Recenzje Lalki/Powieść mieszczańska

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Powieść mieszczańska • Recenzja Lalki • Józef Kotarbiński
Powieść mieszczańska
Recenzja Lalki
Józef Kotarbiński
Tygodnik Ilustrowany 1890, nr 10-11

[...] W Lalce od początku do końca czujemy tętna ruchu Warszawy, której Prus jest duchowym dziecięciem wybranym i kochającym. Nigdy jeszcze życie "grodu syreny" nie odbiło się tak wielostronnie w powieści. Widzimy tu salony, sklepy, podwórka, domy, zaułki, bulwary, rajtszule, kościoły, banhofy; widzimy sceny z życia arystokracji, kupiectwa, młodzieży, licytacje, wyścigi, rauty, sesje handlowe; widzimy całą czeredę postaci warszawskich, począwszy od uczonych książąt, adwokatów, kupców, lekarzy, a skończywszy na... faktorach, pieczeniarzach i dziewczynach publicznych.

Dwa jednak motywa społeczne górują ponad pstrą i bogatą czeredą scen powieści; wytwarzanie się mieszczaństwa, a zwłaszcza kupiectwa nowszego, oraz stosunek pokolenia "romantyków" do "pozytywistów" i przetwarzanie się ideałów społecznych w ostatnich czasach. Nie znaczy to, że autor chciał w całej pełni wystawić te zjawiska społeczne. Nie należy stawiać jego powieści zbytnich z tego punktu widzenia wymagań ani też fałszywie uogólniać jej wyników. On tylko malował życie współczesne, wiązał je z ogniwami niedalekiej przeszłości, jak przystało na obserwatora, który wie, że każde dziś musi być wynikiem dnia wczorajszego i nosi w sobie zarody jutra... [...]

Z całą sympatią kreślił autor dzieje niemieckiej rodziny i jej sklepu, który staje się po dwudziestu latach polską firmą. Z Podwala sklep Minclowski przenosi się na Krakowskie Przedmieście i staje się wielkim składem galanteryjnym, i tytułem spadku przechodzi na własność Wokulskiego, głównego bohatera powieści. Nie jest to dawny handel na pół kramarski, w sklepionej a ciemnej izbie, w której gromadziły się towary różnych gałęzi. To już sklep elegancki w nowym stylu, z wystawą kokietującą przechodniów, z doborową klientelą. Sklep ten w powieści żyje, ale z jednej głównie strony. Autor wystawia go jako wielką izbę pełną przedmiotów martwych, umiejętnie uporządkowanych, w której pracują i siedzą subiekci, każdy z odrębną fizjonomią i przyzwyczajeniami, z właściwą sobie metodą traktowania kupujących. Widać ruch od strony ulicy, stosunki z publicznością. Autor ukazuje głównie ludzi, zostawia w półcieniu stosunki handlowe. A jednak Prus jako przyrodnik i socjolog wie o tym doskonale, że sklep każdy jest tylko formą, przez którą przepływa materia, jest organizmem handlowym, który przyjmuje wartości ekonomiczne i oddaje takowe konsumentom w tym celu, aby wzbogacić się przyrostem zysków pieniężnych. Prus pomija ten ruch handlowy, który tak świetnie opisał Zola w swej powieści: Au bonheur des dames, nie zajmują go różne formy stosunków, obrotów, dostaw, transakcji, które składają się na całość odrębnego "interesu". Prawda, że powieściopisarz nie może dzieła sztuki zamieniać na księgę kupiecką lub buchalteryjną, ani też przeładowywać mnóstwem fachowych szczególików. Ale w powieści można przedstawić wewnętrzną logikę handlu, wydobyć na wierzch robotę kupiecką na tle stosunków ekonomicznych i obyczajowych. Zola z zamiłowaniem śledzi olbrzymi ruch martwych przedmiotów, wytworzony przez potęgę inteligencji i kapitałów. Prus zamiast tego zagląda pilnie w głębię duszy kupców jako ludzi. [...]

Prus każe nam wierzyć na słowo, że robi Wokulski wielkie pieniądze, zakłada spółki wybornie procentujące - ale to wszystko dzieje się trochę... w powietrzu. Nie znać tu znowu logiki w robocie pieniędzy, w organizacji przedsiębiorstwa - nie czujemy w charakterze Wokulskiego tych sprężyn intelektualnych, które go czynią szczęśliwym pogromcą i ulubieńcem mamony. Owszem, nieraz mamy prawo się dziwić, że ten dorobkiewicz szasta tysiącami rubli, jakby miał na zawołanie bajeczną kieskę złotonoskę. A jednak zrobienie majątku, wywalczenie sobie finansowej potęgi są to wśród dzisiejszej walki o byt sprawy kapitalne, które należało uchwycić w wewnętrznej logice i żywotnym ruchu. Siłę praktyczną Wokulskiego stanowiły jego nadzwyczajne zdolności ekonomiczne i handlowe, jako jeden z przymiotów jego przebogatej i nadto złożonej natury. Tymczasem cała ta praca wygląda na niezbyt dobrze obmyślaną improwizację. Wokulski tak samo fantastycznie zdobywa majątek i dokonywa wielkich operacyj, jak jego dawniejszych poprzedników w naszych powieściach. [...]

