Lilla Weneda/Akt I
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
[edytuj] Scena I
- Pole nad Gopłem.
- LECH, GWINONA, SYGOŃ, GRYF wchodzą zbrojni.
LECH
- Zapalić ognie na pobojowisku
- I tu mi wzięte przyprowadzić jeńce.
- Wchodzą DERWID z harfą złotą w ręku, LELUM i POLELUM w łańcuchach.
SYGOŃ
- Z ręki mu złotej harfy nie wydarto.
- Jest to Wenedów król z dwoma synami.
LECH
- do DERWIDA
- Cóż myślisz, starcze, o ludach zachodnich?
- Wczora ty byłeś panem tej krainy,
- Dzisiaj do ciebie nie należy głowa,
- Która rządziła wczoraj tymi ludy.
- Szaty na sobie teraz porozdzieraj,
- Okup się, starcze, łzy brylantowymi,
- Bo ci czekanem łeb roztrzaskam siwy. —
- do LELUM i POLELUM
- Cóż to szczekacie jak psy łańcuchami?
- Cóż to, niedźwiedzie, uczcie się pokory!
- Gdzie mój kat? — Ten mi człowiek plunął w oczy.
- Że ja maleńki, to on mną pogardza,
- A wiem, że mego miecza nie udźwignie. —
- Gwinono, patrzaj, jaki to lud rosły.
- Ja komar i krew z niego wycedziłem,
- I wycisnąłem w ręku jak cytrynę.
- Jak się Czech dowie, to nie będzie wierzył.
- Poszlę mu tego starca w podarunku
- I tych dwu młodych poszlę królewiców,
- Niechaj porobi z nich obudwu psiarzy.
GWINONA
- Ja chcę usłyszeć ich glos. Każ, niech mówią.
LECH
- Psy — łatwiej zmusić ich, aby jęczeli.
GWINONA
- Ta harfa musi być zaczarowana.
LECH
- Na Boga! prawdę mówisz, moja lwico,
- Ta harfa musi być zaczarowana —
- Stary! czy w harfie twojej siedzi diabeł,
- Że tak o nią dbasz?... Na Boga! to mruki!
- My tu przed nimi jak na nitce wróble,
- A oni patrzą z góry jak na frygi.
- Gryfie, odprowadź ich do Rzymskiej wieży,
- Jak się wygłodzą, to głos odzyskają.
- DERWID, LELUM, POLELUM wychodzą pod strażą.
- To głuchoniemy jakiś lud, Gwinono,
- I głuchoniemy król. — Na koń! hej, na koń!
- Ufundujemy na trupach królestwo.
- Wychodzą wszyscy.
[edytuj] Scena II
- Cela pustelnika, podobna kształtem do wnętrza czaszki olbrzymiej.
- W głębi obraz N. Panny na dnie złotym.
- ŚWIĘTY GWALBERT i ŚLAZ.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Splamiłeś moje oczy, mości Ślazie;
- Wlazłem za twoją poradą na sosnę —
- Splamiłeś moje oczy krwi widokiem.
- To sprawa diabla; przybyłem nawracać,
- A jacyś ludzie przybyli wycinać:
- Wycięli prędzej, niż ja nawróciłem;
- Za to się trzeba aż do krwi biczować
- Mnie, jako panu, tobie, jako słudze,
- A obu jako sługom Pana Boga.
ŚLAZ
- Et fit voluntas tua.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Tak, tak, Ślazie,
- Et fit voluntas Tego, co na niebie.
- A jednak szkoda, że ten lud wycięto,
- Bo lud był dobry, choć niechrześcijański.
ŚLAZ
- Domine, wszyscy więc poszli do piekła?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Ziemia przed krzyżem krwią czerwoną ściekła,
- Z tej krwi wybuchnie płomień w kształcie krzyża.
- Śmierć kruszy ciała, lecz wieczność przybliża.
