Dziady/Poema/Część III/Scena VI
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
DIABEŁ I
- Spił się, a nie chce spać,
- Muszę tak długo stać,
- Łajdaku, cicho leż!
- Czy go tam kole jeż?
DIABEŁ II
- Syp mu na oczy mak.
DIABEŁ I
- Zasnął, wpadnę jak źwierz.
DIABEŁ II
- Jako na wróbla ptak.
OBADWAJ
- Duszę do piekła wlec,
- Wężami smagać, piec.
BELZEBUB
- Wara!
DWAJ DIABŁY
- Coś ty za kmotr?
BELZEBUB
- Belzebub.
DWAJ DIABŁY
- No, i coż?
BELZEBUB
- Zwierzyny mi nie płosz.
DIABEŁ I
- Ale gdy zaśnie łotr,
- Do mnie należy sen?
BELZEBUB
- Jak ujrzy noc i żar,
- Srogość i mnogość kar,
- Zlęknie się naszych scen;
- Przypomni jutro sen,
- Może poprawić się,
- Jeszcze daleko zgon.
DIABEŁ II
(wyciągając szpony)
- Pozwól zabawić się -
- Co ty o niego drżysz,
- Gdy poprawi się on,
- Ja każę święcić się
- I wezmę w ręce krzyż.
BELZEBUB
- Jak zbyt nastraszysz raz,
- Gotów przypomnieć sen,
- Gotów oszukać nas,
- Wypuścisz ptaka z rąk.
DIABEŁ I
(pokazując sennego)
- Ależ braciszek ten,
- Ten mój najmilszy syn,
- Będzież on spał bez mąk?
- Nie chcesz? - ja męczę sam.
BELZEBUB
- Łotrze, a znasz mój czyn?
- Od Cara zwierzchność mam!
DIABEŁ I
- Pardon - coż każesz Waść?
BELZEBUB
- Możesz na duszę wpaść,
- Możesz ją w pychę wzdąć,
- A potem w hańbę pchnąć,
- Możesz w pogardzie wlec
- I szyderstwami siec,
- Ale o piekle cyt!
- My lećmy - fit, fit, fit.
(odlatuje)
DIABEŁ I
- Więc ja za duszę cap;
- Aha, łajdaku, drżysz!
DIABEŁ II
- Tylko ją bierz do łap
- Lekko, jak kotek mysz.
SENATOR
(przez sen)
- Pismo! - to do mnie - reskrypt Jego Carskiej Mości!
- Własnoręczny, - ha! ha! ha! - rubli sto tysięcy.
- Order! - gdzie - lokaj, przypnij - tu. Tytuł książęcy!
- A! - a! - Wielki Marszałku; a! - pękną z zazdrości.
(przewraca się)
- Do Cesarza! - przedpokój - oni wszyscy stoją;
- Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją.
- Marszałek - Grand Contrôleur - ledwie poznasz, w masce.
- Ach, jakie lube szemrania,
- Dokoła lube szemrania:
- Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce, w łasce.
- Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania,
- Jak śród nałożnic moich łoskotania!
- Każdy się kłania,
- Jestem duszą zebrania.
- Patrzą na mnie, zazdroszczą - nos w górę zadzieram.
- O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram!
(przewraca się)
- Cesarz! - Jego Imperatorska Mość - a! Cesarz wchodzi,
- A! - co? - nie patrzy! zmarszczył brwi - spójrzał ukosem?
- Ach! - Najjaśniejszy Panie - ach! - nie mogę głosem -
- Głos mi zamarł - ach! dreszcz, pot, - ach! dreszcz ziębi, chłodzi. -
- Ach, Marszałek! - co? do mnie odwraca się tyłem.
- Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki!
- Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem,
- I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.
- Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho.
- Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby -
- Dbrum - ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.
(spluwa)
- Jaki dźwięk! - to kalambur - o brzydka mucho;
(opędza koło nosa)
- Lata mi koło nosa
- Jak osa.
- I epigramy, żarciki, przytyki,
- Te szmery - ach, to świerszcze wlazły mi w ucho:
- Moje ucho, moje ucho!
(wytrząsa palcem ucho)
- Jaki szmer! - kamerjunkry świszczą jak puszczyki,
- Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki,
- Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski:
- Senator wypadł z łaski, z łaski! z łaski, z łaski.
(pada z łóżka na ziemię)
DIABŁY
(zstępują widomie)
- Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia
- Psa złego; lecz nie całkiem, nałożym kaganiec,
- Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia;
- Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec,
- Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna,
- Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina;
- I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu:
- Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu.
- Nim trzeci kur zapieje, musim z tej męczarni
- Wrócić zmordowanego, skalanego ducha;
- Znowu przykuć do zmysłów jako do łańcucha,
- I znowu w ciele zamknąć jakow brudnej psiarni.