Homilia biskupa płockiego z okazji 100-lecia rekonsekracji katedry płockiej

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Homilia biskupa płockiego z okazji 100-lecia rekonsekracji katedry płockiej i święta niepodległości • Stanisław Wielgus
Homilia biskupa płockiego z okazji 100-lecia rekonsekracji katedry płockiej i święta niepodległości
Stanisław Wielgus
11 listopada 2003, Bazylika Katedralna w Płocku

Przeżywamy dziś uroczystość konsekracji nowego ołtarza, ufundowanego przez wiernych na miniony już jubileusz dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, a także uroczystość stulecia rekonsekracji, tzn. powtórnego poświęcenia, naszej katedry, matki kościołów tysiącletniej diecezji płockiej, która zrodziła się niemal w tym samym czasie, co polskie państwo. Dlatego obchodzona dziś przez nas kościelna uroczystość tak bardzo ściśle wiąże się ze świętem niepodległości, które świętujemy w całym kraju. Od tysiąca lat na tym miejscu gromadzili się nasi przodkowie, którzy budowali Polskę, a także walczyli o jej niepodległość, integralność i suwerenność. Gromadzili się w tej katedrze i we wszystkich katedrach wcześniej w tym miejscu istniejących, aby prosić Boga o błogosławieństwo dla siebie, dla swojego miasta i dla całej Ojczyzny. Tu łączyli się sakramentalnym węzłem małżeńskim. Tu chrzcili swoje dzieci. Tu słuchali Słowa Bożego. Tu się spowiadali. Tu z bólem serca żegnali swoich zmarłych. Tu przygotowywali się duchowo przed wyruszeniem w daleką podróż albo na jakąś wojnę, których w naszej historii nie brakowało. Tu obchodzili najważniejsze i najbardziej podniosłe uroczystości. Tu także w swoim czasie złożyli na wieczny spoczynek ciała polskich królów, którzy Płock uczynili stolicą kraju.

Iluż wiernych przybyło w ciągu minionego tysiąca lat do katedry na Wzgórzu Tumskim ze słowami gorącej modlitwy.

Iluż spośród nich przeżyło wewnętrzne nawrócenie, przechodząc od zła do dobra w swoim życiu.

Iluż w tym świętym miejscu odzyskało godność przybranych dzieci Bożych. Iluż odzyskało sens życia i nadzieję.

Jak wiele mogłyby o tym powiedzieć ściany tej katedry.

Jak wiele mogłyby powiedzieć jej konfesjonały, ambona i Droga Krzyżowa.

Słowo „katedra", które określa kościół biskupa diecezji, oznacza jednocześnie, już od starożytności, krzesło, na którym zasiadał ten kto nauczał, albo wygłaszał przemówienie, a więc biskup, profesor, wysoki urzędnik, bądź wybitny retor, w trakcie wygłaszania homilii, wykładu bądź uroczystej mowy. To szczególne krzesło związane było więc od wieków z oficjalnym nauczaniem. I przeszło do wielu języków europejskich na oznaczenie zarówno świątyni, w której, jako w swoim kościele, naucza biskup diecezjalny, jak również na oznaczenie naukowo-dydaktycznej jednostki, kierowanej przez nauczającego studentów profesora uniwersytetu. We wszystkich diecezjach świata, które są przecież częściami jednego Kościoła, biskupi mają w kościołach zwanych katedralnymi swoje „katedry", czyli szczególne krzesła, na których, po swojej biskupiej konsekracji, zostają uroczyście intronizowani i z których albo przy których wygłaszają homilie bądź kazania. Krzesła te, zwane niekiedy tronami biskupimi, są symbolem urzędu biskupiego, który trwa, choć przychodzą i odchodzą ci, którzy na nich zasiadają w trakcie sprawowania uroczystej liturgii, a cały kościół, w którym taki biskupi tron się znajduje nazywany jest katedra.

