Stary aktor

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych

I
Bogaty w wspomnienia sukcesów,
Ubogi na punkcie sakiewki,
Swój kącik ma aktor-emeryt
W izdebce łaciarza Dratewki.

Za młodu poezji i sławy
ciernista znęciła go ścieżka,
Był sztuki gorliwym czcicielem
I... kątem pod strychem dziś mieszka.

Zachwycał go geniusz Szyllera,
Porwała potęga Szekspira
I spać mu nie dały postaci
Romea, Hamleta i Lira.

Ariele i Puki skrzydlate
Sennemu szeptały bez końca:
„Dla sztuki żyj, chłopcze! Dla sztuki!
Do słońca dąż, chłopcze! Do słońca!...”

II
I wierność poprzysiągł poezji,
I został... wędrownym aktorem...
Te tłumy, co w dzień nim gardziły,
Porywał i wstrząsał wieczorem.

Wśród zgrai artystów — dla chleba,
Na scenie naprędce skleconej,
On kochał i szalał, i konał,
W potężne kreacje wcielony.

Gdy wijąc się w kurczach śmiertelnych,
Nick wołał: „Uśmiechnij się, królu!...”
Dech w piersiach zamierał słuchaczom
I serca pękały im z bólu.

Drżał teatr od grozy wiejącej
Z Otella, Makbeta lub Moora...
I kwiatów padały girlandy
Pod stopami tułacza-aktora...

III
Minęły sceniczne sukcesy,
Przebrzmiała baśń sławy złocista
W izdebce łaciarza Dratewki
Zamieszkał na starość artysta.

Los-figlarz i ciernie i róże
Pod nogi mu sypał obficie —
Dziś aktor... nauczył się łatać
I szewtwcem zarabia na życie.

Nie nazbyt sławetny Dratewka
Jest kontent z swojego kamrata:
Miast wglądać w tajniki i przyszczypek,
On myślą po niebie gdzieś lata.

Nieświadom jest szewckich zwyczajów
I fachu jest zgoła nieświadom —
„Ot, szkoda! Zmarnował się człowiek!...” —
Tak mówi Dratewka sąsiadom.

IV
Przy chwiejnym światełku łojówki
On nieraz przesiedzi noc całą,
Z arcydzieł wielkiego Szekspira
Kreacją studiując wspaniałą.

Dratewka po mendlu kufelków
To mruknie, to chrapnie do ucha,
A Makbet spostrzega cień Banka,
A Hamlet szyderstwem wybucha!

Jak czarem, kolejno się zmienia
Podstrycze łaciarza prostacze:
Park... Cisza... Szept tęskny Romea...
Pustkowie... Pioruny... Lir płacze...

Szewc-aktor z orszakiem widziadeł
Odprawia nadziemskie wędrówki...
Wiatr z jękiem uderza w okienko...
Migoce światełko łojówki...

V
Gdy w brudnej izdebce pod strychem
Rozgoszczą się mroki wieczora,
Dratewka, utracjusz i birbant,
Do knajpki wyciąga aktora.

Po trzecim kufelku bawara,
Po „gorzkiej”, „miętowej” i „czystej”
Twarzyczka wędrownej Ofelii
Wykwita pod okiem artysty.

Zbyt krótko się Hamlet napawał
Miłości tej błędnym ognikiem —
Ofelia nie zgasła w szaleństwie,
Lecz za to... uciekła z kupczykiem,

I z oczu sennego aktora
Do kufla dwie słone łzy biegą —
Dratewka go budzi kułakiem:
„Hej! Pora do domu, kolego!...”

VI
W ubogiej izdebce pod strychem
Dobiegło to życie do końca —
I skonał wędrowny artysta
Wołając: „Do słońca! Do słońca!...”

Tak z żalu pił majster Dratewka,
Aż dostał gorączki i chrypki —
Do butów zmarłego ostatnie
Na urząd dorobił przyszczypki.

Za trumną aktora-tułacza
Szło czterech kolegów łaciarza,
Garść ziemi cisnęli do grobu
I... poszli do knajpy z cmentarza.

Po piątym kufelku bawara
Rzekł majster ścierając łzę z powiek:
„To partacz był, panie, nie łaciarz!
Ot, szkoda! Zmarnował się człowiek!...”


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.