Konsyliarz Barnaba–Walenty
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
I
W okienkach domostwa „Pod Smokiem”,
Zdobnego w wykusze i blanki,
Wzrok nęcą geranie i fuksje,
I białe z muślinu firanki.
Za furtą rzeźbioną misternie
Schodowe się wiją zakręty —
Tam mieszka konsyliarz mieszczański,
Dwóch imion: Barnaba–Walenty.
Starego doktora z „Pod Smoka”
Zna ludność uboga i słaba —
Na ścieżaj otwarte ma serce
Konsyliarz Walenty–Banaba.
Pół wieku w sklepionych komnatkach
Wśród recept się krząta i kwiecia,
Potomek tych zacnych „fizyków”
Ze schyłku zeszłego stulecia...
II
Konsyliarz Barnaba–Walenty,
Staruszek jowialny i tłusty,
Wygląda w swym stroju dziwacznym
Jak istny król redut w zapusty.
Cylinder z szerokim ma wierzchem
I z brzegiem do góry zadartym,
Frak, halsztuk, nankiny, płaszcz modny —
Tak w roku... trzydziestym i czwartym.
W dwóch rzeczkach: w tabace i kwiatach
Konsyliarz rozkochan jest wielce —
Rad nozdrza traktuje „hiszpanką”,
Rad chadza z nasturcją w pętelce.
Z nauki i z trefnych krotochwil
On w nieskiej znan klasie i w pańskiej —
Hej! Nie da się mydłkom zjeść w kaszy
Barnaba, konsyliarz mieszczański!...
III
W domostwie „Pod Smokiem”, na piętrze,
Konsyliarz dwie izby ma skromne —
Zielniki tam leżą po kątach
I mądre foliały ogromne.
Niewiasta jest stróżem aniołem
Doktora i jego świątyni:
Opiera go wdowa Brygida,
Brygida ład w izbach mu czyni.
Jak zaklnie starucha... kiep dragon!...
Jak tupnie... grenadier, nie baba!
Słodziutki, cichutki jest przy niej
Czcigodny konsyliarz Barnaba.
Co rano z niewiastą-herodem
Rzetelnie sie medyk nabiedzi:
„No cicho... No, moja kochana...
Dalibóg, usłyszą sąsiedzi...”
IV
Nie turbuj się, człeku, o grosze,
Gdy zdrowie wypłata ci psotę,
Choć doktór „Bóg zapłać” ma w zysku,
Na leki da jeszcze dwa złote.
Najcięższe choróbska w lot z ciebie
Konsyliarz wykurzy ze szczętem —
„Niech bestia spróbuje na moc iść
Ze starym Barnabą–Walentem!”
Gdy żona familię twą zacną
Ma nowym powiększyć prorokiem,
Choć północ,choć śnieżna zadymka,
Syp, bracie, do budy „Pod Smokiem”.
Konsyliarz latarkę zapali,
Płaszcz zdejmie, co wisi na haku,
I ruszy wnet krokiem marszowym
Cum forcipe, filis et acu...
V
Opatrzon w tabakę i fular,
W swym starym kwiecistym szlafroku,
W fotelu z szeroką poręczą
Siaduje konsyliarz o zmroku.
Do facjat, do brudnych suteren
Nędzarze wracają z roboty,
W zaułkach cień pełza, a w Wiśle
Wnet słońca utonie krąg złoty.
Konsyliarz Barnaba–Walenty
Po szlakach przebytych gdzieś goni,
„Hiszpanka” się sypie na szlafrok
I fular wypada mu z dłoni.
I pustkę uczuwa okropną
Konsyliarz tak smutny, tak słaby...
„Tyk, tyk, tak” — cykają zegary,
„Tyk, tyk, tak” — drże serce Barnaby...
VI
Po każdej niedzieli, o zakład,
Konsyliarz roboty ma więcej;
Wiadomo: mieszczańska brać w święta
I pije, i bije goręcej.
Szewc Marcin ściskanie ma w dołku,
Roch kowal dwa guzy nad okiem,
Kumowie, wspierając się wzajem,
Wędrują do budy „Pod Smokiem”.
Konsyliarz Barnaba nie szczędzi
Pacjentów od bójki i piwa —
Nim zbada stan person sławetynych,
Sumiennie wprzód majstrom nakiwa.
A potem receptę w lot machnie
Tak prostą, że dziecko spamięta:
„Tres uncias liquoris gulardi...”
„Tres drachmas foenicul cum menta...”
VII
Którz oprze się czasu potędze,
Co mędrców i królów w proch zniża!
Konsyliarz Barnaba–Walenty
Z uśmiechem do grobu się zbliża.
Śmierć tyle oglądał już razy
Nad obcych, nad bliskich posłaniem,
Szla niegdyś ku niemu tak piękna:
Z dział hukiem, z kul świstem, z trąb graniem.
O zgonie swym rychłym on nieraz
Z płaczącą gawiedzi Brygidą:
„Niech w trumnie pogrzebią mnie lichej,
Za trumną biedacy niech idą.
I napis wyryjcie na grobie,
Gdy usnę już w ziemi tej świętej:
Tu leży konsyliarz mieszczański,
Dwóch imion: Barnaba–Walenty...”