Boska Komedia/Niebo - Pieśń XXXIII

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń XXXII Boska Komedia • Raj • Pieśń XXXIII • Dante Alighieri
Pieśń XXXII Boska Komedia
Raj
Pieśń XXXIII
Dante Alighieri

Na prośbę św. Bernarda Matka Boska wyprasza u Boga Łaskę, aby Dante mógł Go oglądać. Poeta kontempluje tajemnicę Trójcy Św. i dwóch natur, boskiej i ludzkiej, Chrystusa.

 

 1 „Dziewico Matko, Córo swego Syna,
 
  Korna, a w takiej u aniołów cenie,
 
  Ostojo, w której pokój się poczyna;
 
4 Ty uzacniłaś ludzkie przyrodzenie,
 
  Tak że Stworzyciel, zszedłszy z majestatu,
 
  Nie wzgardził wmieszać się między stworzenie.
 
7 W twym łonie miłość zapłonęła światu,
 
  A nią rozgrzany i wiecznym pokojem
 
  Obronny wyrósł pąk cudnego kwiatu.
 
10 Tyś nam jest światła południowym zdrojem,
 
  Ty śmiertelnikom na porze spiekoty
 
  Jesteś nadziei żywiącym napojem.
 
13 Pani, tej jesteś mocy i szczodroty,
 
  Że kto chcąc Łaski, do cię nie ucieka,
 
  Taki bez skrzydeł waży się na loty.
 
16 A tak jest wielka twoja dla człowieka,
 
  Który cię wzywa, uczynność i dbałość,
 
  Że go ratuje, ani prośby czeka.
 
19 W tobie jest zbożność i w tobie wspaniałość,
 
  W tobie dobroci poryw miłosierny,
 
  W tobie wszelaka stworzeń doskonałość.
 
22 Ten, co od świata najgłębszej cysterny
 
  Dotąd, gdzie oczom widne rzeczy wieczne,
 
  Żywota duchów zwiedził kraj niezmierny,
 
25 O siły oto błaga dostateczne,
 
  Aby mógł zrzucić kryjącą zasłonę
 
  Tu, gdzie zbawienie znajdzie ostateczne.
 
28 Żądzą zjawienia mniej dla siebie płonę
 
  Niźli dla niego; błagam, niech cię wzruszą
 
  I niech nie będą prośby moje płone.
 
31 Mgły doczesności niech się w nim rozprószą -
 
  To mu u Boga sprawi twa wymowa —
 
  I szczytna rozkosz niech błyśnie przed duszą.
 
34 Jeszcze cię o to proszę, o Królowa,
 
  Za której wolą idzie czyn w pokłonie,
 
  Niech po zjawieniu zmysły swe zachowa.
 
37 Stłum namiętności ludzkie w jego łonie;
 
  Patrz, Beatrycze śród świętego wiana
 
  Dla mej poparcia prośby składa dłonie".
 
40 Jej drogie oczy, ulubieńce Pana,
 
  Utkwione w mówcę, zaraz znać mi dały,
 
  Że korna prośba była wysłuchana.
 
43 I znów je zwraca do wieczystej Chwały —
 
  Ani się może pomieścić w rozumie,
 
  By mógł stworzenia wzrok być taki śmiały.
 
46 A ja w tej chwili już pewny, że tu mię
 
  Cel ostateczny mych tęsknot nie minie,
 
  Żar pragnień w sercu przyciszam i tłumię.
 
49 Bernard uśmiechnie się do mnie i skinie,
 
  Bym patrzał w górę, lecz mię już nie wspiera
 
  Znak cudzy; własnym popędem tak czynię.
 
52 Bowiem źrenica otwarta i szczera
 
  Coraz się w szczytnym świetle prawdy piększy
 
  I coraz głębiej w jej otchłanie wziera.
 
55 Od owej chwili mój wid stał się większy,
 
  Niż ludzka mowa potrafi mu sprostać,
 
  I pamięć mdleje, grozy się ulękłszy.
 
58 Jak temu, co śniąc, widzi cudną postać,
 
  Wrażenie miłe trwa, choć sen uciecze,
 
  Ani w nim inna myśl nie może postać,
 
61 Tak mnie: z pamięci mojej nadczłowiecze
 
  Pierzchają mary, a jeszcze mi rzadki
 
  Posmak do serca z onych widzeń ciecze.
 
64 Słońce odkształca tak śniegowe płatki,
 
  Tak podmuch wiatru rozpraszał kłąb liści,
 
  Gdzie były ryte Sybilskie zagadki.
 
67 O szczytne Światło, błyszczące gwiaździściej
 
  Ponad pojęcie, wspieraj mię w zamiarze,
 
  Niechże mój język coś z mych widzeń ziści!
 
70 Niechże obficie zaczerpnę w twym żarze:
 
  Jeśli choć jedna iskra zeń odpryśnie,
 
  Dość już rodowi ludzkiemu przekażę.
 
73 Jeśli choć nieco z moich marzeń wyśnię
 
  I zdołam oddać szukanymi tony,
 
  Już mu twój tryumf potężnie zabłyśnie.
 
76 Tak w owej chwili byłem porażony
 
  Żywym promieniem, iżby mię oślepił
 
  Każdy blask, co by z innej przypadł strony.
 
79 Tu pomnę owszem, iż się mi pokrzepił
 
  I zahartował wzrok tak doskonale,
 
  Żem go bez lęku w Moc najwyższą wszczepił.
 
82 O hojna Łasko, przez którą zuchwale
 
  Ku nieśmiertelnej zbliżam się potędze
 
  I wszystek się w niej rozprzęgam i palę!
 
85 W jej łonie widzę wszystkich bytów przędzę:
 
  Kochanie wiąże jednolitym splotem
 
  To, co oddzielnie stoi w świata księdze.
 
88 Treść i przejawy rzeczy z ich przymiotem,
 
  Złożone razem w takie pełne dziwo,
 
  Że z mojej mowy trudno sądzić o tem.
 
91 Uniwersalnych praw wieczne ogniwo
 
  Musiałem widzieć, bo wspomnienie zjawy
 
  Rozkosz mi daje nieprzepamiętliwą.
 
94 Zbladła, jak blednie dziś pamięć wyprawy
 
  Sprzed wielu wieków, gdy pierwszego razu
 
  Neptun cień widział Argonautów nawy.
 
97 Nieporuszony stałem, bez wyrazu,
 
  A myśl skupiona i w jeden Punkt wbita
 
  Zapalała się od widzeń obrazu.
 
100 Skoro to światło raz duszy zaświta,
 
  To niepodobna, gdy się z nim zespoli,
 
  By gdzieś widokiem innym była syta.
 
103 Bowiem szczęśliwość, cel najwyższy woli,
 
  Tam jest zupełna; co się tam nie wszczyna
 
  I tam nie kończy, jest pełne niedoli.
 
106 Ile się nawet z chwil tych przypomina
 
  Pamięci mojej, słowem nie pochwycę:
 
  Niedołężnym się wyznam jak dziecina.
 
109 Nie przeto, by miał kształty wielolice
 
  Ów Blask ogromny, w który-m patrzał bacznie,
 
  Gdyż jeden będzie poza lat granice,
 
112 Lecz wzrok mój, który mocy nabrał znacznie,
 
  Gdy się tak mienię, w istocie spoistej
 
  Wielokształt jakiś rozpoznawać zacznie.
 
115 Oto w głębinach materii przejrzystej
 
  Światła zjawił się rys Trojga Obręczy,
 
  Równych w obwodzie, lecz barwy troistej.
 
118 Jeden z drugiego Krąg, jak tęcza z tęczy,
 
  Zdał się odbity, a w trzecim pałało
 
  Jak ogień, który z dwojga się wywnętrzy.
 
121 Słabą zaiste mową, nieudałą
 
  Do moich myśli, te widzenia mącę
 
  I nie wystarcza tutaj rzec: za mało!
 
124 Zarzewie wieczne, samo w sobie tkwiące,
 
  Samo-pojętne, samo-pojmowane,
 
  W tym się pojęciu własnym kochające!...
 
127 Na owym Kole, które, z siebie brane,
 
  Zda się promieniem z promienia odbitym,
 
  Teraz oczyma moimi przystanę.
 
130 W nim, ale własnym malowany świtem,
 
  Zjawił się Twarzy Człeczej Wizerunek...
 
  Źrenice w niego wpoiłem z zachwytem.
 
133 Jak geometra wykreśla rysunek
 
  Na kwadraturę koła i zestawia
 
  Z nieupewnionych danych swój rachunek,
 
136 Tak mnie zjawienie nowe zastanawia:
 
  Podpatrzeć chciałem, jako się sprzymierza
 
  Figura z Kręgiem i jak się weń wjawia.
 
139 Lecz nie wystarczał lot ziemskiego pierza...
 
  Wtem grom mię raził; myśl w cudo się grąży,
 
  Czułem, że wola Jego w nią uderza.
 
142 Dalej fantazja moja nie nadąży.
 
  A już wtórzyła pragnieniu i woli
 
  Jak koło, które w parze z kołem krąży,
 
145 Miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy.