Dziady/Widowisko/Część I
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←D z i a d y. Widowisko | Dziady Widowisko. Część I Adam Mickiewicz |
D z i a d y. Poema→ | |
| Pieśń strzelca |
PRAWA STRONA TEATRU - DZIEWICA W SAMOTNYM POKOJU - NA BOKU KSIĄG MNÓSTWO, FORTEPIANO, OKNO Z LEWEJ STRONY W POLE; NA PRAWEJ WIELKIE ZWIERCIADŁO; ŚWIECA GASNĄCA NA STOLE I KSIĘGA ROZŁOŻONA (ROMANS "VALERIE")
DZIEWICA (wstaje od stołu)
- Świeco niedobra! właśnie pora była zgasnąć!
- I nie mogłam doczytać - czyż podobna zasnąć?
- Waleryjo! Gustawie! anielski Gustawie!
- Ach, tak mi często o was śniło się na jawie,
- A przez sen - będę z wami, Pan Bóg wie dopóki!
- Smutne dzieje! Jak smutnej są źródłem nauki!
(po pauzie, z niesmakiem)
- Po co czytam? Już koniec przezieram z daleka!
- Takich kochanków tutaj
(wskazuje ziemię)
- cóż innego czeka?
- Waleryjo! ty przecież spomiędzy ziemianek
- Zazdrości godna! Ciebie ubóstwiał kochanek,
- O którym inna próżno całe życie marzy,
- Którego rysów szuka w każdej nowej twarzy,
- I w każdym nowym głosie nadaremnie bada
- Tonu, który jej duszy brzmieniem odpowiada.
- Bo ich twarze tchną głazem, jak Meduzy głową,
- Nad słotny deszcz jesienny zimniejsze ich słowa!
- Co dzień z pamiątką nudnych postaci i zdarzeń
- Wracam do samotności, do książek - do marzeń,
- Jak podróżny, śród dzikiej wyspy zarzucony,
- Co rana wzrok i stopę niesie w różne strony,
- Azali gdzie istoty bliźniej nie obaczy.
- I co noc w swą jaskinią powraca w rozpaczy.
- Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
- I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany.-
- Witajże, ma jaskinio - na wieki zamknięci,
- Nauczmy się więźniami stać się z własnej chęci-
- Czyż nie znajdziem zatrudnień? Mędrce dawnych wieków
- Zamykali się szukać skarbów albo leków
- I trucizn - my niewinni młodzi czarodzieje
- Szukajmy ich, by otruć własne swe nadzieje.
- A jeżeli do grobu wstęp wiar[ą] zawarty,
- Pochowajmy swą duszę za życia w te karty.
- Można pięknie zmartwychwstać i po takim zgonie,
- I przez ten grób jest droga na Elizu błonie.
- Zamieszkałym śród cieniów zmyślonego świata
- Nudnej rzeczywistości narodzi się strata.
- Cieniów? Nigdyż nie było między ziemską bracią
- Takich cieniów, śmiertelną więzionych postacią?
- Dusze ich wzięłyż bytność z poetów wyroku,
- Kształty odlaneż tylko z pięknych słów obłoku?
- Nie mogę przyrodzenia tą myślą obrażać,
- Nie mogę bluźnić Twórcy - i siebie znieważać.
- W przyrodzeniu, powszechnej ciał i dusz ojczyźnie,
- Wszystkie stworzenia mają swe istoty bliźnie:
- Każdy promień, głos każdy, z podobnym spojony;
- Harmoniją ogłasza przez farby i tony;
- Pyłek [każdy] błądzący śród istot ogromu,
- Padnie w końcu na serce bliźniego atomu;
- A tylko serce czułe z dozgonną tęsknotą
- W rodzinie tworów jedną ma zostać sierotą?
- Twórca mi dał to serce, choć w codziennym tłumie
- Nikt poznać go nie może, bo nikt nie rozumie,
- Jest i musi być kędyś, choć na krańcach świata,
- Ktoś, co do mnie myślami wzajemnymi lata!
