Do mego brata Ludwika

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Do mego brata Ludwika • Cyprian Kamil Norwid
Do mego brata Ludwika
Cyprian Kamil Norwid

 Na pismo moje -- garść obcego piasku,
 Na północ wiele, wiele rzucam myśli...
 Żeby ci posłać cały świat w obrazku
 I uogólnić, co się dniowo kré śli:
 To z ziemi, którą ujuczyłem głoski,
 Z onego pisma mało--większej wagi
 I z onych myśli, co, jak atom Boski,
 Zdają się ciemne żegnać sarkofagi --
 Przez ludzki nałóg glob utoczę drobny
 I puszczę na świat -- niechby wrzał, osobny.
 
 Atomów władcy, marzeń wodze nikłych,
 Z dzielnicy naszej cieszmy się i rządźmy;
 Nadzwyczajnego wiele jest u zwykłych,
 Popatrzmy w niebo, tam górnymi bądźmy,
 A ręce w zwyczaj ujarzmiwszy -- prządźmy...
 
 Na wielką ucztę do górnego sklepu,
 Mało jest, kto by wszedł jak Elias prorok;
 Płomiennej osi nie z onego szczepu,
 Co wiosna rodzi, zima trzebi co rok,
 Lecz z tego krzesać, rosnącego w jasność,
 Co Panu winien, że nie może zgasnąć.
 
 Bo nie zginęło żadne utęsknienie,
 I żadna boleść nie przewiała marnie,
 I żaden uśmiech błahy nieskończenie --
 Jest taki anioł, co skrzydłami garnie
 I śmiech, i boleść, i to niedotkliwe
 Człowieka chaos bierze w dłoń jak żywe.
 
 A droga taka jest na wieżę życia,
 Że wiele szczeblów idzie coraz wiotszych,
 Jaśniejszych coraz, przeźroczystszych, złotszych,
 Jak różne sny są, różne serca bicia:
 A który szczebel dłonią witasz chciwie
 I obłokowe widzisz w nim widziadło --
 Nogami zdepczesz, stojąc na łuczywie,
 Bo już ci skrzepło, w rzecz się ścięło -- zbladło.
 
 To rzeczy dola -- wielem widział rzeczy...
 Młodości dola... sny kochałem ciemne;
 Z tych jedne były mdłe i nic do rzeczy,
 Jak kwiaty drugie, lekkie i nadziemne,
 O trzon łodygi wyższe kału. Z mleczy,
 Co po urwaniu perłą wzeszły białą,
 Mniemałem słodycz wyssać -- jakże mało!
 
 A jam się otruł... wiesz, że byłem struty?
 (Wspomnienie równą ma trucizny siłę.)
 Co teraz powiem, będzie złe i zgniłe,
 I szkieletowe jako ptak zepsuty,
 Co z nieba zleciał wietrznym zwiany słupem
 I we mrowisku się przewala -- trupem.
 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 
 Z miłości szydzić, mszcząc się na uczuciu,
 Albo teorii kilka zimnych złożyć,
 Jak kilka głazów na bożnicę Psuciu,
 I młode serce ziębić lub ubożyć --
 To jeszcze kochać, jeszcze być zalotnym!
 A czemu nie chciał Boski ogień służyć,
 Starać się iskrą lub płomykiem błotnym
 W niewiadomości ciemnych dróg przedłużyć...
 
 Lecz być wesołym, ile ludziom wolno,
 I tyle smutnym, ile ludzie muszą;
 I widzieć jasno, jak tę różę polną
 Dla kilku kłosów nieobacznie kruszą,
 I jeszcze mniemać, wierzyć, że tak muszą...
 
 (Do świata, który-ć obiecałem stworzyć,
 Był piasek listu, myśl i przestrzeń drogi,
 Lecz mógłżem sądzić, że łzę trzeba włożyć
 Dla prawdziwości bytu czy przestrogi?)
 
