Setnik rymów duchownych/LXIII

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych

Także z poranku począwszy, mój Panie,
Konać mnie będziesz, aż ciemna noc przyjdzie?
Także Cię z płaczem rzewne narzekanie,
Także wołanie me przed Cię nie wnidzie?


Piszczę jak ptaszę od matki zgubione,
Hukam jak gołąb po dzieciach straconych,
Ustają oczy w niebo wyniesione,
Gwałt cierpię; Panie, ratuj sił strapionych.


Świtanie ziołom wdzięczną rosę niesie,
Mnie na powiekach gwiazdy łez odchodzą.
Fortunne ziółka, szczęsna trawo w lesie,
Wy czerstwiejecie, a mnie mdłości szkodzą.


Zwierz, ptastwo w nocy swe posiłki mają,
Mnie trapić księżyc na niebo wstępuje.
U inszych oczy z słońca rozkosz znają,
Lecz w moim sercu dzień trwogi szykuje.


Panie, jeśli to żywot, a takimi
Łaskami być ma ta dusza bawiona,
Niech Ci nie będę przykry słowy mymi,
W pokoju gorzkość daj była skończona.