Cyd albo Roderyk/Akt trzeci
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←Akt wtóry | Cyd albo Roderyk Akt trzeci Pierre Corneille |
Akt czwarty→ | |
| Tłumaczenie: Jan Andrzej Morsztyn. |
[edytuj] Scena pierwsza
Roderyk, Elwira
ELWIRA
Rodryku, cóż tu robisz? Co tu chcesz, nieboże?
RODERYK
Szukam nieszczęściu końca, który tu być może.
ELWIRA
Ale skąd ci ta śmiałość, że tu swą osobą
Przychodzisz w dom, któryś sam napełnił żałobą?
Czy chcesz jeszcze i duszę hrabie wygnać z domu?
Cóż? Czyś go nie ty zabił?
RODERYK
Bez wiecznego sromu
Nie mogła moja ręka nie skrócić mu życia.
ELWIRA
Lecz szukać swego w domu niechętnym ukrycia
Kto kiedy winny myślił? I co to za sprawa?
Kto kiedy mężobójcą stawił się do prawa?
RODERYK
Nie dziwuj mi się więcej ani mi patrz w oczy;
Śmierci pragnę, com ją dał, i czekam ochoczy.
Dekret mi pisze miłość, Chimena jest sędziem;
Póki się gniewa, póty śmierci godni będziem.
I to mnie tu przygnało, abym przyjął z dzięką
Skazanie na śmierć z jej ust, śmierć samę jej ręką.
ELWIRA
Uciekaj raczej przed nią, bój się jej urazy!
Nie nacieraj na pierwsze żalu z gniewem razy!
Wynidź z domu! Bytność twa, jako ogień plewy,
Podżarzy popędliwość, podpali jej gniewy.
RODERYK
Nie, nie, nie może ona, niech się, jak chce, stawia,
Nazbyt mi być surową, czynić mi bezprawia.
Ja dokażę, czegom chciał, jeżeli z tej miary
Rozżarzę i do prędszej pobudzę ją kary.
ELWIRA
Chimena jest u dworu, skąd ją odprowadzi
I połowica dworu, i zgraja czeladzi.
Wynidź! Wynidź! Cóż rzeką widząc cię tu ludzie
O zmyślonej Chimeny w żalach jej obłudzie?
Czy chcesz, żeby rzekł język uszczypliwej mowy,
Że z mordercą ojcowskiej ma przewodnią głowy?
Przydzie prędko; już idzie. Choć dla plotek dworu
Skryj się Rodryku, i miej pieczą jej honoru.
(Kryje się)
[edytuj] Scena wtóra
Elwira, Chimena, Snakty
SANKTY
Tak jest, słuszny jest twój gniew; i płacz sprawiedliwy
Wyciąga, żeby nie był winowajca żywy.
Ja też nie chcę słownymi wywody tam zmierzać,
Żebym miał żal twój cieszyć i gniewy uśmierzać.
Ale jeślim ci służyć i godny, i zdolny,
Skarz, proszę, przez broń moję postępek swawolny,
Zażył miłości mojej na pomstę, a wszędzie
Za twoim rozkazaniem sił ręce przybędzie.
CHIMENA
Nieszczęsnaż ja!
SANKTY
Chciej zażyć, proszę, mojej broni.
CHIMENA
Uraziłabym króla, który mnie sam broni.
SANKTY
Sprawiedliwość więc zwykła iść tak chromym krokiem,
Że winny ze wszystkiego wyjdzie przed wyrokiem.
Leniwa to jest pomsta, nadgroda wątpliwa,
Krótsza droga ta, którą miłość ma odkrywa.
Dozwól tylko pod twoim imieniem ci służyć.
CHIMENA
Ostatni to ratunek, lecz kiedy go użyć
Przyjdzie i jeśli twoja chęć się k'temu skłoni,
Wolno-ć będzie za moję krzywdę dobyć broni.
SANKTY
Najwyższe moje szczęście, którego nadzieją
Serce się cieszy i me zamysły się śmieją.