- O, gdybyśmy dzielące rozerwawszy chmury,
- Choć przed zgonem tęsknymi spotkali się pióry,
- Lub słowem tylko; wzrokiem, - dosyć jednej chwili;
- Dosyć, by się dowiedzieć tylko, żeśmy żyli.
- Wtenczas dusza, co ledwie czucia swe ogarnia,
- W której rozkosze truje wiązadeł męczarnia,
- Z ciemnej, głuchej jaskini stałaby się rajem!
- Jakby miło poznawać, zwiedzać ją nawzajem,
- I cokolwiek pięknego w myślach zajaśnieje,
- Co ślachetnego mają tajne serca dzieje,
- Rozświecić przed oczyma kochanej istoty,
- Jak wyłamane z piersi kryształów klejnoty!
- Wtenczas przeszłość do życia moglibyśmy wcielić
- Spomnieniem; można by się z przyszłości weselić
- W przeczuciu, a obecnym chwil lubych użyciem
- Łącząc wszystko, żyć całym i zupełnym życiem;
- Bylibyśmy jak lotne tchnienia, co je rosa
- Wiosennym zionie rankiem, dążące w niebiosa,
- Lekkie i niewidome, lecz kiedy się zlecą,-
- Spłoną i nową iskrę pośród gwiazd rozświecą.
Na lewą stronę teatru wchodzi chór wieśniaków niosących jedzenia i napoje; starzec pierwszy z chóru na czele
GUŚLARZ
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Z czujnym słuchem, z bacznym okiem
- Spieszmy się w tajnym obrzędzie,
- Z cichym pieniem, wolnym krokiem;
- Wszak nie nucim po kolędzie,
- Nucimy piosnkę żałoby;
- Nie do dworu z nowym rokiem,-
- Ze łzami idziem na groby.
CHÓR
- Póki ciemno, głucho wszędzie,
- Spieszmy się w tajnym obrzędzie.
GUŚLARZ
- Spieszmy cicho i powoli,
- Poza cerkwią, poza dworem,
- Bo ksiądz gusłów nie dozwoli,
- Pan się zbudzi nocnym chorem.
- Zmarli tylko wedle woli
- Spieszą, gdzie ich guślarz woła;
- Żywi są na pańskiej roli,
- Cmentarz pod władzą kościoła.
CHÓR
- Póki ciemno, głucho wszędzie,
- Spieszmy się w tajnym obrzędzie.
CHÓR MŁODZIEŃCÓW
(do Dziewczyny, ob. "Romantyczność")
- Nie łam twych rączek, niewiasto młoda;
- Nie płacz, i oczek, i dłoni szkoda.
- Te oczki innym źrenicom błysną,
- Te rączki inną prawicę ścisną.
- Od lasu para gołąbków leci,
- Para gołąbków, a orlik trzeci:
- Uszłaś, gołąbko, spojrzy do góry,
- Czy jest za tobą mąż srebrnopióry?
- Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie,
- Nowy małżonek grucha ku tobie,
- Nóżki z ostrogą, szyję mu wieńczy!
- Wstążka błękitna, a kolor tęczy.
- Róża z fijałkiem na letniej łące
- Podają sobie dłonie pachnące,
- Pieszy robotnik kosi dąbrowę,
- Zranił małżonka, zostawił wdowę.
- Płaczesz i wzdychasz w próżnej żałobie,
- Wysmukły narcyz kłania się tobie,
- Jasną źrenicą śród polnych dzieci
- Jak księżyc między gwiazdami świeci:
- Nie łam twych rączek, niewiasto młoda,
- Nie płacz, i rączek, i oczu szkoda.
- Ten, po kim płaczesz, wzajem nie błyśnie
- Okiem ku tobie, ręki nie ściśnie.
- On ciemny krzyżyk w prawicy trzyma,
- A miejsca w niebie szuka oczyma.
