Lilla Weneda/Akt V
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←Akt IV | Lilla Weneda Akt V Juliusz Słowacki |
||
|
|
[edytuj] Scena I
- Sala w zamku LECHA, oświecona od gęstych piorunów.
- LECH, SYGOŃ, ŚWIĘTY GWALBERT.
LECH
- Na koń! straż przednia pierżchła.
ŚWIĘTY GWALBERT
- W imię krzyża
- Daję-ć zwycięstwo.
LECH
- W czyjekolwiek imię,
- Biorę, gdy dajesz; jeśli nie dasz, wydrę.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Każ mi dać konia, bo dzisiejszej nocy
- Najświętsza Panna, w celi mej spalona,
- Objawi mi się nad najświętszym trupem,
- Nad krwią najbardziej Bogu ukochaną.
- Każ mi dać konie.
LECH
- Ha! pioruny biją,
- Jakby się walił świat. - Straż przednia pierżchła.
- Hej! miecz Rolanda...
- Wchodzi GWINONA w żałobie.
- Moja czarna żono -
- Siedź w zamku... i każ wieżycom na czole
- Położyć gwiazdę z ognia - ile razy
- Pioruny zgasną, a we krwi utonę:
- Wypłynę z koniem ku twemu ogniowi.
- Pocałuj dzieci. - Uśpić je musiało
- Parne powietrze.
GWINONA
- Arfon się piorunów
- Lęka i płacze.
LECH
- Czy chory?
GWINONA
- Zalękły.
LECH
- Na koń, rycerze! a ty zamknij okna,
- Żeby nie wleciał tu na miejsce męża
- Piorun czerwony. Lechici, do broni!
- Wychodzą wszyscy prócz Gwinony.
GWINONA
- Chodźcie tu, dziewki, bo mi samej straszno!
- Wchodzą DZIEWICE.
- Czy która bajek nie umie? niech gada,
- Bo mi tak straszno jak w śmierci godzinę.
- Wiecie, że mój syn już pewnie nie żyje,
- Ona po harfę ojca nie wróciła; -
- Pewnie nie żyje mój syn! Ale jeszcze
- Ja mam nadzieję. - Ach! jak mi okropnie!
- Wy także wszystkie jesteście strwożone
- Jak białych stado łabędzi. Tej nocy
- Coś okropnego stanie się. - Dziewczęta,
- Idźcie spać - sama zostanę wam strażą.
- Dziewice wychodzą.
- W powietrzu jakiś straszny piorunowy
- Zapach i dziwne skargi, i płakanie,
- Jakby się skarzył mój syn opuszczony
- I wołał: "Matko! matko! matko!" - ha! ha!
- Wchodzi LILLA WENEDA.
- Czy syn mój przyszedł z tobą? -
- LILLA [WENEDA] odpowiada gestem rozpaczy.
- Nie dręcz ty mię,
- Ale odpowiedz prosto, że zabity,
- A jeśli żyje, odpowiedz, że żyje;
- A ja wygryzę twe błękitne oczki
- Pocałunkami. - O! powiedz, że żyje.
- Lecz jeśli? jeśli mój syn?...
LILLA WENEDA
- Ty okropna...
GWINONA
- zbliżając się wściekle, lecz z wolna
- Jeśli już? - mój syn - już -
LILLA WENEDA
- Przy bramie czeka...
GWINONA
- Mój syn!
LILLA WENEDA
- Na harfę moją czeka człowiek.
GWINONA
- Harfiarko!
- Chwyta ją za szyję.
LILLA WENEDA
- Pani sroga, ty mię dławisz!
GWINONA
- Harfiarko!
LILLA WENEDA
- O! o!
GWINONA
- Krzycz! krzycz! krzycz! harfiarko!
- Zrywa pas i dusi LILLĘ WENEDĘ.
- Krzycz uduszona. - A co? - już bez ducha! -
- Do mnie, dziewice! do mnie - trup jest ze mną.
- Wbiegają DZIEWICE.
DZIEWICA
- Jakie to wrzaski?
GWINONA
- Co?
DZIEWICA
- Tu coś upadło?
GWINONA
- Ten trup.
DZIEWICA
- Okropność! okropność! okropność!
GWINONA
- Okropność - to ja udusiłam wstążką -
- Czy się boicie tknąć rękami trupa?
- Ha?...
DZIEWICA
- Uduszona?
GWINONA
- Oni mi zabili
- Syna. -
DZIEWICA
- O! biedne! bielutkie stworzenie!