[edytuj] Scena trzecia
Chimena, Elwira
CHIMENA
Terazem sobie wolna i mogę-ć na woi
I bezpiecznie wynurzyć, co mię w sercu boli,
Mogę otworzyć i łzom, i wzdychaniu wrota,
Mogę-ć nie taić myśli i gruntu kłopota.
Ociec mój legł, Elwiro, i Rodryk na probę
Męstwa swego tak znaczną obalił osobę.
Płaczcie, płaczcie, me oczy, zmieńcie się w krynicę!
Połowa zdrowia mego drugą połowicę
W grób wprawiła i każe, żebym pomstę brała
Dla tej, której już nie mam, z tej, co mi została.
ELWIRA
Racz się uspokoić!
CHIMENA
Ach, jakoż twojej rady
Trudno zażyć podczas tak śmiertelnej zawady!
Jako się uspokoić i wyniść z tej męki,
Kiedy mi tak ojca żal, jak i winnej ręki?
I co za nadzieja w tym z żalami przymierzu,
Gdy czyniąc o mord prawem, kocham się w morderzu?
ELWIRA
Kochasz się w nim? A on ojca-ć własnego morduje!
CHIMENA
Małom rzekła, że kocham, cale mi panuje.
Miłość gniewy me tłumi i bierze im siły;
Ten, co mi winny, tenże sercu memu miły,
I czuję, choć się pomsta w kolerę ubiera,
Że się Rodryk w mym sercu znowu z ojcem ściera;
Przycina, sztychy daje, składa, ustępuje,
Raz mocny, drugi słaby, trzeci tryumfuje.
Ale w tej twardej bitwie pomsty i miłości,
Choć serce w podział idzie, rozum jest w całości;
I choć miłość zażywa ze mną swojej siły,
Zmysły me z powinności toru nie zbłądziły.
Miłość sercem, rozumem kierują urazy:
Rodryk mi miły, żal mi, że padł na te razy,
Serce me za nim mówi; lecz na ten jad skryty
Pomnię dobrze, żem córką, że ociec zabity.
ELWIRA
To z nim myślisz do prawa?
CHIMENA
Ach, okrutne myśli
I srogie prawo, które powinność wymyśli!
Na gardło następuje, a wygrać się boję;
Chcę go stracić, a z jego śmiercią złączę swoję.
ELWIRA
Porzuć, porzuć tę zrzędę i myśli okrutne
Ani się prawu w łyka podawaj tak smutne.
CHIMENA
Jako! Ociec mój skonał i krew pomsty woła,
A nieszczęśliwa córka mścić się jej nie zdoła?
I serce, ułowione w miłosne obierży,
Inszej pomsty nad słabe płacze nie odzierży?
Ach, nie daj tego, Boże! Ta miłość, zdrajczyni,
Cnoty mojej milczeniem gnuśnym nie obwini.
ELWIRA
Wierz mi, panno, że-ć każdy przebaczy bez zwłoki,
Że sobie zdrów zachowasz klejnot tak wysoki,
Takiego kawalera. Twa skarga jest świadkiem
Przed królem twojej pomsty. Daruj go ostatkiem,
Nie następuj i nie bądź na swe złe upartą.
CHIMENA
Jeśli wolną przymówek sławę i otwartą
Chcę mieć, muszę tak czynić i ta twoja rada
Wstyd z sobą niesie, choć jej miłość słucha rada.
ELWIRA
Ale przecię w Rodryku kochasz, choć go winisz.
CHIMENA
Prawda.
ELWIRA
Cóż na koniec z nim i z sobą uczynisz?
CHIMENA
Uspokajając sławę i żalów potęgę,
Nastąpię nań, zgubię go, a potem polęgę.
[edytuj] Scena czwarta
Roderyk, Chimena, Elwira
RODERYK
Więc dalej, nie odwłaczaj tej chwalebnej chluby,
Nasyć się i krwią moją, i chwałą mej zguby!
CHIMENA
Elwiro, cóż to widzę? Cóż się dzieje ze mną?
Roderyk w domu moim? Roderyk przede mną?
RODERYK
Nie oszczędzaj krwie mojej i dla swej zapłaty
Uciesz się z swojej pomsty, uciesz z mojej straty!
CHIMENA
Ach!
RODERYK
Słuchaj mię!
CHIMENA
Umieram!
RODERYK
Tylko pół kwatery
CHIMENA
Daj mi pookój, niech umrę!
RODERYK
Tylko słowa cztery!
Potem chyba tą szpadą daj mi odpowiedzi.
CHIMENA
Ach, tą szpadą, która krew ojca mego cedzi!
RODERYK
Moja Chimeno!
CHIMENA
Schowaj tę broń, która oczy
Żałobi, kiedy z złości twej krwią moją broczy.
RODERYK
Owszem, patrz na nię, abyś gniew swój tym goręcej
Podżegła i karanie wzięła ze mnie pręcej.
CHIMENA
Ach, krew swą na niej widzę!
RODERYK
Ponurzże ją w mojej
I omyj; niech odmieni tę farbę krwie twojej.
CHIMENA
Ach, okrutnyś, że prędkim jednego dnia skokiem
Ojca bronią zabijasz, a córkę widokiem!
Skryj to żelazo mokre mordem mego ciała;
Zabijasz mię, a prosisz, żebym cię słuchała.
RODERYK
Czynię, co każesz, ale nie składam z tą bronią
Chęci skończyć ten żywot twą ręką i dłonią;
Nie czekaj bowiem, abym, twą miłością struty,
Miał szukać z dobrej sprawy sromotnej pokuty.
Ręka rodzica twego niezmazaną bliznę
Na ojca mego była włożyła siwiznę;
Wiesz sama, jako musi pogębek obchodzić,
Zniewagi takiej trudno inaczej pogodzić.
Nią będąc przyciśniony, bez wszelkiego sporu
Musiałem bronić swego ojca i honoru.
Nie ganię sobie tego, com czynił, i gdyby
czynić to jeszcze trzeba, czyniłbym bez chyby.
Prawda to, że miłość ma długo i nieskromnie
Stawała przeciw ojcu memu, przeciwko mnie;
Osądź stąd, jak jest silna, kiedy w takim razie
Dla niej zapomniałem prawie o urazie,
I chociaż ją zwyciężył respekt sławy chciwy,
Wstrzymywałem swą rękę i gniew popędliwy,
Tłumiłem chęć wygranej, co mi serce bodła,
I pewnie by twa gładkość już była przewiodła,
Gdybym się był jej władzy mocno nie zasłonił,
Że cię niegodzien, który swej czci nie obronił,
Że jakoś się kochała we mnie, gdym był cały
Na poczciwem, wraz by z nim łaski twe ustały,
I że słuchać miłości i być jej powodnym,
Byłbym twych i afektów, i zdania niegodnym.
Toż i teraz powiadam, i aż do wytchnienia
Też we mnie myśli będą i też rozumienia:
Uraziłem cię; broni musiałem w tym użyć,
Żeby być bez sromoty i godnym ci służyć;
Ale sławie i ojcu uczyniwszy dosyć,
Ciebie teraz nadgrodą słuszną chcę przeprosić:
Przynoszę-ć chętnie swoję krew, którąm ci winien.
Zrobiłem, com powinien, czynię, com powinien,
I wiedząc, że śmierć ojca budzi cię do kary,
Nie chciałem ci przysłusznej umykać ofiary:
Dobijże i zarzęż mię przy ojcowskim grobie,
Kiedy sprawę mej ręki za sławę mam sobie.
CHIMENA
Ach, Rodryku, prawda to, że-ć ganić nie mogę,
Żeś miał o dobre imię tę pieczę i trwogę,
I chociam urażona, serce me w tej chwili
Nie tak cię wini, jako na nieszczęście kwili.
Wiem dobrze, że po takiej niezmiernej zniewadze
Męskie serce powinno nic nie kłaść na wadze.
Czyniłeś, coś powinien, lecz to, coś dla ludzi
Czynił, jest mi nauką; do tegoż mię budzi
Twe nieszczęśliwe męstwo: przez swoję wygraną
Czyta mi i wspomina powinność stroskaną.
Twa ręka mścić się ojca, bronić sławy bieży;
Taż mnie pomsta, taż sławy obrona należy.
Ach, sam mię tylko twój wzgląd wiedzie do rozpaczy!
Gdyby mię była insza ręka w ten żebraczy
Kir ubrała i ociec zginął bez twej winy,
W tobie bym swoich żalów znalazła jedyny
Ratunek i nie tak bym ciężkie serce miała,
Gdyby kochana ręka łzy me ocierała.
Ale teraz w tym jest stan mój najnieszczęśliwszy,
Że i ciebie mam stracić, ojca już straciwszy,
I stąd się toczy z oczu płaczu zdrój bogaty,
Że sama chodzić muszę koło twojej straty.
Nie czekaj bowiem, abym, twoją będąc zdjętą
Miłością, rzucić miała pomstę rozpoczętą.
choć nasze spólne mówią za tobą pochodnie,
Muszę się wielkim sercem zrównać z tobą godnie:
Tyś się mnie godnym ciężką pokazał mnie sprawą,
Ja żem cię godna, ujrzy świat przez twą śmierć krwawą.
RODERYK
Nie okładajże dalej. A iż moją głową
Ludziom masz gębę zatkać, tu ją masz gotową.
Uczyń nią dosyć sobie, uczyń swoje zdanie,
Smaczny mi będzie ten raz i na śmierć skazanie.
Czekać na prawo, gdzie więc rozprawa leniwa,
Sławy-ć przez to ubędzie, mnie męki przybywa.
Szczęśliwym, gdy z twej ręki pożegnam się z światem.
CHIMENA
Daj mi spokój; jam twoją stroną,a nie katem,
Choć mi kark twój podajesz, ja nie mam nań prawa.
Tobie obrona głowy, a mnie o nię sprawa
Przynależy; ani ty masz mi ją darować
I ja cię nie mam karać, ale następować.
RODERYK
Choć nasze spólne ze mną proszą cię pochodnie,
Ty się masz wielkim sercem równać ze mną godnie;
Ale chcieć cudzej ręki zażyć w tej przygodzie,
Jest to, wierz mi, Chimeno, pozostać w zawodzie[90].
Jam własną ręką mścił się ojca, gdy zelżony,
Ty własną ręką mścij się ojca z twojej strony.
CHIMENA
Okrutny, cóż ci po tym niewczesnym uporze?!
Tyś się mścił bez posiłków, a mnie chcesz mieć w sforze!
Nie chcę dzielić mej sławy z tobą za tym składem,
Zdołam sama zemścić się idąc twym przykładem.
Honor mój i ociec mój twej miłości ani
Twojej rozpaczy nie chcą być obowiązani.
RODERYK
Ciężka sporka o sławę! Tak-że na tym stanie,
Że odmówisz tej łaski, odwłócząc karanie?
Dla ojca, co nie żyje, dla naszej miłości
Daj mi śmierć lub jak pomstę, lub jako z litości!
Stradnego sługę twego mniej z twojej zaboli
Umrzeć ręki niż konać w niełasce powoli.
CHIMENA
Ach, nie mam cię w niełasce!
RODERYK
Powinnaś.
CHIMENA
Nie mogę.
RODERYK
Tak lekce puścisz ludzkie języki w odłogę?
Gdy się dowiedzą, że cię dawny ogień piecze,
Czegóż zazdrość nie zmyśli, kłamstwo nie wyrzecze?
Każ im milczeć mą śmiercią i, nie bawiąc wiele,
Ukontentuj twą sławę i nieprzyjaciele.
CHIMENA
Tym jaśniejsza ma sława, że-ć daruję zdrowie.
Tym samym zatkam gębę wszelakiej obmowie,
Gdy mię i zazdrość sama, żałując, pochwali,
Wiedząc, że prawo wiodę choć mię miłość pali.
Idź sobie precz! Niech się więcej widokiem nie suszę
Tego, co szczerze kocham, a co stracić muszę.
A wynidź potajemnie z nieszczęsnego domu,
żebyś nie dał pochopu do plotek nikomu.
Gdyby cię tu widziano, język uszczypliwy
Mógłby na mą ohydę zmyślić troje dziwy.
Nie życz, żeby dla ciebie miano mię w czym winić.
RODERYK
Ach, niech umrę!
CHIMENA
Idź już precz!
RODERYK
A cóż myślisz czynić?
CHIMENA
Nie patrząc na te, co mój gniew tłumią, płomienie,
Wszystką siłą nastąpię na twe potępienie!
Lecz choć uchybię twardej powinności rządu,
Ta jest ma wszystka żądność: nie wygrać u sądu.
RODERYK
O cudowna miłości!
CHIMENA
Ale nieszczęśliwa!
RODERYK
O, jak wzgląd ojców naszych łzami nas obléwa!
CHIMENA
Roderyku, kto to myślił?
RODERYK
Chimeno, kto wierzył?
CHIMENA
Że Bóg bliskiemu szczęściu krótki czas zamierzył!
RODERYK
I że nasze nadzieje, gdy najlepiej trwały,
Miały się rozbić w porcie o ukryte skały!
CHIMENA
O żalu!
RODERYK
O daremne skargi w tym odmęcie!
CHIMENA
Idź precz! Już cię nie słucham. Idźże już, proszę cię!
RODERYK
Bądź łaskawa. Ja żywot mój powlekę smutnie,
Aże mi go przez prawo twe staranie utnie.
CHIMENA
Jeżeli to otrzymam, daję-ć na to słowo,
Że po tobie minuty żyć nie będę zdrowo.
Bądź mi łaskaw, wynidź, a strzeż, by cię nie widziano.
ELWIRA
Jakimkolwiek nas z nieba nieszczęściem zachwiano...
CHIMENA
Daj mi pokój! Niechaj mych łez nie każdy słyszy!
Pójdę szukać wygodnej mym lamentom ciszy.
[edytuj] Scena piąta
DIEGO
sam
Nigdy nam niebo łaski nie pokaże szczerze
I nietrwałe z troskami mamy tu przymierze;
Zawsze najwyższą radość, otwarte wesele
Żal nam jaki przewije, frasunek prześciele.
Wśród szczęścia mego i ja też mam troskę swoję;
W radości pływam, a wraz aż drżę, co się boję.
Napasłem śmiercią hrabi moje oczy mściwe,
Ale tego nie mogę widzieć, co me siwe
Lata zaszczycił: chociaż, ile mój wiek stary
Zniesie, szukam go pilno, już mi prawie pary
Nie staje i zbieganą ledwie wlokę nogę,
A żadnej o nim powziąć nowiny nie mogę.
często w tym nocnym cieniu jako omamiony
Widzę go rzekomo, często chętnymi ramiony
Wiatr ściskam miasto niego; a te same myłki
Strachem mię przerażają do ostatniej żyłki.
Nikt mię, kędy się schronił, gdzie skrył, nie upewni;
Wiem, że potężni hrabie zabitego krewni,
Więc i czeladź domowa myślą o zemszczeniu.
Ach, Rodryk pewnie w grobie już albo w więzieniu!
O Boże, ale jeśli nie mylę się znowu,
Widzę go - czy też marę nocnego obłowu?
On jest; nie wątpmy więcej. Wysłuchane modły
Odegnały frasunek, a radość przywiodły.
[edytuj] Scena szósta
Diego, Roderyk
DIEGO
Rodryku, wżdy-ć na koniec niebo mi cię wraca!
RODERYK
I z zwycięstwem: ale, ach, smętna moja praca!
DIEGO
Niech sobie pierwej wytchnę, niż cię pocznę chwalić.
Dzielność ma nie może cię dziedzictwa oddalić,
Dobrześ jej naśladował i twa sławna siła
Twe krewne bohatyry dziś w tobie wskrzesiła:
Pokazałeś, żeś synem moim, żeś ich wnukiem.
Ta pierwsza próba, gdyś się zdał w męstwie nieukiem,
Równa się dziełom moim i na przykład młodzi
Jednym sztychem sławy mej wysokiej dochodzi.
Podporo mej starości, rado na kłopoty,
Dotknij się tej siwizny wolnej od sromoty!
Pocałuj ten policzek i obacz tę skronią,
Z której wieczną zniewagę zmyłeś swoją bronią.
RODERYK
Ojcze, sam sobie dziękuj! Będąc twoim synem
Nie mogłem ci podlejszym oświadczyć się czynem.
Cieszę się, że odwaga pierwsza tak sowicie
Tobie się podobała, któryś mi dał życie.
Ale nie miej za złe, że w tej wszytkiej ozdobie
Sobie też chcę uczynić dosyć, choć po tobie.
Nie gniewaj się, że rozpacz serce mi rozsadzi.
Twa pochwała me sprawy nazbyt długo gładzi.
Nie żal mi, żem zniewagę dla ciebie zapłacił,
Ale oddaj[98] mi, ojcze, com dla ciebie stracił.
Moja ręka, na pomstę twoję uzbrojona,
Mnie samemu sztych dała, którym serce kona.
Nie mów mi nic: wszystkiem ci już zapłacił długi
Synowskie, duszę dla twej straciwszy usługi.
DIEGO
Więcej-eś jeszcze sprawił tak wystawiwszy mię:
Jam ci tylko żywot dał, ty mnie dobre imię;
A że sława wprzód chodzi, żywot na ostatku,
Przyznawam, żem ci winien jeszcze coś w przypadku.
Lecz niech w tak mężnym sercu słabość się nie ściele:
Jeden tylko jest honor, a panien tak wiele.
Honor jest powinnością, a miłość zabawą.
RODERYK
Cóż to mówisz?
DIEGO
Co słuszna i co prawdą prawą.
RODERYK
Pokazałem, że u mnie honor niezmazany,
A ty mnie do sromotnej chcesz przywieść odmiany!
Tak kawaler bez serca, jak sługa bez wiary
W równej to są osławie, godni równej kary.
Nie ucz wierności mojej tej z sercem włóczęgi,
Niech będę mężny, ale bez krzywej przysięgi;
Trwalsze są moje związki, nikt ich nie zachwieje,
I w cale chowam miłość, choć nie mam nadzieje,
I nie mogąc Chimeny ni mieć, ni porzucić,
Wolę śmierć niż rozpaczą śmiertelną się smucić.
DIEGO
Jeszcze nie czas żegnać się z światem i umierać:
Król i ojczyzna ręką twoją chcą się wspierać.
Okręty afrykańskie prawie na twe szczęście
Podstąpiły pod miasto, plądrują przedmieście
I Murzyn, morską wodą wniesiony w port nocą,
Na mury się nastąpić zbiera wszytką mocą.
Dwór się w tym bardzo zmieszał, ludzie się strwożyli,
Wrzask wszędzie, a biała płeć żałobliwie kwili.
Podczas tej zawieruchy i tego pogromu
Zastałem pięćset człeka, przyjaciół mych, w domu,
Którzy wiedząc mój despekt i co mię potkało,
Zbiegli się byli, chcąc się mścić krzywdy mej śmiało;
Tyś ich uprzedził, ale jam jest w tej otusze,
Że lepiej ręce wprawią w afrykańskiej jusze.
Staw się z nimi Maurom potężnym odporem,
Prowadź ich, gdzie cię woła rozpacz, i z honorem.
Pragną cię mieć za wodza: pójdą jak za głową;
Jeśli chcesz umrzeć, masz tam piękną śmierć gotową.
Zażyj czasu i umrzyj, kiedy tak twe zdanie,
ale niech ci król za tę śmierć winnym zostanie;
Albo raczej powróć się z zwycięstwem i zdrowy,
Niech twe męstwo ukaże nie tylko domowy
Pojedynek: pójdź dalej, niech twym dziełom gwóli
Sąd się k'tobie nakłoni, Chimena utuli.
Jeżeli się w niej kochasz, za waleczną sprawą
Zwycięstwem zwyciężysz ją i będzie-ć łaskawą.
ale na tych rozmowach czas tracę tak drogi,
A rad bym, żebyś teraz skrzydła miał, nie nogi.
Idź z Bogiem! Niech królowi ta twoja fatyga
Pokaże, że za hrabię ma w wojsku Rodryga.