Cyd albo Roderyk/Akt czwarty

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


[edytuj] Scena pierwsza

Chimena, Elwira

CHIMENA

A prawdaż to, Elwiro? Skądże masz te wieści?

ELWIRA
Ledwie-ć się to, jako go chwalą, w głowie zmieści,
I jako wszytko miasto zgodliwymi głosy
Wysławia jego mężne dzieła pod niebiosy.
Na swój wstyd potkali się z nim Maurowie wściekli:
Prędko byli przypadli, lecz prędzej uciekli.
Trzy godziny potrzeby dały łup gotowy
Ludziom naszym i nadto dwóch królów w okowy;
Dzielność wodza wszytkie ich sztuki przełomiła.

CHIMENA
A wszytkoż to sprawiła Rodrykowa siła?

ELWIRA
On na wszytko powodem, on swą ręką mężnie
Zwyciężył i poimał te w koronach więźnie.

CHIMENA
Od kogoż wiesz to i kto-ć te nowiny nosi?

ELWIRA
Od pospólstwa, co wszędzie dzieła jego głosi,
Co go już inszym nie chce nazywać imieniem,
Tylko aniołem stróżem i swoim zbawieniem.

CHIMENA
A król jak też przyjmuje tę przysługę jego?

ELWIRA
Rodryk nie śmie do boku jeszcze królewskiego,
Lecz Dijego dwóch królów, związanych łańcuchem,
Imieniem jego oddał i pokornym duchem
Prosi, żeby syn jego za wszytką nagrodę
Miał tylko rękę pańską całować swobodę.

CHIMENA
A czy nie ranny?

ELWIRA
Nie wiem. Cóż? Twarz ci już blednie?
Przyjdź k'sobie, bo nie ranny i zdrów bardzo przednie.

CHIMENA
Wróćmy się tedy do mej pomsty osłabiałej:
Oń się pytam, a ociec u mnie w pieczy małej;
Chwalą go, a serce me z chęcią tych chwał słucha!
Honor mój jakby niemy, powinność jak głucha!
Milcz, miłości! Niech mówi wnętrznych pamięć bólów!
Zabił mi ojca, chociaż poimał dwóch królów.
Te, w których czytam swój żal, żałosne ubiory
Są pierwsze męstwa jego i znaki, i tory,
I choć sławny u ludzi, choć wolnym uznany,
Tu go i stroje moje potępią, i ściany.
O wy, które mi słusznych gniewów przydajecie,
Podarki dzieła jego pierwszego na świecie!
Wy, opłakane stroje, kirze, płachty, zgrzebie!
Przeciw zdradnej miłości stańcie mi w potrzebie
I gdy mi serce smaczny jej powab otoczy,
Wy, wy powinność moję stawcie mi przed oczy!
Nie bójcie się z zwycięzcą jeszcze świeżym biedzić.

ELWIRA
Uspokój się! Królewna idzie cię nawiedzić.

[edytuj] Scena wtóra

Królwna, Chimena, (Leonora, Elwira)

KRÓLEWNA
Nie przychodzę cię cieszyć; raczej z twą żałobą
Zmieszać me łzy i szczerze zasmucić się z tobą.

CHIMENA
Raczej w tym pospolitym uciesz się weselu,
A po zbitym rozpuść swój śmiech nieprzyjacielu.
Ja tylko sama słusznie dzisiaj płakać mogę,
Mnie samej, chociaż Rodryk zniósł z was wszytką trwogę,
Choć się nie trzeba szturmów z Afryki spodziewać,
Wolno płakać, mnie samej słuszna łzy wylewać.
On miasto oswobodził, otrzymał zwycięstwo;
Wszytkim smaczne, mnie tylko smętne jego męstwo.

KRÓLEWNA
Prawda to, że dokaże, cokolwiek on zacznie.

CHIMENA
Już mię ta doleciała nowina niesmacznie
I wiem, że go, i słusznie, wysławiają hojnie,
Że lepsze niż w zalotach szczęście ma na wojnie.

KRÓLEWNA
Czemuż byś miała ten głos przyjmować z niesmakiem?
Ten bohatyr sługą twym był nie lada jakiem
I tyś nie miała za wstyd miłością się palić;
Stąd chwalić męstwo jego jest twe zdanie chwalić.

CHIMENA
Przyznawam, że mu słusznie dają te pochwały,
Ale mnie nowe to są męki, nowe strzały.
Żarzą te chwały żal mój, choć ja go nie hydzę:
Widząc, czym jest, wraz, jako wiele tracę, widzę.
O kochającym myślom uwago troskliwa!
Im on godniejszy, tym mnie zapału przybywa.
Ale przecię przeciąga słuszność w sercu szczera
I odłożywszy miłość, prawem nań naciera.

KRÓLEWNA
Wczorajszy twój postępek wzniósł cię pod obłoki;
Pokazałaś nad sercem swym gwałt tak wysoki,
Że wszytek dwór zwycięstwu twemu się dziwuje
I chwaląc wielkość serca, ogniów twych lituje.
Ale czy przyjęłabyś wdzięcznie wierną radą?

CHIMENA
Słuchać cię za powinność pierwszą sobie kładę.

KRÓLEWNA
Aż dziś więcej nie ujdzie to, co-ć uszło wczora.
Rodryk teraz jest nasza jedyna podpora
I kochanie pospólstwa, i hetman jedyny,
Obrońca Kastylijej, postrach na Murzyny;
Jego ręka, co wzięła nam była, oddaje,
I w nim samym twój zmarły ociec zmartwychwstaje.
A że-ć szczerze i krótko, co rozumiem, rzekę,
chcesz zgubić to królestwo, gdy nań ściągasz rękę.
A czy dla pomsty ojca słuszność ci pozwoli
Zdradzić ojczyznę, być nam przyczyną niewoli?
Co mówię nie dlatego, żebyś pojąć miała
Tego, któregoś dotąd słusznie oskarżała;
Sama bym tym zamysłom przeczyła zelżywym:
Nie kochaj w nim, ale go zostaw dla nas żywym.

CHIMENA
Proszę, królewno, żebyś się nie uraziła,
Gdy dopędzę do końca zaczętego dziéła.
Choć me serce przeciw mnie bierze jego stronę,
Choć go król pieści, choć lud ma w nim swą obronę.
Choć hetmany, choć królów prowadzi za szyję,
Moją żałobą jego tryumfy nakryję.

KRÓLEWNA
Wielki znak pamiętnego na swą krzywdę serca
Chcieć kochanego na plac prawny wieść z kobierca,
Aleć sławniej wysokie serce tryumfuje,
Kiedy krzywdę krwie swojej ojczyźnie daruje.
Dosyć pomsty, że w serca będzie wywołany;
Nazbyt kary, że będzie gniewem twym skarany.
Tak uczyń, a ostatek podaruj ojczyźnie:
Co też wiesz, czy przed królem on się nie wyśliźnie.

CHIMENA
Król mu może odpuścić, ja milczeć nie mogę.

KRÓLEWNA
Weź sobie do uwagi tę moję przestrogę.
Miej się dobrze, a obierz, co cię może wspierać.

CHIMENA
Gdy ociec mój na marach, trudno nam obierać.

[edytuj] Scena trzecia

Król, Diego, Arias, Roderyk, Sankty

KRÓL
Niewyrodny dziedzicu sławnej familijej,
Która ozdobą zawsze była Kastylijej,
Godny wnuku, coś w pierwszym wieku - swoich dziadów
Dościgł szczęścia i męstwa dogonił przykładów!
Więcejeś, niż ja mogę nadgrodzić, zasłużył
Możesz rzec bezpiecznie, że-ć się król zadłużył.
Miasto i państwo z toni złej wyswobodzone,
Berło w ręce mej ręką twoją utwierdzone.
I Murzyn przymuszony wrócić na swe spławy
Pierwej, niż ludzie moi mogli przyjść do sprawy:
Są to dzieła, za które nie wie król, jakoby
Pokazać ci wdzięczności równe im sposoby.
Ale-ć będą nadgrodą dwa wzięci królowie:
Nazwali cię przede mną swoim Cydem w mowie;
A że Cyd to jest u nich, co u nas być panem,
Bądź im panem i zów się Cydem zawołanem.
Bądź Cydem, a niech przed twym zwycięskim nazwiskiem
Tolet ukłonem padnie i Granada niskiem,
I niechaj lud, który drży, kiedy ja rozkażę,
Uzna stąd, com ci winien i jako cię ważę.

RODERYK
Przebacz, panie, że wstydem przyjmuję te chwały,
których się moje wszytkie odwagi nie stały,
I to mnie prawie znaczną nakrywa sromotą,
Gdy słabą służbę z taką przyjmujesz ochotą.
Wiem ja dobrze, co panu powinien poddany,
Że mu ma być z ostatnią krwią żywot oddany,
I choćbym to oboje dzisiaj był utracił,
Tylko bym był, com winien, com dłużny, zapłacił.

KRÓL
Nie wszyscy ci, których ja znam za swoje sługi,
Tak mi powinność czynią i tak płacą długi;
Musi mieć serce wielkie, animusz niewąski,
Kto takim dziełem płaci swoje obowiązki.
Nie wstydź się tedy chwały dobrze otrzymanej!
A teraz nam o swojej daj sprawę wygranej.

RODERYK
Właśnie pod ten czas, królu, kiedy niespodziani
Do naszych się przybyli brzegów Afrykani,
Zgromadzeni w dom ojca mego przyjaciele
Pobudzili mię, żebym począł sobie śmiele
Ale odpuść wprzód, panie, że bez dozwolenia
Śmiałem ich w takim razie użyć do czynienia!
Oni byli gotowi, nieprzyjaciel blisko,
A mnie iść do pałacu jeszcze było ślisko;
Szło mi o głowę, którą łożyć w boju stałem
Dla ojczyzny, niż na płacz Chimeny, wolałem.

KRÓL
Nie mam za złe, żeś tak był do tej pomsty skory,
Dzieła twe wielkie dają twej sprawie podpory
I choć Chimena z tobą prawo chce pośpieszyć,
Nie ciebie karać będę, ale onę cieszyć.
Ale mów dalej.

RODERYK
Ten huf tedy zgromadzony
Za mną udał się mężnie do portowej brony;
Pięćset nas z domu wyszło, ale w minut kilku
Półtrzecia nam tysiąca przybyło w posiłku:
Widząc ochotę naszę, potrwogani wszędzie
Wiązali się i w jednym z nami biegli rzędzie.
Dwa tysiące z nich, żeby z tyłu czynić wstręty,
Ukryłem w opuszczone na rzece okręty,
Ostatek - a coraz ich przybywało więcej -
Zostaje przy mnie, chcąc się rozpierać co pręcej;
Ale czekamy cicho i straż dla posłuchu
Zawiódłszy pokładliśmy wszyscy się na brzuchu.
Toż czynią i cicho się odprawują straże,
Posłuszni cale, co mój ordynans im każe.
Bom ja bezpiecznie zmyślił i tak każdy sądził,
Żem od króla posłany, abym nimi rządził.
Aż wtem widziem pod światłem, które czynią gwiazdy,
Że trzydzieści okrętów idzie bez pojazdy;
Bo morze, które wtenczas wracało do brzegu,
Przeciw rzece wniosło ich aż w port w jednym biegu.
Minęli nas, ta wojna idzie im jak w żarty -
Nie masz ludzi na murach, nie masz w porcie warty
I nie słychać starszyzny straże obchodzących.
Nie wątpią, że nas wszystkich przydybali śpiących;
Przystępują do brzegu, rzucają kotwice,
Wysiadają i dzielą już sobie ulice.
My wtenczas niespodzianie powstawszy na nogi,
Uczyniliśmy na nich zewsząd okrzyk srogi.
Nasi także z okrętów, powziąwszy to hasło,
Toż czynią - a w Maurach wszystkie serce zgasło,
Strach ich wielki ogarnął i pierwej zwątpili
O wygranej, niż do rąk przyszło, niż się bili,
I że mniemali napaść na gotowe łupy,
A znaleźli odważnej mężny odpór kupy,
Niźli do sprawy przyszli w tak nagłej przygodzie,
Mocnośmy ich urwali ziemią i na wodzie.
Ale znowu wodzowie prędko ich szykują
I męstwo w nich wznowiwszy, ku nam postępują;
I wstydząc się umykać, nie biwszy się, kroku,
Znowu do królewskiego zbierają się boku.
Wtenczas lepszy żołnierze i kto natarczywy
Giną i dokazuje miecz cudzej krwie chciwy:
Ląd i rzeka, i nasz port, i tychże okręty
Pełne trupów jako plac na cmentarz zajęty.
O, jak siła mężnych spraw, jak wielkich dzieł siła,
Noc niepamiętna płaszczem żałobnym nakryła;
Gdzie każdy sam posiłkiem, sam sobie i świadkiem,
Nie wiedział, co się dzieje z ludzi twych ostatkiem.
Jam jednak wszędzie biegał, posyłał posiłki,
Szykował nowe kupy i strzegł nocnej myłki,
I tum zasadzki czynił, tu mężne potkania,
Niepewny o wygranej aże do świtania.
Ale skoro dzień odkrył naszę lepszą biały
I Murzyn trupy ujrzał, kędy wojska stały,
Widząc jeszcze, że z miasta posiłki nam idą,
zwątpił o przedsięwzięciu i z wielką ohydą
Uciekał na okręty, i uciąwszy liny
Z krzykiem walnym puścił się do swojej krainy.
I toż morze, które ich wniosło, kiedy rosło,
Zapadając, nazad ich po rzece wyniosło;
Ale że nasi mocno na kark im nalegli,
Wsiadając, jako kto mógł, królów swych odbiegli,
Którzy między naszymi będąc zamieszani,
Z garścią swych, i to rannych, choć już wojska ani
Okrętów nie widzieli, posiłków nie mieli,
Bronili się i poddać gwałtem się nie chcieli,
Ku portowi się mając; lecz że w naszej sile
Trudno było wydołać i w przodku, i w tyle,
I że sami zostali nierówni tej fali
Spytawszy o hetmana, broń mi swą oddali.
Jam ich, królu, obudwóch odesłał do ciebie.
I tak było, zniósszy ich wszystkich, po potrzebie.
Tym tedy kształtem nocne dzisiejsze zabawy...

[edytuj] Scena czwarta

Też osoby i Alfons

ALFONS
Królu, Chimena idzie poprzeć swojej sprawy.

KRÓL
Wolałbym, żeby mi z tym prawem pokój dała;
Nie chcę tego, Rodryku, żeby cię widziała;
Za nagrodę wygnać cię od siebie się kwapię,
Ale przystąp, niech cię wprzód, niż wyńdziesz, obłapię.
(Roderyk wychodzi)

DIEGO
Chimena, choć naciera, chciałaby go zbawić.

KRÓL
Słyszałem, że w nim kocha, i chcę się w tym sprawić,
Czyń się smutnym.

[edytuj] Scena piąta

Król, Diego, Arias, Alfons, Sankty, Chimena, Elwira

KRÓL
Chimeno, nie trzeba już prawa
I tak ci padła, jakoś chciała, twoja sprawa;
Rodryk po bitwie mężnie wygranej z Maurami
Od ran poczciwie wziętych dokonał przed nami.
Dziękuj niebu, że twoje pomsty wykonało.
- Patrz, jak zbladła, jako w niej krwie zostaje mało!

DIEGO
Ba, patrz królu, że mdleje i miłość prawdziwa,
Przez tę mdłość wynurzona, już się nie ukrywa.
Ból jej wszytkie do serca pootwierał nity
I wywiódł na świat płomień dotąd pilnie kryty.

CHIMENA
To umarł Rodryk?

KRÓL
Nie, nie - i żyje, i zdrowy,
I nieodmiennie twoje piastuje okowy;
Będziesz go miała, będziesz, wróć się z twojej mdłości.

CHIMENA
Królu, jak może z żalu umrzeć, tak z radości:
Wielkie wesele może swoim smacznym zbytkiem
Serce zalać i zmysłom sen nakazać wszytkiem.

KRÓL
Ho, tego w nas nie wmówisz, twój żal był widomy
I radość insze czyni w sercu więc pogromy!

CHIMENA
Więc dobrze, niech mi i to do biedy przybędzie,
Że za przyczynę mdłości mej żal miany będzie;
Prawda to, że żal, ale żal nienaganiony:
Gdyby umarł, nie byłby ociec mój zemszczony.
Krew Rodryka na służbie twojej wytoczona
Sprawę mą zmazałaby i pomsta tym skona;
Z krzywdą swą życzyłabym mu takiego końca:
Niech umrze jako winny, nie jako obrońca!
Śmierć niech cierpi jak karę, nie jak w pojedynku,
Niech umiera nie w polu, ale wpośród rynku!
Niech owszem stąd odnosi na swej sławie bliznę,
Ginie za ojca mego, a nie za ojczyznę!
Bo umrzeć za ojczyznę u mnie to nie strata,
Jest to, owszem, żyć sławnie w nieskończone lata.
Radam, że żyw, że wygrał, miła mi to praca:
Ciebie, królu, obronił, mnie się pod miecz wraca;
Ale się wraca większy, sławniejszy i w wieńce
Zwycięstwa ozdobiony nad insze młodzieńce,
I taki, że co mnie w nim cieszy, śmiele rzekę,
Że mi za ojca godny iść pod prawną rękę.
Ale, ach, jakoż próżną karmię się nadzieją!
I cóż moje łzy sprawią, z których się tu śmieją!
Rodryk niczego z mojej nie boi się strony,
Wszędzie ma wolność w państwie i jawne obrony!
I pod twą władzą sobie postępując śmiele,
Tak nas już przezwyciężył - jak nieprzyjaciele;
W ich krwi i sprawiedliwość, choć przedtem mnie bliższa,
Utopiona, nowym go zwycięstwem wywyższa,
I jam częścią tryumfu; z nieszczęśliwej doli
I mnie ze dwiema królami prowadzi w niewoli.

KRÓL
Nazbyt cię popędliwość, córko ma, napada:
Kto z prawa sądzi, każdą rzecz na wagę wkłada.
Zabił ci ojca, ale on zaczął bezprawie,
Stąd słuszność sama każe sądzić go łaskawie.
Pierwej niźli poganisz łaskę nad pozwanem,
Poradź się serca swego, Rodryk tam jest panem,
I twój ogień, mów, co chcesz, dziękuje mi w ciszy,
Gdy - że dla ciebie Rodryk zachowany - słyszy.

CHIMENA
Dla mnie? Mój nieprzyjaciel? Powód mej żałoby?
Cel mej niełaski? Morderz ojcowskiej osoby?
O, jak lekce sieroce łzy i skargę ważą!
Czyniąc mi krzywdę jeszcze dziękować mi każą.
Królu, ponieważ widzę przegraną na jawi,
Niech się na pojedynek prawny Rodryk stawi;
Tym sposobem miecz jego we krwi mojej brodzi,
Tymże sposobem ufam, że mi się nadgrodzi.
Wszystkich dworskich o głowę proszę Rodrykowę,
A Chimena zapłatą będzie za tę głowę;
Ktokolwiek go zwycięży szczęśliwym orężem
I mej się krzywdy pomści, ten mi będzie mężem.
Proszę, panie, każ to samo obwołać przy dworze.

KRÓL
Ten zwyczaj, chociaż z dawna zostaje tu w porze,
Pod pokrywką słuszności i w pomsty ubierze
Co lepsze kawalery państwu temu bierze,
I często przez ten sposób niepewnej obrony
Winny wolen, niewinny bywa zwyciężony.
Uwalniam z niej Rodryka: i nazbyt mi drogi,
Żebym go miał wdawać w te niepotrzebne trwogi;
I ci Maurowie zbici uciekając, jeśli
Co zgrzeszył, winę jego precz z sobą zanieśli.

DIEGO
Jako, królu? Dla niego chcesz łamać zwyczaje,
Którym się z dawna wszytko królestwo poddaje?
Co rzecze lud? Co rzecze zazdrosna niecnota,
Kiedy pod twoją łaską ochroni żywota?
Czy nie uczynią szkodnej sławie jego wzmianki,
Że za pańskim faworem nie stawił się w szranki?
Królu, nie bądź nań, proszę, łaskaw tym sposobem,
Ciężej mu żyć z przymówką, niż się witać z grobem.
Hrabia nas był znieważył, on go skarać umiał,
Niech bronią szczyci, kto by inaczej rozumiał.

KRÓL
Kiedy tak chcesz, więc i ja pozwalam nie chcęcy;
Ale się Rodryk będzie bił z kilką tysięcy:
Dla tak drogiej, jako jest Chimena, zapłaty,
Każdy się w pole będzie spieszył jako w swaty.
Spuszczać go ze wszystkimi niesłuszna. Więc tedy
Będzie się bił, lecz tylko raz, dla twojej zrzędy:
Obierajże, Chimeno, kto się ma z nim ścierać,
A obrawszy nie myśl się niczego napierać.

DIEGO
Nie dawaj, królu, ludzkiej bojaźni zasłony,
Niewiele ich tam wnidzie na plac otworzony;
Patrząc, w jak krwawej Rodryk dzisiaj był kąpieli,
Kto się z nim pojedynkiem spróbować ośmieli?
Kogo napadną z takim mężem ostre fochy?
Kto będzie tak waleczny albo raczej płochy?

SANKTY
Owom ja! Niech tylko plac będzie dostateczny,
Ja to będę ten płochy, a raczej waleczny.
Proszę, panno, racz swego słowa być pamiętną
I usługą odważnej ręki nie gardź chętną.

KRÓL
Chimeno, będzie on w tym od ciebie użytem?

CHIMENA
Obiecałam

KRÓL
Bądź jutro w pogotowiu z świtem.

DIEGO
Nie trzeba, panie, tego do jutra odkładać:
Kto ma serce, ten gotów zawsze bronią władać.

KRÓL
Bić się zaraz po krwawej i długiej potrzebie?

DIEGO
Wytchnął już sobie Rodryk i przyszedł do siebie.

KRÓL
Przynajmniej niechaj ze dwie odpocznie godzinie.
Ale na znak, że w krwawym nie kocham się czynie
I że to gwałtem czynię, i żeby w przykłady
Nie poszedł tak niesłuszny zwyczaj i szkarady,
Ani my, ani dwór nasz przy bitwie nie będziem.
Ty, Aryjas, męstwa ich sam tam będziesz sędziem;
Niech czynią oba mężnie, a który się sprawi
Z lepszym szczęściem, niech mi się zaraz z tobą stawi.
Którykolwiek z nich będzie, jednęż weźmie cenę
Swej prace i za żonę odbierze Chimenę,
A ona go bez dalszej weźmie sobie wzgardy.

CHIMENA
Panie mój, nazbyt to jest dekret dla mnie twardy!

KRÓL
W rzeczy się skarżysz, ale gdy Rodryk zwycięży,
Przyjąć go bez przymusu serca-ć nie obcięży.
Nie skarżże się na dekret smaczny na twą stronę:
Ktokolwiek wygra, ten cię otrzyma za żonę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain).Szczegóły licencji na stronie tłumacza.