- Cóż ci zawinił biedny gołąbeczek?
- Pozwól przynajmniej, że ją ubierzemy
- W srebrną bieliznę, w bławatki, w narcysy;
- I zaśpiewamy nad umarłą lament.
- O! jak te piersi krąglutkie ostygły!
- Jak te nóżeczki zimne zbłękitniały!
- Pomóżcie, siostry, wynieśmy ją razem
- Z tego pokoju, gdzie przez okna czarne
- Ciekawe patrzą błyskawice z krzykiem. -
- Ostrożnie! nóżki owińcie koszulą! -
- Ona się do nas uśmiecha. - Ostrożnie!
- Wynoszą ciało Lilli Wenedy.
GWINONA
- Gdym ją dusiła, dziesięć matek było
- We mnie zamkniętych - teraz przerażona,
- Że wszystkie we mnie syczące gadziny
- Ucichły - jestem jak trup. - Co uczynię?
- Aha - odeszlę Derwidowi harfę.
- A sama włożę zbroję... w krew się rzucę...
- Wychodzi.
[edytuj] Scena II
- Pole przed zamkiem LECHA.
ŚLAZ
- stukając do bramy
- Hej! hej! czy jest tam kto? czy tu pioruny
- Wybiły ludzi? czy się pan odźwierny
- Powiesił? hej! hej! - pies wyje żałośnie
- Mości psie, proszę, przypomnij królowej,
- Że ja tu czekam na harfę... hej! hej! hej! -
- Nikogo - tylko psy żałośnie wyją,
- Jakby tam w kogoś miał uderzyć piorun.
- Hau! hau! - bogdajbyś zdechł! bogdaj cię piorun!
- Hau - hau - czy w panu swoim wąchasz trupa?
- Czy śmierć kościana ci przeszła pod nosem? -
- Brrr,.. aż mi zimno. - Cóż to są za mary?
- Otwiera się brama, wychodzą DZIEWICE w bieli - z pochodniami, niosąc skrzynię od harfy
- zamkniętą.
DZIEWICA
- Człowieku!
ŚLAZ
- Jestem.
DZIEWICA
- Oto jest w zamknięciu
- Harfa Derwida; odnieś ją i powiedz,
- Że dotrzymuje przysięgi Gwinona.
ŚLAZ
- Włóżcie mi, proszę, pudło na ramiona,
- Piękne dziewoje.
DZIEWICA
- A śpiesz się, człowieku...
- Wychodzą.
ŚLAZ
- Pełno teraz po drogach ludzkiego roźcieku,
- A śmierć pod swoję kosę głupich ludzi garnie,
- A pioruny jej świecą z nieba jak latarnie.
- To zaś mój święty Gwalbert zowie światłem wieku...
- Wychodzi ze skrzynią na ramionach.
[edytuj] Scena III
- Pole walki. Noc błyskawicowa.
- LECH i SYGOŃ wchodzą.
LECH
- O, mój Sygonie! to walka olbrzymów.
- Pioruny przeciw nam; bo tylko słuchaj:
- Już przez szeregi na pół wyrąbane
- Przelatywałem na wskroś - już oczyma
- Sięgałem w same krwawe serce wrogów,
- Już byłem wpadał - tam gdzie pod dębami
- Starce, pochodnie, harfy zgromadzone
- Pod skrzydłem siedzą błyskawic, jak owce
- W burzę pod gruszą tulące się wiankiem:
- Jużem miał w rękach króla - kiedy nagle
- Piorun nad głową moją roztrzaskany
- Zabił mi konia.
SYGOŃ
- Panie, rzecz straszniejsza!
- Spotkałem czarne straszydło dwugłowe -
- Spotkałem wodza Wenedów.
LECH
- Czy straszny?
SYGOŃ
- Wódz ten dwie głowy ma na jednym ciele,
- Czasem się obie głowy razem schodzą
- I plączą rogi na hełmach ogromne;
- Czasem się jedna zaiskrzona ciska
- Z wściekłością węża na ludzi - a druga
- Patrzy spokojnie i szuka oczyma
- Serc w naszych piersiach.
LECH
- Za mną! ja go znajdę...
- Wybiega.
SYGOŃ
- Włos mi osiwiał - ale tak okropnej
- Nocy za życia mego nie widziałem.
- Chorągwie toną we krwi - jedną piorun
- Zapalił złotym płomieniem i bladość
- Lekkiego ognia rzucił ludziom w twarze...
- LELUM i POLELUM wychodzą.
LELUM
- Lech! Lech! Lech!
- Wpadają na SYGONIA.
SYGOŃ
- Wodzu ohydny Wenedów,
- Jeśli człowiekiem jesteś, będziesz trupem.
- Biją się.
POLELUM
- Zakręć łańcuchem koło niego - i zwiąż.
- Gdy POLELUM walczy, LELUM obiega wokoło SYGONIA i okręca mu łańcuch na gardle, tak że SYGOŃ zostaje powieszony na łańcuchu, który łączy ręce bratnie.
LELUM
- Teraz rozbieżmy się, łańcuch udusi.
POLELUM
- Zacharkał - puść go.
LELUM
- Leży uduszony.
- Odwijają łańcuch, SYGOŃ się wali trupem.
- Na łuku moim kładź zatrute strzały.
- O! gdyby ojca harfy jęk - o! gdyby
- Jeden jęk tylko harfy Derwidowej,
- A z wszystkich byłyby - o, takie trupy...
- Wychodzą.
[edytuj] Scena IV
- Pole też same.
- LECH, SYGOŃ zabity.
LECH
- Sygoń! tu do mnie! Sygoń! znów zabiłem
- Ludzi dwunastu, miecz mi się wyszczerbił.
- Co widzę! - Stary Sygoń leży trupem?
- O! zemsta! zemsta!
- Schodzi ŚWIĘTY GWALBERT z krzyżem.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Jęki króla słyszę.
LECH
- Zdejm z niego zbroję i zobacz, gdzie ranny?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Na ciele żadnej nie odebrał rany,
- Lecz ma zsiniałą twarz jak powieszony,
- Albo zabity piorunem.
LECH
- O! zemsta
- Nad piorunami!...
- Wychodzi.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Biedny poganinie,
- Chodź, ja dam tobie pogrzeb chrześcijański.
- Wychodzi ciągnąc trupa.
[edytuj] Scena V
- Monument z druidycznych kamieni w lesie.
- DERWID na tronie kamiennym, wokoło DWUNASTU HARFIARZY na dwunastu siedzą kamieniach, przy każdym harfa złota i pochodnia w ziemię zatknięta. ROZA WENEDA stoi za ojcem, na tronie. - Dąb Derwidowy na prawo.
DERWID
- Cóż? jeszcze nie ma harfy, a ja słyszę
- Jęki narodu i szelest płynącej
- Krwi. - Jeszcze nie ma harfy - o! bogowie!
- Wchodzi WENED ranny.
'WENED'
- Przybiegłem ranny - Lechici nas łamią,
- Lud czeka pieśni.
DERWID
- O, Boże! o, Boże!
'WENED'
- Ja konam, królu - graj pieśń... ja umieram.
- Pada i kona.
DERWID
- wstając na tronie i rwąc włosy
- Pioruny, bijcie we mnie! o! pioruny!
- Bądźcie wy królem! a ja będę harfą!
- Królestwo moje to puch jak te włosy,
- Które wiatr bierze z krwią moją wyrwane...
- O, wichry! rwijcie mi włosy! o, wichry!
- LELUM i POLELUM wchodzą.
LELUM
- Ojcze, giniemy, graj pieśń...
DERWID
- Idźcie skonać,
- Ja nie mam harfy.
ROZA WENEDA
- Ustąpcie się wszyscy,
- Już słyszę harfę idącą, już słyszę...
- Uderzcie w tarcze, niech się zejdą wodze!
- Ta pieśń uczyni z nich nieśmiertelniki.
- A wszyscy, co ją usłyszą, żyć będą,
- A wszyscy, którzy nie usłyszą - pomrą.
- Wchodzi ŚLAZ z harfą w skrzyni.
ŚLAZ
- Otom się dobrze wam zasłużył, ludzie...
- Przynoszę harfę - gdzie postawić?
ROZA WENEDA
- Daj tu...
- O dąb oparta królewski, niech czeka...
ŚLAZ
- A wam królowa kazała powiedzieć,
- Że dotrzymuje przysięgi.
ROZA WENEDA
- Precz, wężu!
ŚLAZ
- A to i dobrze, schowam się w bagniska.
- Odchodzi.
ROZA WENEDA
- Królu! zwycięstwo daj twemu ludowi.
- Wchodzi WODZÓW DWUNASTU z obnażonymi mieczami, wszyscy krwawi.
- Oto są wodze i pieśni godzina. -
- Ojcze, przy dębie Derwidowym harfa...
DERWID
- wstaje z tronu i zbliża się do harfy.
- O! jak mi serce drży, czy ja potrafię
- W złociste struny uderzyć?... Już słyszę
- Serca bijące w ludziach - gdzie ta harfa? -
- Czekajcie! - Jak mi drży serce. - Gdzie harfa?
- Już czuję w sobie, że wy zwyciężycie,
- Jeżeli duszę w pieśń przeleję całą -
- A duszę już mam w rękach, tu - jak piorun,
- Jak piorun całą ją cisnę na struny
- I spiorunuję pieśnią. -
- Dotyka się omackiem skrzyni harfowej.
- Harfa w skrzyni -
- Wenedo, otwórz.
- ROZA WENEDA zdejmuje wieko ze skrzyni harfowej i cofa się, odciągając ojca za rękę. - W skrzyni bowiem zamiast harfy widać umarłą LILLĘ WENEDĘ w śmiertelnej koszuli, z wieńcem bławatkowym na głowie...
- Puszczajcie do harfy!
- Dlaczego wy mnie trzymacie za szaty?
- Dlaczego wstręty czynicie starcowi? -
- Ja jestem pełny ducha! - ja się wyrwę
- I ta pieśń moja będzie nieśmiertelną.
- Wyrywa się z rąk córki i kładzie ręce na twarzy zmarłej Lilli Wenedy.
- Cóż to?... rzecz jakaś zimna... to nie struny...
- Ja pod palcami mymi czuję trupa...
- Co to jest?... o! to nie harfa... to ciało
- Mojej umarłej córki...
- Chwila milczenia. ROZA WENEDA chce ojca odprowadzić od ciała zmarłej, starzec nie daje się córce.
- Precz, gadzino!
- Tu moja tamta córka... tu, tu w trumnie.
- O! o! umarła! - Czekajcie! czekajcie!
- Bo tu jest także pieśń, te złote włosy,
- Na których będę grał. - Ja ciebie widzę!
- Dzieweczko moja, widzę! - o! ja znajdę
- Twoje usteczka. - O! nie odrywajcie,
- Nie odrywajcie wy mnie od niej, proszę!
- Nie odrywajcie.
ROZA WENEDA
- Cóż to - nie słyszycie
- Tej pieśni z łez królewskich? idźcie skonać!
DERWID
- O! o! gołąbek mój martwy! o! martwy!
- O! już na wieki martwy.
HARFIARZ
- Ojciec płacze.
DERWID
- Ja ciebie widzę, córko! - twoja postać
- Stoi mi w jamie, tu, powydzieranych
- Oczu. - Ja ciebie widzę w grobie głowy.
- O! gwiazdeczkami ukoronowana
- W pachnącym cedrze, lampo pełna blasku. -
- Wychodzisz z rączki otwartymi. - O! o!
- Tu! - czy widzicie? tu - śmieje się płacząc...
- Umarła moja, najmilsza umarła!
- Moja jedyna!
ROZA WENEDA
- Wiedziałam ja dawno,
- Na jaką zwołam was pieśń, potępiony
- Ludu przez Boga... już dawno widziałam
- Na waszych czołach napisane krwawo
- Życie trzydniowe. - Cóż! - czemu tak bladzi?
- Któż tu jest kłamcą? los? czy ja? czy rozpacz,
- Która nie chcących umrzeć oszukała? -
- Gołębie serca! o! jak wam leniwo
- Do kończącego wszystko grobu! - Trzeba
- Was było wszystkich oszukać i śmierci
- Pędzić jak białą trzodę owiec w gardło.
- Nie dosyć jeszcze? - o, wy moje włosy
- Wyrwane, w garść się wężów przemieniajcie
- I dla strupiałych ludzi bądźcie biczem!
JEDEN Z WODZÓW
- Wróżko, przyrzekłaś nam zwycięstwa harfę.
ROZA WENEDA
- Ja ci przyrzekłam? - co? - Chodź tu i patrzaj.
- I ty myślałeś, że więcej jest głosu
- W strunach, niż w trupa niewinnego ciszy?
- Gdzież taka harfa, jak ten trup? Gdzie takie
- Tony żałośne, jak płacz tego ojca,
- Co w rękach córki rozwija warkocze
- I szuka w nich jak w strunach drżących głosu?
- O! przysięgnijcie wy na nią, rycerze,
- Że się pomścicie... resztę zdajcie gromom
- I późnej zemście czasu... przysięgnijcie!
