Dzwonnik Kacper Dławiduda
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
I
Przy kościele na Kanonii,
W kamienicy wielce starej,
Ma izdebkę Dławiduda,
Co dzwonnikiem jest u Fary.
I szeroko, i daleko
Słynie postać Dławidudy —
Jest wysoki na trzy łokcie,
Ale za to jak śmierć chudy.
Oczy wpadłe ma głęboko,
Lica żółte, jakby z wosku,
"Po księdzowsku" on się strzyże
Oraz goli "po księdzowsku".
Nigdy wzrok się nie rozchmurzy,
Nigdy z czoła mars nie znika —
Ma powagę Dławiduda,
Jak przystało na dzwonnika.
II
Nie od dzisiaj, nie od wczoraj
Zna Katedrę Kacper stary —
Już dzieciakiem pięcioletnim
Szeptał pacierz w kruchcie Fary.
Na ten urząd tak zaszczytny
Nie sprowadził go przypadek:
Jego ojciec był dzwonnikiem,
Był dzwonnikiem jego dziadek.
Swoją godność dobrze czuje,
Swą powagę on ochrania —
Zacny Kacper Dławiduda
Jest dzwonnikiem z powołania.
Ceni dziada Stare Miasto
I szacunek ma on wszędzie,
Bo takiego Dławidudy
I nie było, i nie będzie.
III
Kiedy wdrapie się na wieżę,
Kiedy dzwony rozkołysze,
Srebrne dźwięki płyną, płyną,
Sfer niebieskich mącąc ciszę.
Srebrne dźwięki płyną, płyną
Jak wspaniałych modlitw chóry,
Zda się całe Stare Miasto
Śle swój pacierz pod lazury.
Budzą serce Dławidudy
Uroczyste pieśni tonów,
On rozumie i odczuwa
Tajemniczą mowę dzwonów.
On wsłuchuje się w ich granie
Całą duszą swą prostaczą:
Dzwony śmieją się dla niego
I dla niego dzwony płaczą...
IV
Nie trzymają się dzwonnika
Żadne świeckie myśli płoche —
Z upodobań i z zawodu
Filozofem jest on trochę.
Trafnym okiem spostrzegacza
Chaos życia zbadał szumny,
Zna dokładnie ludzką drogę
Od kołyski aż do trumny.
Swe poglądy on wykłada
Najtreściwiej i najwierniej:
"Mało śmiechu, dużo płaczu,
Mało kwiatów, dużo cierni,
Potem kładzie śmierć koścista
Koniec złemu i dobremu —
I zadzwoni Dławiduda,
Jak już dzwonił niejednemu".
V
Łzy gorące, łzy serdeczne
Gryzą oczy jak tabaka,
Gdy przypomni Dławiduda
Swego syna jedynaka.
W nieświęconej kędyś ziemi
Młody Kacper śpi na wieki,
Nawet wieści o umarłym
Nie przyniesie wiatr daleki.
Wygasł na nim ród sławetny,
Ród dzwonników taki stary —
Już nie będzie Dławiduda
U warszawskiej dzwonić Fary.
Myśląc o tym bardziej żółknie,
Bardziej dziad się zdaje chudy —
Nie zadzwoni Dławiduda
Na pogrzebie Dławidudy!...
VI
Gdy się zamknie w swej izdebce
Stary Kacper Dławiduda,
Drzemiącemu dzwonnikowi
Jakieś dziwne śnią się cuda.
Słyszy śpiewy archanielskie
I niebieskich dzwonów bicie;
Za ich pieśnią uroczystą,
Zda się, płynie po błękicie.
Zda się płynie po błękicie,
Aż do nieba, Kacper stary,
Gdzie syn jego jest dzwonnikiem
U anielskiej owej Fary.
I gorąco dziad się modli
Wśród tych marzeń, wśród tych cudów,
By na wieki było w niebie
Dwóch dzwonników Dławidudów.