Boska Komedia (Porębowicz)/Piekło - Pieśń V

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania


Pieśń IV Boska Komedia • Piekło • Pieśń V • Dante Alighieri Pieśń VI
Pieśń IV Boska Komedia
Piekło
Pieśń V
Dante Alighieri
Pieśń VI

Inf. 05 Minosse, Giovanni di Paolo (c.1403–1483).jpg

Przy wejściu do drugiego kręgu Dante i Wergili spotykają Minosa, który wyznacza każdej duszy karę i miejsce w piekle. W drugim kręgu cierpią, smagane wichrem, dusze ludzi zmysłowych. Tutaj Franczeska da Rimini opowiada poetom historię swej miłości.

1 W obręb drugiego wstąpiłem koliska,
Które zamyka szczuplejsze obszary,
Lecz boleśnejszy z duchów jęk wyciska.
4 Tu żywie Minos, ów sędzia prastary;
Zgrzytając, grzechy roztrząsa u proga,
Sądzi i chwostem znaczy stopnie kary.
7 To jest, gdy przed nim zjawi się nieboga
Dusza, spowiada swoje grzeszne czyny;
Więc obliczywszy, którędy jej droga,
10 Ów rozeznawca biegły ludzkiej winy
Tylekroć biodra ogonem obwinie,
Na ile stopni ma zapaść w głębiny.
13 Czerń niezliczona duchów przedeń płynie:
Każdy z kolei przybywa przed sędzię,
Wyzna, wysłucha i już na dół chynie.
16 „Hej, ty, coś kaźni przekroczył krawędzie —
Zawołał Minos, spostrzegłszy człowieka
I zatrzymał się w ponurym urzędzie —
19 Bacz, jako wchodzisz i co cię tu czeka;
Swoboda wstępu niechaj cię nie zdurzy!"
A Wódz mój: „Czemu gęba twoja szczeka?
22 Nie czyń ty wstrętu koniecznej podróży:
Życząjej w miejscu, kędy, czego życzą,
Wraz się i staje; wara pytać dłużej!"
25 A wtem mi w uszach jęki zaskowycząj
A wtem doszedłem do miejsca, gdzie duchy
Płaczem ogromnym nieustannie krzyczą.
28 Stanąłem w jamie ciemnościami głuchej,
Która jak morze w huraganie ryczy,
Gdy nim przeciwne wstrząsną zawieruchy.
31 Piekielny orkan, puszczony ze smyczy,
Dusze w gwałtownym ponosi upuście,
Szarpie i kole, i ościeniem ćwiczy.
34 A kiedy lecą razem nad czeluście,
Jęk z jękiem gada, wrzask z wrzaskiem się kłóci,
Bluźnierstwom wolne otwierając ujście
37 Przeciwko mocy Bożej; tak rozsuci
Na wolę wiatrów boleją zmysłowi,
Co nad rozsądek wywyższyli chuci.
40 Jak szpaki, gdy je wiatr jesienią łowi,
Snują w powietrzu długie, zbite chmary,
Tak się miotały, poddane wichrowi,
43 W górę, w dół, tam i sam nieszczęsne mary;
A nigdy nędznych losu nie poprawi
Bodaj nadzieja łagodniejszej kary.
46 I jak, zawodząc pieśń swą, klucz żurawi
Długim się sznurem po niebiosach wlecze,
Tak się mym oczom smutna rzesza jawi,
49 Płynące smugą burz duchy człowiecze,
Więc pyta: „Kto są i jaką się winą
Splamiły, że je czarny wiatr tak siecze?..."
52 „Pierwsza z mar — odrzekł — co przed nami płyną,
Skoro chcesz wiedzieć o niej, panowała
Nad wielogwarych narodów dziedziną.
55 W grzech rozwiązłości popadła i zwała
Swawolę wolą, aby swe bezprawie
Pozorem prawa z hańby ratowała.
58 To Semiramis; wiesz o jej niesławie:
Była Ninusa dziedziczką, wprzód żoną;
Jej państwo dzisiaj w sułtana dzierżawie.
61 Ta z siebie żagiew zrobiła czerwoną,
Prochom Sycheja nie dotrwawszy w statku".
Więc Kleopatrę widzę; uwiezioną
64 Helenę, powód Trojanów upadku;
Widzę Achila, chrobrego hetmana,
Co dla miłości walczył do ostatka.
67 Widzę Parysa i widzę Tristana;
Tysiąc miłosnym zatraconych szałem
Dusz tu poznaję z ust mojego Pana.
70 A gdy do końca Mistrza wysłuchałem,
Co mi wskazywał damy i rycerze,
Litość mię zmogła i zmieszany stałem.
73 „Poeto — rzekłem — oto chęć mię bierze
Przemówić do tych dwojga, co się miecą
Na wietrze tam i sam, jak lotne pierze".
76 A on mi na to powie: „Czekaj nieco;
Skoro się zbliżą, proś w imię kochania,
Które je niesie, a one przylecą".
79 Więc gdy je wichru przywiały smagania,
W głos zawołałem: „Dusze umęczone,
Przemówcie do nas, jeśli nic nie wzbrania!"
82 Jako gołębie, miłością wabione,
Na wyprężonym skrzydle, jedną parte
Chęcią, w lubego gniazda lecą stronę,
85 Tak z Dydonowej gromady wydarte,
Snadź rzewną prośbę słysząc, mimo wrzaski
Leciały, na wiatr stęchły rozpostarte.
88 „O ty istoto czuła, pełna łaski,
Że raczysz witać w tej ciemności sinej
Nędznych, których krew ziemskie broczy piaski;
91 Gdyby nam sprzyjał Król świata dziedziny,
Prosilibyśmy o spokój twej duszy,
Żeś się użalił nieszczęśliwej winy.
94 Chceszli przyczynę znać naszej katuszy,
Pytaj i słuchaj, co-ć powiemy o niej,
Póki nas burza znów nie zawieruszy.
97 Kraj mój położon jest nad brzegiem toni,
Którą nurt Padu z utęsknieniem wita,
Bo tam ma spokój od rzek swych pogoni.
100 Miłość, co łatwo serc zacnych się chwyta,
Skuła go czarem mej ziemskiej postaci;
Wzdrygam się, pomnąc, jak była zabita.
103 Miłość, co zawsze miłością się płaci,
Tak mi kazała w nim podobać sobie,
Że go nie zgubię już ni on mię straci.
106 Miłość nas śmiercią położyła w grobie...
Morderca niechaj Kainy się lęka!"
W takim duch do nas przemówił sposobie.
109 Więc ja, poznawszy, jak wielka ich męka,
Zwiesiłem głowę i trwałem w tym stanie,
Aż wieszcz zapytał: „Co za myśl cię nęka?"
112 Ja się ocknąłem i rzekłem: „O panie!
Jakie tęsknoty i jakie zachcenia
Na to nieszczęsne wiodły ich kochanie?"
115 Za czym zwróciłem się znowu do cienia:
„Franciszko — rzekłem — pokutnico biedna,
Do łez mię twoje wzruszyły cierpienia.
118 Lecz gdy wam z westchnień chęć się rwała jedna,
Skąd wam tej chęci pierwsze przyszły wieści
I jak wykryła się, dotąd bezwiedna?"
121 A ona: „Nie ma dotkliwszej boleści
Niźli dni szczęścia wspominać w niedoli,
I mistrz powiada o tym w swej powieści,
124 Lecz skoro mię tak chęć twoja niewoli,
Poznasz, skąd poszły nasze niepokoje,
Wyznam, jak człowiek, co mówi, choć boli.
127 Raz dla zabawy czytaliśmy boje,
Gdzie wpadł Lancelot w miłosne więzienie;
Byliśmy sami, bezpieczni oboje.
130 Czasem nad księgą zbiegło się spojrzenie
I zdejmowało z lic barwy rumiane —
Ale nas zmogło jedno okamgnienie.
133 Kiedyśmy doszli, gdzie usta kochane
Rycerz całował w nieowładnej chęci,
On, z którym nigdy już się nie rozstanę,
136 Drżący do ust mych przywarł bez pamięci;
Księga i pisarz Galeottem byli —
W ten dzień jużeśmy nie czytali więcej".
139 Gdy jeden mówił, drugi cień w tej chwili
Szlochał; a jam czuł, że coś się rozkłada
We mnie i duch się mój ze śmiercią sili...
142 I padłem, jako ciało martwe pada.