Boska Komedia/Niebo - Pieśń XXVII

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń XXVI Boska Komedia • Raj • Pieśń XXVII • Dante Alighieri Pieśń XXVIII
Pieśń XXVI Boska Komedia
Raj
Pieśń XXVII
Dante Alighieri
Pieśń XXVIII

Po odśpiewaniu przez dusze humnu na cześć Trójcy Św. - św. Piotr wypowiada gwałtową inwektywę przeciwko złym papieżom i wszyscy zbawieni wstępują do Empireum. Beatrycze i Dante wznoszą się do dziewiątego nieba, tzw. Primum Mobile, gdzie Beatrycze rozprawia na temat natury tego nieba, zepsucia ludzkości oraz przepowiada rychłe odrodzenie moralne świata.

 

 1 Ojca i Syna, i Świętego Ducha
 
  Raj cały zabrzmiał niemilknącą chwałą:
 
  Upajać musi zmysły, kto jej słucha.
 
4 Uśmiechem mi się wszechświata wydało
 
  To, com oglądał; słodkie upojenie
 
  Przez wzrok i przez słuch we mnie wstępowało.
 
7 O radość, szczęście, o niewysłowienie
 
  Piękny kochania i miru żywocie!
 
  O wolne żądzy i bezpieczne mienie!
 
10 Stały przede mną, zatlone w ochocie,
 
  Cztery pochodnie. I jęła ta, która
 
  Pierwsza przybyła, rzucać iskier krocie.
 
13 Przeobraziła się wtem jej natura:
 
  Jakby z Jowiszem Mars, postać lataczy
 
  Przybrawszy, wzajem zamienili pióra.
 
16 Opatrzność, z której każdemu się znaczy
 
  Kolej i służba, nakazała ciszę
 
  Wszystkiej naokół gromadzie śpiewaczej.
 
19 „Żem pąsem spłonął — takie słowa słyszę —
 
  Nie dziw się, bo gniew, co we mnie dygoce,
 
  Barwę sromoty na każdym wypisze.
 
22 Ten, co przywłaszczył sobie na Opoce
 
  To moje miejsce, moje miejsce, moje
 
  Miejsce — w obliczu Chrystusa sieroce,
 
25 Zmienił mych kości cmentarne pokoje
 
  W krwi i plugactwa cuchnącą kałużę,
 
  Ucieszne ducha upadłego zdroje".
 
28 Jakie w wiszącej przeciw słońcu chmurze
 
  Rankiem lub zmierzchem barwy widzieć można,
 
  Takie na niebie w krąg wykwitły róże.
 
31 A jak niewiasta o siebie nietrwożna
 
  Zlęknie się przecie i wstydem zapała,
 
  Gdy ją doleci czyjaś wina zdrożna,
 
34 Tak Beatrycze wszystka pokraśniała:
 
  Podobna była ciemność firmamentu,
 
  Gdy Moc najwyższa na krzyżu konała.
 
37 Duch mówił tonem żałoby i wstrętu;
 
  Jak mu się przedtem zasępiły lica,
 
  Teraz dźwięk głosu zmienił się do szczętu:
 
40 „Po toż karmiła się Oblubienica
 
  Pańska krwią moją, i Lina, i Kleta,
 
  Że swe łakomstwo dziś złotem nasyca?
 
43 By dojść tu, gdzie jest życia szczęsna meta,
 
  Syksta, Pijusa, Kaliksta, Urbana
 
  Krew się polała w męce. Nasza nie ta
 
46 Intencja była, aby armia Pana
 
  Przez naśledników na dwojaką stronę:
 
  Prawą i lewą, była roztargana.
 
49 By klucze straży mojej powierzone
 
  Miast godeł świętych na sztandarach szyto,
 
  Które się wodzi na ludy ochrzczone.
 
52 By wizerunek mój w pieczęciach ryto
 
  Na fałszowane, kupne przywileje —
 
  Dlatego na mnie wstydu barwy kwitą.
 
55 W skórach pasterzy wilki wyszły z knieje;
 
  Kolejno wszystkie zwiedzają owczarnie...
 
  O zemsta boża, czemu nie pośpieje!
 
58 Już z Kaorzanem Gaskończyk się garnie
 
  Spijać krew naszą: o początku prawy,
 
  Jak się tu musisz dokonywać marnie!
 
61 Jednak Opatrzność, która rzymskiej sławy
 
  Obrońcę światu dała w Scypijonie,
 
  Jak tuszę, prędkiej dokona naprawy.
 
64 Ty, synu, gdy cię ku padolnej stronie
 
  Ciało znów ściągnie, nie chowaj języka
 
  I nie osłaniaj, czego ja nie słonię".
 
67 Jako się na dół od nieba pomyka
 
  Zamrożonego powietrza płat biały
 
  W porze, gdy słońce Koziorożca tyka,
 
70 Taki się czynił eter pełny chwały,
 
  Gdy górą płatki tryumfalne ronił,
 
  Które tam z nami przez chwilę gadały.
 
73 Wzrok mój światełka znikające gonił,
 
  Aż wreszcie przestwór porwał je za progi
 
  Mego widzenia i pościgu wzbronił.
 
76 Pani ma, widząc, żem od skier pożogi
 
  Oderwał oczy, rzekła: „Pochyl głowę
 
  I obacz, ile już ubiegłeś drogi".
 
79 Ziemia, odkąd ją oglądałem, nowe
 
  Jawiła lice; snadź hakiem zwrotnika
 
  Już pierwszej sfery ubiegłem połowę.
 
82 Stąd me spojrzenie za Gadem spotyka
 
  Szlak Ulissesa szaleństw; stąd znów morze,
 
  Gdzie słodki ciężar siadł na karku Byka.
 
85 Więcej bym odkrył miejsc na ziemskiej korze,
 
  Lecz pod mą stopą okrężnymi loty
 
  Słońce o jeden znak zbiegło w tej porze.
 
88 Myśl do mej pani lecąca w zaloty
 
  Kieruje mymi oczyma, że muszą
 
  Ciągle pożądać jej spojrzeń pieszczoty.
 
91 Kunszt i natura, co się o to kuszą
 
  Czy w kształcie żywym, czy w kreślonym dziele,
 
  Aby przez zmysły zawładnąć nad duszą —
 
94 Razem zebrane nie miały tak wiele
 
  Władzy, jak cud ten, którym mię olśniła,
 
  Kiedy zajrzałem w jej oczu wesele.
 
97 A jej spojrzenia potajemna siła,
 
  Z gniazda mię Ledy wyrwawszy, w regiony
 
  Najrozpędliwszej sfery wprowadziła.
 
100 Jej najgórniejsze czy najniższe strony
 
  Tak jednolite są, że nie obliczę,
 
  Gdziem był od pani mojej postawiony.
 
103 Lecz ona, widząc, czego w sercu życzę,
 
  Rzekła — a taka biła z niej poświata,
 
  Jakby Bóg szczęsny wstąpił w jej oblicze:
 
106 „Natura ruchu, który środek świata
 
  Trzyma w bezwładzie, a resztę w pęd rączy
 
  Wprawia, stąd, jako z swych krańców, wylata.
 
109 Z niczym to niebo swych wirów nie łączy
 
  Prócz z Myślą Bożą; z niej miłość wynika,
 
  Co pędzi światy, moc, co się w nie sączy.
 
112 Miłość i blask je swym kręgiem zamyka,
 
  Jak ono mniejsze kręgi; po swej chęci
 
  Wszystkie dłoń wodzi światów Kierownika.
 
115 Samo się ruchem niewmiernym kręci;
 
  W nim inne ruchy mieszczą się wymiernie,
 
  Tak jako piątka i dwójka w dziesięci.
 
118 Oto jak czasu krzew rośnie misternie:
 
  Korzeń zapuszcza w tym szczytnym wazonie,
 
  W niższych rozwija kwiat, liście i ciernie.
 
121 Chciwości, wir twój śmiertelników chłonie:
 
  Kto weń popadnie, pewny jest zatraty,
 
  Niezdolen głowy już dobyć nad tonie.
 
124 Pięknymi kwitnie wola ludzka kwiaty,
 
  Lecz ustawiczny deszcz zawiązki psowa,
 
  Śliwę zamienia w owoc guzowaty.
 
127 Wiara, niewinność dziś chyba się chowa
 
  Śród dzieci: zanim broda stanie w krasie,
 
  Już się poplami ta szata godowa.
 
130 Ów, który dzieckiem pościł, w prędkim czasie,
 
  Gdy przyjdzie piątek, głodem się nie morzy:
 
  Tłustą potrawą chciwe gardło pasie.
 
133 Ów, który dzieckiem przed matką się korzy,
 
  Ledwo językiem władać się nauczy,
 
  Patrzy, rychło ją do trumny ułoży.
 
136 Tak się to z białych szat w czarne obłóczy
 
  Córa płanety, co przed sobą pędzi
 
  Poranek, a zmierzch za sobą zawłóczy.
 
139 Mowa ci moja pytania oszczędzi:
 
  Oto ród ludzki wnet prawdy odwyknie,
 
  Bo brakło wodza śród ziemskich krawędzi.
 
142 Za to nim styczeń w szczęt z zimy wyniknie,
 
  Dzięki tej drobnej cząstce poniechanej,
 
  Świat naszych kręgów górnych tak zaryknie,
 
145 Iż los od wszystkich nas oczekiwany
 
  W kierunku rufy dziób obróci statku
 
  I nawa pomknie prosto przez bałwany,
 
148 A kwiecie owoc prawy da w ostatku".