Maria Stuart/Akt I
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←Osoby | Maria Stuart Akt I Juliusz Słowacki |
Akt II→ | |
|
|
[edytuj] Scena I
Sala w pałacu Holy Rood.
MARIA STUART, RIZZIO, PAŹ
PAŹ
biega prędko
- Smutne wieści przynoszę, posłuchaj, królowo;
- Od dawna cię znieważa płochy lud stolicy;
- Dziś jeszcze byłem świadkiem, jak zniewagę nową
- Wyrządził twym pałacom, królewskiej kaplicy.
- Dziś, królowo, nad rankiem, za ogrodu murem,
- Ujrzałem piękne maski, orszak Robinhoda,
- Tłum tancerzy z dzwonkami, Tuck z czarnym kapturem,
- Mały Janek i strzelce, i Marianna młoda,
- Biała jak kość słoniowa, wesoła dziewczyna.
- Szedłem z dala za tłumem, wtem zgraja wesoła
- Staje — ucichły dzwonki — tłoczy się dokoła,
- Jakiś człowiek nieznany grozi, napomina,
- A potem wszedł do domu na rogu ulicy .
- Wszyscy się uciszyli... Znów ten człowiek blady
- Stanął w oknie i z okna jak na kazalnicy
- Przeciwko tobie, pani, lud budził do zdrady.
RIZZIO
- Poznałem z opisania, to był Knox, królowo;
- Dzień i noc wiecznie z okna przemawia do ludu,
- Lud modli się i słucha, w każde wierzy słowo
- I słuchając z ust Knoxa oczekuje cudu:
- Ten człowiek chrześcijańskie podaje nauki,
- Raz wskazał na ten pałac i rzekł głosem gromu:
- „Zburzcie! zburzcie to gniazdo, a odlecą kruki!”
- Jak papież klątwy rzuca na świat z okien domu,
- A lud się jak świętemu kłania obrazowi.
PAŹ
- Królowo! śmielsi z ludzi, do zbrodni gotowi,
- Wpadli do twej kaplicy z dzikimi okrzyki:
- „Gniazdo papistów!” — krzyczą; obdzierają ściany,
- Niszczą obrazy, palą, unoszą świeczniki.
- Wtem patrzę, oto w szaty kościelne przybrany
- Na ołtarzu stał trefniś Darnleja — i śmiele
- Jak ksiądz zaczął kazanie w święconym kościele.
- Lud wesoło bluźnierczym odpowiadał śpiewem,
- A błazen skarby święte unosił bez braku.
- Dobyłem miecza, zdjęty rozpaczą i gniewem,
- Rzucam się, spadły dzwonki na błazna kołpaku.
- Może krew popłynęła? — nie wiem — lud się tłoczył,
- Okolił mnie orężem — o ścianę oparty,
- Miałem ulec — wtem Botwel z królewskimi warty
- Przybył — ocalił pazia; kaplicę otoczył.
MARIA
- Rizzio! słyszałeś? Sama — sama więc na tronie,
- Opuszczona od wszystkich, lud mnie nienawidzi;
- Ów Knox śmiało urąga kobiecej koronie
- Takżem to nisko spadła? — przeklina mię — szydzi,
- Rozdzierają to serce. Wszak dziś jeszcze rano,
- Dziś się za nich modliłam! Czyliż moja wiara
- Tak różna od ich wiary? O Szkocjo!...
RIZZIO
- Przestaną!
- Przestaną cię obrażać — zasłużona kara
- Spadnie na tych zbrodniarzy. Tak, pozwól, królowo;
- Paziu, pisz rozkaz — niechaj schwytani na zbrodni
- Opłacą przewinienie więzieniem lub głową.
- Paź bierze pióro i siada nad karta pargaminu.
- Pisz rozkaz — przewinili, litości niegodni.
- Wszystkich bym jednym stosu ogarnął płomieniem.
MARIA
- Cały lud byś wytępił? — jaka zemsta dzika!
- Lud mię zdradza.
PAŹ
pisząc
- Królowo! czyliż z twym imieniem
- Połączę imię twego małżonka Henryka?
- I dam mu tytuł króla?
MARIA
- Tak, wszak zawsze razem
- Pisałeś jego imię. Nie, czekaj — co czynię?
- Może lud działał zgodnie z Henryka rozkazem,
- Wszak jego trefniś luby sam przewodził w gminie?
