Dziady/Poema/Część III/Prolog
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
A strzeżcie się ludzi, albowiem was będę
wydawać do siedzącej rady i w bożnicach swoich
was biczować będę.
I do Starostów i do Królow będziecie
wodzeni na świadectwo im i poganom.
I będziecie w nienawiści u wszystkich dla
imienia mego. Ale kto wytrwa aż do końca,
ten będzie zbawion.
Więzień wsparty na oknie; spi
ANIOŁ STRÓŻ
- Niedobre,nieczułe dziecię!
- Ziemskie matki twej zasługi,
- Prośby jej na tamtym świecie
- Strzegły długo wiek twój młody
- Od pokusy i przygody:
- Jako róża, anioł sadów,
- We dnie kwitnie, w noc jej wonie
- Bronią senne dziecka skronie
- Od zarazy i owadów.
- Nieraz ja na prośbę matki
- I za pozwoleniem Bożem
- Zstępowałem do twej chatki,
- Cichy, w cichej nocy cieniu:
- Zstępowałem na promieniu
- I stawałem nad twym łożem.
- Gdy cię noc ukołysała,
- Ja nad marzeniem namiętnym
- Stałem jak lilija biała,
- Schylona nad źródłem mętnym.
- Nieraz dusza mnie twa zbrzydła,
- Alem w złych myśli nacisku
- Szukał dobrej, jak w mrowisku
- Szukają ziamek kadzidła.
- Ledwie dobra myśl zaświeci,
- Brałem duszę twą za rękę,
- Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci,
- I śpiewałem jej piosenkę,
- Którą rzadko ziemskie dzieci
- Słyszą, rzadko i w uśpieniu,
- A zapomną w odecknieniu.
- Jam ci przyszłe szczęście głosił,
- Na mych rękach w niebo nosił,
- A tyś słyszał niebios dźwięki
- Jako pjanych uczt piosenki.
- Ja, syn chwały nieśmiertelnej,
- Przybierałem wtenczas postać
- Obrzydłej larwy piekielnej,
- By cię straszyć, by cię chłostać?
- Tyś przyjmował chłostę Boga
- Jak dziki męczarnie wroga.
- I dusza twa w niepokoju,
- Ale z dumą się budziła,
- Jakby w niepamięci zdroju
- Przez noc całą męty piła.
- I pamiątki wyższych światów
- W głąb ciągnąłeś, jak kaskada,
- Gdy w podziemną przepaść wpada,
- Ciągnie liście drzew i kwiatów.
- Natenczas gorzko płakałem,
- Oblicze tuląc w me dłonie;
- Chciałem i długo nie śmiałem
- Ku niebieskiej wracać stronie,
- Bym nie spotkał twojej matki;
- Spyta się: "Jaka nowina
- Z kuli ziemskiej, z mojej chatki
- Jaki sen był mego syna?"
WIĘZIEŃ
budzi się strudzony i patrzy w okno - ranek
- Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
- Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozsiejesi,
- Kto z tych gwiazd tajnie przyszłej drogi twej wyczyta!
- "Zaszło słońce", wołają astronomy z wieży,
- Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;
- Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży,
- Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada.
- Przebudzą się bez czucia, jak bez czucia spali -
- Nie dziwi słońca dziwna, lecz codzienna głowa;
- Zmienia się blask i ciemność jako straż pułkowa;
- Ale gdzież są wodzowie, co jej rozkazali?
- A sen? - ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,
- Życie duszy, czyż nie jest warte badań ludzi!
- Któż jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!
- Trwoży się człowiek śpiący - śmieje się, gdy zbudzi.
- Mędrcy mówią, że sen jest tylko przypomnienie -
- Mędrcy przeklęci!
- Czyż nie umiem rozróżnić marzeń od pamięci?
- Chyba mnie wmówią, że moje więzienie
- Jest tylko wspomnienie.
- Mówią, że senne czucie rozkoszy i kaźni
- Jest tylko grą wyobraźni; -
- Głupi! zaledwie z wieści wyobraźnią znają
- I nam wieszczom o niej bają!
- Bywałem w niej, zmierzyłem lepiej jej przestrzenie
- I wiem, że leży za jej granicą - marzenie.
- Prędzej dzień będzie nocą, rozkosz będzie kaźnią,
- Niż sen będzie pamięcią, mara wyobraźnią.
kładnie się i wstaje znowu - idzie do okna
- Nie mogę spocząć, te sny to straszą, to ludzą:
- Jak te sny mię trudzą!
drzemie
DUCHY NOCNE
- Puch czarny, puch miękki pod głowę podłożmy,
- Śpiewajmy, a cicho - nie trwożmy, nie trwożmy,
DUCH Z LEWEJ STRONY
- Noc smutna w więzieniu, tam w mieście wesele,
- U stołów tam muzyki huczą;
- Przy pełnych kielichach śpiewają minstrele,
- Tam nocą komety się włóczą:
- Komety z oczkami i z jasnym warkoczem.
Więzień usypia
- Kto po nich kieruje łódź w biegu
- Ten zaśnie na fali, w marzeniu uroczem,
- Na naszym przebudzi się brzegu.
ANIOŁ
- My uprosiliśmy Boga,
- By cię oddał w ręce wroga.
- Samotność mędrców mistrzyni.
- I ty w samotnym więzieniu,
- Jako prorok na pustyni,
- Dumaj o twym przeznaczeniu.
CHÓR DUCHÓW NOCNYCH
- W dzień Bóg nam dokucza, lecz w nocy wesele
- W noc późną próżniaki się tuczą
- I w nocy swobodniej śpiewają minstrele
- Szatany piosenek ich uczą.
- Kto rana myśl świętą przyniesie z kościoła
- Kto rozmów poczciwych smak czuje
- Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła
- Noc-wąż w ustach smaki zatruje:
- Śpiewajmy nad sennym, my, nocy synowie
- Usłużmy, aż będzie nam sługą.
- Wpadnijmy mu w serce, biegajmy po głowie,
- Nasz będzie - ach, gdyby spał długo!
ANIOŁ
- Modlono się za tobą na ziemi i w niebie
- Wkrótce muszą tyrani na świat puścić ciebie.
WIĘZIEŃ
budzi się i myśli
- Ty, co bliźnich katujesz, więzisz i wyrzynasz
- I uśmiechasz się we dnie, i w wieczór ucztujesz,
- Czy ty z rana choć jeden sen twój przypominasz,
- A jeśliś go przypomniał, czy ty go pojmujesz?
drzemie
ANIOŁ
- Ty będziesz znowu wolny, my oznajmić przyszli.
WIĘZIEŃ
budzi się
- Będę wolny? - pamiętam, ktoś mi wczora prawił;
- Nie, skądże to, czy we śnie? czy Bóg mi objawił?
zasypia
ANIOŁOWIE
- Pilnujmy tylko, ach, pilnujmy myśli,
- Między myślami bitwa już stoczona.
DUCHY Z LEWEJ STRONY
- Podwójmy napaść.
DUCHY Z PRAWEJ
- My podwójmy straże.
- Czy zła myśl wygra, czy dobra pokona,
- Jutro się w mowach i w dziełach pokaże;
- I jedna chwila tej bitwy wyrzeka
- Na całe życie o losach człowieka.
WIĘZIEŃ
- Mam być wolny - tak! nie wiem, skąd przyszła nowina,
- Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina.
- Łotry zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,
- Ale wtłoczą na duszę -- ja będę wygnany!
- Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie,
- Ja śpiewak, - i nikt z mojej pieśni nie zrozumie
- Nic - oprócz niekształtnego i marnego dźwięku.
- Łotry, tej jednej broni z rąk mi nie wydarły,
- Ale mi ją zepsuto, przełamano w ręku;
- Żywy, zostanę dla mej ojczyzny umarły,
- I myśl legnie zamknięta w duszy mojej cieniu,
- Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu.
wstaje i pisze węglem z jednej strony
- D. O. M.
- GUSTAVUS
- OBIIT M.D. CCC. XXIII
- CALENDIS NOVEMBRIS
(z drugiej strony)
- HIC NATUS EST
- CONRADUS
- M. D. CCC. XXIII
- CALENDIS NOVEMBRIS
wspiera się na oknie - usypia
DUCH
- Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
- Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
- Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
- I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
- Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
- Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
- Tak czekają twej myśli - szatan i anioły;
- Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
- A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
- I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz.
- Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,
- Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.