Lilla Weneda/Akt IV
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
[edytuj] Scena I
- Sala w zamku LECHA.
- LECH, GWINONA, GRYF. Wchodzi LILLA WENEDA.
LILLA WENEDA
- W nie zawiązanej przychodzę koszuli,
- Nie niosę chleba, nie mam nic przy sobie,
- Lecz wy mnie puśćcie do ojca mojego,
- Który od dwóch dni jest morzony głodem.
- Ja go zobaczyć chcę tylko przed śmiercią,
- Jam go nie mogła zbawić — więc pożegnam.
- Dlatego głowę ubrałam w lilije,
- W te wodne kwiaty, które u nas kładną
- Dziewicom zmarłym na ostygłe czoła.
- O! pani! spuść ty ze swojej srogości!
- Ja biedna zimne węże rozczuliłam,
- I tak się do mnie gady przywiązały,
- Że za mną cały kłębek biegł i syczał
- Jak pies wyjący smutnie z przywiązania.
- I cóż ja winna, że węże wolały
- Słuchać mej pieśni niż mojego płaczu?
- A żem ja węże zimne rozczuliła,
- Dlaczegoż w tobie powiększyłam srogość?
- Czy ty zazdrościsz mi, pani, zwycięstwa,
- Które mi ojca mego wybawiło?
- O! jeśli tak jest, to weź go za ojca,
- A ja go będę na śmierć skazywała,
- A ty go będziesz bronić — i zwyciężysz,
- Bo ten zwycięża tu zawsze, kto broni. —
- Lecz nie, ja teraz jestem zwyciężoną,
- Mój ojciec pewnie już od głodu skonał;
- A ja chcę tylko widzieć jego ciało,
- W czoło chcę tylko pocałować zimne;
- Powiedzieć jego głuchemu trupowi,
- Że go nie mogłam zbawić — lecz kochałam.
- O! patrz: koszula moja nie związana,
- Nie niosę chleba ani żadnej strawy —
- Może się boisz, że jak drzwi otworzę,
- To wleci ze mną jaka muszka złota
- I ten ją starzec zje? — O, pani moja!
- Bóg muchy strzeże od śmierci — ta muszka
- Będzie mieć jaką córkę, co ją zbawi.
- Ja tylko jedna, ja nie mam nikogo
- I nikt się o mnie biedną nie upomni.
- O! proszę ja was, każcie wy mnie wpuścić
- Do mego ojca głodnego.
LECH
- Gwinona,
- Na Boga, te łzy miecz mi rozhartują.
GWINONA
- I ty jej wierzysz? — to są łzy zmyślone,
- Ona dwa razy tak płakała głośno,
- Za te trzy płacze ona się trzy razy
- Odśmieje ze mnie, jeśli ojca zbawi.
LECH
- I cóż ci ludzki śmiech, Gwinono, szkodzi?
GWINONA
- Lechu, śmiech ludzki jest zabójczą bronią,
- Więcej on strącił koron z głów posępnych,
- Niż ci się zdaje: o! śmiech to gadzina,
- Która się w sercu wyśmianego kryje
- I tam go kąsa, kąsa, do krwi kąsa,
- Aż wreszcie siły w człowieku omdleją
- I powie sobie: Jestem zwyciężony.
- Śmiech nas pozbawia zaufania w sobie
- I rodzi niemoc; ja znam takich ludzi,
- Z których się żaden żywy śmiać nie waży;
- Ci ludzie mają królestwo nad tymi,
- Którzy są śmiechu ludzkiego poddani.
LILLA WENEDA
- Królowo! Czegoż ty się teraz boisz?
- Czy tu są tacy, co wyśmieją litość?
- Widziałam w twoim sypialnym pokoju
- Okno, którego nigdy nie zamykasz,
- Bo w nim jaskółka uwinęła gniazdo;
- Więc ty masz litość; a czy się kto śmieje,
- Że ty masz litość nad jaskółką? — Pani,
- Więc ja znalazłam w twoim sercu litość!
- Trzebaż być jeszcze, jeszcze nieszczęśliwszą,
- Ażebyś ty się, pani, zlitowała?
- Więc każ mi wydrzeć te spłakane oczy,
- A potem zlituj się nade mną ślepą
- I każ mnie wpuścić do ojca ślepego.
- O! proszę! proszę! każ mi wydrzeć oczy.
GWINONA
- Smutny to żebrak, co grosz wydrze nudą.
LILLA WENEDA
- O! będę nudzić, nudzić, aż zezwolisz.
GWINONA
- Gryfie, każ wpuścić ją do tej ciemnicy,
- Gdzie siedzi ojciec jej, morzony głodem.
- LILLA WENEDA i GRYF wychodzą.
- Lechu! na twoją to zrobiłam prośbę.
- Cóż mi tak smutny stoisz i ponury?
LECH
- Gwinono, syn nasz w niewoli.
GWINONA
- W niewoli?
- Mój syn w niewoli? mój Lechon w niewoli?
- Nie — ty mię straszysz. — Nie wiesz sam, co mówisz.
- On mi się dzisiaj śnił. — O! Boże! Boże!
- Na syna mego zgubę pracowałam.
- Syn u Wenedów! Lechon u Wenedów!
- Lechon — on nie ma takiej córki!
LECH
- Żono,
- Ja go odbiję.
GWINONA
- Trupa ty odbijesz!
- O! Lechu, na koń! na koń! na koń, Lechu!
- Wszyscy rycerze! zbierz wszystkich rycerzy!
- Jeśli wrócicie żywi bez Lechona,
- Ja się zabiję — będę plwała w oczy!
