Do Ludwika Norwida

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Do Ludwika Norwida • Juliusz Słowacki
Do Ludwika Norwida
Juliusz Słowacki

 Wracają dla nas piękne Chrystusowe
 Gwiazdy, a razem korony cierniowe;
 Więcże to ciebie, Ludwiku, zasmuca,
 Że tam ktoś czapki przed tobą nie zrzuca.
 A jać powiadam: niechaj cię to cieszy,
 Żeś wyszedł z ludzi pospolitych rzeszy,
 Gdzie dobry złego rad nazywa panem
 I czci ukłonów fałszywym liczmanem.
 Źli ludzie, pełni zabójczego szału,
 Złości i żółci, uznali konieczność
 Postawić zimną między sobą sprzeczność,
 Jakoby ścianę z grubego kryształu:
 A tak się widzą i czczą dla zabawki,
 Jak napełnione woniami karafki,
 Które na drogę kupcy zaszpuntują:
 Bo tylko widzą, ale się nie czują.
 Gdzie ręka ukłon przez wiatry posyła,
 Jeszcze tam z dłoni w dłoń nie przejdzie siła.
 Lepiejże, bracie, żeś uderzył śmiało,
 A w gwiazdę się szkło rozbiło, spękało,
 Bo teraz zawsze powie ci sumienie,
 Które miłością będzie pozdrowienie,
 A złe zobaczysz twarze nie zakryte
 Tych, którzy cię klną za zwierciadło zbite,
 Które je dzieli, ale nie zasłania —
 Stąd idą zimne bez łez pożegnania,
 Śluby bez ducha — bez serca przyjaźnie,
 Odwaga na świat wyjść poważny — w błaźnie,
 Ta sama w podłym i w szpiegu odwaga;
 Bo kto nie daje nic — mało wymaga.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.