- Nie pisz imienia króla — ja jestem królową!
- Rizzio! co myślisz? — Nie wiem — może się obrazi?
- Pierwszy czyn przeciw męża; opuszczone słowo
- Struje szczęście domowe, dni pogodę skazi.
- Ja mu dawałam tytuł króla w dni szczęśliwe,
- Nieraz koroną — jego dotykałam czoła.
RIZZIO
- Królowo! ty masz lice i serce anioła!
- I czemuż siejesz kwiaty na tak dziką niwę?
- Widziałem słońce, kiedy na obłoków tronie,
- Tonące w Tybrze, patrzy na krzyż Rzymu złoty;
- Ty jesteś jak to słońce, twój tron w falach tonie,
- Lud cały już zatonął w obłędach ciemnoty;
- Ty jedna wzniosłym czołem widzisz światło wiary.
- Królowo! zbrodnia czeka zasłużonej kary,
- A cnót przyćmionych kiedyś znajdą się obrońce,
- Kto jak słońce zagasa, wstanie jako słońce.
MARIA
- Wiara każe przebaczyć.
RIZZIO
- Bóg ma kary w niebie,
- Jesteś na tronie, karać od Boga masz prawo.
- Obojętność twe imię okryje niesławą,
- Obudź spiące uczucia, lud patrzy na ciebie
- Jak na zgaszoną lampę, trzeba w lampy łonie
- Zapalić jasny świecznik, niech błyska i płonie.
- do pazia, który skończył pisać i wstaje.
- Skończyłeś, paziu? dobrze, zawołaj rycerza,
- Który dziś straż odbywa.
Paź
wychodzi
- Wyrok swój usłyszą.
- Niech straszny piorun zemsty na zdrajców uderza.
- Jak pióra, co na mojej głowie się kołyszą,
- Zadrzą przed tobą, do nóg twoich się uchylą.
[edytuj] Scena II
MARIA, RIZZIO, DUGLAS, PAŹ
MARIA
- Witam ciebie, Duglasie, niedawno, przed chwilą,
- Widziałam tu Mortona w bramie pałacowej.
- Nieś mu ten rozkaz, trzeba pieczęci kanclerza.
- Duglas odbiera pismo z rąk królowy, przegląda je i czeka.
- Cóż to? wszak posłuszeństwo jest cnotą rycerza,
- Śmiałżebyś w nim ubliżyć kobiecie? królowej?
DUGLAS
- Królowej? — O nie, Duglas nie zna zdrady cienia.
- Lecz wybacz, pani — oto na tym pargaminie,
- Pewnie skutkiem pośpiechu w tak nagłej godzinie,
- Braknie tytułu króla, Henryka imienia.
- Twego małżonka święta dla ludu osoba,
- Imię z twoim imieniem zawsze było w parze;
- Wybacz śmiałości mojej, może się podoba
- Sprostować błąd?
RIZZIO
- Królowa nie błądzi, gdy każe.
DUGLAS
ze wzgardą
- Niech z samych ust królowy otrzymam odprawę,
- Czekam jej odpowiedzi.
MARIA Spełń rozkaz.
DUGLAS
zapalając się
- Na Boga!
- Wstrzymaj, pani! o! wstrzymaj te rozkazy krwawe!
- Królowo! chceszże, aby krwią zalana droga
- Wiodła do twego tronu? do tronu kobiety?
- I niezgody pochodnia na królewskim dworze,
- Nie wiem, kto ją zapalił? jakiś wróg ukryty
- Albo ją wiatr francuski roznieca przez morze.
- Słowa wyroku wzięte z weneckiego śpiewu,
- Z barkarolli harfiarza? lub z hymnów papieża.
- Więc aż w Szkocji je słychać — pragną krwi rozlewu!
- Ktoś umie radzić, może zastąpi kanclerza,
- Może zostanie...
MARIA
- Dosyć! Pamiętaj, Duglasie!
- Mnie twoje płoche słowa obrazić nie mogą,
- Lecz pamiętaj, pobiegłeś nierycerską drogą,
- Możesz stracić ostrogi lub ozdobę w pasie...
- A gdy pieczęć upuści dłoń Mortona drząca,
- Może ją weźmie ręka, co o struny trąca.
- Jestem królową...
DUGLAS
- Przebóg! ja stracę ostrogi?