- Ja się zabiję... Cóż, wy tchórze? na koń!
- Wybiega.
LECH
- Niech się wykrzyczy, krzyk nic nie pomoże.
- Dziś za mego Lechona stu trupem położę.
- Wychodzi.
[edytuj] Scena II
- Błonie.
- ŚLAZ wchodzi.
ŚLAZ
- Moja nieboszczka matula mówiła,
- Że kłamstwem wyjdę na pana — to kłamstwo,
- Co mi matula mówiła o kłamstwie —
- Ergo: jeżeli więc mówiła kłamstwo,
- Powinna była zrobić tym fortunę —
- Umarła goła jak Lazarus — a ja
- Ledwom się kłamstwem nie usalmonował
- Na wieki wieków; to szczęście, że jakoś
- Mojego pana zrobiwszy Salmonem
- (Niechaj mu światło wiekuiste świeci),
- Uciekłem z zamku i dobrze się stało;
- Gwalbertus, mój pan, został męczennikiem
- I pod imieniem świętego Salmona
- Króluje w niebie, więc dobrze się stało —
- Lecz to jest kwestia... quomodo uniknąć
- Głodu na puszczy i zrobić fortunę?
- Już próbowałem chrześcijańskiej paszy,
- Już próbowałem rycerskiego chleba
- I zawsze chudy jak słomka... więc ergo,
- Pan Ślaz niech rusza do dziczy — rzecz prosta!
- Pan Ślaz niech rusza prosto do Wenedów —
- W jakim kolorze? — w kolorze Wenedów —
- Jako szpieg? — a fuj — nie szpieg, lecz nowiniarz,
- Zemsty nowiniarz, blekotnik nowiniarz;
- Człowiek ognistej mowy, krwawych zębów
- I czerwonego języka — więc ergo,
- Gdy zapytają: "Czy widziałeś Lecha?" —
- Widziałem. — "A co robi?" — Gdym go widział,
- To jadł Weneda z solą. — "A Gwinona?" —
- Gwinona we krwi się dziatek kąpała. —
- "A cóż się stało z naszym starym królem?" —
- A ja pokażę tak, język wywalę
- I zamknę oczy: Wasz król est finitus.
- "A jego córka?" — A ja łzy jak z wiadra
- Popuszczę na to i nic nie odpowiem
- Albo odpowiem jakie nowe kłamstwo,
- Takie żałośne kłamstwo, że uwierzą
- I jeść mi dadzą — za to, żem się spłakał.
- Wychodzi.
[edytuj] Scena III
- Sala w zamku Lecha.
- LECH, GWINONA, RYCERZE.
LECH
- Na Boga! bądźże cierpliwą! na Boga!
- Mój oddział jeszcze z podjazdu nie wrócił.
GWINONA
- Ty gadasz! a tam mój syn roztargany?
- O! straszna! głupia jest cierpliwość twoja!
- Jak nienawidzę w ludziach cierpliwości!
- Często im wcale czekać nie potrzeba,
- Ale dlatego, że ktoś prosi: "Śpiesz się":
- To oni różne wynajdują zwłoki,
- Aby pokazać wyższość i rozwagę
- I nad palącym się sercem panować.
- Lechu! czy wiesz ty, ile chwil potrzeba,
- Aby zabito bezbronnego jeńca?
- Dziwna cierpliwość! okropna cierpliwość!
- O, Lechu! jeśli mój syn biedny zginie,
- To w dzień i w nocy będę ci krzyczała:
- Tyś syna twego zabił cierpliwością!
- Ja wtenczas będę w wyrzutach cierpliwą,
- Cierpliwie będę ci kąsała serce,
- We mnie ty zbrzydzisz cierpliwość — o, kacie!
- O! kacie twego nieszczęsnego syna!...
- Ach, Boże! daj co gryźć mojemu sercu,
- Bo ja bym teraz serce męża gryzła.
- Ja wiem, co powiem: Lechu! — jesteś tchórzem!
LECH
- Tchórzem nie jestem.
GWINONA
- Więc ojcem nie jesteś!
- Czymże ty jesteś? — kawałkiem żelaza?
LECH
- O! tego nadto! — nadto! — Ty dotychczas
- Byłaś w domostwie samowładną panią.
- Jam ci ulegał, bojący się wrzasku;
- Ty napełniałaś mój dom okrucieństwem.
- Na Boga! już mi to się wreszcie nudzi.
- Rycerzy moich garsteczka maleńka,
- Podjazdem i te siły rozerwane;
- A ci Wenedzi z dwunastu się krain
- Zeszli i całe okrywają pole.
- Tam są olbrzymie Scyty, co krew piją
- W człowieczych czaszkach, wyznawce Odyna;
- Tam. są Lehoni, co na hełmach noszą
- Rogi żywemu wyrwane turowi;
- Tam jest Mazonów lekkie pokolenie,
- Co głowy jako szczygły ubierają
- W czerwoną krasę i pomiędzy hełmy
- Migocące się niosą pióra pawie;
- Nad tymi tłumy dwunastu harfiarzy;
- Nad harfiarzami straszna prorokini,
- Na samym szczycie ludzkiej piramidy
- Błyskawicami gadająca — a ja
- Z rycerzy garstką mam wstąpić w mrowisko?
- Ja, co te ludy chcę wyciąć do szczętu?
- Nie czekać, aż mi w noc błyskawicową
- Z nieba lejące pomogą pioruny?
- Szalona jesteś — szalona, kobieto!
GWINONA
- O! widzę, że już ciebie nie przełamię!
- Widzę już! widzę mego syna trupem!
LECH
- Syn twój powróci, syn powróci, nie płacz!
GWINONA
- O! jużem ja go teraz opłakała.
- O! rozpacz! rozpacz!... o! rozpacz! on skonał.
- LILLA WENEDA wchodzi bez wianka liliowego na głowie.
LILLA WENEDA
- Królowo! ojca mego nakarmiłam.
- Mój ojciec do mnie należy, królowo!
- Widzisz, powracam bez kwiatów, bez wieńca,
- W lilijach było mego ojca życie;
- Ja życie ojca przyniosłam na głowie,
- Jego zbawieniem ukoronowana.
- Nie wierzysz? spytaj każdego Weneda;
- Lilije wodne nas od głodu bronią,
- Ilekroć zboże roku nie dotrzyma.
- Ty nie wiedziałaś, że ten wieniec biały
- Zdziecinniałemu będzie piersią matki,
- Że on go będzie ssał, śmiał się i płakał
- Podnosząc puste powieki do nieba,
- Bogu dziękował za córkę i kwiaty.
- O! teraz ojciec mój! — jam go zbawiła.
- Lechu, słyszałeś, jaki był warunek?
- Nie pozwól, królu, żonie łamać wiary.
GWINONA
- Patrz! patrz! patrz! ona ojca wybawiła
- I tu mię przyszła zagłuszyć radością;
- A kiedy ona mówiła o ojcu,
- To ja nieszczęsna myślałam o synie;
- A kiedy ona lała łzy rozpaczy,
- To ja nieszczęsna krwią płakałam w sercu. —
- Weź ojca swego! weź! — ja potrzebuję
- Nauczyć teraz was wszystkich litości.
- Ja bym głaskała ręką wasze tury,
- Prosząc o łaskę ich nad moim synem;
- Ja bym szczepiła wasze kwaśne grusze
- Miodem litości — a sosen szumowi
- Dałabym matki głos, jęki i prośbę.
- O, każcie tutaj starca przyprowadzić,
- Ja go odeszlę ojcem memu dziecku.
- Rycerzy kilku wychodzi.
LILLA WENEDA
- Pani! ty dobra jesteś, o! ty dobra.
- Już ja nie powiem, żem ojca zbawiła,
- Ale że ty mi dałaś mego ojca.
- Obaczysz! jak to serce drży z radości
- Temu, kto biednym ludziom dopomoże.
- DERWID wchodzi i RYCERZE.
- Ojcze, wracamy do nas — ta królowa
- Dała mi ciebie. Ojcze, chodź na słońce —
- Bądźcie mi zdrowi, królu i królowo —
- Chodź, ojcze! — Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi!
DERWID
- Córko! a moja harfa?
LILLA WENEDA
- O! królowo!
- Widzisz, mój ojciec cały drży z radości.
- Aleś ty pewnie, pani, zapomniała,
- Że ci nie może dziękować oczyma,
- Więc ja za niego leję łzy — i jeszcze
- Za ojca mego muszę być natrętną:
- Ja ciebie proszę, wróć mu harfę złotą,
- Którą mój ojciec miał od swego ojca;
- O! wróć mu, pani, tę harfę! o, wróć mu!
GWINONA
- Przynieście harfę, którą ja kazałam
- W cedrowej skrzyni uśpić rozpłakaną.
LILLA WENEDA
- Ojcze, ty harfę mieć będziesz.
DERWID
- Oddała?...
GWINONA
- na stronie do LECHA
- Widziałeś, Lechu, gdy wspomniał o harfie,
- To z jego powiek wybiegły czerwone
- Dwie łzy, ogromne łzy — czy uważałeś?
- To były straszne łzy...
LECH
- I cóż, kobieto?
GWINONA
- Co? — nie rozumiesz?... Córka albo harfa
- Zostanie tutaj zakładnicą — widzisz,
- Ten człowiek musi wybrać między dwoma,
- A ja w zakładzie wezmę rzecz wybraną:
- Rozumiesz? Gdyby nie te łzy czerwone,
- Anibym kiedy była pomyślała,
- Że tu jest wybór.
LECH
- Już widzę, już widzę.
GWINONA
- Milcz.
- do DERWIDA
- O, Derwidzie! czy Wenedzi macie
- Nienasycone serca? — przed godziną
- Wiercony srogim głodem aż do kości,
- Byłbyś poprzestał na kawałku chleba...
- Lecz teraz, w miarę łask, żądania rosną,
- Dałam ci wolność, tyś harfy zażądał —
- A otrzymawszy wszystko, będziesz mścił się...
DERWID
- Każ odprowadzić mnie więc do więzienia;
- Trupi się nie mszczą.
GWINONA
- O! twardy człowieku,
- Nigdyż twe serce przede mną nie zadrży?
DERWID
- Wyjm je i zobacz.
GWINONA
- Ja ci daję wolność...
DERWID
- I chcesz tu z króla uczynić żebraka?
- Już mię z postaci masz prawie żebrakiem,
- Jeszcze chcesz serca mego żebraniny?
- Na moje ciało ty liczysz zgrzybiałe?
- Na me kolana ty rachujesz drżące,
- Że mnie przed tobą powalą? — Nie, jędzo!
- Nie! nie! nie! — Córko, daj mi rękę. — Jędzo!
- Przed tobą skonam stojąc i zastygnę,
- Wtenczas twe dziecko mnie paluszkiem trąci
- I padnę — padnę: — ale pókim żywy,
- To jestem równy tobie — król i człowiek.
