Dzwonnik Kacper Dławiduda

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Dzwonnik Kacper Dławiduda • Wiersze o Starym Mieście • Artur Oppman
Dzwonnik Kacper Dławiduda
Wiersze o Starym Mieście
Artur Oppman

I

 Przy kościele na Kanonii,
 W kamienicy wielce starej,
 Ma izdebkę Dławiduda,
 Co dzwonnikiem jest u Fary.

 I szeroko, i daleko
 Słynie postać Dławidudy —
 Jest wysoki na trzy łokcie,
 Ale za to jak śmierć chudy.

 Oczy wpadłe ma głęboko,
 Lica żółte, jakby z wosku,
 "Po księdzowsku" on się strzyże
 Oraz goli "po księdzowsku".

 Nigdy wzrok się nie rozchmurzy,
 Nigdy z czoła mars nie znika —
 Ma powagę Dławiduda,
 Jak przystało na dzwonnika.

II

 Nie od dzisiaj, nie od wczoraj
 Zna Katedrę Kacper stary —
 Już dzieciakiem pięcioletnim
 Szeptał pacierz w kruchcie Fary.

 Na ten urząd tak zaszczytny
 Nie sprowadził go przypadek:
 Jego ojciec był dzwonnikiem,
 Był dzwonnikiem jego dziadek.

 Swoją godność dobrze czuje,
 Swą powagę on ochrania —
 Zacny Kacper Dławiduda
 Jest dzwonnikiem z powołania.

 Ceni dziada Stare Miasto
 I szacunek ma on wszędzie,
 Bo takiego Dławidudy
 I nie było, i nie będzie.

III

 Kiedy wdrapie się na wieżę,
 Kiedy dzwony rozkołysze,
 Srebrne dźwięki płyną, płyną,
 Sfer niebieskich mącąc ciszę.

 Srebrne dźwięki płyną, płyną
 Jak wspaniałych modlitw chóry,
 Zda się całe Stare Miasto
 Śle swój pacierz pod lazury.

 Budzą serce Dławidudy
 Uroczyste pieśni tonów,
 On rozumie i odczuwa
 Tajemniczą mowę dzwonów.

 On wsłuchuje się w ich granie
 Całą duszą swą prostaczą:
 Dzwony śmieją się dla niego
 I dla niego dzwony płaczą...

IV

 Nie trzymają się dzwonnika
 Żadne świeckie myśli płoche —
 Z upodobań i z zawodu
 Filozofem jest on trochę.

 Trafnym okiem spostrzegacza
 Chaos życia zbadał szumny,
 Zna dokładnie ludzką drogę
 Od kołyski aż do trumny.

 Swe poglądy on wykłada
 Najtreściwiej i najwierniej:
 "Mało śmiechu, dużo płaczu,
 Mało kwiatów, dużo cierni,

 Potem kładzie śmierć koścista
 Koniec złemu i dobremu —
 I zadzwoni Dławiduda,
 Jak już dzwonił niejednemu".

V

 Łzy gorące, łzy serdeczne
 Gryzą oczy jak tabaka,
 Gdy przypomni Dławiduda
 Swego syna jedynaka.

 W nieświęconej kędyś ziemi
 Młody Kacper śpi na wieki,
 Nawet wieści o umarłym
 Nie przyniesie wiatr daleki.

 Wygasł na nim ród sławetny,
 Ród dzwonników taki stary —
 Już nie będzie Dławiduda
 U warszawskiej dzwonić Fary.

 Myśląc o tym bardziej żółknie,
 Bardziej dziad się zdaje chudy —
 Nie zadzwoni Dławiduda
 Na pogrzebie Dławidudy!...

VI

 Gdy się zamknie w swej izdebce
 Stary Kacper Dławiduda,
 Drzemiącemu dzwonnikowi
 Jakieś dziwne śnią się cuda.

 Słyszy śpiewy archanielskie
 I niebieskich dzwonów bicie;
 Za ich pieśnią uroczystą,
 Zda się, płynie po błękicie.

 Zda się płynie po błękicie,
 Aż do nieba, Kacper stary,
 Gdzie syn jego jest dzwonnikiem
 U anielskiej owej Fary.

 I gorąco dziad się modli
 Wśród tych marzeń, wśród tych cudów,
 By na wieki było w niebie
 Dwóch dzwonników Dławidudów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.