Dziady/Poema/Część III/Scena IX
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
NOC DZIADÓW
OPODAL WIDAĆ KAPLICĘ - SMĘTARZ - GUŚLARZ I KOBIETA W ŻAŁOBIE
GUŚLARZ
- Już idą w cerkiew gromady
- I wkrótce zaczną się Dziady,
- Iść nam pora, już noc głucha.
KOBIETA
- Ja tam nie pójdę, Guślarzu,
- Ja chcę zostać na smętarzu,
- Chcę jednego widzieć ducha:
- Tego, co przed laty wielu
- Zjawił się po mym weselu,
- Co pośród duchów gromady
- Stanął nagle krwawy, blady,
- I mnie dzikim okiem łowił,
- I ani słowa nie mówił.
GUŚLARZ
- On żył może, gdym go badał,
- Dlatego nie odpowiadał.
- Bo na duchów zgromadzenie,
- W tajemniczą noc na Dziady,
- Można wzywać żywych cienie.
- Ciała będą u biesiady
- Albo u gry, albo w boju,
- I zostaną tam w pokoju;
- Dusza zwana po imieniu
- Objawia się w lekkim cieniu;
- Lecz póki żyje, ust nie ma,
- Stoi biała, głucha, niema.
KOBIETA
- Cóż znaczyła w piersiach rana?
GUŚLARZ
- Widać że w duszę zadana.
KOBIETA
- Ja tu sama zgubię drogę.
GUŚLARZ
- Ja tu z tobą zostać mogę.
- Tam beze mnie zrobią czary,
- Jest tam inny Guślarz stary. -
- Czy słyszysz te śpiewy w dali?
- Już się tam ludzie zebrali.
- Pierwszą klątwę już zaklęli,
- Klątwę wianka i kądzieli,
- Wezwali powietrznych duchów.
- Widzisz tych świateł tysiące,
- Jakby gwiazdy spadające?
- Ten ognistych ciąg łańcuchów?
- To powietrznych roje duchów.
- Patrz, już nad kaplicą świecą
- Pod czarnym niebios obszarem,
- Jak gołębie, kiedy lecą
- W nocy nad miasta pożarem,
- Gdy białymi skrzydeł puchy
- Odbijając żar ogniska,
- Ptastwo jak stado gwiazd błyska.
KOBIETA
- On nie będzie z tymi duchy!
GUŚLARZ
- Widzisz, blask z kaplicy bucha,
- Teraz klęli ognia władzą;
- Ciała w mocy złego ducha
- Z pustyń, z mogił wyprowadzą.
- Tędy będą ciągnąć duchy.
- Poznasz go, jeśli pamiętasz,
- Ukryj się ze mną w dąb suchy,
- W ten dąb suchy i wygniły,
- Tu się niegdyś wróżki kryty.
- Już msza się cały smętarz,
- Rozwierają się mogiły,
- Wybuchnął płomyk niebieski,
- Podskakują w górę deski,
- Wysuwają potępieńce
- Blade głowy, długie ręce;
- Widzisz oczy jak żarzewie,
- Schowaj oczy, skryj się w drzewie.
- Upiór z dala wzrokiem piecze,
- Lecz Guślarza nie urzecze.
- Ha!
KOBIETA
- Co widzisz?
GUŚLARZ
- Trup to świeży!
- W nie zgniłej jeszcze odzieży.
- Dymem siarki trąci wkoło,
- Czarne ma jak węgiel czoło.
- Zamiast oczu - w jamach czaszki
- żarzą się dwie złote blaszki,
- A w środku każdego kółka
- Siedzi diablik, jak w źrenicy,
- I wywraca wciąż koziołka,
- Miga lotem błyskawicy.
- Trup tu bieży, zębem zgrzyta,
- Z ręki przelewa do ręki,
- Jak gdyby z sita do sita,
- Wrzące srebro - słyszysz jęki?
WIDMO
- Gdzie kościół? - gdzie kościół - gdzie Boga lud chwali
- Gdzie kościół, ach, pokaż, człowiecze.
- Ach, widzisz, jak we łbie ten dukat mię pali,
- Jak srebro stopione dłoń piecze.
- Ach, wylej, człowieku, dla biednej sieroty,
- Dla więźnia jakiego, dla wdowy,
- Ach, wylej mi z ręki żar srebrny i złoty,
- I dukat ten wyłup mi z głowy.
- Ty nie chcesz! ha, kruszec przelewać ja muszę,
- Aż kiedyś ten dzieci pożerca
- Wyzionie łakomą, bezdenną swą duszę,
- Ten kruszec mu wleję do serca.
- A potem przez oczy, przez uszy wyleję
- I znowu tym wleję korytem,
- I będę tym tropem obracać jak sitem
- Naleję, wyleję, przesieję!
