Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/027

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zbrodni, którejby nie można popełnić bez wyrzutów sumienia.
 KUBUŚ. — To co pan mi zarzuca, niejednokrotnie trapiło moją mózgownicę; mimo wszystko, powracam zawsze do poglądów mego kapitana: Wszystko co nam się trafia dobrego lub złego na ziemi, jest zapisane w górze. Czy zna pan jaki sposób aby wymazać to pismo? Czy mogę nie być sobą? A będąc sobą, czy mogę postępować inaczej od siebie? Czy mogę być sobą i kim innym? I, od czasu jak jestem na świecie, czy była bodaj jedna chwila w którejby to nie było prawdą? Wyrżnij pan kazań ile się panu spodoba, pańskie racje mogą być doskonałe; ale, jeśli jest napisane we mnie, albo tam w górze, iż mnie nie trafią do smaku, cóż ja mogę na to poradzić?
 PAN. — Dumam nad jedną rzeczą: mianowicie, czy ty przyprawiłeś rogi swemu dobroczyńcy, ponieważ to było napisane w górze, lub też czy to było napisane w górze, ponieważ miałeś przyprawić rogi swemu dobroczyńcy?
 KUBUŚ. — I jedno i drugie było napisane obok siebie. Wszystko było napisane odrazu. To niby wielka wstęga, która rozwija się po troszeczku...

 Rozumiesz, czytelniku, dokąd mógłbym prowadzić tę rozmowę, na której temat tyle się już nagadano, tyle napisano od dwóch tysięcy lat, nie posunąwszy rzeczy ani o krok naprzód. Jeśli nie czujesz dla mnie nieco wdzięczności za to co mówię, powinieneś jej mieć sporo za to czego ci oszczędzam.
 Podczas gdy nasi dwaj teologowie dysputowali nie mogąc dojść do porozumienia, jak się to czasem