- Zetrze się z nich pozłota — żelazo zostanie,
- Ani je podstępnymi zdobywałem drogi,
- Nie dała mi ich harfa — nie dało śpiewanie,
- Nie wziąłem — nie znalazłem ich u stopni tronu;
- Gdziem je zyskał, powiedzą pola Albijonu:
- Winienem je potyczkom i niespanym wartom,
- Szczycę się długim przodków szlachetnych poczetem:
- A wszyscy! — wszyscy! mieczem służyli Stuartom.
RIZZIO
- Pozwól — nieraz Stuartom służyli sztyletem...
DUGLAS
- O nędzny, coś wymówił? co słyszałem? Boże!
- Ha! więc znasz, jak Duglasy mścili swej zniewagi?
- Mścili się na Stuartach, na królewskim dworze,
- Na kimże ja się zemszczę? — Lalka — bez odwagi,
- Oto trefione włosy i różane lice:
- Przystąp tu, małe dziecko — rzucam rękawicę!
Rzuca rękawicę.
- Podnieś — jeśli ją podnieść, dźwignąć jesteś w stanie.
RIZZIO
podnosząc
- Podnoszę... Z mojej strony oto masz wyzwanie.
Bierze kwiaty leżące na stoliku przed królową i rzuca je pod nogi Duglasowi.
- Podnieś, gdy lubisz kwiaty — ta broń nam przystoi
- Tu, w obliczu królowy...
MARIA
do Rizzia
- Z mojego rozkazu
- Odrzuć tę rękawicę...
RIZZIO
- Rzucam, nie mam zbroi
- I nadto ciężka — dłoń ma nie sprzyja żelazu...
- Daj mi wachlarz, królowo!...
DUGLAS
z wściekłością
- Jeszcze raz znieważył,
- Odrzucił rękawicę... Królowo! królowo!
- Znajdę go, pod zasłoną znajdę go tronową,
- Już nie zaśnie pod dachem, gdzie pożar rozżarzył.
- Przysięgam, ścigać będę... Nie zechce się bronić?
- Zostanę podłym zbójcą — pójdę za nim w ślady;
- Ścigając wiecznie, kiedyś zdołam go dogonić.
- Znajdzie mnie tu, w pałacu, gdzie śmiał szerzyć zdrady,
- Znajdzie mnie u podwoi — w ogrodach — w kościele,
- Znajdzie na dworze Francji — przed tronem papieża,
- Choćby mu się słał u nóg, jak się teraz ściele,
- Wyrwę go — tu przysięgam! przysięgą rycerza...
zimno, ze wzgardą
- Kiedyś, królowo — kiedy dworem okolona,
- Rzucisz na chwilę tronu ciężar i zgryzoty,
- Gdy się będziesz uśmiechać — stanę pośród grona,
- A naśladując dworzan uśmiech i zaloty,
- Podam ci ten kwiat — we krwi!...
MARIA
- Rizzio! chodź z tej sali.
- Widzisz, Duglasie! jestem ze Stuartów rodu,
- Umiem pogardzać.
Odchodzi. Rizzio idzie za nią, ale potem wraca.
RIZZIO
- Jutro — w chłodnikach ogrodu
- Czekam ciebie, Duglasie, i na ostrzu stali
- Znajdziesz śmierć albo zemstę.
Odchodzi spiesznie za królową.
[edytuj] Scena III
DUGLAS
sam
- Jutro — dzięki tobie!
- Zdjąłeś mi przecie z czoła czarny srom zniewagi,
- Mam czekać jutra — jutro zaśniesz w cichym grobie...
- Któż by się po nim tyle spodziewał odwagi?
- Tak się lękliwy zdawał — nawet drzącą dłonią
- Rzucał pod nogi kwiaty — gardził? — Być nie może,
- Żeby Duglasem wzgardził! On wie — śmiercią grożę...
zamyślony, spokojniej
- Lecz czy ten podły harfiarz umie robić bronią?...
- Czuję, nie mógłbym w piersi odkryte uderzyć...
- Dam Włochowi miecz dłuższy; doświadczonej mocy,
- Krótszemu mogę zemstę honoru powierzyć.
- Oby już noc nadeszła — chciałbym zasnąć w nocy,
- Uśpionemu czas prędko przeleci jak chwila,
- Kiedy się zbudzę — będzie już jutro na niebie.