W historii diecezji płockiej było kilka kościołów katedralnych, budowanych na tym samym Wzgórzu Tumskim, będącym niegdyś miejscem kultu pogańskiego, a od tysiąca lat jednym z ważniejszych polskich centrów chrześcijańskich. Kościołów budowanych na tym samym miejscu, gdzie znajdują się korzenie tysiącletniego Płocka, gdzie sprawowali swoją władzę Herman i Krzywousty i gdzie rozgrywały się wydarzenia o wielkiej historycznej randze. Właśnie tu zbudowano pierwszą płocką katedrę, zniszczoną w r. 1126 podczas zbrojnego najazdu na Płock Pomorzan. Budowę drugiej katedry, zbudowanej w stylu romańskim z granitowych ciosów, pochodzących z pól mazowieckich, zakończono w roku 1144. Także ona uległa zniszczeniom wskutek najazdu Prusów i Litwinów. Dlatego odbudowano ją znowu na przełomie XIII i XIV wieku. Następna odbudowa i zarazem przebudowa płockiej katedry została dokonana w XVI wieku, po pożarze z 1530 roku. W XVIII wieku przebudowywano ją po raz kolejny, nadając jej styl klasycystyczny. Ostatnią przebudowę płockiej katedry zakończono w r. 1903 według projektu architekta Szyllera, który zapragnął przywrócić jej renesansowy wygląd. W tym samym roku została uroczyście po raz wtóry konsekrowana przez ówczesnego biskupa Jerzego Szembeka.

Dziś obchodzimy stuletni jubileusz tego jakże ważnego dla Płockiego Kościoła wydarzenia, łącząc tę uroczystość ze świętem niepodległości Ojczyzny, ponieważ katedra płocka jest jej doskonałym symbolem. Tak jak Polska również płocka katedra zaistniała na tej świętej ziemi tysiąc lat temu. Tak jak Polska również katedra płocka była wielokrotnie w ciągu swojej historii atakowana przez zewnętrznych wrogów, niszczona i rabowana. I tak jak Polska, również katedra płocka podnosiła się wielokrotnie z gruzów, leczyła swoje wojenne rany, opłakiwała swoje zamordowane przez najeźdźców dzieci i powracała do życia, ciągle piękna i zachwycająca każdego, kto ma chociaż odrobinę wrażliwości na piękno, które nie poddaje się destrukcji jaką niesie czas. Obydwa zatem wątki dzisiejszej uroczystości, obchodzonej w płockiej katedrze, przy licznym udziale duchowieństwa, dostojnych przedstawicieli władz wszystkich szczebli oraz wiernych Bogu i Ojczyźnie mieszkańców naszego pięknego, szczycącego się bohaterską przeszłością miasta - łączą się ze sobą nierozerwalnie. Miłość Ojczyzny łączy się dziś bardzo silnie z naszą wiarą, z zawierzeniem Bogu. do którego w czasie tej uroczystej Mszy świętej zwracamy się z błaganiem, by uspokoił polskie serca, by wlał w nie wzajemną życzliwość i dobroć, oraz by wzbudził w nich poczucie odpowiedzialności za życie własne, za życie najbliższych i za los kraju.

My Polacy jesteśmy narodem szczególnie ciężko doświadczonym przez historię. Tyle razy niszczono nasz kraj i zniewalano jego mieszkańców. Walka o wolność i niepodległość Polski trwała z niewielkimi przerwami dwieście lat. Prowadzili ją polscy żołnierze walczący z bronią w ręku, biorący udział w niezliczonych wojnach za wolność waszą i naszą. Prowadzili ją polscy poeci, muzycy, pisarze i uczeni przy pomocy swojej twórczości, która była bronią jeszcze groźniejsza niż karabin czy szabla. P Powadzili ją polscy duchowni, modląc się gorąco do Boga o zmiłowanie nad udręczoną Ojczyzną i podtrzymując nadzieję na wolność w ciemiężonym przez zaborców narodzie. Prowadziły ją polskie rodziny, które wychowywały swoje dzieci w duchu miłości do Ojczyzny, do ojczystej kultury i do chrześcijańskiej religii. Prowadził ją cały polski lud, który choć był przez wieki zaniedbywany i niejednokrotnie ciemiężony przez sprawujących władzę, nie pozwolił sobie wydrzeć ani ziemi, ani języka, ani wiary, ani miłości do Ojczyzny. A gdy było trzeba stawał w jej obronie do śmiertelnej walki nie szczędząc krwi.

W naszych postmodernistycznych czasach, kiedy w imię tak zwanej poprawności politycznej, szerzony jest totalitaryzm bezideowości, relatywizmu nie odróżniającego dobra od zła, oraz kosmopolityzmu, który ma za nic przywiązanie do Ojczyzny, a kieruje się tylko regułą zysku i ustawicznej zabawy - w tych czasach trudno jest okazywać publicznie miłość do swojego kraju, za który nieprzeliczone tysiące patriotów przelewały krew. Trudno, ponieważ określone media, organizacje, kabarety i tym podobne twory, bazujące na ciągle odgrzewanych antynarodowych i antychrześcijańskich utopiach oświeceniowych rewolucjonistów i ich krwawych następców z innych rewolucji, natychmiast ruszają do ataku, z szyderczymi zarzutami o prowincjonalnym zacofaniu, ciemnocie, ksenofobii i nacjonalizmie tych, którzy nawołują do patriotyzmu. Patriotyzm tymczasem nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem, który pogardza innymi narodami. Patriotyzm to umiłowanie własnej Ojczyzny, na którą składa się i rodzinna ziemia, i wytworzona na tej ziemi przez naród kultura, i cała jego tradycja, i pacierz przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, i melodia języka ojczystego, i ukochany nad wszystkie inne krajobraz, i rodzinny dom, i pamięć o ojczystych dziejach, i chwytająca ze serce matczyna kołysanka, i groby przodków, i cudowna poezja polskich romantyków, i prastara pieśń „Bogurodzica”, i polonez A-dur Szopena, i „Pożegnanie Ojczyzny” Ogińskiego, i niezliczona ilość innych zaszczepionych na zawsze w duszy Polaka wspomnień, przeżyć, uczuć, przekonań i głębokich umiłowań.

Ojczyzna to także wielkie zobowiązanie, które ciąży na każdym z nas. A miłość do niej to ustawiczna troska ojej los, ojej zdrowie, siłę i piękno. Aby żyć. aby się rozwijać i umacniać. Ojczyzna nasza potrzebuje nieustannego wysiłku swoich dzieci. Potrzebuje dobrej i uczciwej pracy. Potrzebuje kompetentnych, sprawowanych z pokorą i z ustawiczną troską o dobro wspólne rządów. Potrzebuje ofiarności i kreatywności swojej inteligencji. Potrzebuje troski nas wszystkich o braci znajdujących się w szczególnej potrzebie: o chorych, starych, niepełnosprawnych, bezrobotnych, bezdomnych i opuszczonych. Potrzebuje wielkiej troski o swoją historię, gdyż tylko naród który ma pamięć nie daje się zniewolić. Potrzebuje w końcu także stałych, niewzruszonych wartości moralnych, bez których nie można budować szczęśliwego życia narodu, a których nie podobna znaleźć bez Boga.

Gdy obserwujemy życie publiczne i prywatne współczesnych Polaków, chcielibyśmy zapytać: Czy chcą oni budować swoją Ojczyznę i swoją przyszłość z Bogiem czy też bez Niego? Z poszanowaniem Dekalogu i Ewangelii, czy też odrzucając i depcząc moralne prawo w nich zawarte ?

„Nie jest szczęśliwe państwo, gdy mury jego całe, a obyczaj w ruinie” - mówił kiedyś rzymski patriota Scypion.

Nie jest szczęśliwe państwo, w którym szaleje korupcja i egoizm sprawujących władzę.

Nie jest szczęśliwe państwo, w którym nie dba się wystarczająco o bezrobotnych i opuszczonych.

Nie jest szczęśliwe państwo, w którym przygotowuje się - w imię fałszywie pojmowanej wolności i demokracji - prawny zamach na życie najbardziej bezbronnych i niewinnych - bo jeszcze nienarodzonych.

Nie jest szczęśliwe państwo, w którym bezkarnie poniewiera się patriotyzm, w którym szydzi się z najświętszych dla minionych pokoleń wartości: w którym szerzy się terroryzm bezideowości; w którym dewastuje się groby i tradycję narodową; i w którym zapomina się o tym, co to jest dobro wspólne.