- Dla niego na mszę daj, młoda wdowo,
- A dla nas żywych piękne daj słowo.
(do Starca)
- Nie tęsknij, starcze, prosiemy młodzi,
- Tęsknota sercu i myślom szkodzi;
- W tym sercu dla nas żyją przykłady,
- Dla nas w tych myślach jest skarbiec rady.
- Stary dąb zruca powiewne szaty,
- O cień go proszą trawy i kwiaty:
- "Nie znam was, dzieci nowego rodu,
- Czyliście warte cienia i chłodu,
- Nie takie rosły dawnymi laty
- Pod mą zasłoną trawy i kwiaty."
- Przestań narzekać, niesłuszny w gniewie,
- Jak było dawniej, nikt o tym nie wie.
- Uwiędną jedni, powschodzą inni,
- Chociaż mniej piękni, cóż temu winni?
- Strzeż naszej barwy, ciesz się z okrasy,
- A z nas dawniejsze wspominaj czasy.
- Nie wzdychaj, starcze, w próżnej tęsknocie,
- Wielu straciłeś, zostały krocie.
- Nie całe twoje szczęście jest w grobie,
- Nie tam są wszyscy znajomi tobie.
- Weź trochę szczęścia od nas szczęśliwych,
- Szukaj umarłych pośród nas żywych.
GUŚLARZ
- Kto błądząc po życia kraju,
- Chciał pilnować prostej drogi,
- Choć mu los wedle zwyczaju
- Wszędzie siał ciernie i głogi;
- Nareszcie po latach wielu,
- W licznych troskach, w ciężkich nudach,
- Zapomniał o drogi celu,
- Aby znaleźć wczas po trudach;
- Kto z ziemi patrzył ku słońcu,
- Marzył nieba i gwiazd loty
- I nie znał ziemi, aż w końcu,
- Kiedy wpadł w otchłań ciemnoty;
- Kto żalem pragnął wydźwignąć,
- Co znikło w przeszłości łonie,
- Kto żądzą pragnął doścignąć,
- Co ma przyszłość w tajnym łonie;
- Kto poznał swój błąd niewcześnie,
- O gorszej myśli poprawie,
- Mruży oczy, by żyć we śnie
- Z tym, czego szukał na jawie;
- Kto marzeń tknięty chorobą,
- Sam własnej sprawca katuszy,
- Darmo chciał znaleźć przed sobą;
- Co miał tylko w swojej duszy; -
- Kto wspominasz dawne chwile,
- Komu się o przyszłych marzy;
- Idź ze świata ku mogile,
- Idź od mędrców do guślarzy!
- Mrok tajemnic nas otacza,
- Pieśń i wiara przewodniczy;
- Dalej z nami, kto rozpacza,
- Kto wspomina i kto życzy.
DZIECIĘ
- Wróćmy lepiej do chaty, coś tam od kościoła
- Błysnęło, ja się boję, coś po lesie woła.
- Jutro pójdziem na cmentarz, ty swoim zwyczajem
- Dumać, ja zdobić krzyże kwiatami i majem.
- Mówią, że dzisiaj w nocy umarłych spotkamy,
- Ja ich nie znam, ja własnej nie pamiętam mamy,
- Ty oczy w dzień masz słabe, pragnąłbyś daremnie
- Dawno widzianych ludzi rozeznać po ciemnie.
- I słuch masz słaby. Pomnisz? dwie temu niedziele
- Zebrało się i krewnych, i sąsiadów wiele
- Urodziny twe święcić; tyś w milczeniu siedział,
- Nic nie słyszał, nikomu nic nie odpowiedział.
- Zapytałeś na koniec, po co ta gromada
- Zeszła się w dzień powszedni? i czy mrok już pada?
- A my przyszli winszować i od kilku godzin
- Słońce zaszło, i był to dzień twoich urodzin.
STARZEC
- Od tego dnia, ach, jakżem daleko odpłynął!
- Wszystkiem znajome lądy i wyspy ominął,
- Wszystkie dziedziczne skarby znikły w czasu toniach;
- Cóż mnie po waszych twarzach, i głosach, i dłoniach
- Twarze, którem z dzieciństwa ukochać przywykał,
- Dłonie, co mię pieściły, głos, co mię przenikał,
- Gdzież są? Zgasły, przebrzmiały, zmieniły się, starły.
- Nie wiem, czym pośród trupów, czylim sam umarły.
- Ale inny świat rzucam, aniżelim zastał;
- Nieszczęsny, kto częściami do mogiły wrastał!
- Twój jeszcze głos, mój wnuku, ostatnia pociecho,
- Jak po umarłej pieśniach niemowlęce echo,
- Tuła się i głos matki powtarzając kwili.
- Lecz i ty mię porzucasz, jak inni rzucili.
- Pójdę sam; kto w dzień błądzi i żywych nie słyszy,
- Widzi w nocy, zna język grobowej zaciszy.
- Nie zabłądzę, wszak co rok chodziłem tą drogą:
- Zrazu jak ty, mój synu, z niemowlęcą trwogą,
- Potem jak chłopiec pełen ciekawej ochoty,
- Potem z tęsknotą, teraz nawet bez tęsknoty,
- Bez żalu; cóż mię wiedzie? jakiś zapęd nowy,
- Ciemne przeczucie, może to instynkt grobowy.
- Znajdę cmentarz i coś mi w głębi serca wróży,
- Że nazad już nie będę potrzebował stróży.
- Ale nim się rozłączym, twe służby dziecięce
- Nagrodzę, pójdź, mój synu, uklęknij, złóż ręce:
- Boże! Coś mi rozkazał spełnić kielich życia
- I zbyt wielki, zbyt gorzki dałeś mi do picia,
- Jeśli względów twojego miłosierdzia godna
- Cierpliwość, z którą gorycz wychyliłem do dna,
- Jedynej, lecz największej śmiem żądać nagrody :
- Pobłogosław wnukowi - niechaj umrze młody
- Bądź zdrów; stój i raz jeszcze ściśni dziada rękę!
- Daj mi twój głos usłyszeć - zaśpiewaj piosenkę
- Ulubioną i tyle powtarzaną razy,
- O zaklętym młodzieńcu, przemienionym w głazy.
DZIECIĘ
(śpiewa) MŁODZIENIEC ZAKLĘTY
- Wyłamawszy zamku bramy,
- Twardowski błądził śród gmachów,
- Biegł na wieże, schodził w jamy:
- Co tam czarów! co tam strachów!
- W jednem sklepisku zapadłem-
- Jak w dziwny rodzaj pokuty-
- Na łańcuchu, przed zwierciadłem
- Stoi młodzieniec okuty.
- Stoi, a z ludzkiej postaci,
- Mocą czarownych omamień,
- Coraz jakąś cząstkę traci
- I powoli wrasta w kamień.
- Aż do piersi był już głazem,
- A jeszcze mu błyszczą lica
- Męstwa i siły wyrazem;
- Czułością świeci źrenica.
- "Kto jesteś? rzecze zaklęty
- Coś te gmachy zdobył śmiało,
- Gdzie tak mnogie pękły miecze,
- Tylu wolność postradało.
- "Kto jestem? o, drży świat cały
- Przed mą szablą, na me słowa
- Wielkiej mocy, większej chwały:
- Jestem rycerzem z Twardowa.
- "Z Twardowa?... za moich czasów
- Nie słyszałem o nazwisku,
- Ni śród wojennych zapasów,
- Ni na rycerskim igrzysku.
- "Nie zgadnę, jak długie lata
- Mogłem w więzieniu przesiedzieć;
- Ty świeżo wracasz ze świata:
- Musisz mi o nim powiedzieć.