[edytuj] Scena IV
DUGLAS, MORTON wchodzi.
DUGLAS
- Witam, wielki kanclerzu — właśnie szukam ciebie;
- Obacz, jako małżeńska miłość się przesila,
- Gdy się piękny głos harfy rozchodzi na dworze.
- Daje rozkaz królowy.
- Przyłóż pieczęć.
MORTON
przeglądając pismo
- Gdzież Henryk? — O nim ani słowa?
- Ja mam przyłożyć pieczęć — jeśli nie przyłożę,
- Królowa powie na to...
DUGLAS
- Mówiła królowa:
- „Jeśli pieczęć upuści dłoń Mortona drząca,
- Może ją weźmie ręka, co o struny trąca”.
MORTON
- Tak mówiła? Słyszałeś?...
DUGLAS
- Słyszałem.
MORTON
- Mówiła! ?...
DUGLAS
- Cha! cha! straszna się przepaść przed tobą odkryła,
- Trzeba pieczęć przyłożyć. . .
MORTON
- Lecz gdy król się dowie,
- Co powie na to?
DUGLAS
- Łatwo zgadnąć, co król powie:
- „Jeśli pieczęć upuści dłoń Mortona drząca,
- Weźmie ją ręka dotąd dzwonkami brzęcząca.”
Śmiejąc się odchodzi.
MORTON
- Czekaj! czekaj, Duglasie — bojaźń mię przenika,
- Pójść do królowy?... Nie, nie, pójdę do Henryka.
Odchodzi.
[edytuj] Scena V
Scena w pokojach Henryka Darnleja.
HENRYK DARNLEJ, NICK
NICK
- Nagródź mi, królu...
HENRYK
- Za co?...
NICK
- Jak rycerz bez zbroi
- Wracam z placu potyczki bez dzwonków.
HENRYK
śmiejąc się
- O! szkoda!...
NICK
smutno
- Jeśli je znajdzie Morton, pewno je przyswoi,
- Chleb mi odbierze. Jakaż za trudy nagroda?
- Co o tobie wiedziałem, wszystko w dzwonki kryłem,
- Jak w ziemię tajemnicę chowałem Midasa:
- Nicku — śmiać się nie będziesz — wesołość zabiłem!
- po chwili myślenia
- Zdejm biret z głowy Knoxa, hełm z głowy Duglasa;
- Niech między nami żadnej nie będzie różnicy...
- Takiej żądam nagrody...
HENRYK
- Cha! co ci się roi?...
- Knox niech w birecie wiecznie prawi z kazalnicy,
- Duglas niechaj ojczyzny wrogów ściga w zbroi;
- A tobie sprawię dzwonki, sprawię ubiór nowy.
NICK
- Prócz ubioru cóś jeszcze biedny Nick dostanie?
HENRYK
- Żądaj więc...
NICK
myśląc
- Królu, daj mi — daj —
wesoło
- portret królowy.
HENRYK
- Dam ci swój...
NICK
- Twego nie chcę — daj mi szyling, panie,
- Na nim jest wizerunek królowy w koronie;
- A ciebie na szylingu nie ma...
HENRYK
- O! straszliwie!
- Słowo błazna jak sztylet w moich piersiach tonie,
- Jestem królem — nie jestem królem — sam się dziwię,
- Że tak długo cierpiałem honoru zakałę...
- Dosyć już poniżenia! — Jam na wszystko gotów,
- Gdzie się obrócę — dziecko wytyka mnie małe:
- Oto jest mąż królowy! — Czemuż nie król Szkotów?
- Mąż królowy — to wielka dla Darnleja sława?...
Zamyśla się.
- NICK niby do siebie mówiąc głośno
- Nie dał — szylinga — pójdę — nie wytrzymam dłużej;
- Pójdę służbę obierać, zła ze skąpym sprawa.
- Ja służę Henrykowi — Rizzio Marii służy,
- I któż z nas lepiej wyszedł?... Gdym przybył do dworu
- Z zamkniętą torbą śmiechu, nie wsławiony niczem,
- Zaraz mi dano szatę różnego koloru
- I kij, na którym głowa z podwójnym obliczem,
- I czapeczkę z dzwonkami — i pas — a przy pasie
- Były dwa worki próżne, i dziś jeszcze próżne,
- I dziś ta sama szata. W jednym ze mną czasie
- Przybył Włoch — wiatrem szyte miał sakwy podróżne,
- Opatrzony podwójną twarzą — i okryty
- Łataną szatą — w workach żadnego cekina;
- Dziś patrz! Włoch już drogimi błyszczy aksamity,
- Pióra nosi na głowie, ostrogi przypina,
- Z pełnych worków twarz Marii wygląda przyjazna,
- Ona go swoim płaszczem królewskim otula:
- I gdyby miał takiego, jak ja jestem, błazna,
- Może by był podobny do takiego króla,
- Jakim jest...
