Strona:PL Teodor Jeske-Choiński-Gasnące słońce Tom II.djvu/012

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została uwierzytelniona.


ze stosunków towarzyskich. Teatr omijała, biesiad i liczniejszych zebrań unikała.
Jej rówiennice wyszły dawno zamąż.
Ona, czekając na patrycyusza, dla któregoby wielkość Rzymu była celem jedynym, najwyższym, dobiegła dwudziestego roku, nie zapaliwszy pochodni Hymenu. Szanować chciała tego, którego wola miała być jej wolą, a w otoczeniu Tulli Kornelii nie dostrzegła nikogo, ktoby odpowiadał jej pojęciom o cnotach męzkich.
W domach, z któremi prokonsulowa utrzymywała stosunki towarzyskie, spotykała Mucya albo wytwornych lekkomyślników, jak Marek Kwintyliusz, albo wyniszczonych rozpustników, jak senator Mucyusz. Każdy z tych niedobitków wielkiego rodu sprzedawał za pieniądze bez namysłu nazwisko i zasługi przodków, nie pytając o ich źródło. Prawie wszyscy poślubili córki lub wnuczki dorobkiewiczów, których miliony plamiła pamięć hańbiącego rzemiosła. A jeżeli znalazł się między purpuratami jaki mąż hartowny, to nie w Rzymie trzeba było zwykle szukać jego początku. Pokonane ludy odświeżały stan rządzący swojemi siłami najlepszemi, śląc mu wodzów, mówców, prawodawców i autorów. Nawet na tronie cezarów nie siedzieli, począwszy od Trajana, panowie z krwi rzymskiej, chociaż pochlebstwo wyszukało Antoninom protoplastów między towarzyszami królów albańskich.
Rychło zraziła się Mucya do sfer, do których należała pochodzeniem i wychowaniem. Lekceważona przez wykwintnisów rzymskich, nie znajdujących w obcowaniu z poważną patrycyuszką żadnej