GWINONA
- do wnoszących harfę
- Postawcie przy nim bliżej harfę złotą,
- Niechaj się na niej oprze ręką drugą.
- Stawia harfę przy DERWIDZIE. Starzec jedną rękę na harfie, drugą kładzie na głowie córki.
- Widzisz, ta harfa równa córce wzrostem,
- A gdyś w niewoli był, obie zarówno
- Płakały — obie jak córki — o! teraz
- Wybierz pomiędzy płaczkami, Derwidzie,
- I niech wybrana idzie z tobą w lasy,
- A druga córka twoja odrzucona
- Ze mną zostanie — i będzie zakładem.
DERWID
- Córko! co ona mówi?
LILLA WENEDA
- Ojcze drogi!
- Ta pani harfę ci oddaje złotą.
DERWID
- Tę harfę?
LILLA WENEDA
- Ojcze, harfę.
DERWID
- Już oddała?
- To chodźmy, córko.
LILLA WENEDA
- do GWINONY
- Pani, ja powrócę
- I będę twoją niewolnicą. — Ojcze!
- Chodźmy już.
GWINONA
- Harfę porzucasz, Derwidzie?...
LILLA WENEDA
- Nie mów tak głośno — jam cię zrozumiała.
- Okropną jesteś — zlituj się nade mną.
- Jeśli mię żywą chcesz mieć, to nie żądaj
- Mieć porzuconą przez własnego ojca.
- Serce mi pęknie i będziesz tu miała
- Trupa, nie córkę; o! bo w moim sercu
- Jest tyle złotych strun, jak na tej harfie,
- Lecz wszystkie pękną od razu z boleści,
- Jednym wyrazem ojcowskim stargane —
- I nad nim także litość miej, i nad nim!
- Proszę cię, sroga, miej i nad nim litość!
GWINONA
- Będzieszli zawsze jak mała ptaszyna
- Skrzydełkiem w oczy bić błyszczące węża?
- Jeślim wyrzekła — to chcę. Kto mi wzbroni
- Spróbować serca ojcowskiego? i tu
- Usprawiedliwić siebie, żem je gryzła?
- Wytłumacz ojcu sama, czego pragnę.
LILLA WENEDA
- O, nielitośna! — Ojcze, ta królowa
- Oddaje tobie tylko jedno dziecię.
- Ty wybierz sobie dziecko, które śpiewa,
- A zostaw dziecko, które tylko płacze —
- Ja wiem, że ty mnie kochasz, ojcze drogi,
- Lecz nie wybieraj mnie, bo nieszczęśliwy,
- Jeżeli zechcesz o nieszczęściu śpiewać,
- To znajdziesz we mnie tylko echo płaczu,
- A w harfie echo nieśmiertelne. Ojcze,
- Wybierz, co kochasz, a to, co odrzucisz,
- Kochaj...
DERWID
- Niebiosa! — córko, gdzie ty jesteś?...
- Ja kocham moją córkę. — O, gołąbku!
- Chodź i ślepego prowadź... Córko — prowadź
- I wyjdźmy prędzej stąd. — Córko, a harfa?
LILLA WENEDA
- O! harfa skarzy się, żeś ją opuścił.
- Trąca o struny.
DERWID
- Harfa się skarzy na mnie?
LILLA WENEDA
- Ojcze, jęczy.
DERWID
- Jęczy! — Gdzie moja harfa? — czy to mara,
- Czy to duch mojej harfy rozpłakanej
- Stoi przede mną w promieniach? i skrzydła
- Roztworzył, jakby z płaczącymi jęki
- Już odlatywał da nieba. — Ha! —
- LILLA znów porusza struny.
- I znów.
- Słyszycie? harfa jęknęła — słyszycie?
- O! dajcie, niech ją obejmę w ramiona!
- Dajcie! to córka królów rozpłakana.
- Chwyta harfę, obejmuje i ucieka z nią.
- Gdzie drzwi? — rycerze, gońcie mnie z mieczami!
- O! ja tej harfy nie dam! — Harfy nie dam!
- Pada piersią na harfie.
LILLA WENEDA
- Widzicie! ręce pokrwawił na strunach.
- Wstań, dobry ojcze. — O! patrzcie! o! patrzcie!
- Usta położył na strunach, całuje,
- A te niedobre struny i niewdzięczne
- Usta mu krwawią. — O, struny! o, struny!
- Wy nie jesteście córkami. — Królowo,
- Widzisz, mój ojciec wybrał; lecz jeżeli
- Myślisz ty, pani, że ja teraz płaczę
- Dlatego, że mnie ojciec mój porzucił:
- O! bądź przeklęta za tę myśl! — To radość
- Wyrywa z oczu moich łzy; to radość.
- Niechaj nikt ojca mojego nie sądzi.
- Dzisiaj karmiony starzec lilijami
- Mnie tak całował w usta i we włosy
- I do mnie tak się przytulał rozpacznie,
- Jak się do harfy odzyskanej tuli.
- A że ja płaczę, to tylko dlatego,
- Że przypominam ojca pocałunki
- W ciemnym więzieniu... i łzy moje głupie
- Pytają same serca, czemu płacze.
GWINONA
- Odedrzyć starca od harfy!
LILLA WENEDA
- podnosząc ojca
- Widzicie,
- On już łagodny jak baranek.
GWINONA
- Starcze!
- Syn mój najstarszy, Lechon, syn mój drogi,
- Jest niewolnikiem twoim — a ta harfa
- W zakładzie, moją będzie niewolnicą,
- Aż mi żywego wrócisz syna.