- "Czy dotąd Olgierda ramię,
- Naszą Litwę wiodąc w pole,
- Po dawnemu Niemcy łamie,
- Tratuje stepy mogole?
- "Olgierd? Ach, już przeminęło
- Dwieście lat po stracie męża,
- Lecz z jego wnuków Jagiełło
- Teraz walczy i zwycięża.
- "Co słyszę? Jeszcze dwa słowa:
- Może w twych błędnych obiegach
- Byłeś, rycerzu z Twardowa,
- Na Świtezi naszej brzegach?
- "Czy tam ludzie nie mówili
- O Poraju silnej ręki
- I o nadobnej Maryli,
- Której on ubóstwiał wdzięki?
- "Młodzieńcze, nigdzie w tym kraju,
- Od Niemna po Dniepru krańce,
- Nie słyszałem o Poraju
- Ani o jego kochance.
- "Po co pytać, czasu strata,
- Gdy cię wyrwę z tej opoki;
- Wszystkie ciekawości świata
- Własnymi odwiedzisz kroki.
- "Znam czarodziejską naukę,
- Wiem dzielność tego zwierciadła,
- Wraz go na drobiazgi stłukę.
- By z ciebie ta larwa spadła.
- To mówiąc, nagłym zamachem
- Dobył miecza i przymierza,
- Ale młodzieniec z przestrachem-
- "Stój" - zawołał na rycerza.
- "Weźmi zwierciadło ze ściany
- I podaj go w moje ręce,
- Niech sam skruszę me kajdany
- I uczynię koniec męce.
- Wziął i westchnął, twarz mu zbladła
- I zalał się łez strumieniem.
- I pocałował zwierciadło-
- I cały stał się kamieniem.
CHÓR MŁODZIEŻY
- Tu guślarz kazał młodzieży
- Stanąć na drogi połowie:
- Tam na wzgórku wioska leży;
- A tam mogilnik w dąbrowie.
- Między kolebką i groby
- Młody nasz wiek w środku stoi;
- Śród wesela i żałoby
- Stójmyż w środku, bracia moi!
- Nie godzi się do wsi wracać;
- Nie godzi się biec w ich ślady.
- Tu będziemy święcić Dziady
- I piosnkami noc ukracać.
- Będziemy idących witać
- I powracających pytać,
- Lękliwym rozpędzać trwogę,
- Błędnym pokazywać drogę.-
- Zaszło słońce, biegą dzieci,
- Idą starce, płaczą, nucą,
- Lecz znowu słońce zaświeci,
- Wrócą dzieci, starce wrócą.
- Nim dojdzie siwizny dziecię,
- Nim starego dzwon powoła,
- Jeszcze ich spotka na świecie
- Niejedna chwilka wesoła.
- Ale kto z nas w młode lata
- Nie działa rzeźwym ramieniem,
- Ale sercem i myśleniem;
- Taki zgubiony dla świata.
- Kto jak zwierz pustyni szuka,
- Jak pugacz po nocy lata;
- Jak upiór do trumny puka,
- Taki zgubiony dla świata.
- Kto w młodości pieśń żałoby
- Raz zanucił, wiecznie nuci;
- Kto młody odwiedza groby,
- Już z nich na świat nie powróci.
- Niech więc dzieci i ojcowie
- Idą w kościół z prośbą, z chlebem;
- Młodzi, na drogi połowie
- Zostaniem pod czystym niebem.
[edytuj] *
[edytuj] PIEŚŃ STRZELCA
- Śród wzgórzów i jarów,
- I dolin, i lasów,
- Śród pienia ogarów
- I trąby hałasów:
- Na koniu, co lotem
- Sokoły zadumi,
- I z bronią, co grzmotem
- Pioruny zatłumi;
- Wesoły jak dziecko,
- Jak rycerz krwi chciwy,
- Odważnie, zdradziecko
- Bój zaczął myśliwy.
