Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Anastazya.djvu/013

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




Do Pana Antoniego Kamieńskiego!

Zdarza się często, że malarze czynią zaszczyt powieściopisarzom, ołówkiem lub pendzlem swym uświetniając utwory ich pióra, ale wypadek jest rzadki, aby powieściopisarz dzieło malarza piórem swem illustrował, że zaś właśnie wypadek ten zaszedł teraz pomiędzy mną a panem, więc pozwalam sobie opowiedzieć, jakim sposobem się to stało i jakie stąd wnioski nasunęły się mej myśli.
Dzień był jesienny, chmurny, błotny, nudny. Na niebie radości, na ziemi nadziei żadnej. W górze i w dole, w powietrzu i na ulicznym bruku, szarzyzna przewlekająca się po świecie leniwo i mętnie. Brak nawet chmur tych, które po niebieskich polach roznoszą rzeźby ponure, lecz fantastyczne; brak nawet wichrów tych, które po ziemskich błoniach grzmią gniewem i wyją bólem, ale na dnie duszy stają jeziorem melancholii, pełnem korali wspomnień i podzwonów pieśni. Spłowiałość powszechna, cichość martwa,