- Narody będą wkrótce okupione;
- Widziałeś, Ślazie, komety czerwone
- Z długimi chwosty — co tu wróżą zmianę,
- Komety, co jak wiedźmy rozczochrane
- Goniły za mną aż do Jeruzalem,
- Grożąc mi chłostą, krzyżem albo palem.
- Cóż mi zrobiły?! — Kiedy będzie trzeba,
- Te straszne gwiazdy palcem zetrę z nieba.
- Bóg swemu słudze za wiek długi trudów
- Przerażających da godzinę cudów.
- Cóż mi ten mocarz, co tu krwawi lasy?
- Nowy faraon, wejdę z nim w zapasy,
- Złamię i różdżkę ognistą otrupię;
- A potem jedną łzą gorącą kupię
- Żywot dla niego wieczny i zbawienie.
ŚLAZ
- Domine, z czego, proszę, są promienie,
- Które ty nosisz na głowie?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Są ze mnie,
- Z mojej wewnętrznej wiedzy, i z anioła,
- Co w ciele moim pali się tajemnie.
ŚLAZ
- Myślałem, że te płomieniste koła
- Są z włosów?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Ergo nie byłyby z duszy?
ŚLAZ
- Domine, a kot kiedy się napuszy,
- To mu tak iskry z włosów wylatują.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Są ludzie głupi jak ty, co się trują
- Porównywaniem dwóch natur w stworzeniu.
ŚLAZ
- Domine, wiara jest w moim wątpieniu.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Wątpienie z diabła jest.
ŚLAZ
- Więc mię on szuka.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Obacz no, Ślazie, ktoś do chaty stuka.
- ŚLAZ otwiera. Wchodzi LILLA WENEDA.
LILLA WENEDA
- W imię Maryi.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Patrzcie, to królewna,
- To neofitka moja. — Cóż tak rzewna?
- Cóż tak spłakana? Córko, czemuś drżąca?
LILLA WENEDA
- Przyszłam do ciebie, mój ojcze, płacząca,
- Mój ojciec, bracia moi są w niewoli,
- Chcę ich ratować, lecz mi serce boli,
- A nie podaje żadnej mądrej rady.
- Świat cały teraz dla mnie smutny, blady,
- Za łez strumieniem nie widać mi słońca.
- Ty mój poradnik jedyny, obrońca.
- Nieszczęśliwego ojca mam w niewoli,
- Braci w kajdanach.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Cóż ja ci poradzę?
LILLA WENEDA
- Już w ostatecznej się widzę niedoli.
- Powiedz, o! powiedz, czy ten Lech ma władzę
- Ojca mojego zabić?
ŚWIĘTY GWALBERT
- To człek srogi.
LILLA WENEDA
- Powiedzże, czym są twoje wielkie bogi,
- Jeśli nie mogą mi dopomóc biednej?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Bluźnisz, dzieweczko Bóg w osobie jednej.
LILLA WENEDA
- O! ja wiem! ja wiem! ty mnie uczył długo,
- Nie zapomniałam wcale twej nauki;
- Lecz teraz naucz, jak ocalić ojca.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Gotowaś jest ślub czystości uczynić?
LILLA WENEDA
- Mój ojcze, jeśli tym ojca wybawię,
- Ja będę czystą jak marcowe śniegi,
- Jak po moczarach białe konwalije
- Albo te kwiatki, co ze śniegu wstają
- I brudnej ziemi nie widzą, i giną.
- Dosyć mi będzie, że mi starzec siwy
- Pobłogosławi i obleje łzami.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Zrób więc intencją przed obrazem Matki
- Boga, na krzyżu — ukrzyżowanego.
- Zrób jej ofiarę z dziewiczego serca.
LILLA WENEDA
- Jakże mam mówić? — O! niebios Królowo!
- Oddaj mi ojca, a ja Ci dam siebie
- Jako białego gołębia bez plamki,
- I nic nie będę więcej pożądała,
- I nic mię nigdy na świecie nie splami.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Teraz, dzieweczko, ona będzie z nami. —
- Ślaz, daj mi kostur. — Gdzież obozem leży
- Ten Lech?
