Na szczycie piramid
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Jak dwaj czarni — z białymi skrzydłami Anieli,
Dwaj Araby na rogach pomnika stanęli,
Ja na głazie najwyższym chciałem zebrać wzrokiem
Cztery ściany, spadzistym lecące potokiem,
I nie mogłem ogarnąć — bo na to potrzeba
Być słońcem... i na królów groby patrzeć z nieba.
Araby stali cicho — za nimi zwierciadłem
Był sklep błękitu... w niebo — spojrzałem... i siadłem,
Patrząc na różnych wkoło napisów kobierce.
Cicho... zegarek słyszę idący... i serce...
Czas i życie. — Spojrzałem na błękit rozciągły,
Świat przybrał kształty Bogiem widziane — był krągły.
Z dala Kair... Nil... łąki — daktylowe laski...
Bliżej pustynia... złotem oświecone piaski...
Bliżej trzy drzewa... figa... pod nią cienia chłodnik,
A w nim stał mój osiołek i Arab przewodnik.
Patrząc na nich myślałem... o mrówce ze srebra...
Bliżej dolina piasku — cała w równe żebra
Wichrem zmarszczona... i Sfinks, i grobowce białe —
Ziemia widoma... wszystko dojrzane, lecz małe...
Inny widok na prawo... inna była scena:
Naprzeciwko Cheopsa — stał pomnik Cefrena,
Tak że orzeł po równej krainie błękitu
Mógł płynąć od jednego — do drugiego szczytu.
Dwie piramidy wąwóz tworzyły głęboki,
A zachodniego słońca czerwone potoki
Jakby falami ognia płynęły tamtędy,
Lejąc się przez grobowców utworzonych rzędy.
Ale większy był jeszcze widok z innej strony:
Pustynia — i ogromny krąg słońca czerwony
Chylił się do zachodu...
I większy był jeszcze
Widok w myślach — na wieki lecące jak deszcze
Po granitowych ścianach; na pożarów łuny,
Na ogromnych wypadków bijące pioruny...
Kiedym to wszystko wstawił — i w grobie pochował,
Zdało mi się, że Mojżesz krwią Nil zafarbował
I że płynął czerwony... wypadków posoką;
A tak myśląc, po głazach obłąkane oko
Padło na jakiś napis — strumień myśli opadł...
Ktoś dwudziesty dziewiąty przypomniał Listopad,
Polskim językiem groby Egipcjanów znacząc...
Czytałem smutny... człowiek może pisał płacząc.