Sień
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Sklepiona, wąska, długa sień
Nawet w lipcowy skwar — zimowa.
Tam mrok panuje w jasny dzień,
A nocą lampka tli naftowa.
Niegdyś ładowne paki w niej
Stały, by ruszyć w świat, do Gdańska,
Patrycjusz zysk obliczał — hej! —
W oczach fortuna rośnie pańska!
Z sieni na lewo widać loch,
Drobne okienko kryje krata:
We łzach tam może czeka — och! —
Wybladły więzień na miecz kata.
Szczękły ci zęby, zsiniał nos,
Uderza siódmy pot do głowy —
Aż cię orzeźwi miły głos:
„Niech tego śledzia zje pan zdrowy!”
Błękitne niebo leje żar,
Ogień przenika aż do kości,
Wziął szewc kamaszków kilka par,
Pracuje sobie „w przezpieczności”.
Albo mu tutaj w sieni źle,
Gdy jest pan majster mądrą główką
I wie, jak trzeba chłodzić się:
Doppeltkimelem lub miętówką?
W kącikach sieni szeptu szmer
Na zmiany się z chichotem snuje,
Całkiem jak w świecie „lepszych sfer”,
Tylko że tu się mniej blaguje.
A choć sie czasem trafi zgrzyt,
Nie ubarwiony słów finezją —
O muzo moja! Cyt, ach, cyt! —
Miłość i w sieni jest poezją...