DERWID
- Harfa?
- Ja stąd bez harfy nie wyjdę.
LILLA WENEDA
- O, pani!
- Więc jeszcze raz się rzucę na kolana
- I będę ciebie prosiła ze łzami:
- Oddaj mu harfę... a mnie weź. Czy myślisz,
- Że twego syna, jeśli jeszcze żywy,
- Ten starzec nie da za córkę? O! pozwól!
- Niech tylko mego ojca odprowadzę,
- On ślepy — tylko odprowadzę ojca,
- A sama wrócę; a że ja powrócę,
- To niech ci harfa ta będzie zakładem.
- Ale przysięgnij, że za niewolnicę
- Królewnę harfę wypuścisz z niewoli:
- A gdy przysięgniesz, to ja pewnie wrócę.
- Bo cóż mi teraz życie! cóż mi życie!
- O! ty wiesz sama, że ja pewnie wrócę.
GWINONA
- Jakiż mi zakład z córki niekochanej?
LECH
- Na Boga! dosyć, Gwinona! już dosyć!
- Ta córka warta dziesięciu Lechonów.
- Przysięgam, jeśli z Lechonem powróci,
- To weźmie harfę, Lechona i moje
- Błogosławieństwo; jeśli wróci sama —
- To i tak za nią, przysięgam na bogi!
- Oddasz kawałek płaczącego drewna.
GWINONA
- Słyszysz? jak mówi mój mąż, tak się stanie.
LILLA WENEDA
- Dzięki wam! dzięki! — Ojcze, dziś wieczorem
- Harfę ci twoją postawię do grania.
- Ty wiesz, ja dotąd nigdy nie skłamałam.
- A teraz — o królowie: do widzenia.
- Przyjdzie po harfę Lilla niewolnica. —
- Chodź, dobry ojcze.
DERWID
- A harfa?
LILLA WENEDA
- Ta idzie
- Za nami, ojcze.
- do LECHA
- Szlachetny rycerzu,
- W twoim więzieniu został smętny starzec,
- Także niewinny.
- Odchodzi z ojcem.
LECH
- Ha... to ten czarownik. —
- Sygonie, każ go wypuścić na wolność.
- W ludziach anielstwa tyle, że nie można
- Traktować jak psów — wypuścić go z wieży,
- A teraz chodźmy stroić się do walki.
- Wychodzi.
GWINONA
- Połóżcie harfę w skrzyni cedrowej — ta harfa
- Dla mnie jest teraz Lechonem. — Nie kładźcie
- W tej trumnie z drzewa harfy... bo pomyślę,
- Że syn mój drogi Lechon w trumnie leży;
- A jeśli stanie się jakie nieszczęście
- Z moim kochanym dzieckiem, to przypomnę
- Tę harfę w trumnie i będę myślała,
- Że sama syna położyłam w trumnie.
- Natura może stąd wziąść pochop i te
- Wtrumnienie harfy strasznie naśladować
- Rzeczywistością. — Wynieście ją za mną. —
- Okropny zachód słońca i te mury
- Zdają się krwawe od promieni. — Gryfie,
- Dziś w nocy będzie burza — chmury warczą.
- Wy się będziecie dziś bić ostatecznie.
- Wychodzą.
[edytuj] Scena IV
- Grota wróżki, oświecona czerwonym blaskiem.
- ROZA WENEDA stoi przy otworze groty i do zachodzącego słońca śpiewa runiczną inwokacją.
- DWUNASTU HARFIARZY.
ROZA WENEDA
- Do krwi, złote słońce! do krwi, słońce!
- Ty, ostatnie słońce, we krwi gaśnij!
- Tu na walkę, wrony! kruki! orły!
- Tu na walkę, psy wyjące smutnie!
- Tu na walkę, chmury z piorunami!
- Tu, szumiące wichry! — słońce, gaśnij!
- Kruki! orły! wichry i pioruny,
- Dajcie hasło! chmury, dajcie hasło!
- Słychać daleki grom.
HARFIARZ
- Grom usłyszał i odzywa się głucho.
ROZA WENEDA
- Do mnie! do mnie! do mnie! tu pioruny!
- Tu nad głową moją jak wieniec.
- Niech ja mściwa z was mam włos, pioruny!
- Kiedy wyjdę z groty w krew rozlaną,
- Gdy za ojca mego stanę tronem,
- Słuchająca jęków i czerwona
- W krwi wyziewach, w koronie z błyskawic.
HARFIARZ
- Cóż ci mówią wróżby? cóż wyrzekły?
ROZA WENEDA
- Człek na człeka jak pies pójdzie wściekły.
- Grom czerwony się gryźć będzie z błękitnym.
- Krew poniesie z sobą tron Derwida
- I król będzie płynął z harfą, z tronem
- Jako kawał kry.
HARFIARZ
- O! biada! biada!
ROZA WENEDA
- Okropniejszą rzecz widziałam blada.
- Krew podmyła tron i wzięła z sobą.
- Król na tronie włosy rwał i rzucał,
- A pioruny je paliły w powietrzu. —
- Lecz nie mówcie nic jutrzejszym trupom.
HARFIARZ
- Cóż wyrzekły wróżby? powiedz, straszna!
ROZA WENEDA
- Wczoraj kości warzyłam na polu,
- Mózg gotował się w czaszkach człowieczych
- I wilgotna kość jęczała na ogniu.
- Słuchająca wrzasku tych umarłych;
- Pomazałam krwią zamknięte oczy —
- I nagle!
- Widmo straszne wyszło z ognia do mnie
- I zawiodło mnie na walkę duchów.
- Słuchajcie!
- Wódz dwie głowy miał: wtem jedna głowa
- Oczy nagle jako trup zawarła,
- Spadła na nią iskra piorunowa;
- I ta głowa smętna, już umarła,
- Jęła smutnie mówić z drugą żywą,
- Aż skry zjadły jak smolne łuczywo
- Rozpłakaną tułowu koronę.
- I spojrzałam w drugą walki stronę,
- Odwróciwszy się jak od gasnącej główni
- Od półmartwej osoby.
- I tam stali ludzie w szyku, równi,
- Równi, zimni, biali jako groby,
- Miecz je walił, gdy piorun był niemy,
- Czasem walił piorun i miecz razem.
- Wtem ktoś cicho wykrzyknął: "Giniemy!"
- I tysięcy sześć — nie tkniętych żelazem —
- Sześć tysięcy bez ducha upadło,
- Jakby je kto struł. — Nadeszłam z nożem —
- Otworzyłam jeden tułów trupowy
- I znalazłam, że w nim serce zbladło
- I tak trzęsło się jak liść olchowy:
- Więc plunęłam temu sercu w usta
- I rozcięłam drugą pierś dla ptaków;
- Lecz znalazłam w niej kłębek robaków
- Zamiast serca. — I pierś trzecią rozdarłam,
- I spojrzałam w nią — lecz była pusta!
- I nie było w niej serca! — Jak chusta
- Zbladłam we śnie i we śnie umarłam
- Widząc, że w niej serca nie było!
HARFIARZE
- Cóż to znaczy?
ROZA WENEDA
- Nad naszą mogiłą
- Wzejdzie słońce, lecz nie mówcie ludowi!
- DWUNASTU WODZÓW wchodzi do groty. Wszyscy różnie ubrani. Jedni na hełmach turze, drudzy jelenie mają rogi, u innych tylko pióro pawie lub czaple. Pancerze z siatki lub z łuski. Miecze olbrzymie w rękach.
ROZA WENEDA
- Oto wodze są. — Cóż, piorunowi?
- Wiele ludu?
WÓDZ
- Dwanaście tysięcy.
ROZA WENEDA
- Pijcie z czaszek tych i bladej śmierci
- Urągajcie się pijąc; niech wyje.
WÓDZ
- Cóż ci mówiły wróżby?
ROZA WENEDA
- Jeśli podczas walki
- Ojciec mój z harfą złotą na kamiennym tronie
- Zagra pieśń, ową straszną pieśń, od trzech pokoleń
- Nie słyszaną: to przy nas zwycięstwo.
WÓDZ
- Twój ojciec
- I harfa jego złota w niewoli.
ROZA WENEDA
- Bez wiary! —
- Ojciec mój na tronie czarnym stoi,
- Za swą harfą jak za słońcem czerwonym.
- Każdy harfy ton, jak rycerz w zbroi
- Na rumaku wybiega szalonym;
- Jako rycerz duch głos każdy leci
- I obbala z rumakami rycerzy.
- Ile strun, tyle wężów wybieży
- Z harfy ojca i oczyma zaświeci,
- I skrzydłami ognistymi okręci
- Wojsko Lecha.
WÓDZ
- Gdzież wódz jest dwugłowy?
ROZA WENEDA
- Nie wierzycie mi, ludzie przeklęci?
- Rzućcie czary te w krąg Derwidowy.
- W kręgu trupich głów, wodza postawię.
WÓDZ
- Nie uwierzym, aż ujrzym oczyma.
ROZA WENEDA
- Ty, co nosisz złote piórko pawie,
- Migocące od pierwszych błyskawic,
- Odwal kamień, ten kamień olbrzyma. —
- Cóż? nie możesz? — Więc dwanaście prawic
- Niech ten kamień odwali — choć ruszy.
WODZE
- Nie możemy.
ROZA WENEDA
- Więc rękami go duszy
- Ja podniosę — i niech idzie do piekła.
WODZE
- Cudy! słowo zaklęte wyrzekła
- I ten kamień wstał.
- ROZA WENEDA wchodzi, odwaliwszy kamień, do podziemnego lochu i wyprowadza LELUM i POLELUM, przykutych za ręce łańcuchem do siebie.
ROZA WENEDA
- I wódz się zjawił.
- Patrzcie! łańcuch, co ręce pokrwawił,
- Z dwóch uczynił jednego człowieka. —
- Chodź tu między czaszki, wodzu blady,
- Bo już piorun niespokojny szczeka. —
- Włożę wam zbroję.
- Kładzie na czoła braciom dwa hełmy i złączonych razem uzbraja jak jednego rycerza. — Tarcza olbrzymia, na ręku LELUM zawieszona, obu, braci zakrywa. POLELUM w prawą rękę, wolną od łańcucha, miecz bierze — ROZA WENEDA zawieszając tarczę mówi do LELUM.
- Ty będziesz bronił swego brata tarczą.
- do POLELUM
- Ty go zakryjesz miecza błyskawicą. —
- Biada, kto swego nie dopełni! biada!
- Jesteście jednym rycerzem, mścicielem;
- A gdy nie będzie was, to jęk żałośny
- Przeleci wieki i zwiąże imiona.
- Jęk jeden będzie po dwu zgonach waszych;
- Po waszych sercach roztrzaskanych w piersi
- Jedna zostanie żałość w tej ojczyźnie,
- Nie rozróżniona, jako w sercu matki. —
- Krwi! krwi ofiarnej!
POLELUM
- Weź z mojego łona.