WODZE
- Zaprzysięgamy zemstę... aż do śmierci.
- Wychodzą.
LELUM
- całując zmarłą siostrę
- Na ustach twoich, siostro - zaprzysięgam,
- Że zobaczemy się dziś. O! Lechici!...
DERWID
- dobywa z zanadrza nóż ofiarny i mówi, przebijając się dwa razy.
- Synowie! o tak - o tak - w Lecha serce...
- Pada martwy.
ROZA WENEDA
- Tam stos na prawo. - Weźcie te dwa ciała
- I spalcie razem, a wokoło stosu
- Trzymajcie urny z królów popiołami:
- Jeśliby który Lechita szedł gwałtem
- I chciał ze stosu porwać ciała święte:
- To wy go tymi urny przywalicie.
- HARFIARZE biorą urny i pochodnie... Czterech zaś kładą na barki ciało Derwida i Lillię Wenedę w skrzyni cedrowej... i wychodzą. Roza Weneda obraca się do Lelum i Polelum i mówi.
- Tu na tronowym kamieniu ułożę
- Stos z pachnącego drzewa... Czekam na was...
- Lelum [i] Polelum wychodzą walczyć, Roza Weneda odchodzi w głąb lasu.
[edytuj] Scena VI
- Pole walki. Noc i burza.
LECH
- wchodzi.
- Złamani! - Tych psów wycinać do reszty!
- Cóż to za rycerz? -
- Wchodzi GWINONA w zbroi.
GWINONA
- Jam się uzbroiła
- Mścić się za mego syna! mścić się jeszcze.
LECH
- Można ich teraz rąbać jak barany -
- Zupełnie ducha stracili ci ludzie.
- Stracili ducha o samej północy
- I odtąd rąbią ich nasi jak trzodę.
GWINONA
- Harfiarza! ja chcę harfiarza!
LECH
- Ostróżnie,
- Bo przy nim musi być ludzi ostatek.
- Gwinona wychodzi. ŚWIĘTY GWALBERT wchodzi.
- A ty co robisz?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Ja chrzczę niedobitych,
- Aż mi się matka Chrystusowa zjawi...
LECH
- Chciałbym napotkać dwugłownego wodza
- I ofiarować życie potworowi,
- Byleby chodził za pługiem.
- Wychodzi.
ŚWIĘTY GWALBERT
- A ja tu
- Siądę na kępie. - Kto noc taką widział,
- Ten wie, co waży świat... co warci ludzie. -
- Litośniejszymi są pioruny złote,
- Bo tylko sosnom serca rozdzierają.
- Na toż to matkom dzieci swe hodować,
- Aby z nich były kiedyś takie jatki?
- Każdy trup tyle wart, ile kosztował;
- Spytaj się matki, niech oceni trupa -
- Zlękniesz się... gdybyś zapłacił, co mówi,
- Mogłaby kupić za zmarłego syna
- Żywe królestwo, gdzie są milijony
- Synów i matek...
- ŚLAZ pokazuje głowę spoza kępy.
ŚLAZ
- Prześwięty Gwalbercie!
ŚWIĘTY GWALBERT
- A co tu robisz, Ślazie?
ŚLAZ
- Grzęznę w błocie.
ŚWIĘTY GWALBERT
- A jakże ty się tu znalazłeś?
ŚLAZ
- Święty,
- Wprzód mię wyratuj za uszy - bo tonę...
- A potem twoje zaspokoję uszy...
ŚWIĘTY GWALBERT
- Łajdaku, ty mi spalił celę.
ŚLAZ
- Nie ja,
- Diabeł ją spalił - jam cię, ojcze, szukał,
- Aby się tobie na diabła poskarżyć...
ŚWIĘTY GWALBERT
- Dziś odkupienia noc... Gapiu, chodź ze mną.
ŚLAZ
- Teraz do śmierci będę księżym sługą.
- Wychodzą.
[edytuj] Scena VII
- Inna część pola.
- LECH wchodzi.
LECH
- Zabiłem wodza pół...
- GRYF wchodzi.
GRYF
- Gdzie Lech?
LECH
- Co słychać?
GRYF
- Małżonka twoja, panie, leży trupem.
LECH
- Zabita?
GRYF
- Panie! okropnie zabita,
- A tym okropniej, że już lud Wenedów,
- Bezbronny, miecze rzucając uciekał...
- Kiedy królowa, obaczywszy wzgórze
- I płomień wielki, czerwony, i wieniec
- Czarnych postaci przy płomieniu krwawym,
- Krzyknęła: "Derwid tam być musi stary!"
