Boska Komedia/Niebo - Pieśń XIII

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń XII Boska Komedia • Raj • Pieśń XIII • Dante Alighieri Pieśń XIV
Pieśń XII Boska Komedia
Raj
Pieśń XIII
Dante Alighieri
Pieśń XIV

Św. Tomasz z Akwinu rozprawia o mądrości Adama, Chrystusa i Salomona, a także o niebezpieczeństwie wydawania pochopnych sądów.

 

 1 Kto chce oglądać własnymi oczyma,
 
  Com teraz ujrzał, niech w myśli posplata
 
  I jak kształt ryty w pamięci zatrzyma
 
4 Te piętnaścioro gwiazd najżywszych świata,
 
  Tak gorejących, że śród mgławic mętu
 
  Mrok się najgęstszy przed nimi odmiata.
 
7 Niech wyobrazi wóz, który zakrętu
 
  Pełnego w jednej dokonywa dobie,
 
  Nie schodząc nigdy za skraj firmamentu.
 
10 Niech uście rogu wyobrazi sobie,
 
  Które w pobliżu tego punktu płonie,
 
  Kędy tkwi biegun w lazurowym globie.
 
13 Niech je pomyśli w podwójnej koronie,
 
  Tak ułożone między gwiazd kurzawą,
 
  Jak się złożyły po Ariadny skonie.
 
16 Niechaj przedstawi sobie taką sprawą
 
  Ześrodkowane te niebios ozdoby,
 
  Że jedna w lewo, druga bieży w prawo —
 
19 A ujrzy duszy oczyma jakoby
 
  W widmie obrazu te pląsy i tany,
 
  Co się toczyły wokół mej osoby.
 
22 Widok z ziemskimi tak nieporównany,
 
  Jak Pierworuchu szalone wichury
 
  Z powolnym chodem naszej swojskiej Chiany.
 
25 Tam nie Apollem, nie Baccchem brzmią chóry:
 
  Sławi się Osób Trzech przyrodę bożą,
 
  Sławi w Osobie jednej dwie natury.
 
28 A wtem się tańce i śpiewy ułożą;
 
  Duchy skłonione z kolistego szlaku
 
  Ku nowej trosce myśl zwracają hożą.
 
31 Potem milczenie zgodnego orszaku
 
  Przerwie ów płomień świętego ogniska,
 
  Co mi powiadał o bożym żebraku.
 
34 „Gdy jedna słoma sprzątniona z boiska
 
  I do śpichlerza ziarno już zesute,
 
  Miłość mi drugi snop pod cepy ciska.
 
37 Myślisz tak: w łonie, skąd było wyprute
 
  Żebro na zaczyn owej gładkiej twarzy,
 
  Co świat na taką przywiodła pokutę,
 
40 I w owym pchniętym włócznią dzikiej straży,
 
  Które, ściągając na się pomsty ramię,
 
  Przeszłą i przyszłą winę równoważy —
 
43 W nich obu, to jest w Chryście i w Adamie,
 
  Tyle wmieściła wiedzy twórcza władza,
 
  Ile dopuszcza człowieczeństwa znamię.
 
46 Przeto też dziwno tobie, jak się zgadza
 
  Z tą prawdą moje rzeczenie poprzednie,
 
  Że nie ma równia światło, które chadza
 
49 W piątym płomieniu. Utkwijże wzrok w sednie
 
  Mej myśli; tak z nią twoją wiarę złożę,
 
  Iż będą jako dwa koła spółśrednie:
 
52 To, co umiera i umrzeć nie może,
 
  Jest jeno ziemskie idei odbicie,
 
  Którą kochaniem rodzi tchnienie Boże.
 
55 Bo światłe Słowo, które bierze życie
 
  Od swej Prajaśni, a zawsze się jedna
 
  Z nią i z Miłością, złączone w Trójbycie,
 
58 Promienie rzuca z dobroci bezedna
 
  Na dziewięciorga sfer wiry okolne,
 
  Ustawnie trwając jako istność jedna.
 
61 Potem zstępuje w tworzywa padolne
 
  Stopień po stopniu — aż na byty schodzi
 
  Krótkotrwałego jeno życia zdolne.
 
64 Przez byty owe rozumieć się godzi
 
  Te, co je wirem Pierworuchu sfera
 
  Z nasienia albo i bez niego płodzi.
 
67 Lecz miazga bytów i moc, co ją zbiera
 
  W kształt, są nierówne, toż spod ich osnowy
 
  Typ idealny nierówno przeziera.
 
70 Stąd też pochodzi, że niejednakowy
 
  Owoc, gdzie drzewa gatunek jednaki,
 
  I że są tępsze i bystrzejsze głowy.
 
73 Gdyby ta miazga była bez poszlaki
 
  I pełnia wpływów szła z niebiosów toni,
 
  W bytach by żadne nie istniały braki.
 
76 Ale natura dużo blasku roni,
 
  Tworząc swe dzieło, właśnie jak artysta,
 
  Który zna kunszt swój, lecz jest słabej dłoni.
 
79 Za to jeżeli Miłość płomienista
 
  W dzieło jasnością Pierwomocy tchnęła,
 
  To się w nim jawi doskonałość czysta.
 
82 Tak w owej glinie stworzonej do dzieła,
 
  W które spłynęły wszystkiej krasy zdroje;
 
  Tak w Płodzie Panny, co z Ducha poczęła,
 
85 Słuszne jest zatem powiedzenie moje,
 
  Że nigdy dotąd nie było śród ziemi
 
  Tak doskonałych tworów, jak ci dwoje.
 
88 Gdybym nic nie rzekł więcej, słuszna, że mi
 
  Zadasz pytanie, co znaczyło ono:
 
  Iż nie ma równia między żyjącymi.
 
91 By ci odsłonić, co jest pod zasłoną,
 
  Uważ, kim on był i czego to w darze
 
  Żądał, kiedy mu żądać dozwolono.
 
94 Mniemałem, że ci w mych słowach ukażę,
 
  Iż on był królem i mądrości życzył
 
  Od Boga, by był władcą nad mocarze,
 
97 Nie zaś, by niebios ruchadła policzył
 
  Lub dwu przesłanek, co są sobie sprzeczne:
 
  Musu z przypadkiem następstwo wytyczył,
 
100 Zgadł, są-li dźwignie ruchu ostateczne,
 
  Wkreślił w półkole trójkąt, gdzie by wcięcie
 
  Kąta prostego nie było konieczne.
 
103 Zebrawszy wszystko, wiesz, żem w tym momencie
 
  Mądrość królewską przez ową wspaniałą
 
  Wiedzę rozumiał, godząc w twe pojęcie.
 
106 Jeśli cię słowo »wzniósł się« pomieszało,
 
  Wiesz, że na celu miałem ukazanie,
 
  Iż królów wielu jest, lecz dobrych mało.
 
109 Z tym objaśnieniem przyjmij i patrz na nie.
 
  I niech w pamięci twojej tak ostaną
 
  Nasz pierwszy rodzic i nasze Kochanie.
 
112 A miej u nogi kulę ołowianą
 
  I stąpaj z wolna, jak człowiek znużony,
 
  Zanim osądzisz rzecz nieoglądaną.
 
115 Bo gorzej głupca będzie poniżony,
 
  Kto zbyt dorywczo rozstrzyga i sądzi,
 
  Nie odróżniwszy wprzódy lepszej strony.
 
118 Taki się zmiesza zwykle i pobłądzi:
 
  Nazbyt pochopnie bieży ku fałszowi,
 
  Przy czym uczucie już rozumem rządzi.
 
121 Kto, swej nie znając sztuki, prawdę łowi,
 
  Próżno zarzuca na głębinach wędy,
 
  Bo wynik jego chęciom nie odpowie.
 
124 W takie to właśnie popadli obłędy
 
  Parmenid, Melis, Brissos, inny taki,
 
  Którzy kwapili się, nie wiedząc kędy,
 
127 Sabeliusz, Ariusz i owe pismaki,
 
  Którzy dla Pisma byli jak te miecze
 
  Czyniące z twarzy dorodnych — pokraki.
 
130 Nie bądź więc w sądach zbyt rączy, człowiecze,
 
  Ani nie szacuj zboża na rozłogu,
 
  Zanim się ziarno na słońcu wypiecze.
 
133 Widziałem nieraz wiosną badyl głogu,
 
  Który wyglądał suchy i chropawy,
 
  A potem kwieciem róż wdzięczył się Bogu.
 
136 A znów widziałem szkut piękny i żwawy,
 
  Jako po fali szedł w wielkiej paradzie,
 
  A potem tonął przy końcu wyprawy.
 
139 Niech więc nie sądzi lada kto w gromadzie,
 
  Mówiąc: »Ten darzy Kościół, ów okrada«,
 
  Iż już do wnętrza zajrzał bożej radzie,
 
142 Gdyż ów się może podnieść, gdy ten pada".