Boska Komedia/Niebo - Pieśń XIV

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń XIII Boska Komedia • Raj • Pieśń XIV • Dante Alighieri Pieśń XV
Pieśń XIII Boska Komedia
Raj
Pieśń XIV
Dante Alighieri
Pieśń XV

Jedna z dusz wyjaśnia Dantemu wątpliwość, w jaki sposób po zmartwychwstaniu oczy człowieka zbawionego wytrzymują blask duszy, a następnie Beatrycze i poeta wznoszą się do piątego nieba, na planetę Marsa, gdzie ukazują się im dusze bojowników za wiarę tworzące płomienny krzyż.

 

 1 W krągłym naczyniu dwojgiem fal się mąci
 
  Płyn, które na się zachodzą wzajemnie,
 
  Gdy się go z zewnątrz i z wewnątrz potrąci.
 
4 Podobny obraz ujawnił się we mnie,
 
  Gdy duch żywota niegdyś Tomaszowy
 
  Zapadł w milczenie; bo się tak foremnie
 
7 Układał teraz pogłos jego mowy,
 
  Ku nam falując, z głosem Beatryczy,
 
  Która więc tymi ozwała się słowy:
 
10 „Choć on nie wyrzekł jeszcze, czego życzy,
 
  Ani chęć nawet w głowie mu nie świta,
 
  Potrzeba jemu nowych prawd zdobyczy:
 
13 Blask, którym wasza substancja zakwita,
 
  Wiecznie-li będzie trwał, czy też docześnie,
 
  Póty aż się wiek wypełni do syta?
 
16 A jeśli przetrwa dzień, gdy człowiek wskrześnie,
 
  Jakim sposobem, w ciele cierpiętliwem
 
  Płonąc, nie będzie ócz raził boleśnie?"
 
19 Jak uniesiony radosnym porywem,
 
  Pląsając w kole, cały chór taneczny
 
  Objawia afekt swój gestem i śpiewem,
 
22 Tak po tej prośbie naglącej i grzecznej
 
  Zawirowały z radosnymi głosy
 
  Dwa święte kręgi obręczy słonecznej.
 
25 Kto z was się skarży na śmiertelne ciosy,
 
  Które raj dają po ziemskiej rozłące,
 
  Nie wie, jak luby chłód niebieskiej rosy.
 
28 Jedność i z Dwójcą Trójca, wiecznie tchnące
 
  A władne w Trójcy, w Dwojgu i w Jedności,
 
  Nieogarnięte, wszechogarniające,
 
31 Trzykroć śpiewane były pośród włości
 
  Niebios tak słodko, że najlepszy zgoła
 
  Do większych nagród prawa nie urości.
 
34 I usłyszałem wśród mniejszego koła
 
  W zbożniejszym świetle pełen umilenia
 
  Głos, jak ów Marii zwiastuna — anioła:
 
37 „Dopóki w raju te pląsy i pienia
 
  Trwać będą, póty miłość, co w nas tleje,
 
  Wyiskrzać będzie te szaty z płomienia.
 
40 W miarę zapału blask nasz potężnieje,
 
  A zapał w miarę patrzenia tym silniej,
 
  Im więcej Łaska na nas mocy zleje.
 
43 Gdy dawne ciała mieszkańce mogilni
 
  Przywdziejem, wtedy w tej chwalebnej korze
 
  Bóg będzie na nas poglądał przychylniej.
 
46 Przez to się równie nasza jasność wzmoże,
 
  Co ją wysiewa niebieska skarbnica
 
  I dzięki której patrzym w lica Boże.
 
49 Widzeń się naszych rozrośnie granica,
 
  Rozrośnie ten żar, który z nich się nieci,
 
  Rozrośnie promień, co się w nich nasyca.
 
52 Jak węgiel, kiedy płomień go ukwieci,
 
  Swoją łupinę ogniową przebija
 
  I pośród światła czerwonością świeci,
 
55 Tak przez tę jasność, która nas spowija,
 
  Kształt nasz cielesny lśnić będzie z pożaru,
 
  Dziś jeszcze skryty w grobie, co przemija.
 
58 Ani nie będziem zmęczeni od skwaru:
 
  Organ cielesny będzie dosyć silny,
 
  Aby nie zemdleć z rozkoszy nadmiaru".
 
61 Tedy słyszałem, jak bardzo był pilny
 
  Zawołać: „Amen", każdy ognia płatek,
 
  Spragnion dostania swej szaty mogilnej,
 
64 Nie tyle dla się, ile dla swych matek,
 
  Ojców i wszystkich, których w tamtym bycie
 
  Kochali, zanim zbyli ziemskich szatek.
 
67 A oto mi się zjawiły w rozkwicie
 
  Nowe jasności nad tęcz pierwszą parą,
 
  Niby na rąbku niebiosów o świcie.
 
70 Jak na sklepieniu nieb godziną szarą
 
  Zamajaczeją coraz błyski nowe,
 
  Widniejąc w oczach ni jawą, ni marą,
 
73 Podobne błysły przez mgielną osnowę
 
  Światła i jęły toczyć swe obroty
 
  Ponad dwie inne obręcze tęczowe.
 
76 O szczere Ducha Świętego błyskoty,
 
  Utkwiony w waszej ognistej koronie
 
  Wzrok mój lśnął, rażon gwałtownymi groty.
 
79 Wtem Beatryczy piękność mi rozpłonie
 
  Uśmiechem między światłości ruczaje,
 
  Tak że mej wizji opisem nie zgonię.
 
82 Czułem, że wzrok mój nowych sił dostaje
 
  I że jak gdyby potężnymi pióry
 
  Jestem z mą panią rwany w wyższe raje.
 
85 Czułem to, żeśmy lecieli do góry,
 
  Po roześmianiu gwiazdy purpurowym,
 
  Czerwieńszym niż ton jej zwykłej purpury.
 
88 Modlitwą serca, tym spólnym duchowym
 
  Językiem, Bogu składałem ofiary
 
  Po Jego łaski objawieniu nowym.
 
91 A nie ostygły jeszcze we mnie żary
 
  Całopalenia, gdym miał niewątpliwy
 
  Dowód, że przyjął Bóg me korne dary.
 
94 Bo tak szkarłatny, światły nad podziwy
 
  Zalśnił kształt w głębi tęczowego kręga,
 
  Żem wołał: „Helios, jakżeś urodziwy!"
 
97 Jak owa, która dwa bieguny sprzęga,
 
  Gwiazdami siły różnej świecąc światu,
 
  Niewybadana wiedzą mleczna wstęga,
 
100 Tak pośród Marsa pełen majestatu
 
  Znak mi się jawił, złożony w te linie,
 
  Co razem tworzą przekątnie kwadratu.
 
103 Tutaj ma sztuka z pamięcią się zminie,
 
  Bo w krzyżu raz w raz wybłyskał znak Chrysta:
 
  Wszelka wybłysków modła wobec ginie.
 
106 Lecz kto krzyż bierze, naśladując Chrysta,
 
  Przebaczy mowie mojej niedojrzałej,
 
  Gdy kiedyś ujrzy sam łyskanie Chrysta.
 
109 W ramionach krzyża, tam gdzie się mijały
 
  Lub gdzie schodziły święte błyskawice,
 
  Zaraz się skrzyło żywszymi zapały.
 
112 Jako przez nie dość szczelne okiennice
 
  Wciska się iskier gromada drgająca
 
  Pasem świetlanym w komnaty ciemnicę
 
115 I cząsteczkami ognia cień roztrąca,
 
  Co go człek sobie sztucznie dla osłony
 
  Uczynił, chroniąc się nadmiaru słońca;
 
118 Lub jako w gęśli albo wielostronej
 
  Harfie ze zgodnych uderzeń wykwitną
 
  Miłe, choć w słowa nieubrane tony,
 
121 Tak ja w me zmysły przejmowałem szczytną
 
  Muzykę świateł, która się zbierała
 
  W ramionach krzyża melodią niechwytną.
 
124 Śpiewana była snadź najwyższa chwała:
 
  „Powstań", „Zwyciężaj" — jeno mię doleci
 
  Z pieśni, która się w swoim wątku rwała.
 
127 Zatem się we mnie taka miłość nieci,
 
  Że owładnęła całą duszą moją —
 
  Nigdy nie byłem brany w słodsze sieci.
 
130 Może te słowa nieopatrznie roją,
 
  Mając przepiękne oczy w niepamięci,
 
  Co były dotąd mych tęsknot ostoją.
 
133 Ale kto zważy, iż żywe pieczęci
 
  Piękna, im wyżej, tym działają żywiej
 
  I że w tej chwili do nich wszystkie chęci
 
136 Miałem zwrócone, ten usprawiedliwi,
 
  W czym uchybiłem, albowiem dowiodę,
 
  Iż się jednemu drugie nie przeciwi:
 
139 Wszak ona wzrosła tymczasem w urodę.