Pokazuje ze złośliwym uśmiechem na Henryka.
- Zasnął w myślach — zaraz go obudzę...
- Królu! słyszysz głos harfy?
HENRYK
- Gdzie?
NICK
- W tronowej sali...
HENRYK
z mocną boleścią
- Szatanem jesteś, Nicku, ja się dręczę — trudzę
- Tak, dźwięk harfy. Niech zamek w gruzy się zawali,
- Niech zagrzebie tron, harfę... Gdzież znajdę zacisze?
- Coraz bliżej strasznymi nabawia mnie snami!
- Budzę się zmordowany i znowu ją słyszę.
- Jak jej nie słyszeć?
NICK
- Królu; wdziej czapkę z dzwonkami,
- Ich dźwięk harfę zagłuszy.
HENRYK
- Sztylet struny przetnie.
[edytuj] Scena VI
HENRYK , NICK, MORTON
MORTON
- Królu! racz słuchać, królu! z ważną wieścią dążę,
- Z wieścią... Jestem życzliwy — i myślę szlachetnie.
HENRYK
- Któż o tym wątpi?
MORTON
- Racz więc posłuchać mię, książę!
HENRYK
z oburzeniem
- Książę?
MORTON
- Królu, racz słuchać!... Nie znajdę wyrazów...
- Oto jest pismo — pieczęć przyłożyć kazano.
HENRYK
przegląda pismo
- Cóż to? gdzież moje imię? Z jakich to rozkazów?
- Nie! to pomyłka...
MORTON
z uśmiechem
- Tak jest, króla nie wpisano,
- Przez pomyłkę zapewne?
HENRYK
- Wątpisz o tym, starcze?
- Wnet pójdę do królowy, a wszystko przemieni!
- Pójdę i wymówkami niewierną obarczę. . .
- Nie, prosić będę... Długo żyjąc oddaleni,
- Nie czujemy tak zgodnie, jak dawniejśmy czuli;
- To prawie moja wina — jakaś zazdrość płocha
- Rozdzieliła nas — zdradę podstępni uknuli,
- Lecz królowa kochała i teraz mnie kocha.
- Gdzie jest Maria?
MORTON
- U siebie — Rizzio u niej bawi,
- O zmienienie rozkazu zapewna się wstawi.
HENRYK
gwałtownie
- Ten Rizzio! Rizzio! wkrótce sięgnie po koronę.
- Któż mnie uwolni?
MORTON
- Panie! zdołam to uczynić.
- Poświęcę się... Trzeba go o zbrodnią obwinić.
- Panie, przyjm zaskarżenie, ja przyjmę obronę.
- Zginie.
HENRYK
- O nędzny starcze! tyś dobry do rady!
- Chciałbyś w oczach królowy być wolnym od zdrady,
- Jak śnieg biało wyglądać, ze krwi obmyć dłonie.
- Ja mam stawać przed sądem? w purpurze, w koronie,
- Ja, Henryk? przeciw Rizzia mówić w podłej sprawie?
- Ten Włoch nikczemny, może w sądzie uwolniony,
- Znów mi będzie urągał? — Nie — ręce zakrwawię,
- Bo zgon jego obfite przyniesie mi plony;
- Powróci pokój w domu... Tak — ja się namyślę...
- Po co myśleć? — Myślałem — wszystko mam w umyśle
- Tak widne jak na niebie, tak czarne jak w piekle.
- Myślałem długo — zimno — dziś wypełnię wściekle!
- Dziś wypełnię! Nad wieczór już go grób pochłonie,
- Grabarze na cmentarzach już dlań kopią doły.
NICK
widząc, że Morton nie może wesołości utaić.
- Cóż to? ty moje dzwonki znalazłeś, Mortonie,
- Co dziś byłeś dowcipny, a jesteś wesoły,
- Oddaj mi dzwonki moje — bądź znowu kanclerzem.
