Renegat

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Renegat • 1824 • Adam Mickiewicz
Renegat
1824
Adam Mickiewicz
Ballada turecka

[edytuj] Część I

Co się niedawno stało w Iranie,
Opowiem światu całemu:
Na kaszemirskim usiadł dywanie
Basza pośrodku haremu.

Pieją Greczynki, pieją Czerkieski,
Pląsają branki Kirgisa,
U tych w źrenicach szafir niebieski,
U tamtych cienie Eblisa.

Basza nie widzi, Basza nie słucha,
Turban zawiesił nad okiem,
Drzemie i dymy ciągnąc z cybucha
Okrył się wonnym obłokiem.

Wtem u wrót szczęścia hałas się wzmaga,
Rozstąpiły się sług rzędy,
Nieznaną brankę wiódł Kyzlar-Aga,
Skłonił się i rzekł: «Effendy!

«Którego jasność takiej jest mocy
Między gwiazdami dywanu,
Jak śród brylantów na szatach nocy
Ognisko Aldeboranu,

«Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu,
Bom dobrych nowin tłumaczem,
Oto służebny wiatr z Lehistanu
Darzy cię nowym haraczem.

«Padiszach nie ma takiej krzewiny
w sadzie rozkoszy w Stambule,
Ona jest rodem z zimnej krainy,
Którą wspominasz tak czule».

Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,
Odsłonił – cały dwór klasnął;
spojrzał raz na nią trzytulny Basza,
Wypuścił cybuch i zasnął.

Chyli się na bok, turban mu spada,
Biegną przebudzić, – o dziwy!
Usta zsiniałe, twarz śmiercią blada,
Basza renegat nieżywy! –

[edytuj] Część II

«O dziwy, zgroza!» – wołają janczary
I mędrce w prawie ćwiczeni –
Tę Nazaretkę za okropne czary
Zakopiem w stosie kamieni.

«Owóż to Hassan, ów renegat Basza,
Sroższy nad lwa i tygrysa,
Co go nie tknęła żadna dziewka nasza
Ni Dżurdżistanu hurysa.

«Ów, gdy Chanowi na srebrny półmisek
Rzucił łeb księcia Iflaku,
Wdzięczny mu Chagan dziesięć odalisek
Z własnego przysłał orszaku.

«Wszystkimi wzgardził! Teraz go zabija
Postać lękliwej gazeli;
Jako moltyla lada modra żmija
Promieniem oczu zastrzeli.

«Niechże tę żmiję bej na pastwę czerni
Z warownej straży przywiedzie,
Już od godziny zebrali się wierni
I każdy z miasta już jedzie».

Przyjechał każdy, zbierają kamienie;
Czekają, próżna nadzieja!
Bej nie przychodzi, odbite więzienie;
Ani dziewicy, ni beja!...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.