I (An-Nadhir)

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


I • Mardz An-Nadhir
I
Mardz An-Nadhir
Tłumaczenie: Antoni Lange.

Noc tę pamiętam zawsze, gdy ma ukochana,
Z której ustek miód wionie i woda różana —
Weszła do izby mojej — i zapromieniała
Nagle jak księżyc w pełni — świetlana i biała.
"Ujmij — rzecze — mię w ramion swych silnych kolisko:
Wszystko mów, czego żądasz. Mów — trzymasz wszystko.
Strażnik mój dziś odjechał gdzieś na kraniec świata!"
Objąłem ją i mówię: "Iście twoja szata
Zasłoną jest niemiłą! Zrzuć ją, o władczyni
Mego serca!" I zaraz moja ręka czyni,
Że opadać zaczęły rąbki jej sukienki.
Z uśmiechem spoglądała na ruchy mej ręki —
I dziwnie tym zrywaniem stała się radosną,
A ja dalej tę pracę czyniłem miłosną.
"Luba! Czyli kwiat w pączku obudził zachwyty?
Ach, nie nęci mię owoc liściami okryty.
Nie kocham miecza, który w pochwie jest zamknięty.
Z żalem patrzę na księżyc chmurą osłonięty".

Mów mi, twe ząbki czy to sznurek pereł białych —
Czy rumianków rząd? czyli hiacyntów pączki,
Lub kwiaty, co na palmach kwitną wybujałych,
Które dziewczę roztwiera bielą swojej rączki?
Albo zorza wiśniana, w której krople rosy
Drżą mieniącym się światłem na listków zieleni. —
Albo szronu kawałki, co dziwnemi losy
Przetrwały w twoich ustach — choć w nich żar się pieni.
Lub może to powietrza srebrne, krągłe pianki
Nad czarą, którą winem napełniono złotem —
Lub drobne kulki wody, co gazonów wianki
Diamentują — błyskając przejrzystym migotem?


Tekst jest własnością publiczną (public domain).Szczegóły licencji na stronie tłumacza.