Nie ma prawdziwej wolności bez odpowiedzialności - za swoje czyny, za bliźnich i za kraj; i nie ma też prawdziwej demokracji bez stałych, nienaruszalnych wartości etycznych. Państwo budowane bez fundamentalnych wartości etycznych bowiem to nic innego jak dom budowany na lotnych piaskach.

Romuald Traugutt, wielki męczennik za Polskę, na krótko przed swoją śmiercią porównał Ojczyznę do samego Chrystusa. Nawiązując do opisanej w Ewangelii przejmującej sceny Sądu Ostatecznego, w trakcie której Chrystus Sędzia pytał będzie każdego z nas - co uczyniliśmy dobrego dla potrzebujących a co zaniedbaliśmy - Traugutt powiada: dziś Ojczyzna, tak jak sam Chrystus na Bożym Sądzie, pyta nas co dla niej czynimy - gdy jest opuszczona, głodna, naga ... My byśmy dziś dodali: gdy jest osłabiana nieskutecznym prawem, zżerana rakiem rozprzestrzeniającej się szeroko korupcji, gdy panuje w niej wyniszczające ludzi i ich rodziny bezrobocie, gdy jest poniżana pornografią, gdy jest nękana przemocą i bandytyzmem, gdy jest - w naszych środowiskach, a może nawet w naszych rodzinach - dręczona nienawiścią, oszustwami, zdradami, plugawym językiem, kompletną znieczulicą wobec innych. Co dla tej tak umęczonej Ojczyzny my dziś czynimy?

Być może nasze możliwości udzielania pomocy Ojczyźnie są niewielkie. Ale z pewnością jakieś są! Wykorzystajmy je ku dobremu. Odrodzenie moralne Ojczyzny zacznijmy od odrodzenia moralnego własnego życia. Przyjrzyjmy się dokładnie, co w nim należy zmienić, aby uczynić nas i otaczający nas świat lepszymi. Żyjemy w wolnym kraju. W cudowny niemal sposób otrzymaliśmy od Boga dar wolności. Nie marnujmy go. Nie pozwalajmy także, aby inni go marnowali. Jako ludzie zatroskani o swój kraj łączmy się w dobrym. Róbmy wszystko, aby nasza Ojczyzna stawała się państwem sprawiedliwego prawa i współczującej życzliwości. Jak mówił wybitny polski średniowieczny uczony - Stanisław ze Skarbimierza: „Wyzute ze sprawiedliwości państwo jest nie czym innym jak bandą rozbójników dręczącą uczciwych ludzi". Oby nasze państwo nie stoczyło się nigdy do takiego stanu.

Na widok ewidentnego zła nie chowajmy głowy w piasek. Przeciwstawiajmy się mu na ile możemy. Niech wspiera nas w tym Ewangelia, która domaga się od każdego chrześcijanina jednoznacznej postawy, domaga się radykalizmu moralnego. Czasem trudno jest przyjąć słowa Ewangelii, zwłaszcza wtedy, gdy sumienie wyrzuca nam, że zatracamy się w złu. Ale aby się zmienić. Aby przeżyć oczyszczenie, musimy być w stosunku do swoich czynów radykalni. Chociaż może to być bolesne, tak jak odcięcie ręki czy utrata oka, o czym mówi Chrystus. Jak pięknie to sformułował kardynał Paul Poupard, Ewangelia jest jak sól, która nadaje światu boski smak, ale która posypana na rany grzechów pali i piecze.

Wszyscy kochający swój kraj Polacy obchodzą dziś święto niepodległości Ojczyzny. Niech te obchody nie ograniczą się do utartych stereotypów. Niech staną się początkiem naszego odrodzenia moralnego. O to prośmy dziś gorąco Boga w tym świętym miejscu, w którym nierozerwalnie splotła się miłość Polaków do Boga i rodzinnego kraju. Amen.

+ Stanisław Wielgus

biskup płocki


Ten tekst nie podlega pod prawa autorskie. Jest zatem własnością publiczną, ponieważ nie nosi znamion utworu.
Licencja niniejsza dotyczy również aktów normatywnych oraz tekstów autorów zbiorowych.