LILLA WENEDA
- On, ojcze, mieszka w Rzymskiej wieży,
ŚWIĘTY GWALBERT
- Na stare nogi droga niedaleka.
- ŚWIĘTY GWALBERT i LILLA WENEDA wychodzą.
ŚLAZ
- sam
- Diabeł mi każe służyć u człowieka,
- Co mnie suchymi korzonkami głodzi.
- Wychudłem jak szczep... Człowiek się raz rodzi —
- Pamiętaj o tym dobrze, mości Ślazie,
- Żeś się urodził — i raz więc umiera —
- Pamiętaj dobrze na to, mości Ślazie,
- Że raz umiera i że się raz rodzi.
- Ergo — ponieważ się już urodziłeś,
- Więcże korzystaj z tego, mości Ślazie.
- Ergo więc, nogi za pas i w świat jasny! —
- A zrób intencją z czystości. — A na co? —
- Czy masz w niewoli ojca, panie Ślazie?
- A jak się w tobie zakocha królewna,
- A ty w czystości jak w błocie po uszy! —
- Chciałbym coś znaleźć niepotrzebniejszego
- I z tego zrobić votum Panu Bogu,
- Aby mi trochę sprzyjał na początek. —
- Na przykład — zróbmy votum z przywiązania
- Do mego pana — ot i lżej na sercu...
- A teraz niech tę celę biorą diabli,
- Już niepotrzebna mi — niechaj się pali!
- Podkłada ogień pod ściany... i z zapalającej się celi wychodzi.
[edytuj] Scena III
- Sala w Rzymskiej wieży.
- LECH i GWINONA wchodzą.
LECH
- Cóż robić z tymi ludźmi żelaznymi?
- Ulec mi nie chcą. — Cóż robić, Gwinono?
GWINONA
- Rada jest moja, zbyć się ich na zawsze.
LECH
- Co? — pozabijać?
GWINONA
- Znów się wzdrygasz, mężu,
- I w czynach boisz się ostateczności.
- Dwa razy przez tę naturę kobiecą
- Straciłeś kraje już podbite prawie;
- Rycerzy ledwo ci zostaje garstka:
- Ty zawsze ufasz w szczęście i fortunę,
- I w tę gorącość krwi, co ciebie rzuca
- W niebezpieczeństwa; a nie myślisz o tym,
- Że mamy dzieci, które pójdą z torbą
- I miecz ojcowski przedadzą za szeląg,
- Jeśli ich w życiu nie postanowiemy
- Na dobrze, stale zbudowanym tronie.
LECH
- To wszystko prawda.
GWINONA
- Patrz na brata Czecha;
- Jemu się także ty oszukać dałeś;
- Toteż postąpił z tobą jak z dzieciną,
- Sam zabrał kraje we dwóch pokonane,
- A ciebie wysłał aż w północne lody.
- Cóż, moja frygo z rozpalonej stali,
- Kto cię pokręci, choć dłoń sobie sparzy,
- Kontent, bo ty się kręcisz za to długo.
LECH
- Widzę to czasem, że mnie oszukują.
GWINONA
- Kto z boku patrzy, ten to widzi zawsze.
LECH
- Cóż ty ze starym zamyślasz Derwidem?
GWINONA
- Co? — Zdaj to na mnie, sam idź do sokołów;
- Ty dobry w boju i na polowaniu:
- Ale gdy trzeba robić to, co nudzi,
- To się ty wzdrygasz. — Ty masz lwią naturę.
- Albo spać... albo krew pić lubisz ciepłą.
LECH
- Ja to do siebie znam.
GWINONA
- Cóż, mój tygrysie!
- Dajże na moją już odpowiedzialność
- Tych jeńców — jeśli zrobię źle, wyłajesz.
LECH
- daje znak, że zezwala, i wychodzi.
- Gryf... przyprowadzić mi tutaj Derwida.
DERWID
- wchodzi jako więzień z harfą w ręku. — GRYF.
- Jeszcze mu z ręki harfy nie wydarto!
- Wy się boicie wszyscy tego starca.
- Przystępuje do DERWIDA i chce mu harfę wyrwać. — DERWID podnosi harfę, jakby ją chciał uderzyć.
DERWID
- Precz!
GWINONA
- O! widzicie! on mię chciał uderzyć.
- Nie zabijajcie go — ja z nim pomówię.
- Człowieku! chcesz ty mnie nauczyć czarów?
- Słyszałam, że ty masz w tej harfie ducha,
- Który zgaduje przyszłość; czy to prawda?
DERWID
- Mam w harfie ducha, co zgaduje przyszłość.
GWINONA
- Każ mu wystąpić, niechaj go zobaczę.
DERWID
- Póki ja żyję, ten duch w harfie będzie.
GWINONA
- A jak ty umrzesz?
DERWID
- Do nieba uleci.
GWINONA
- Ja mogę ciebie dziś pozbawić życia.
- Ja tego ducha widzieć chcę. Rycerze,
- Przynieście jemu pić, niech się ożywi.
- do DERWIDA
- Ty mi wywołasz z harfy tego ducha,
- Inaczej — klnę się na Hekate i trzy
- Starki, co w piekle krwawymi nożami
- Nić przecinają ludzkiego żywota,
- Że zginiesz.
DERWID
- Nigdy! o! nigdy, piekielna!
- Ty nie usłyszysz pieśni niewolnika,
- Nigdy ta ręka od łańcuchów sina
- Strun się nie dotknie! Nigdy moje oczy
- Łez nie wyleją, póki te łzy moje
- Mogą posłużyć wam na wywołanie
- Z ust okrwawionych serdecznego śmiechu.
- O! nie — nigdy wy z króla niewolnika
- Nie uczynicie służalca harfiarza.
- Ta pieśń, co do krwi pędziła rycerze,
- I w miecze kładła dusze nieśmiertelne,
- I wścieklizną swą ducha ojczystego
- Dawała mieczom ząb, co gryzł wam kości
- I truł wam rany: nie zabrzmi w niewoli.
- Możecie wy tę harfę wziąć i rzucić
- W ogień i ogrzać przy niej ręce wasze,
- I wasze trupie twarze rozczerwienić,
- Możecie spalić ją, ale nie zgwałcić.
- O! sprobuj — połóż twe palce na strunach,
- Czy wywołają z nich co więcej niż dźwięk
- Śmieszący ludzi? — I ty myślisz, że ja,
- Gdy na mym sercu położysz twe szpony,
- Poddam się palcom targającym żyły
- I z mego jęku zrobię pieśń? — O! jędzo!
- Ty myślisz, że ja, gdy dziś jeszcze z góry
- Widziałem lud mój — co jak jeden człowiek —
- O, nie! jak jeden trup leżał na polu,
- Myślisz — że takim okropnym widokiem
- Rozhartowany będę i pokorny?
- Sprobuj, czy ze mnie co więcej wyciśniesz
- Nad krew — co będzie przeciw tobie świadczyć
- Przed mymi ludy. — Nie, ja nie mam ludu! —
- Lecz po narodach już wymordowanych
- Jeszcze zostaje jakaś moc, przed którą
- Ty musisz bladnąć i ciągle twe lica
- Strupiałe nową krwią farbować musisz:
- Weźże krew moję do twej gotowalni,
- Czarna kobieto, i co dnia jagody
- Czerwień krwią moją, aby cię mąż kochał
- I nie zobaczył, że masz krew zieloną.
GWINONA
- Skończyłeś, starcze?
DERWID
- Nie jeszcze! nie jeszcze!
- Ja czuję w sercu jakąś moc zabójczą,
- Która mym słowom da moc zabijania
- I ciebie mi tu da za niewolnicę,
- I z twego trupa mnie pokonanemu
- Tron nowy zrobi. Stój tu! ja ci łono
- Osuszę, piersi napełnię popiołem,
- W żywot nasypię gadzin. — O! gdybyś ty
- Była kobietą — gorzej niż to wszystko,
- Bobym ci oczy twe napełnił łzami,
- Opowiadając ci moje nieszczęście —
- Ale ty jesteś nie z tych, które płaczą.
- Ciebie zabijać trzeba przekleństwami;
- I piekło całe zakląć przeciw tobie,
- Ażeby piekło całe było w tobie.
GWINONA
- Ten starzec śmierci chce. Wydrzeć mu oczy!
DERWID
- Czekaj, niech jeszcze raz spójrzę na ciebie
- Tymi oczyma, co będą wydarte.
GWINONA
- Precz z nim!
DERWID
- Przez oczy moje wyłupione
- Niechaj na ciebie patrzy Bóg!
- Żołnierze wyprowadzają DERWIDA.
GWINONA
- To dziwne,
- Te oczy siwe ze srebrnymi rzęsy
- Serce mi do krwi ugryzły. — Mój Gryfie,
- Zawołaj mi tu Kraka i Arfona,
- Niech się z tą złotą harfą przyjdą bawić.
- A najmłodszemu Gwinonkowi zanieść
- Oczy wydarte, niech z nimi poigra.
- Wchodzi ŚWIĘTY GWALBERT — LILLA WENEDA
ŚWIĘTY GWALBERT
- Czy tu znajome jest Chrystusa imię?
GWINONA
- Cóż to za człowiek? czemu tu wpuszczony?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Straż twoja, cudem pokonana, drzymie.
GWINONA
- Ty jak Hekate masz księżyc czerwony
- Na siwych włosach. — Co to jest za człowiek?
ŚWIĘTY GWALBERT
- Ja ciemne chmury zdzieram z ludzkich powiek
- I światło niosę dla duszy słoneczne,
- Ja ludziom biednym daję życie wieczne.
- Ktokolwiek jesteś, schyl przede mną głowę.
GWINONA
- Jakiś czarownik.
LILLA WENEDA
- do ŚW. GWALBERTA
- O! panie, mów za mną.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Przyszedłem tutaj w imię Boga mego
- O pognębionych ludzi się upomnieć.
- Oto jest córka króla tej krainy,
- Która ma braci i ojca w niewoli
- I przyszła prosić za nimi.
LILLA WENEDA
- O, pani!
- Ja przyszłam prosić za ojcem i braćmi.
- Nie patrz ty na mnie srogo — ja pokorna.
- Ja przyszłam twoje nogi rosić łzami,
- Ja będę za to twoją sługą; będę
- Płótno twe bielić, twoje krowy doić,
- Twe szpaki takich nauczę wyrazów,
- Że w dzień i w nocy będą dziękowały
- Za moich braci, za mojego ojca.
- Ja z moich oczu ci zrobię źwierciadła,
- W których się będziesz ty widziała piękną,
- Wesołą, dobrą i pełną litości;
- I sama siebie widząc, będziesz kochać;
- A ja cię więcej jeszcze będę kochać,
- Niż się ty możesz kochać sama siebie.
GWINONA
- Za późno przyszłaś.
LILLA WENEDA
- O! nie mów! o! nie mów!
- Ja tu leciałam jak gołąb do dzieci.
- I gdyby nie ten stary człowiek, pani,
- Już bym tu była dawno zawieszona
- na szyi mego ojca. — Gdzie mój ojciec?
- DERWID wchodzi z wyłupionymi oczyma i podnosi ręce nad LILIĄ WENEDĄ.
DERWID
- Puśćcie mnie! krwią chcę ją widzieć i mózgiem.
- Ona tu musi być. Tu, tu ją widzę —
- O! bądź przeklęta!
LILLA WENEDA
- Ojcze! to ja, ojcze.
DERWID
- Co? — To głos mojej córki, o! niebiosa!
- Ja córki mojej nie widzę!
LILLA WENEDA
- Mój ojcze,
- Tobie wydarto oczy! — Czy zupełnie?
- Czy ty zupełnie mnie nie widzisz, ojcze?
- Poczekaj, krew ci obetrę włosami
- I nigdy moich włosów nie obmyję;
- Lecz je rozpuszczę do ziemi czerwone
- I w tej koszuli okropnej uklęknę
- Skarżyć się Bogu. Ojcze nieszczęśliwy!
- O! srodzy ludzie! o! ludzie okrutni!
- Pani! ty jesteś niewinna? co — prawda?
- Tego nie mogła uczynić kobieta?
- Ty sama teraz cierpisz! — o! na Boga!
- Dajże mi teraz, pani, tego starca!
- Wszakże ty widzisz, że on nie ma oczu,
- Tylko te biedne moje dwie źrenice,
- Które łez pełne. O, dajże mi teraz
- Mego ślepego ojca!
DERWID
- Mój słowiku!
- Cicho bądź! jędzy tej nie ruszaj.
- do GWINONY
- A ty,
- Wściekła kobieto! jeśli cię ten widok
- Ślepego starca i córki, co widzi
- Czerwone ojca swego oślepienie,
- Dręczy? jeśli cię dręczy ta męczarnia? —
- A musi dręczyć — bo cóż ty zdobyłaś
- Tym okrucieństwem prócz kilku perełek,
- Co z oczu mojej córki upadają,
- I kilku tych łez okropnych, co ciekną
- Z mej próżnej czaszki? — Więc jeśli cię dręczy
- Ta niemoc twoja, ta bezsilność twoja —
- Sprobuj, czy moja cię śmierć nie uleczy
- I tygrysiego serca nie nakarmi.
GWINONA
- Pamiętaj, że ja mam cię zabić władzę.
LILLA WENEDA
- Okrutna pani! nie, ty nie masz władzy!
- O, nie! ty nie masz w sobie takiej władzy;
- Ja ci powiadam z głębi rozdartego
- Serca, że nie masz nad nim władzy żadnej.
- Wymyśl trzy razy śmierć najokropniejszą —
- I trzy razy wszystko wymyślisz na próżno.
- do ŚW. GWALBERTA
- Nieprawdaż, starcze, że matka Chrystusa
- Będzie mnie bronić razem z aniołami
- I da zwycięstwo nad tą dumną, krwawą?
- Trzy razy będę ojca zbawicielką,
- A ty się spłonisz, żeś taka bezsilna
- Przeciw rozpaczy mojej ostatecznej.
GWINONA
- Dziwne wyzwanie! słyszeliście wszyscy:
- Ta mnie dziewczyna wyzywa. — Już miałam
- Oddać ci ojca, bo ten łachman stary
- Stał mi się wcale niepotrzebny: teraz
- O niego będą toczyć się turnieje.
- Gryfie, weź starca, za włos jego siwy
- Uwieś na drzewie, niech słońce go pali
- I dziobią kruki; dla większej męczarni
- Niech końcem stopy ziemi się dotyka.
LILLA WENEDA
- Gdzie król? ja pójdę do króla ze skargą.
GWINONA
- Idź.
ŚWIĘTY GWALBERT
- Klątwa Boga na tym krwawym domie.
- Wychodzą.
CHÓR DWUNASTU HARFIARZY
- Oczy wydarto staremu królowi,
- Pęka się córki bursztynowe serce,
- A w naszą starą kość strach idzie mrowi,
- Lecz nie lejemy łez, bo ci morderce
- Gotowi ludom rzec: Zwycięstwo nasze!
- Zwątpił o sobie lud! Harfiarze płaczą!
- Niech spojrzy w piersi wróg, niech patrzy w czasze,
- Czasze nalane krwią, serca rozpaczą,
- Z ust się wydziera krzyk o zemstę Boga,
- Czekamy wszyscy drząc na piorun z chmur —
- A kiedy milczy niebo — śpiewa chór. —
- A kiedy śpiewa chór — drży serce wroga!
- KONIEC AKTU PIERWSZEGO