Pod Syreną
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
I
Doskonale zna Warszawa
Zacną knajpkę „Pod Syreną” —
Tam się gada z animuszem
Oraz pije z wielką weną.
„Pod Syreną” nie są w cenie
Szumne blagim, modne szychy:
Stare meble, stare ściany,
A na ścianach stare sztychy.
W głębi izby zadymionej,
Pod brudnymi kuchni drzwiami,
Nęcąc oczy i żołądki,
Stoi bufet z przekąskami.
Za bufetem sprzęt nad sprzęty:
Pełna flaszek szafa wielka,
Przy niej czuwa nieustannie
Sama knajpy właścicielka.
II
„Właścicielka, co ma z dawna
Nazwę „ciotki Magdaleny”,
Nie odznacza się zupełnie
Podobieństwem do syreny.
Za to kuchnię jadłodajni
Reklamuje świetnie ona:
Tryska zdrowie z jej postaci,
Jest pękata i czerwona.
Do obsługi liczonych gości
Są w zakładzie dwie dziewice
Obie pulchne mają kształty
Oraz wdzięczne mają lice.
Znajomemu kundmanowi
Dając kufel pełen trunku
Nie obrażą się za uścisk,
Nie odmówią pocałunku.
III
Wieczór miasto mgłą otula,
Bladym światłem gaz się pali
W jadłodajni „Pod Syreną”
Siedzą tłumnie goście stali.
Brzęczą kufle i kieliszki,
Wre gawędka ożywiona,
W kłębach dymu połyskuje
Gospodyni twarz czerwona.
Przy stolikach ciągną piwo
Staromiejskie przednie typy,
Na ulicę płyną śmiechy
I rubaszne mkną dowcipy.
Wśród kundmanów się krzątają
Dwie dziewice, dwie syreny,
A na wszystkich patrzy czujnie
Oko „ciotki Magdaleny”.
IV
Już dwunasta na zegarze,
W knajpie z wolna lampy gasną.
W głowach gości z „Pod Syreny”
Także nie jest bardzo jasno.
Na wpół drzemiąc przy stolikach
Siedzą szewcy i stolarze,
W rembrandtowskich toną cieniach
Chwiejne głowy, senne twarze.
Za bufetem gospodyni
Zysk oblicza całodzienny,
W kącie izby sam do siebie
Jakiś kundman mówi senny.
Już ostatni gość się żegna
Z grubą „ciotką Magdaleną”.
Jutro wszyscy przyjdą znowu
Pić i gadać „Pod Syreną”.