- Ach, kiedyż przez niego ten kruszec przesieję!
- Ach, czekać tak długo! - goreję! goreję!
(ucieka)
GUŚLARZ
- Ha! -
KOBIETA
- Co widzisz?
GUŚLARZ
- Ha, jak blisko!
- Drugi wylazł, ku nam bieży,
- Jakie obrzydłe trupisko!
- Blade, tłuste, trup to świeży,
- I strój świeży ma na ciele,
- Ubrany jak na wesele;
- I gad niedawno go toczy,
- Ledwie mu wpół wygryzł oczy.
- Od kaplicy w stronę skoczył,
- Czart go uwiódł, czart zamroczył,
- Nie puści go do kaplicy.
- Czart przybrał postać dziewicy;
- I na trupa rączką kiwa,
- Okiem mruga, śmiechem wzywa;
- Skacze ku niej trup zwiedziony,
- Z grobu na grób, jak szalony.
- I rękami, i nogami
- Wije, jak wiatrak skrzydłami -
- Już pada do jej uścisków;
- Wtem spod nóg jego wytryska
- Dziesięć długich, czarnych pysków;
- Wyskakują czarne psiska,
- Od nóg lubej go porwały
- I targają na kawały,
- Członki krwawym pyskiem trzęsą,
- Po polu roznoszą mięso.
- Psy zniknęły. - Nowe dziwo,
- Każda część trupa jest żywą:
- Wszystkie jak oddzielne trupy
- Biegną zebrać się do kupy.
- Głowa skacze jak ropucha
- I nozdrzami ogień bucha;
- Czołgają się piersi trupa
- Jak wielka żółwia skorupa -
- Już zrosła się głowa z ciałem,
- Jak krokodyl bieży cwałem.
- Oderwanej ręki palce
- Drżą, wiją się jak padalce;
- Dłoń za piasek chwyta, grzebie,
- I ciągnie rękę pod siebie,
- I nogi się przyczołgały,
- I znowu trup wstaje cały.
Znowu wabi ulubiona,
- Znowu pada w jej ramiona,
- Znowu go porwały czarty,
- I znowu w sztuki rozdarty -
- Ha! niech go więcej nie widzę!
KOBIETA
- Tak się boisz?
GUŚLARZ
- Tak się brzydzę!
- Żółwie, padalce, ropuchy:
- W jednym trupie tyle gadów!
KOBIETA
- On nie będzie z tymi duchy!
GUŚLARZ
- Wkrótce, wkrótce koniec Dziadów.
- Słyszysz - trzeci kur już pieje;
- Tam śpiewają ojców dzieje,
- I rozchodzą się gromady.
KOBIETA
- I nie przyszedł on na Dziady!
GUŚLARZ
- Jeśli duch ten jeszcze w ciele,
- Wymów teraz jego imię,
- Ja na czarodziejskie ziele
- W tajemniczym zaklnę rymie;
- I duch ciało swe zostawi,
- I przed tobą się objawi.
KOBIETA
- Wymówiłam -
GUŚLARZ
- On nie słucha -
- Ja zakląłem.
KOBIETA
- Nie ma ducha!
GUŚLARZ
- O kobieto! twój kochanek
- Albo zmienił ojców wiarę,
- Albo zmienił imię stare.
- Widzisz, już zbliża się ranek,
- Gusła nasze moc straciły,
- Nie pokaże się twój miły.
(wychodzą z drzewa)
- Cóż to? cóż to! - patrz: z zachodu,
- Tam od Giedymina grodu,
- Śród gęstych kłębów zamieci
- Kilkadziesiąt wozów leci,
- Wszystkie lecą ku północy,
- Lecą ile w koniach mocy.
- Widzisz, jeden tam na przedzie.
- W czarnym stroju -
KOBIETA
- On!
GUŚLARZ
- Tu jedzie.
KOBIETA
- I znowu nazad zawrócił,
- I tylko raz okiem rzucił,
- Ach, raz tylko, - jakie oko!
GUŚLARZ
- Pierś miał zbroczoną posoką,
- Bo w tej piersi jest ran wiele:
- Straszne cierpi on katusze,
- Tysiąc mieczów miał on w ciele,
- A wszystkie przeszły - aż w duszę.
- Śmierć go chyba z ran uleczy.
KOBIETA
- Któż weń wraził tyle mieczy?
GUŚLARZ
- Narodu nieprzyjaciele.
KOBIETA
- Jedną ranę miał na czole,
- Jedną tylko i niewielką,
- Zda się być czarną kropelką.
GUŚLARZ
- Ta największe sprawia bole;
- Jam ją widział, jam ją zbadał;
- Tę ranę sam sobie zadał,
- Śmierć z niej uleczyć nie może.
KOBIETA
- Ach, ulecz go, wielki Boże!