- Witajcież rycerza,
- Pagórki i niwy,
- Król lasów, pan zwierza,
- Niech żyje myśliwy!
- Czy w niebo grot zmierza,
- Czy w knieje i smugi,
- Stąd leci grad pierza,
- Stąd płyną krwi strugi.
- Kto w puszczy dojedzie
- Odyńca bez trwogi?
- Kto kudły niedźwiedzie
- Podesłał pod nogi?
- Czyj dowcip gnał rojem
- Lataczów do sideł?
- Kto wstępnym wziął bojem
- Sztandary ich skrzydeł?
- Witajcież rycerza,
- Pagórki i niwy,
- Król lasów, pan zwierza,
- Niech żyje myśliwy!
- Dalejże, dalejże, z tropu w trop,
- Z tropu w trop, dalejże, dalejże!
- Dalejże, dalejże, z tropu w trop,
- Z tropu w trop, hop, hop!
GUSTAW
- Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać
- Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny.
- Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać.-
- Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny.
- Hola! jak w kniei głucho - ni trąby, ni strzału.
- Zbłądziłem - otóż skutek wieszczego zapału!
- Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. - Mróz ciśnie.
- Trzeba ogień nałożyć; gdy światło zabłyśnie,
- Nuż jaki spółtowarzysz z myśliwej czeladzi
- Błądzi jak ja, ten ogień razem nas sprowadzi,
- Łacniej drogę znajdziemy.
- O mój przyjacielu!
- Takich jak ty myśliwych nie znalazłbyś wielu.
- Oni z lasu nie zwykli spoglądać w obłoki,
- Ogarami na piękne polować widoki;
- Z jednym zawsze zamiarem i z jedyną żądzą,
- Na ziemi tropią zdobycz - tym lepiej - nie błądzą!
- Pewnie już z rzeźwym sercem i spoconym czołem
- Dzienną zabawę kończą za biesiadnym stołem.
- Każdy chlubi się z przeszłych lub przyszłych zdobyczy;
- Każdy swe trafne strzały, cudze pudła liczy;
- Żartują z siebie głośno lub szepcą do ucha;
- Wszyscy mówią, a jeden stary ojciec słucha.
- A jeśli się pod koniec uprzykrzyły łowy,
- Natenczas do sąsiadek - uśmiechy, rozmowy,
- Czasem strzelecka miłość - wędrowna ptaszyna;
- Serce przelotem zwiedzi - tak mija godzina,
- I tydzień, i rok przeszły, - tak bywało wczora,
- Tak jest dzisiaj i będzie każdego wieczora.
- Szczęśliwi! -
- A ja... czemuż nie jestem jak oni?
- Wyjechaliśmy razem - cóż mię w pole goni?
- Ach, nie zabawy ścigam - uciekam od nudy;
- Nie rozkosze myśliwskie lubię - ale trudy.
- Ze się myśl, a przynajmniej że się miejsce zmienia,
- I że tu nikt mojego nie śledzi marzenia,
- Łez pustych, które nie wiem, skąd w oczach zaświecą,
- Westchnień bez celu, które nie wiem, kędy lecą.
- Nie do sąsiadek pewnie! na wiatry, na gaje,
- Ku marzeniom!..
- Myśl dziwna! Zawsze mi się zdaje,
- Że ktoś łzy moje widzi i słyszy westchnienia,
- I wiecznie około mnie krąży na kształt cienia.
- Ileż razy w dzień cichy szeleszczą na łące
- Jakoby nimfy jakiejś stopki latające;
- Spojrzę: chwieją się kwiaty i podnoszą głowy,
- Jakby z lekka trącone. - Nieraz śród alkowy
- Samotny książkę czytam; książka z rąk wypadła,
- Spojrzałem i mignęła naprzeciw zwierciadła
- Lekka postać, szepnęła jej powietrzna szata.
