Na zgon poezji (Asnyk)
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Nie! nie umarła, jak to próżno głoszą,
- Ta jasnych krain pani i królowa,
- Co serca ludzkie napawa rozkoszą;
- Żaden ją grabarz pod ziemię nie schowa,
- Nie stłumi natchnień, które pierś jej wznoszą,
- Nie skazi wdzięku cudownego słowa,
- Bo nim ją w piasku mogilnym pogrzebie,
- Już z nową jutrznią zabłyśnie na niebie.
- Ci, którzy mówią ciągle o jej zgonie,
- Czyliż nie wiedzą, że ma żywot wieczny
- W piersiach ludzkości i w natury łonie?
- Że się odnawia w jasności słonecznej,
- W ogniu młodości, co wieczyście płonie
- I czarodziejsko w jeden węzeł splata
- Marzenia ludzi z pięknościami świata?
- Czyliż nie wiedzą, że ona jest wszędzie
- Rozlaną w całej błękitów przestrzeni,
- Że ciemnych jaskiń przenika krawędzie
- I świeżym liściem w gruzach się zieleni,
- A choć zużyte porzuci narzędzie,
- Choć dawne swoje koryto odmieni,
- To w nowych myślach, uczuciach lub czynie
- Naprzód z wezbranym prądem życia płynie?
- Na cóż więc trwoga o jej przyszłe losy?
- Czyliż zabraknie wiosennych błękitów?
- Czyliż zabraknie łez ożywczej rosy,
- Snów bohaterskich, miłosnych zachwytów?
- Czyliż ucichną tajemnicze głosy
- Stłumionych pragnień i rozpaczy - zgrzytów
- I czyliż wszystko w nicość się rozwieje,
- Co żywi całych pokoleń nadzieje?
- Nie! nic nie zginie z uczuć przędzy złotej,
- Choć wzór powolnej ulegnie przemianie -
- Zawsze tak samo młodych skrzydeł loty
- Wzbijać się będą nad ciemne otchłanie;
- Zawsze te same słowicze tęsknoty
- I żądza szczęścia ta sama zostanie
- I sercom ludzkim śpiewną da wymowę;
- Dźwięki tak znane, a tak wiecznie nowe.
- Niewczesne wasze żale, o wróżkowie,
- Co nieśmiertelnej śmierć wróżycie pewną;
- Ona się w martwym nie zamyka słowie,
- Nie jest zaklętą w marmur ani w drewno,
- Lecz ma sklepienia niebios za wezgłowie,
- A na usługi sfer harmonię śpiewną,
- I rządzi z góry sercem niewolnika -
- Jak chce, zstępuje - i kiedy chce, znika.
- Ona żyć będzie, choć jej oddźwięk zgłuchnie
- W lutniach śpiewaków i sercach słuchaczy,
- Ona w grobowym przechowa się próchnie,
- Przetrwa mrok zwątpień i burzę rozpaczy
- I świeżym ogniem w przyszłości wybuchnie,
- I znowu świat ją schodzącą zobaczy,
- Biorącą berło, by rządzić wszechwładnie,
- I znów z miłością do nóg jej upadnie.
- Ta trumna, którą do grobu składacie,
- Zawiera tylko kształt jej już przeżyty,
- Uwiędłe kwiaty na jej ślubnej szacie,
- Woń znikającą, lutni dźwięk rozbity,
- Wolno wam płakać po kochanki stracie,
- Co w was młodzieńcze budziła zachwyty,
- Ale nie wolno orzekać - że ona
- Dla serca ludzi na zawsze stracona.
- Wy się nie troszczcie o nią - o wróżbici!
- Bo ona w piasku mogilnym nie leży,
- Lecz dawnych marzeń potargane nici
- Przerabia w ciszy na strój inny, świeży,
- W którym znów serca stęsknione zachwyci
- Nowych kochanków i nowych rycerzy.
- Nie płaczcie nad nią, bo ona w obłoku
- Na chwilę tylko uszła ludzi wzroku.