Gałązka jaśminu
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Tam, pod niebem południa palącem,
- Szło ich dwoje po mirtów alei,
- Słów namiętnych rzucając tysiącem;
- Lecz nie było tam słowa nadziei.
- Pożegnanie ostatnie na wieki...
- To trwa długo... I wstał księżyc blady,
- A westchnienia powtarzał daleki
- Szum płaczącej kaskady.
- Obcy młodzian opuszczał dziewczynę,
- Co jak powój w jego serce wrosła,
- I porzucał słoneczną krainę,
- Lecąc na śmierć, gdzie rozpacz go niosła.
- Więc targając serdeczne ogniwa,
- Czuł, że serce z swej piersi wydziera
- I że młodość ta jasna, szczęśliwa,
- W jej uścisku umiera.
- Biedne dziewczę zrozumieć nie zdoła,
- Że jest wyższa nad miłość potęga,
- Że głos smutny, głos grobów anioła,
- W jej objęciach go jeszcze dosięga -
- Więc się skarży jak dziecię pieszczone:
- - "O niedobry, jak mnie możesz smucić!
- Twoje słowa mnie ranią szalone,
- Nie mów, że chcesz mnie rzucić!
- Cóż mieć możesz na ziemi droższego
- Nad mą miłość?... Gdy ta cię nie wstrzyma
- Idź..." Tu głosu zabrakło drżącego,
- I spojrzała smutnymi oczyma:
- - "Patrz, me serce omdlewa mi w łonie,
- Łez mi braknie i w oczach mi ciemno...
- Masz tam ginąć gdzie w dalekiej stronie,
- To umrzyj razem ze mną!
- Tak, o dobrze! Nie będę po tobie
- Więcej płakać ni gorzko się smucić,
- Ale razem w jednym spocznie m grobie,
- I nie będziesz już mnie mógł porzucić;
- Wieczność całą prześnimy tak błogo,
- I przebaczy nam Bóg miłosierny!...
- Ja prócz ciebie nie mam tu nikogo,
- A ty idziesz, niewierny!?
- Nie chcesz umrzeć i nie chcesz żyć razem?.
- Idź szczęśliwy! Twa kochanka biedna
- Przed cudownej Madonny obrazem
- Szczęście tobie u Boga wyjedna.
- Teraz jeszcze mej prośbie serdecznej
- Uczyń zadość, bo cierpię ogromnie,
- Gdy pomyślę, że w rozłące wiecznej
- Możesz zapomnieć o mnie.
- Tyś tak lubił wonny kwiat jaśminu,
- Ja go odtąd na mym sercu noszę..."
- I odpięła chusteczkę z muślinu,
- Mówiąc dalej: "Weź gałązkę, proszę,
- A ta druga na sercu zostanie;
- Mówić będzie o tobie, jedyny!
- Gdy nie przyjdziesz na moje wołanie -
- Łzą się zroszą jaśminy..."
- I oparta na jego ramieniu,
- Wpółzemdlona, kwiaty do ust ciśnie;
- I tak stoją oboje w płomieniu,
- I ust dwoje na kwiatach zawiśnie -
- Aż nareszcie wydarł się z objęcia
- I rzekł do niej: - "O żegnaj mi droga!
- Gdy mię twoje nie zbawią zaklęcia -
- Spotkamy się u Boga!
- Ja nie mogę pozostać przy tobie,
- Choć twój jestem na wieki, dziewczyno!
- Bo mnie duchy wzywają w żałobie,
- Bym szedł z tymi, co mamie dziś giną.
- Słyszę okrzyk z krwawego zagonu,
- Słyszę matkę wołającą: Synu!
- Lecz zachowam, zachowam do zgonu
- Tę gałązkę jaśminu..."