Stary kapral
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
I
Stoi w rynku dom, Dunaju blisko,
Godło na nim:srogi łeb Murzyna;
Tam ma zacne stróża stanowisko
Marcin Wiecheć, chłop od karabina!
Stary Wiecheć nie skiepściał na duchu,
Mimo wieku trzyma się jak tyka,
Srebrny „kulczyk” nosi w prawnym uchu,
A na grzbiecie kubrak od Ajzyka.
Miał dziad córkę, żonę gospodarną
(Syna burze z Langiewiczem niosły!);
W izbie Wiechcia pusto dziś i czarno —
Trzy mogiły na Powązkach wzrosły!
Gdy łeb siwy pochyla tęsknota,
W małej wnuczce jedyna pociecha —
Śliczna Baśka jak ptaszek szczebiota,
Stary Marcin przez łzy się uśmiecha...
II
Źle tym chadzać w podartej kapocie,
Których czoła Mars wieńczył diademem —
Marcin Wiecheć sługiwał w piechocie,
Był na Węgrzech z jenerałem Bemem!
Krzepkoż piekła z papryką słonina,
Tęgoż biła Bemowa piechota...
Czarna przyszła na Węgrów godzina,
Podła przyszła na Wiechcia robota!
Czasem człeka los jak zbój przydusi,
Dasz mu grosze, on chce i kaletę...
Kapral Wiecheć babrać w ścieżkach musi!
Kroćset diabłów!... Bassamteremtete!
Z miotłą w ręku gdy stróż zaduma,
„Stary Wiechciu — mruczy — to już nie ty:
Siny mundur, wąsy jak u suma...
Bem spiął konia: Elien! Na bagnety!...”
III
Lubi Wiecheć odpawować stójkę,
Gdy zimowa noc spadnie na ziemię:
Zawierucha toczy w rynku bójkę,
W białej płachcie Stare Miasto drzemie.
Armia domostw szturm odpiera hardo,
Nieugięta i w czworobok zwarta,
Stary kapral chodzi z halabardą,
Nasłuchując jak wojenna warta.
Tam w okienko blask kaganka bije,
Tam dogasa lampa staroświecka:
Głodna szwaczka drogą suknię szyje.
Matka płacze nad kołyską dziecka.
W sercu Wiechcia dziwne burze drżenie
Łzy tych kobiet, to bez ojca dziecię:
„Żebym nie ten »Hajnał«, psie nasienie,
Pewnie lepiej byłoby na świecie!...”
IV
Na facjatach, w domu „Pod Murzynem”;
Ma przyjaciół Marcin i stronników,
Tam staruszka wdowa mieszka z synem
I wesołych trzech akademików.
Siedząc w bramie w ranki lub wieczory,
Słyszy Wiecheć śpiewy ich i śmiechy —
To są, panie, dobre lokatory,
Choć gospodarz nie ma z nich pociechy!
Krew jak siarka, z oczu blask wylata,
Duch żołnierski, choć mleko pod nosem:
„Tożby grali »Hajnała« psubrata,
Co nas bestia stłukł pod Willagosem!...”
Do studentów nieraz w zmierzch, wśród zimy,
Po spadzistych stróż się schodach wdzierał:
„A! Pan kapral! Prosimy! Prosimy!
Jak to Niemców bijał Bem jenerał?...”
V
Cna fortuna, kapryśna niewiasta,
Gnała Wiechcia w różne świata strony,
Zewsząd tęsknił do Starego Miasta,
Bo je kocha tak jak syn rodzony.
Każdy dom mu, każdy zakąt znany,
Cicha Wisła, zgiełkliwe ulice,
W Starym Mieście miał swój sen różany,
W Starym Mieście zamknąć chce źrenice.
Widział kapral, jak żołnierz zdobne wiarę,
Godnie pójdzie w niebios jasność złotą,
Tam na niego czeka Bem jenerał,
Bem jenerał, z węgierska piechotą!
Lecą z Fary, w rzewną zdobne wiarę,
Prośby z serca Marcina wytrysłe:
„Boże! W niebie daj mi Miasto Stare!
Boże! W niebie daj mi srebrą Wisłę!”
VI
Przedwieczorna chwila złotoblada
Pierś błogością napawa jak rosą,
Kapral Wiecheć na zydelku siada
Z małą wnuczką, Baśką złotowłosą.
Skrawe słońce stacza się z wysoka,
Dachy płoną purpurą i złotem,
Mała Baśka coś paple, jak i sroka,
I dziecięcym wybucha chichotem.
Stare miasto w sen rzewny kołysze
Melancholia w powietrzu rozlana,
Srebrne dźwięki zamąciły ciszę:
Dzwon się ozwał u Świętego Jana.
Złotowłosa głowina... ot, tyla,
Do dziadkowej przytula się szyi,
Stary kapral łeb siwy pochyla:
„Anioł Pański zwiastował Maryi...”