 Mówiono do mnie: "Szczęście na tym świecie
 Wtedy jest tylko, gdy nieszczęścia nié ma."
 Odpowiedziałem: "Czymże słońce w lecie,
 Co otwartymi patrzy w świat oczyma?
 Czy to jest doba, kiedy cieniu nié ma?"
 
 Mówiono do mnie, acz innymi słowy:
 Że z zapomnienia byt powstaje nowy.
 O słodki bycie! -- w szczęścia niepamięci,
 Kiedy się tobie przypatruję bliżej,
 Ty -- bez uczucia, wolny trosk i chęci --
 Zdajesz się wszego człowieczeństwa wyżej;
 
 Jeżeli jesteś -- jeżli czuwasz?... bycie!
 Co ani zbawić, ani umiesz zdradzić,
 Dlaczegoś stanął na doświadczeń szczycie,
 By nie umierać z nami -- ale radzić.
 
 Przeklęte rady!...
 Jeszcze, jeszcze -- może
 I na tej ziemi, choć jest kału stekiem,
 Znajdzie się kilka rzeczy wielkich: morze
 I to, co mędrcy nazywają -- wiekiem,
 I pączek róży, wreszcie grób, a przed nim
 Wszystko, co śmiesznym zowią i powszednim,
 I to, co wielkie nosi imię, wszystko!
 I cała ziemia wielką jest artystką.
 
 Artyzmu ziemi byłem zwolennikiem,
 Na wielkie morze i dziś patrzeć lubię,
 Na pączek róży także -- lubo z nikim --
 I w doczesności się pijanej gubię,
 Nie śmiejąc wiekiem nazwać -- i osądzić,
 Że taki ogrom czasu można -- błądzić.
 
 A w grobie moim widzę podobieństwo...
 Bo jakże mało będzie ze mnie: popiół,
 Ni to radości godła, ni męczeństwo,
 Ni tego słowa nad grobowcem: dopiął!
 Ni róży polnej -- nic, krom jednej z wiela
 Tajemnic Pańskich: znaku Zbawiciela.
 
 Ludwiku! Tobie zwykłem był spowiadać
 Niedokończonych mar ogromne dzieje!
 Widziałeś skrzydła -- przyszło mi upadać,
 Lecz jeszcze upaść nie jest czas -- i dnieje --
 I widzę obłok z runem bardzo białym,
 Jeżeli ten jest -- Bracie! -- będę stałym.
 
 Jak mało rzeczy pewnych jest na ziemi,
 Na każdą słodycz można rzucić prochy,
 Na boleść -- trudniej, lecz się złączy z niemi.
 Obiedwie córy z jednejże macochy,
 I obie ku nam lecą z uściśnieniem,
 Jak pokrewieństwo -- czym? --niezrozumieniem.
 
 A jednak ziemi kląć nie będę wcześnie,
 Stanę się dla niej, czym się dla mnie stała;
 Nie jestem duchem, więc się czasem weśnię,
 I kilka moich dni odrobię z ciała,
 Z umiejętności tak kosztownej -- trudu,
 Co ludziom wschodzi, kwitnie mimo ludu.
 
 Że w rzeczach, które człowiek przedsiębierze,
 Jest pewna cząstka, pewny cień własności,
 To moją będzie -- myśl o zgasłym wierzę;
 Bo odwyknąłem w szczęście mieć ufności,
 Bo z wiarą w jesień, tym północy godłem,
 Na każdy listek patrzę...
 ...bo się zwiodłem!
 
 Co tobie powiem i co właśnie piszę,
 Co ukleconym zowię sfer obrotem,
 To jeszcze starczy na czas, nim usłyszę
 Anioła wielkim mówiącego grzmotem.
 -- I dnie opuszczać będę, jak klawisze,
 Kiedy je smutny dotknął z nawyknienia,
 A nie śmie ciszy zbudzić -- i -- cierpienia.