ROZA WENEDA
- Tu krwi potrzeba obcej, z niewolnika.
- Wchodzi do lochu i wyprowadza na scenę LECHONA.
- To syn królewski. Patrzcie, jaki blady.
LECHON
- Zlitujcie wy się, ludzie, mej młodości!
- Ta grota pełna przerażeń i wasze
- Twarze są blade i przygotowane
- Do zemsty. Wiem ja, że wy macie prawo
- Mścić się nade mną i odebrać życie:
- Lecz gdyby tutaj była moja matka,
- Królowa dumna i sroga kobieta,
- Ona by was tu przekonała łzami,
- Że ja potrzebny jestem na tym świecie
- Jak słońce, księżyc — jej i wam potrzebny,
- Że wam śmierć moja na nic się nie przyda,
- A życie moje jeszcze może zdać się. —
- Nie zabijajcie mnie, nie zabijajcie!
- Król wasz u mego ojca niewolnikiem,
- Za syna swego ojciec odda króla;
- Za mój włos każdy da wam ziemi włokę —
- A patrzcie, jakie ja mam gęste włosy,
- Matka je moja nieraz całowała.
- Czy tu nikt nie ma matki?... A więc jeszcze
- W sierotach większa być powinna litość.
ROZA WENEDA
- Krwi tej nie wezmę — za podła. Idź jęczyć!
- Wpycha Lechona do lochu.
- Czerwieńszą znajdę krew w sercu gołębia.
- ŚLAZ wchodzi, prowadzony przez dwóch WENEDYJSKICH RYCERZY.
- Cóż to za człowiek?
ŚLAZ
- Ja tu dobrowolnie
- Przychodzę, proszę wierzyć — dobrowolnie.
ROZA WENEDA
- Lechitą jesteś?
ŚLAZ
- O! gdyby nie respekt
- Dla was, rycerze, i dla tej mocarki,
- Wziąłbym pytanie za obelgę. Mówcie,
- Że ja pies — dobrze; mówcie, że ja sowa —
- Dobrze; mówcie, że bocian — doskonale! —
- Lecz mówić, że ja Lechita! — mnie? — w oczy! —
- Gdybym nie mienił to być uchybieniem,
- Plunąłbym w oczy temu, kto zapytał,
- Czy ja Lechita. — Cóż to? czy mi z oczu
- Patrzy gburostwo, pijaństwo, obżarstwo,
- Siedem śmiertelnych grzechów, gust do wrzasku,
- Do ukwaszonych ogórków, do herbów;
- Zwyczaj przysięgać in verba magistri;
- Owczarstwo — czy to wszystko mam na twarzy?
- Jeśli tak, wodą mię zlejcie gorącą,
- Niechaj oblezie ze mnie pierwsza skóra.
ROZA WENEDA
- Milcz!
- do wenedyjskich rycerzy
- Gdzie pojmaliście tego człowieka?
RYCERZ
- Dążył od strony Lechitów; i wiele
- Okropnych rzeczy w drodze opowiadał.
- On widział króla naszego Derwida
- Zamęczonego, siostrę twą zabitą.
ROZA WENEDA
- do Ślaza
- Piekielny, kłamiesz!
ŚLAZ
- Klnę się na te czaszki!
- Ja sam wrę zemstą, ja sam zemstą płonę...
- Dajcie mi w ręce cokolwiek, miecz, rożen,
- Pierwszą broń dajcie, a ja mścić się będę...
- ślochając
- Ten król szanowny! ten starzec sędziwy!
- Ta niebotyczna królewna! — miecz dajcie!
- Jeśli potrzeba wodza — będę wodzem;
- Jeśli człowieka tylko trzeba — jestem;
- Jeśli tygrysa — adsum; jeśli księdza —
- Do usług; jeśli Ganimeda — zgoda.
ROZA WENEDA
- Mówisz o zemście? — tu zemsta pod ziemią.
- Bierze nóż i wchodzi do lochu, gdzie LECHON zamknięty.
POLELUM
- Lelum, noc bliska.
LELUM
- Umarła — słyszałeś.
- Cicho, mój bracie, zda mi się, że duch jej
- Tu, na łańcuchu, stoi między nami
- I lekką śmierci dłoń na głowy kładnie.
- Czy ty nie czujesz umarłej dotknięcia?
- Ona tak pójdzie z nami w bój okropny
- I serca nasze przejrzawszy do głębi,
- Pogardzi, jeśli serca zadrżą strachem.
- O, Lillo! tobie ślubuję dziś duszę!
- Ducha ty weźmiesz ulatującego.
- O, śmierci! śmierci! krwawej śmierci, Boże!
- Jakże to łatwo być odważnym w boju!
- Nieszczęśliwego Bóg nie zrobi tchórzem.
- Gdzie są harfiarze? niech idą za nami
- Z harfy złotymi! — nie trzeba harfiarzy!
- Umarli lepiej widzą i śpiewają
- Tę pieśń o sercach strzaskanych boleścią,
- O ściętych mieczach i zgasłych nadziejach.
- Oni jedynie wiedzą, ile warte
- Życie człowieka, ile ulatuje
- Ludzkiego szczęścia w czerwonych płomieniach,
- Które trzaskają ciało bohatera.
- Już o umarłych tylko dbam i Boga,
- O nic na ziemi.
- ROZA WENEDA wychodzi z lochu z dymiącym się nożem.
ROZA WENEDA
- Patrzcie! nóż czerwony,
- W sercu Lechona był... patrzcie, czerwony;
- Pomażę sobie brwi tą krwią — zobaczę
- Dusze umarłych... i wy zobaczycie...
