:
- "Jeśli nie chcesz mojej zguby,
- Krrrokodyla daj mi, luby".
po krótkim milczeniu
- Post, milczenie – wszystko fraszka,
- Straży przy mnie nie postawi.
- Ale potwór nie igraszka.
- Czart – nie Papkin go przystawi.
idzie ku drzwiom prawym i spotyka się z wybiegającym Wacławem
- Ha!
WACŁAW
- Co?
PAPKIN
- Nic.
WACŁAW
rzucając mu sakiewkę
- Masz – milcz, bo wiesz!...
PAPKIN
chwytając sakiewkę
- Wiem.
Wacław odchodzi. Po krótkim milczeniu
- Wiem? – Nic nie wiem. Czy zostaje,
- Czy odchodzi, za co daje –
- Nie wiem wcale. Wiem, że złoto;
- Wiem, że dając, zrobił ładnie,
- Ale nie wiem, od Cześnika
- Czy mi na kark co nie spadnie.
- Wiem, jak zdradzę zalotnika,
- Że z wiatrówki dmuchać gotów;
- Ale nie wiem, nie wiem wcale,
- Czy na końcu z tych obrotów
- Od Cześnika łeb ocalę.
- Wiem i nie wiem. – Sprawa diabla:
- Tutaj kulka – a tu szabla.
- Jednak dobrze rzekł pan Benet:
podrzucając sakiewkę
- Beatus qui tenet.
[edytuj] Scena IX
Papkin, Cześnik z drzwi środkowych
CZEŚNIK
- Winszuj, waszmość, mi sukcesu!
- Dzisiaj moje zrękowiny,
- Już finalnie, bez regresu
- Słowom dostał Podstoliny.
PAPKIN
- Ja wiem, jak to przyszło drogo,
- Wszak ci moją to robotą.
CZEŚNIK
- O! waściną! – Patrzcie no go!
- Mnie się, waszeć, pytaj o to.
oglądnąwszy się
- Tak mi się tam w dobrą chwilę
- Nawięła snadnie, mile,
- Żem posunął w koperczaki.
- Ona dalej w ceregiele –
- Ni siak, ni tak, tędy, siędy,
- A ja sobie coraz bliżej,
- Śród chychotek, śród gawędy,
- Bliżej... bliżej... Cmok! – nareszcie...
dobrodusznie
- A! zrobiłem wstyd niewieście.
- Jak alkiermes wskroś spłonęła –
- Mnie konfuzja ogarnęła,
- Tak że wziąwszy za pas nogi
- Chciałem drapnąć za trzy progi.
- Wtedy ona, mocium panie,
- Zawołała: "Stój, Macieju –
- Niech się twoja wola stanie,
- Ja przyjmuję ją w pokorze,
- Masz ten pierscień – szczęść nam Boże".
PAPKIN
- Daj go kaci! wielka sztuka!
CZEŚNIK
w złości
- Z rewerencją, u kaduka,
- Bo...
wskazuje drzwi
PAPKIN
- A zawsześ w gniewie skory!
- Jakie by to były spory,
- Gdybym nie miał krwi zimniejszej.
- Ale mówmy o ważniejszej
- Teraz rzeczy.
CZEŚNIK
- Ja tak radzę.
PAPKIN
- Ów młodzieniec od Rejenta,
- Co mnie długo popamięta!
- Bardzo prosi, czy nie może
- Przy waszmości zostać dworze.
- Zdatny, zwinny, wierny będzie,
- Lecz co z tego?...
tajemnie
- Mówią wszędzie,
- Że za kołnierz nie wyleje.
CZEŚNIK
- Nie wyleje – czy wyleje,
- Miejsca u mnie nie zagrzeje:
- Bo nie będę z ziemi zbierał,
- Co Milczkowi z nosa spadnie...
- Chyba, gdyby się opierał,
- Chciał zatrzymać samowładnie,
- Wtedy przyjmę na przekorę.
- Będziesz mógł to poznać snadnie,
- Bo imprezę innę biorę:
- Za dzisiejszą mą swawolę
- I że w murze gdzieś tam dziura,
- Gotów pieniać mnie szlachciura,
- Więc krzyżową skończyć wolę.
- Pójdziesz wyzwać, mocium panie;
- Circa quartam niech mi stanie
- U trzech kopców z Czarnym Lesie.
do siebie
- Jak mu utnę jedno ucho,
- A czej z drugim się wyniesie.
PAPKIN
- Lepiej pisać...
CZEŚNIK
- A, broń Boże!
- Tam objaśnień, tam namowy,
- Tam potrzeba tęgiej głowy.
PAPKIN
- Muszę przyznać się waszmości:
- Od ostatniej mej słabości
- Tak zgłupiałem!...
CZEŚNIK
- To być może.
PAPKIN
- Zatem...
CZEŚNIK
- Wykręt nie pomoże.
PAPKIN
- Miejże, człeku, Boga w duszy,
- Nie wysyłaj nieboraka;
- Nim mu w lesie utniesz uszy,
- Mnie tam spotka hańba jaka.
- Wszakżeś mówił dzisiaj rano:
- "Miłe mi jest jeszcze życie,
- Gotów otruć, zabić skrycie."
CZEŚNIK
- Skrycie? – Nie, na boskim świecie.
PAPKIN
niekontent
- Ej tam, co tam!
CZEŚNIK
- Tać ci przecie
- Mnie pod nosem łba nie utnie...
PAPKIN
- Diabeł nie śpi.
CZEŚNIK
- Bałamutnie!
PAPKIN
pokazując powieszenie
- A nużby mnie?...
CZEŚNIK
grożąc
- Niech spróbuje!
- Taką bym mu kurtę skroił!...
PAPKIN
- Diabliż mi tam po tej kurcie,
- Jak zadyndam gdzie na furcie.
CZEŚNIK
głaszcząc go
- Wiesz, co, Papciu – spraw się ładnie,
- A w kieszonkę grubo wpadnie.
Całuje go w czoło i odchodzi w drzwi lewe, Papkin ze skrzywioną twarzą i kiwając głową w drzwi środkowe.