Boska Komedia/Niebo - Pieśń XXI

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń XX Boska Komedia • Raj • Pieśń XXI • Dante Alighieri Pieśń XXII
Pieśń XX Boska Komedia
Raj
Pieśń XXI
Dante Alighieri
Pieśń XXII

Beatrycze i Dante wznoszą się do siódmego nieba, na planetę Saturna, gdzie przebywają duchy kontemplatywne tworząc mistyczną drabinę, po której wstępują wzwyż. Jeden z duchów, Pier Damiano, poucza Dantego o tajemnicy przeznaczenia, mówi o swoim życiu i wygłasza inwektywę przeciwko kosztownym strojom duchowieństwa.

 

 1 Ja tedy, oczy znów wiążąc z obliczem
 
  Mej pani, ducha mego za nią wodzę —
 
  W zachwycie myśleć nie mogę o niczem.
 
4 Zahamowała swego śmiechu wodze
 
  I mówi do mnie: „Jeśli się zaśmieję,
 
  Zginąłeś, jako Semele w pożodze,
 
7 Bo piękność moja, krocząc przez wierzeje
 
  Pałaców wiecznych, wciąż rośnie widomie
 
  I jak oglądasz, coraz potężnieje.
 
10 Jeśli bijących z niej skier nie uskromię,
 
  To moc twa ziemska w ostrzu jej promieni
 
  Pęknie jak gałąź w piorunowym gromie.
 
13 Do siódmej gwiazdy jużeśmy wzniesieni,
 
  Co pod piersiami Lwa gorejącego
 
  Swoim i jego żarem się płomieni.
 
16 Zatem w trop oczu niechaj myśli biegaj
 
  Źrenice uczyń tych widzeń zwierciadłem,
 
  Co się w zwierciadle planety zażegą".
 
19 Gdy kto pomyśli, jakim słodkim jadłem
 
  Karmiłem zmysły, tonąc w cudnej twarzy,
 
  Kiedy to duszą gdzie indziej przypadłem,
 
22 Pojmie, skoro te dwie rozkosze zważy:
 
  Wzroku i słuchu, jak chętnie i szczerze
 
  Oddawałem się mej niebiańskiej straży.
 
25 Wewnątrz kryształu, który w świata wirze
 
  Krąży, a zwie się jak król Pierwobytu,
 
  Co pod nim człowiek odpoczywał w mirze,
 
28 Z barw złota pełnych słonecznego świtu
 
  Wysnuta, biegła ku górze Drabina
 
  Taka, że wzrok mój nie dobiegał szczytu.
 
31 Patrzę, po szczeblach zstępuje drużyna
 
  Świetlana; rzekłbyś, że w swe kształty bierze
 
  Wszelaką jasność, co się w niebie wszczyna.
 
34 Jak kawki, nocne porzuciwszy leże,
 
  Swoim zwyczajem kupiąc się u sioła,
 
  Aby się rozgrzać, potrząsają pierze;
 
37 Te odlatują, by nie wrócić zgoła,
 
  Te, skąd wzleciały, ściągają z powrotem,
 
  Inne na miejscu zataczają koła —
 
40 Takim przede mną wzlatywały lotem
 
  Gromadnie owe migotliwe roje,
 
  Aż na swych szczeblach przystanęły potem.
 
43 Wtem duch najbliższy mnie w cudowne stroje
 
  Przejasnych blasków ubrał się od razu:
 
  Snadź chciał okazać mi kochanie swoje.
 
46 Lecz ta, od której czekałem rozkazu
 
  Słów czy milczenia, ścichła nieruchoma,
 
  Więc ja wbrew chęci stałem bez wyrazu.
 
49 Potem snadź życzeń mych dusznych wiadoma,
 
  Widnych w Nim, co mu widne tajń i jawa,
 
  Rzekła: „Mów śmiało, jaka twa oskoma".
 
52 A ja: „Zasługą nie zdobyłem prawa
 
  Prosić, byś do mnie obrócił orędzie;
 
  Lecz przez tę, co chce, by mię rajska strawa
 
55 Karmiła, duchu, żyjący w oprzędzie
 
  Własnej uciechy, co się blaskiem wieńczy,
 
  Mów: schodząc ku mnie, co miałeś na względzie
 
58 I czemu w światów tych jasnej obręczy
 
  Niechają śpiewu rajskie służebnice,
 
  Gdy indziej pieśń ich tak nabożnie dźwięczy?"
 
61 On na to: „Ziemski twój słuch i źrenice;
 
  Śpiew zmilkł przed tobą z tej samej przyczyny,
 
  Dla której uśmiech wściąga Beatrycze.
 
64 Ja sam po szczeblach tej świętej Drabiny
 
  Witać cię blaskiem i słowem łaskawszym
 
  Zstąpiłem spośród uciesznej drużyny.
 
67 Nie większa miłość czyniła mię żwawszym;
 
  Równa lub większa tam górą się żarzy,
 
  Strojąc duszyczki płomieniem jaskrawszym.
 
70 Lecz szczytna Miłość, co nas ma we straży
 
  Posłami woli, która światem włodnie,
 
  Tym oto do cię poselstwem mię darzy".
 
73 Na to ja: „Wiem już, w twą świętą pochodnię
 
  Patrząc, iż wolna wola na tym dworze
 
  Z boskim rozkazem może stąpać zgodnie.
 
76 Lecz jeszcze rozum mój pojąć nie może,
 
  Czemu na tego radosnego gońca
 
  Ciebie wybrało przeznaczenie boże?"
 
79 Jeszczem nie dobiegł mowy mojej końca,
 
  Gdy zatoczyła krąg świetlny opona
 
  Duszy, jak młyński kamień wirująca.
 
82 A głos miłosny wyleciał z jej łona:
 
  „Upadłszy na mnie, promień Łaski Bożej
 
  Przez szaty we mnie wnika; a gdy ona
 
85 Potęga światła z mym wzrokiem się złoży,
 
  Dotąd mię wznosi, aż mi się ukaże
 
  Ów Byt najwyższy, który światło tworzy.
 
88 Z niego radosny blask, co się nim żarzę,
 
  Bowiem z jasnością mojego widzenia
 
  Jasność ogniowej szaty staje w parze.
 
91 Lecz najświatlejszy nawet duch płomienia,
 
  Najzapatrzeńszy w Bogu seraf święty
 
  Pytaniu twemu nie da rozstrzygnienia.
 
94 Bo tajemnica ta w takie odmęty
 
  Zapada wiecznych niebieskich wyroków,
 
  Że wzrok stworzenia jest od niej odcięty.
 
97 Skoro znów staniesz pośród ziemskich mroków,
 
  Powiedz swej braci: niechaj po próżnicy
 
  Ku takiej mecie nie ruszają kroków.
 
100 Myśl, co tu świeci, tam jest we mgławicy.
 
  Więc uważ: który śmiertelnik odpowie,
 
  Gdy tu nie mogą boży namiestnicy?"
 
103 Tak skoro tamę naznaczył mej mowie,
 
  Musiałem zmilknąć, pokarmu niesyty;
 
  Jednak pytałem kornie, jak się zowie.
 
106 „Wpośród Italii ciągną się granity
 
  Gór stromych grzbietem, twej ojczyzny blisko;
 
  Grom bije niżej, niż sterczą ich szczyty.
 
109 Przełącz tam leży, Katrii ma nazwisko;
 
  Pod nią święcona pustelnicza grota,
 
  Jedynobożnych wyznawców siedlisko —
 
112 W ten sens poczęła raz trzeci istota
 
  Święta i wiodła dalej: — Tak żarliwie
 
  Czyniłem Bogu ofiarę z żywota,
 
115 Że na potrawach przyprawnych w oliwie,
 
  Było, przeżywam upały i chłody
 
  I zapatrzeniem bożym jeno żywię.
 
118 Plon wydawały nabożne ogrody
 
  Niebu obficie; dziś są pustym mianem,
 
  Ich marność prędko poznają narody.
 
121 Na świecie byłem Piotrem Damijanem —
 
  Zaś Piotr Pokutnik w domu Bożej Matki
 
  Mieszkał, nad falą Adrii zbudowanem —
 
124 Gdym już przeżywał żywota ostatki,
 
  Powołano mię do tego honoru,
 
  Co wiedzie w coraz groźniejsze upadki.
 
127 Wszak Cefas, a z nim Naczynie Wyboru
 
  Ducha Świętego szli, bosi i chudzi,
 
  Żebrzący strawy od dworu do dworu.
 
130 Dzisiejszy pasterz tak się nie utrudzi:
 
  Ma po pachołku z tyłu i na przedzie,
 
  Z prawej i lewej wspiera go dwóch ludzi.
 
133 Pod jednym płaszczem koń i jeździec jedzie,
 
  Tak że dwie bestie chodzą w jednej skórze:
 
  O cierpliwości, gdzie nas to zawiedzie!"
 
136 Gdy mówił, światła wyiskrzone w górze
 
  Schodziły, krążąc, i przez szybkie ruchy
 
  W coraz jaśniejsze zmieniały się róże.
 
139 Otoczywszy go, przystanęły duchy:
 
  Wraz runął okrzyk w wyższe regijony,
 
  Jakich człowiecze nie słyszały słuchy...
 
142 Nie pojąłem go, hukiem zwyciężony.