Rezultatem społecznym Lalki jest obok rozpanoszenia się Szlangbaumów et consortes upadek ludzi działających bez dalej wytkniętych celów, bez trzeźwego zrozumienia potrzeb i obowiązków społecznych. Koniec powieści przedstawia się ponuro. Widać w nim skutek rozwoju społeczeństwa, które nie może znaleźć wytycznych dróg rozwoju. Wymierają dawni romantycy, a nowi pozytywiści nie znajdują gruntu pod nogami. Po pierwszych jednak zostaje siła duchowa, którą Prus symbolicznie w końcu zaznaczył; zostaje cząstka moralna, która jest zadatkiem nieśmiertelności. Nowi jednak działacze muszą iść innymi drogami, muszą żywotność oprzeć na podstawach realnych, dążyć do wytworzenia energii, swojskich sił na polu ekonomicznym, aby na tej podstawie podnieść siłę moralną.

Brak programu, który by łączył ideały zbiorowe z jasnym wytknięciem prac praktycznych, jest przyczyną bezpłodności działań tego pokolenia przejściowego, które rozwija się wśród skomplikowanych i trudnych warunków. Głosem jeremiaszowym nawołuje Prus do pracy na swojskim gruncie, która ważniejszą jest aniżeli służba dla ogólnoludzkich celów albo szukanie losu po świecie. Jeśli dla jakichkolwiek bądź powodów ludzie dzielni i uczciwi nie będą pamiętali o najbliższych obowiązkach, to rozwielmożnią się geszefciarze i karierowicze najgorszego gatunku. Rozumie się, że malując objawy społecznego rozbicia, Prus musiał być jednostronnym. Mamy prawo teraz oczekiwać dopełnienia obrazu, utworów wytycznych i pokrzepiających. W Lalce nie ma zarysów dodatniego programu, chyba jeżeli nadamy takowe znaczenie stosunkom Wokulskiego z kupcem Suzinem, który był mu szczerym druhem, dopomógł do zdobycia majątku. Autor potrącił tu przelotnie kwestią natury ekonomicznej, z której mogłyby wypłynąć ważniejsze rezultaty, gdyby Suzin stał się typem reprezentującym szerokie koła i rzesze.

W obecnej chwili ta i inne sprawy stanowią wielki znak zapytania, który jest tytułem ostatniego rozdziału powieści. Trafna to symbolika, świadcząca, że pisarz zna dobrze duszę tej szerszej gromady. Powieść jego nie może być uważana za jakieś skupienie wszystkich rysów obyczajowych epoki, ale odbija wiele jej naturalnych znamion, jest smutnym obrazem braku świadomości społecznej, nie umiejącej sformułować zadań dnia jutrzejszego. [...]

Ogromne bogactwo epizodów, scen, postaci i widoków stanowi główny powab powieści, której kapitalnym błędem jest brak artystycznej jednolitości i harmonii. Prus nie pisał bez planu, o czym świadczą niektóre misternie narysowane nici, wijące się przez całość utworu. Ale to pewna, że w miarę tworzenia rósł obszar dzieła, że autor zbaczał zanadto z wytkniętej kolei, malując z zamiłowaniem wiele pobocznych, luźno przyczepionych scen. Przepysznym jest prosty, szczery, szeroko epicki ton powieści pisanej językiem giętkim, barwnym, pełnym prostoty. Czasami jednak obok malowideł w szerokim stylu, wetknie autor humorystyczne obrazki, pełne werwy, śmieszące do rozpuku, ale trochę szarżowane i karykaturalne.

Szkoda, wielka szkoda, że budowa całości jest powikłana i nieporządna. Wszystkie prawie części utworu są świetne, spojenie ich bardzo wadliwe.

Całość można porównać do bogatego, ale bezładnie założonego parku, który w ogólnych grupach drzew nie ma harmonii, pełen jest powikłanych ścieżek i uroczych zakątków. Potępianie jednak powieści dla tych usterek byłoby dowodem bardzo płytkiego formalizmu. Tętni w niej tyle życia, tyle skupionej miłości, znać tu i ówdzie pracę myśli, czasami niesystematycznej, ale rzutkiej i głębokiej, że Lalkę należy zaliczyć do znakomitych dorobków piśmiennictwa naszego, do świadectw jego niewygasającej siły. Przetrwa ona dłużej aniżeli pisane o niej krytyki, choćby oskarżały autora o siedem grzechów śmiertelnych przeciw estetyce szkolarskiej.



PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).