Strona:Jules Verne-Anioł kopalni węgla.djvu/013

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


 Anna, młodsza jej siostra, była charakteru zupełnie innego: zastanawiająca się, rozważna, niczem się niezrażająca.
 Matka ich już nie żyła, ojca obie kochały bardzo, ala[1] gdy Marya nie zastanawiała się, że przewyższał wielu szlachetnością duszy, rozumem i niczem nieustra­szoną odwagą, Anna umiała oceniać w nim wszystkie te przymioty, i z miłością ku niemu łączyć bezmierne uwielbienie.
 Gdy mu się z ust wyrwała skarga, Anna czuła, że jej serce omdlewa, bo pojmowała, że cierpiał męki nadludzkie.
 Wtenczas to, myśląc, że drobna kwotka pienię­dzy wystarczyłaby, aby mu kupić to, co mogłoby przy­nieść ulgę w cierpieniu, a może i uzdrowienie, sądziła, że nie było pracy, którejby, dla zdobycia owej kwotki, nie zpołała[2] dokonać.
 Ale któżby chciał dać jakąkolwiek pracę dziewczęciu na pozór tak wątłemu?
 Pewnego dnia atoli zdawało się jej, że znalazła sposób urzeczywistnienia swoich marzeń.

 Od chwili otwarcia kopalni węgla powstało w okolicy mnóstwo lichych lepianek, nędznie skleco-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – ale.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – zdołała.