[edytuj] Scena VII
HENRYK, NICK, MORTON, LINDSAJ
LINDSAJ
- Królu! dostałem dzisiaj sokoła, król ptaków!
- Norwegski, cały srebrnym osłoniony pierzem,
- Gdy się podniesie, tonie wśród powietrznych szlaków.
HENRYK
- Co mówisz? Czy od mego sokoła piękniejszy?
LINDSAJ
- Cha! cha! bez porównania, lekszy, trochę mniejszy,
- Cacko dla kobiet, niegdyś lady Hamiltonu
- Nosiła go na dłoni nad Klydu rozłogi;
- Pięknie mi się popisał, nie wrócił bez plonu,
- Jak rycerz w krwi przepiórek pozłocił ostrogi.
- Jedźmy dzisiaj na łowy.
MORTON
- Dziś król ma zajęcie.
HENRYK
- Tak, prawda, przyjacielu, dziś mam inne łowy,
- Raz na jaw wyszłe trzeba kończyć przedsięwzięcie.
- Słuchaj, Lindsaju! spadła mi korona z głowy,
- Jestem igraszką kobiet, celem pośmiewiska,
- Odmówiono mi władzy, nawet i nazwiska,
- Czczego nazwiska króla! Czy wierzysz, Lindsaju?
LINDSAJ
- Powinieneś się zemścić srogo — to tak właśnie,
- Jakby mi kto powiedział, że nie jestem w kraju
- Pierwszym w sztuce łowieckiej.
HENRYK
- Nim słońce zagaśnie,
- Lindsaju, dziś pomożesz zastawić mi sieci.
- Wiesz, kto mię zdradza? Rizzio, ów podły przychodzień!
- Dzisiejszy księżyc jego mogiłę oświeci.
- Przyszedł tu jako tułacz, zginie jako zbrodzień.
- Pomożesz mi?
LINDSAJ
- Najchętniej w twe zamiary wchodzę.
- Czy wiesz? — w swoich mi lasach polować zabronił.
- Zemszczę się.
HENRYK
- Ja cię za to sowicie nagrodzę,
- Będziesz w jego źwierzyńcu płoche sarny gonił.
[edytuj] Scena VIII
HENRYK , NICK, MORTON, LINDSAJ, DUGLAS
LINDSAJ
do wchodzącego Duglasa
- Jakże się zdołał Rizzio od śmierci wyprosić?
- Odgłos o waszej zwadzie rozszedł się daleki,
- Słyszałem...
DUGLAS
- Dobrześ słyszał, lecz gdy chcesz rozgłosić,
- Pamiętaj, że dzwon może zamilknąć na wieki,
- Kiedy mu serce wydrą.
LINDSAJ
- Słuchaj! złącz się z nami!
- Dzisiaj jeszcze sztylety, dzisiaj zemsta świeża
- Pozbawi ciebie wroga, co twój honor plami.
DUGLAS
- Któż cudzej dłoni zemstę honoru powierza?
- Ostrzegam was, ja pragnę, Rizzio niechaj żyje,
- Jutro go oddam waszej zemście — dziś nie zginie;
- Dziś własną piersią sztylet od Włocha odbiję,
- Ze mną walczyć będziecie, krew wasza popłynie.
- Spodziewam się, że boju nie zechcesz, Mortonie?
- Lindsaju! jam nie jeleń, co w borach popasa.
- Henryku! pomnieć zechcesz, że w twojej koronie
- Słabszy daleko kruszec niż w mieczu Duglasa.
- Na jutro złóżcie zemstę — kto pójdzie inaczej,
- Jest wrogiem moim.
Odchodzi.
[edytuj] Scena IX
HENRYK, NICK, MORTON, LINDSAJ
LINDSAJ
- Cóż to? oszalał z rozpaczy?
MORTON
- Królu, czyliż cię groźba Duglasa zachwieje?
HENRYK
- Nie — lecz na jutro wszystko odłożyć wypada.
- Cieszę się nawet z tego, zamiar nasz dojrzeje,
- Kwiat przed czasem rozwity, przed czasem opada.
- Rycerze, niechaj żadna nie płoszy was trwoga,
- Trzymamy w ręku życie nieszczęsnej ofiary.
- A ty, mały trefnisiu, spiesz do astrologa,
- Niech powie, jaki skutek odniosą zamiary.