- Nieraz dumałem w nocy; gdy się myśl rozlata,
- Wzdycham, i coś westchnieniem dawało znak życia,
- Serce biło i czułem drugie serca bicia,
- Słowo nawet częstokroć, niewyraźnie, głucho,
- Jak przelot nocnej muszki pogłaska mi ucho!...
- Zasnąłem we mgle jasnej; z góry i z daleka
- Coś błyszczy, choć widocznych kształtów nie obleka;
- I czuję promień oczu i uśmiech oblicza!
- Gdzież jesteś, samotności córo tajemnicza?
- Niechaj się twój duch uwieńczy
- Choćby marnym, nikłym ciałem;
- Okryj się choć rąbkiem tęczy
- Lub jasnym źródła kryształem!
- Niechaj twojej blask obsłony
- Długo, długo w oczach stoi!
- Niech twych ust rajskimi tony
- Długo, długo słuch się poi!
- Świeć mi, słońca niech źrenica
- Olsnie marz[ąc] twoje lica;
- Piej, syreno! w lubych głosach
- Usnę, marzyć o niebiosach!
- Ach, gdzie cię szukać? - od ludzi ucieknę,
- Ach, bądź ty ze mną, świata się wyrzeknę!
MYŚLIWY CZARNY
(śpiewa)
- Latasz, mój ptaszku, za wysoko latasz,
- A czy znasz dzielność swoich skrzydełek?
- Spojrzy na ziemię, którą tak pomiatasz
- Co tam wabików, co tam sidełek!-
MŁODZIENIEC
- Hola! słychać śpiewania, hej! wszelki duch żywy!
- Ozwij się, bracie, kto jesteś?
STRZELEC
- Myśliwy,
- Równej jak ty ochoty, większej trochę mocy.
- Obadwa polujemy, chociaż ty w poranki
- Jedziesz na świat, ja łowy rozpoczynam w nocy;
- Ty czyhasz na zwierzęta, a ja - na kochanki.
GUSTAW
- Nie wiem, czy dobre miejsce wybrałeś na łowy,
- Ale nie chcę przeszkadzać, więc szczęśliwej drogi.
STRZELEC
- Hola, kolego! nie bądź taki raptusowy.
- Jest że to grubijaństwo albo skutek trwogi?
- Pierwiej mię sam zawołał, a teraz ucieka.
GUSTAW
- Ja miałbym ciebie wołać?
STRZELEC
- Słyszałem z daleka,
- Żeś wołał; kogo? na co? nie wiem doskonale
- Dosyć, że posłyszałem westchnienia i żale.
- Jestem jak ty myśliwcem, byłem kiedyś młody,
- Znam więc twego rzemiosła i wieku przygody,
- Musisz mieć coś na sercu, rozmówmy się szczerze.
- Pewnie cię zabłąkało w kniei jakie zwierzę?
- Bracie, ja sam błądziłem, znam zwierzęta różne
- Skrzydlate i piechotne, czworo- i dwunożne.
- A jeśli nic nie gonisz, pewno rad byś gonił?
- Ej, czy cię widok pustej torby nie zapłonił?
- Wstyd młodemu niczego dotąd nie zastrzelić?
- Przyznaj się, ja ci mogę w potrzebie udzielić.
GUSTAW
- Dzięki - od nieznajomych nie żądam pomocy,
- Nie zabieram przyjaźni tak rychło i w nocy;
- I nie rozumiem, co twe słowa mają znaczyć.
STRZELEC
- Jeżeliś niepojętny, będę się tłumaczyć.
- Jeżeli mi nie ufasz, będę szczerszy z tobą...
- Wiedz naprzód, iż gdzie stąpisz, jest wszędzie nad tobą
- Pewna istota, która z oczu cię nie traci,
- I że chce ciebie w ludzkiej nawiedzić postaci,
- Jeżeli to, coś przyrzekł, zachowasz niezłomnie...
GUSTAW
- Przebóg! co to ma znaczyć?... Nie zbliżaj się do mnie!
- [Na tym rękopis się kończy]