- I z obnażonym mieczem szła na górę.
- Wtenczas ci czarni, stojący przy stosie,
- Na którym dwoje paliło się trupa,
- Chwycili urny pełne dawnych prochów,
- I na królową, co się skał imała,
- Rzucili z góry straszne popielnice.
- Przybiegłem - ona leżała okryta
- Prochem i ludzi umarłych kościami,
- Z piersią okropnie roztrzaskaną - martwa.
LECH
- Biedne me dziatki - będą pytać o nią.
- Patrzaj - nie mogę teraz płakać - krwawy.
- Nieście do zamku zwłoki nieszczęśliwej
- I każcie obmyć z ludzkiego popiołu.
- Wychodzą.
[edytuj] Scena VIII
- Monument druidyczny. - Stos ułożony w miejscu, gdzie stał tron Derwida.
ROZA WENEDA
- sama
- Już lud wyrżnięty i ustaje burza.
- Przed chwilą tu był król, ludzie, pochodnie;
- Teraz dwanaście tych pustych kamieni,
- I tak na wieki już! i tak na wieki!
- Wchodzi POLELUM, niosąc na rękach ciało zabitego brata, jeszcze przykute doń łańcuchem.
- I cóż - nie mówisz nic do mnie, Polelum?
POLELUM
- O, patrz! zabity brat na piersiach mi śpi.
ROZA WENEDA
- Czy rozciąć łańcuch między wami dwoma?
POLELUM
- Nie rusz łańcucha. - Gdzie stos dla umarłych?
ROZA WENEDA
- Masz zgliszcze - burza zgasiła pochodnie.
POLELUM
- Poszukaj ognia.
ROZA WENEDA
- Ogień dadzą chmury.
- POLELUM wchodzi na stos z trupem brata.
POLELUM
- Jam gotów - pieśnią zawołaj piorunów. -
- O! śpij na piersiach moich, bracie blady.
- Wszystko skłonione do snu na tym świecie. -
- Wróżko, zawołaj piorunów! jam gotów...
ROZA WENEDA
- Podnieś do nieba rękę z ręką trupa.
- Wołajcie oba gromów łańcuchami.
- Wchodzi LECH.
LECH
- Stójcie, poganie, przynoszę wam życie!
- Wchodzi ŚWIĘTY GWALBERT.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Stójcie, poganie - przynoszę wam wiarę!
POLELUM
- Życie i wiarę! - Boże! patrzaj z nieba
- Na tych dwóch ludzi przed stosem Weneda
- Konającego - patrzaj na tych ludzi
- I pomyśl, jakim ty dajesz stworzeniom
- Chwilę tryumfu i urągowiska?
- I przy szli, kiedy mój lud cały skonał!
- I przyszli, kiedy mój brat już nie żyje!
- I przyszli, kiedy niebo oświecone
- Łunami stosów, gdzie się palą trupy!
- I tu mi dają życie. O! stworzenia!
- Czuję nad wami w sercu wielką litość
- I wielką wzgardę! O! nie pozwól, Boże,
- Aby grobowiec mój był na tej ziemi,
- Gdzie oni żyją. - Chmury! czarne chmury,
- Co uciekacie znad trupiego pola,
- Ostatnie niecąc pioruny - o, chmury!
- Podnoszę do was tę rękę w łańcuchu,
- Z tą drugą ręką mego brata trupa;
- Obie te ręce i ten łańcuch proszą
- O piorun jasny, litośny, ostatni...
- Cóż! nie słuchacie? - Więc tą ręką trupią
- I tym łańcuchem wyzywam do walki
- Was, napełnione piorunami burze,
- Aż prośbą piorun wasz nie wywołany
- Wydrę przekleństwem.
- Piorun bije w stos i drzewo zajmuje się złotym płomieniem. LELUM i POLELUM nikną w blasku. - Powoli nad gasnącym stosem ukazuje się postać Bogarodzicy.
ŚWIĘTY GWALBERT
- pokazując na zjawienie
- Ave, Nieśmiertelna!
LECH
- Cudowne widmo w obręczu z płomyków.
ROZA WENEDA
- wchodząc na stos zagasły grzebie w popiołach, znajduje łańcuch próżny, którym przykuci byli do siebie Lelum i Polelum, i rzucając go pod stopy Lecha mówi.
- Patrz, co zostało z twoich niewolników.
- KONIEC LILLI WENEDY.