- Tam w szczerwienionej ciemności powinni
- Zjawić się krwawi, król harfiarz z dziewczyną —
- Lecz kto przemówi do umarłych, skona...
- Wchodzi DERWID i LILLA WENEDA.
- Widzicie! o! widzicie, idą trupy!
- Ja wywołałam je spod ziemi — przyszli.
LILLA WENEDA
- Przyprowadziłam wam ojca z niewoli.
- Oto wasz ojciec.
DERWID
- Cóż to? nie poznali?
- Posadź mię, córko moja, na kamieniu —
- Cóż? — nie poznali!
ROZA WENEDA
- Bez harfy przyszedłeś.
DERWID
- Niebiosa!
- zrywając się
- O! ja przyszedłem bez oczów!
- Wydarte moje oczy płakać będą,
- Jak się dowiedzą o tym. — O ! gadzino,
- Czy ty się z harfy mojej urodziłaś,
- Że ty mię witasz tak? — Lilla, daj rękę.
- Prowadź mnie dalej.
LILLA WENEDA
- Gdzie, ojcze?
DERWID
- Do wężów,
- Które ty pieśnią tak ułaskawiłaś,
- Że mi nie będą gryzły serca.
LILLA WENEDA
- Ojcze!
DERWID
- Gadzina córka — gdy mi darto oczy,
- Myślałem, że ta córka wydrze oczy
- I włoży w moją czaszkę swoje oczy:
- A teraz widzę, że mi wydrze serce
- I włoży w swoje piersi puste. — Harfo!
- Ty jesteś harfą bez strun! czarownico!
- Tak witać ojca? Kiedym tu przychodził,
- Skakały na mnie psy wyjąc z radości;
- A ty jako kruk, widząc te czerwone
- Oczy, zaglądasz w nie i głodnym dziobem
- Wyjadasz mi łzy czerwone, ostatnie.
- O! Bogdaj pierwszy z tych piorunów złotych
- Pomścił się za mnie!...
ROZA WENEDA
- O! Bogdaj mię piorun!...
- Bo ty bez harfy przyszedłeś, o królu!
- I dziś upadniesz na stos — bez królestwa.
LILLA WENEDA
- Nie, on zwycięży dziś bez młodszej córki.
- Ale przez córkę młodszą dziś zwycięży...
- Widzisz, płaczący usiadł na kamieniu
- I duma jako stary bocian ślepy.
- Bądź ty mu córką! — Niech kto pójdzie za mną
- I złotą harfę przyniesie...
ROZA WENEDA
- Co mówisz?
- Harfę odzyskasz?... jak?
LILLA WENEDA
- Za harfę złotą
- Sama się oddam Lechom... i zostanę...
ROZA WENEDA
- Więc idź... bo harfa zwycięży...
LILLA WENEDA
- O, siostro!
- Jeśli chcesz harfy — i mnie pragniesz widzieć
- Żywą... Lechona mi daj, niewolnika:
- Za mnie królowa wydać obiecała
- Harfę — a moje życie da za syna.
ROZA WENEDA
- Więc zginęliśmy, bo Lechon zabity.
- Do Ślaza
- Kłamco ohydny! rzucić go ze skały.
LILLA WENEDA
- Nie plamcie wy krwią tej godziny smętnej
- I mej śmiertelnej koszuli — ten człowiek
- Niech idzie ze mną po harfę.
ROZA WENEDA
- Co mówisz?
- Ty nie odważysz się wrócić do Lecha.
LILLA WENEDA
- O! siostro moja, jam się obeznała
- Ze śmiercią; wierzaj, ja wam harfę przyszlę.
- Mówisz, że harfa ta wam da zwycięstwo? —
- O! zwyciężajcie i bądźcie szczęśliwi! —
- Klęka przed ojcem.
- Ojcze! błogosław mi — może nie wrócę —
- Ale ci lutnię twoją przyszlę złotą;
- A jeśli jaka struna z najmaleńszych
- Zajęczy, kiedy zagrasz pieśń tryumfu,
- Pomyśl, że struna ci ta przypomina
- Najmłodsze dziecko, i uderz ją ręką,
- Niechaj nie płacze.
- Wstaje i do Ślaza mówi.
- Chodź ze mną, człowieku.
- Chodź! chodź! pójdziemy po harfę.
- Wychodzi ze Ślazem.
ROZA WENEDA
- Zwycięstwo!!!
- Ten starzec usnął córki swojej płaczem
- Ukołysany — patrzcie! Cóż jest ojciec!!!
- Nieście spiącego na tron Derwidowy!
- Zwycięstwo! Sto serc ludzkich — za zwycięstwo!
- Wychodzą.
CHÓR DWUNASTU HARFIARZY
- O! ileż trzeba ofiar! ile jęku!
- Nim zemsty straszna noc jak piorun błyśnie!
- Oto zwycięstwa moc w gołąbki ręku,
- Tu wodza rąk dwie bratnich łańcuch ciśnie;
- Tu król, co jękiem harf zwyciężyć mniema
- I głośniej grać — niż mrący ludzie jęczą;
- Tu wróżka z krwią na rzęsach stoi niema
- I słucha, jak na mieczach miecze brzęczą;
- I widzi strasznych czynów ludzkich końce,
- Przeczuwa Boży sąd. — A gdy noc głucha,
- To z wiary mrących ludziom robi słońce;
- Woła piorunów, patrzy, jak biją — i słucha.
- KONIEC AKTU CZWARTEGO