Resurrecturis

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Resurrecturis • Zygmunt Krasiński
Resurrecturis
Zygmunt Krasiński

Świat ten smętarzem z łez, ze krwi i błota,
Świat ten jak wieczna każdemu Golgota!
           Darmo się duch miota
           Kiedy ból go zrani;
           Na burze żywota
           Nie ma tu przystani!
      Los z nas szydzi w każdej chwili:
      Dzielnych strąca do otchłani —
      Giną święci, giną mili —
           Żyją niecierpiani!
Wszystko się plącze — i nierozgmatwanie.
      Smierć w pobliżu — a w oddali
      Gdzieś na wieków późnej fali
           Zmartwychwstanie.

Więc trzeba skrzepnąć — stwardnieć — być bez serca,
Pośród morderców stanąć jak morderca,
 Pośród zbrodniarzy wystąpić zbrodniarzem?
           Kłamać — nienawidzić —
           Zabijać i szydzić —
Tak świat, tem samem co dawa, obdarzem!
Oto potęga — lub stańmy się niczem!
Jedzmy i pijmy — bądźmy śmiecią złotą,
Ciała wygodą, a myśli nędzotą —
Tak się do głupich i szczęśliwych wliczem!

          O nie! O duchu mój!
          Wstecz się cofnij — stój!
          Nie takąć to bronią
          Na ludzkości czele
          Z złem na ostre gonią
          Zła okróciciele!
          Jedna tylko w świecie
          Moc ofiary cicha
          Los gniotący zgniecie —
          Oto dziejów lew!
          A podłość czy pycha
          To jednakie śmiecie,
          Które w otchłań spycha
          Lada dziejów wiew!

          O, poznaj sam siebie,
          Nie żądaj być panem,
          Jak Pan, który w niebie!
Ni chciej, jak bydlę, gnić nad paszy łanem!
Z tej strony grobu przed zmartwychwstań wschodem
Bądź ty w człowieku, męką z niebios rodem,
Bądź arcydziełem nieugiętym woli,
Bądź cierpliwością — tą panią niedoli —
Co gmach swój stwarza z niczego — powoli!
Bądź tą przegraną, której cel daleki,
A która w końcu wygrywa na wieki!
Bądź spokojnością — śród burz niepokoju —
W zamęcie miarą — i strojem w rozstroju —
Bądź wiecznym pięknem — w wiecznym życia boju!
Dla podłych tylko i Faryzeuszów
Bądź groźbą — gniewem — lub świętem milczeniem
I nie miej żadnych z obłudą sojuszów!
Dla wszystkich innych bądź anielskim tchnieniem,
Bądź tym pokarmem, który serca żywi —
Bądź im łzą siostry — kiedy nieszczęśliwi,
A głosem męskim, gdy się w męstwie chwieją,
Tym, którzy z domu wygnani, bądź domem —
Tym, co nadzieję stracili — nadzieją,
A śpiącym trupio bądź przebudzeń gromem!
W walce z tym piekłem świata co się złości,
Zawsze i wszędzie, bądź siłą, co skłania
Nad śmierć silniejszą siłą ukochania —
          Bądź piekłem miłości!

W ciągłej przykładu i słowa postaci
Rozdawaj siebie samego twej braci!
Mnóż ty się jeden przez czyny żyjące,
A będą z ciebie jednego — tysiące!
Bądź i w kajdanach niestrudzonym trudem ––
Niech ból cię każden choć boli, nie boli!
W jednej twej piersi bądź twym całym ludem!
Bądź niebo z ziemią spajającym cudem ––
          Świętością w niewoli!

Ni spiesz się na śmierć, aż, jak ziarno w ziemi
Myśl twa się w sercu wsieje — i rozplemi!
Póki męczeństwo nie pewnią zwycięstwa,
Twym dobrem tylko, a nie człowieczeństwa —
          Unikaj męczeństwa!
          Marniej sławy wieńce
          Chwytają szaleńce,
          W niebezpieczeństw wiry
          Skaczą bohatyry –
          Lecz wyższa moc ducha
          Tych ułud nie słucha.

Dopiero, kiedy jęczący dokoła
Dzwon zdarzeń wszystkich na ciebie zawoła,
Byś ty się w odkup ofiarował za nie —
A usłyszawszy to ziemi wołanie,
Ty padniesz duszą w pokornianej skrusze
U rozstajnego obu światów proga
I w twą, rozsłaną tam przed Bogiem, duszę
Spłynie śród ciszy natchnienny głos Boga;
Wstań — i jak szermierz dobiegły do mety,
Ze stóp twych strząśnij pył tego planety —
Wstań — i z miłości, co, gdy kocha, kona,
Odlatujące wznieś w niebo ramiona!
Wstań i do katów, co śpieszą ku tobie,
Sam śpiesz się naprzód i witaj tych gości
Cicho – spokojnie – błogo – w bezżałobie —
Litośnym wzrokiem twej nieśmiertelności!
Wtedy świadectwem skończ w przyszłość obfitem;
Śmiercią bądź życia najwyższym wykwitem!
      Co świat przezwał snem i marą
           Uczyń jawem,
           Uczyń wiarą,
           Uczyń prawem,
      Czymsiś pewnym i ujętym,
           Czymsiś świętym,
           Co głęboko w serca,
           Jak sztylet się wwierca
           I tkwi w nich bez końca,
           Choć tylko je trąca
           Westchnienia powieniem!...
           Aż świat twój morderca,
           Sam klęknie i wyzna,
           Że Bóg i Ojczyzna
           Narodów sumieniem.

     Gdy z krwi płynnej twego ciała
     Myśl twa szkarłat będzie miała –
     Myśl twa będzie światła prądem,
     Skrzącym w górze bożym sądem
     Nad bezbożnych dolną zgrają.
           Jej nie dotrzymają
           Ni męże, ni działa,
           Ni kłamstwa, ni złudy,
           Ni geniusz, ni chwała,
           Ni króle, ni ludy.
           I o trzeciej dobie
           Na męki twej grobie
           Ze zdarzeń powodzi,
           Ponad klęsk otchłanie
           Niezrodzone się narodzi –
           Sprawiedliwość wstanie!

Nizza, 1846



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.