Oda do wiatru zachodniego

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania


Oda do wiatru zachodniego • Percy Bysshe Shelley
Oda do wiatru zachodniego
Percy Bysshe Shelley
Przekład: Jan Kasprowicz.

Spis treści

I[edytuj]

Zachodni wietrze, tchu jesiennej Pory,
  Przed którym pierzcha, gdy mkniesz niewidziany,
Jak przed zaklęciem ulatują zmory,

Liść zżółkły, ogniem suchotniczym zlany,
  I pada martwy: ty, co oziminę
Wiedziesz na łoże śnieżyste, gdzie łany

Wypoczywają, niby trupy sine
  W grobach, bezwładne, aż w swój róg uderzy
Wiosna, twa siostra, w lazurów godzinę

I w ową ziemię, co uśpiona leży —
  Do żeru ptactwo zbudziwszy po niebie —
Wieje swą barwę i swój zapach świeży:

Duchu wszechbytów, którego dłoń grzebie
I wskrzesza z mogił — słuchaj, wzywam ciebie!

II[edytuj]

O ty, którego prąd pośród przestworza
  Zrywa, jak liście, szmaty chmurnych mgławic
Z chwiejnych gałęzi niebiosów i morza —

Są to anioły deszczu i błyskawic:
  Na jasnym licu twej powietrznej fali,
Włos rozczochrany nad czołem tych krwawic,

Menad — gdy skroń ich płomieniem się pali —
  Rozwiewa burza, krocząc, bujne sploty,
Co aż tam giną — w zenitowej dali!

Ty, skargo roku, co swymi obroty
  W grobie tej nocy dzisiejszej się grzebie —
Z mgieł i wyziewów rozpięte namioty

Ponad nim w deszcz się rozpękną na niebie,
W grom i w błyskanie — słuchaj, wzywam ciebie!

III[edytuj]

Ty, co Śródziemne budzisz Morze, we śnie
  Tulące letnim spienione swe moce
Przy szumie wałów, nucące mu pieśnie

Pośród pumeksów w bajońskiej zatoce —
  Morze, co patrzy, jak gród stary, w szczyty
Pałaców strojny, w dniu tych fal migoce,

Mchem lazurowym i kwiatem pokryty,
  Jakiego żadne rojenia nie znały —
Ty, pod którego stopami błękity

Atlantykowe łamią się w kawały,
  Kiedy las błota, który chłonie w siebie
Zwiędły kwiat morski, na głos twój drży cały,

Drży i bieleje z przestrachu i grzebie
Plany w swym wnętrzu — słuchaj, wzywam ciebie!

IV[edytuj]

Gdybym był listkiem, igraszką twej dłoni,
  Gdybym był chmurką mknącą drogi twymi,
Falą, co czuje i dzieli wśród toni

Morskiej twą władzę, tylko mniej rwącymi
  Obdarzon skrzydły, o niepowściągniony!
Gdybym, jak ongi w dzieciństwie, mógł z ziemi

Wznieść się ku tobie w te niebieskie strony
  I spieszyć razem, jak wówczas, gdy niczym
Twe zdało mi się prześcignąć zagony,

Nie łkałbym tutaj z bolesnym obliczem!
  Jak liść mnie zabierz, jak falę, jak chmurę!
Kończę pod życia ciernistego biczem!

Ciężar chwil ziemskich przełamał naturę,
Tak jak ty dumną i rwącą się w górę.

V[edytuj]

Niech się w twą harfę jak ten las przemienię,
  Choć kiść się ze mnie jak z niego pozrywa...
Twoich melodii przepotężne drżenie

Jesienny dźwięk nam obu z serc dobywa,
  Słodki, choć smutny! Nieokiełznany duchu,
Bądź moim duchem! Bądź mną siło żywa!

W świat myśl mą zmarłą ponieś na kształt puchu
  Tych liści zwiędłych, wieszczących radośnie
Dni zmartwychwstania... w rozpieśnionym ruchu

Roztrząś, jak popiół i skry ognionośne,
  Te moje słowa!... Niechaj się rozszerza
Nad senną ziemią me proroctwo, głośne

Jak odgłos surmy! Gdy się zima zbliża,
Czy nie podąża za nią wiosna chyża?!...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza.