Laura i Filon

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Laura i Filon • Franciszek Karpiński
Laura i Filon
Franciszek Karpiński

 Laura
 Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
 I coś tam klaszcze za borem.
 Pewnie mnie czeka mój Filon miły
 Pod umówionym jaworem.

 Nie będę sobie warkocz trefiła,
 Tylko włos zwiążę splątany;
 Bobym się bardziej jeszcze spóźniła,
 A mój tam tęskni kochany.

 Wezmę z koszykiem maliny moje
 I tę plecionkę różowę;
 Maliny będziem jedli oboje,
 Wieniec mu włożę na głowę.

 Prowadź mię teraz, miłości śmiała!
 Gdybyś mi skrzydła przypięła!
 Żebym najprędzej bór przeleciała,
 Potem Filona ścisnęła!

 Oto już jawor... Nie masz miłego!
 Widzę, że jestem zdradzona!
 On z przywiązania żartuje mego,
 Kocham zmiennika Filona.

 Pewnie on teraz koło bogini
 Swej, czarnobrewki Dorydy,
 Rozrywkę sobie okrutną czyni,
 Kosztem mej hańby i biédy.

 Pewnie jej mówi: że obłądzona
 Wpieram się w drzewa i bory,
 I zamiast jego białego łona,
 Ściskam nieczułe jawory.

 Filonie! wtenczas, kiedym nie znała
 Jeszcze miłości szalonej,
 Pierwszy raz-em ją w twoich zdybała
 Oczach i w mowie pieszczonej.

 Jakże mię mocno ubezpieczała,
 Że z tobą będę szczęśliwą!
 A z tym się chytrze ukryć umiała,
 Że bywa czasem fałszywą.

 Słabą niewinność łatwo uwiodą
 Teraz, wracając do domu,
 Nauczać będę moją przygodą,
 Żeby nie wierzyć nikomu.

 Ale któż zgadnie, przypadek jaki
 Dotąd zatrzymał Filona?
 Może on dla mnie zawsze jednaki,
 Może ja próżno strwożona?

 Lepiej mu na tym naszym jaworze
 Koszyk i wieniec zawieszę,
 Jutro paść będzie trzodę przy borze:
 Znajdzie!... Jakże go pocieszę!

 Och, nie! on zdrajca, on u Dorydy,
 On może teraz bez miary
 Na sprośne z nią się wydał niewstydy..
 A ja mu daję ofiary...

 Widziałam wczoraj, jak na nię mrugał,
 Potem coś cicho mówili;
 Pewnie to dla niej kij ten wystrugał,
 Co mu się wszyscy dziwili.

 Jakże by moje hańbę pomnożył,
 Gdyby od Laury uwity
 Wieniec na głowę Dorydy włożył,
 Jako łup na mnie zdobyty!

 Wianku różany! gdym cię splatała,
 Krwią-m cię rąk moich skropiła:
 Bom twe najmocniej węzły spajała,
 I z robotą-m się kwapiła.

 Teraz bądź świadkiem mojej rozpaczy
 I razem naucz Filona,
 Jako w kochaniu nic nie wybaczy
 Prawdziwa miłość wzgardzona.

 Tłukę o drzewo koszyk mój miły,
 Rwę wieniec, którym splatała;
 Te z nich kawałki będą świadczyły,
 Żem z nim na wieki zerwała...

 Kiedy w chrościnie Filon schroniony
 Wybiegł do Laury spłakanéj,
 Już był o drzewo koszyk stłuczony,
 Wieniec różowy stargany.

 Filon
 O, popędliwa!... O, ja niebaczny!...
 Lauro!... poczekaj... dwa słowa!...
 Może występek mój nie tak znaczny,
 Może zbyt kara surowa.

 Jam tu przed dobrą stanął godziną,
 Długo na ciebie klaskałem,
 Gdyś nadchodziła, między chrościną
 Naumyślnie się schowałem,
  
 Chcąc tajemnice twoje wybadać,
 Co o mnie będziesz mówiła?
 A stąd szczęśliwość moje układać;
 Ale czekałem zbyt siła.

 Pierwsze twe skargi o Dorys były.
 Sądź o mnie, Lauro, inaczéj:
 Kogóż by wdzięki tamtej wabiły,
 Kto cię raz tylko obaczy?

 Prawda, że czasem z nią się bawiło,
 Mając znajomość od długa,
 Ale kochamia nigdy nie było:
 Nie już ten kocha, co mruga.

 Oto masz ten kij; po nim znamiona
 Niebieskie, gładko rzezane,
 W górze zobaczysz nasze imiona,
 Obłędnym węzłem związane.

 Cóżem zawinił, byś mię gubiła
 Przez twój postępek tak srogi?
 Czyliż dlatego, żeś ty zbłądziła,
 Ma ginąć Filon ubogi?

 Jeśli się za co twych gniewów boję,
 To mię ta rozpacz strapiła:
 Drogom kupował ciekawość moje;
 Łzamiś ją swymi płaciła.

 Ale w tym wszystkim złość nic nie miała:
 Wszystko z powodu dobrego,
 Ja wiem, dlaczegoś tyle płakała,
 Ty wiesz, mój podstęp dlaczego.

 Laura
 Dajmy już pokój troskom i zrzędzie,
 Ja cię niewinnym znajduję;
 Teraz mój Filon droższy mi będzie,
 Bo mię już więcej kosztuje.

 Filon
 Teraz mi Laura za wszystko stanie,
 Wszystkim pasterkom przodkuje;
 I do gniewu ją wzrusza kochanie,
 I dla miłości daruje.

 Laura
 Jedna się Dorys wyłączyć miała,
 Jej pierwsze miejsce naznaczę.
 Na to wspomnienie drżę zawsze cała,
 Cóż, kiedy cię z nią obaczę!

 Filon
 Dla twego, Lauro, przypodobania,
 Przyrzekam ci to na głowę:
 Chronić się będę z nią widywania,
 W żadną nie wnidę rozmowę.

 Laura
 Czymże nagrodzę za te ofiary?
 Nie mam — prócz serca wiernego;
 Jedne ci zawsze przynoszę dary,
 Przyjmij je, jak co nowego.

 Filon
 Któż by dla ciebie nie zerwał węzły
 Przyjaźni, co mię nęciły?
 W twej pięknej twarzy wszystkie uwięzły
 Nadzieje moje i siły.

 Laura
 Ja mam mieć z płaczu po twarzy smugi,
 Ale jak mii się nadarzy
 Spleść i ułożyć warkocz mój długi,
 Mówią, że mi to do twarzy.

 Filon
 Gdyby mi Akast dawał swe brogi
 Ze złotem swojej Izmeny,
 Rzekłbym: Akaściel tyś jest ubogi,
 Bo moja Laura bez ceny.

 Laura
 Ani ja pragnę szczęścia wielkiego,
 Które (choćbym też i miała)
 Za jeden uśmiech Filona mego
 Zaraz bym z chęcią mieniała.

 Filon
 O światło moje wpośród tej nocy!
 Zagrodo mego spokoja!
 Ty jeszcze nie wiesz o twojej mocy,
 A ja czuję ją!... o moja!

 Laura
 Połóż twą rękę, gdzie mi pierś spada,
 Czy słyszysz to serca bicie?
 Za uderzeniem każdym ci gada,
 Że cię tak kocha, jak życie.

 Filon
 Daj mi ust... z których i niepokoje,
 I razem słodycz wypływa.
 Tą drogą poślę zapały moje,
 Aż gdzie twa dusza przebywa.

 Laura
 Czy w każdym roku taka z kochania,
 Jak w osiemnastym mozoła?
 Jeśli w tym nie masz pofolgowania,
 Jak człek miłości wydoła?

 Filon
 Sciśnij twojego, Lauro, Filona,
 Ja cię przycisnę wzajemnie,
 Serca, zbliżone łonem do łona,
 Rozmawiać będą tajemnie.

 Laura
 Ty mię daleko ściskasz goręcej,
 A jam cię tylko dotknęła;
 Nie przeto, Filan, kochasz mnie więcej:
 Miłość mi siły odjęła.

 Filon
 Lauro! coś dotąd dla mnie świadczyła,
 Jeszcze dowodzi to mało,
 Że mię tak kochasz, jakeś mówiła:
 Jeszcze mi prosić zostało.

 Laura
 Tegom się miała z ciebie spodziewać?
 Jakże to skarga niezbożna!
 Nie proś, nie każ mi, ty mię chcesz gniewać!
 Kochać cię więcej nie można.

 Filon
 Kiedyż mię za to nie będziesz winić?
 I kiedy będziesz wiedziała,
 Co do dzisiejszej łaski przyczynić;
 Że taka miłość niecała?

 Laura
 Filonie! widzisz wschodzące zorze?
 Już to drugi raz kur pieje,
 Trochę przydługo bawię na dworze...
 Jak matka wstała!... truchleję.

 Filon
 Żal mi cię puścić, nie śmiem cię trzymać,
 Kiedyż przyśpieszy czas drogi,
 Gdy z moją Laurą i słodko drzymać,
 I bawić będę bez trwogi?

 Laura
 Miesiącu! Już ja idę do domu!
 Jeśliby kiedy z Dorydą
 Filon tak trawił noc po kryjomu,
 Nic świeć, niech na nich dżdże idą!