Boska Komedia/Niebo - Pieśń VIII

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń VII Boska Komedia • Raj • Pieśń VIII • Dante Alighieri Pieśń IX
Pieśń VII Boska Komedia
Raj
Pieśń VIII
Dante Alighieri
Pieśń IX

Beatrycze i Dante wznoszą się do trzeciego nieba, na planetę Wenus, gdzie przebywają duchy miłujące; tutaj Karol Martel opowiada o sobie i swoim bracie Robercie, a także wyjaśnia przyczynę rozmaitości ludzkich zamiłowań i charakterów.

 

 1 Mniemał świat, w zgubnej obłąkany wierze,
 
  Iż piękna Kiprys miłością skalaną
 
  Włada, po trzeciej rozpędzona sferze.
 
4 Zatem nie tylko jej samej składano
 
  Korne modlitwy i ofiarne wonie
 
  W owe obłędne człowieczeństwa rano;
 
7 Kupidynowi także i Dijonie;
 
  Czczono jej matkę i czczono łucznika,
 
  Co na kolanach siadywał Dydonie.
 
10 Po niej, która pieśń niniejszą odmyka,
 
  Nazwano gwiazdę, co się słońcu wdzięczy,
 
  Pląsa-li przed nim czy za nim pomyka.
 
13 Jak w nią wpłynąłem, nie wiem, lecz mi ręczy
 
  Za prawdę cudu to, iż się na twarzy
 
  Mej pani wybił blask piękniejszej tęczy.
 
16 A jak w płomyku iskierka się żarzy
 
  Lub ton wibruje wśród akordu brzmienia
 
  I na harmonii strun niby się waży,
 
19 Tak ja ujrzałem iskry wśród płomienia
 
  Żwawsze, wolniejsze, to bliżej, to dalej,
 
  W miarę pełności ich jasnowidzenia.
 
22 Wiatr, co się z zimnych obłoków przewali,
 
  Niosąc chłód albo pyły piasku wzdęte,
 
  Pewnie wygląda w locie opieszalej
 
25 Temu, kto patrzał na płomyki święte,
 
  Jak swe taneczne porzuciły roty
 
  U Serafinów wysokich poczęte.
 
28 W trop tych, co niosły najbliżej swe loty,
 
  Brzmiało: „Hosanna", tak słodkiej kapeli,
 
  Żem po niej nigdy nie pozbył tęsknoty.
 
31 Wtem jeden płomień szybciej ku nam strzeli
 
  I pocznie: „Na twą zdajemy się wolę;
 
  Patrz w nas i niech cię nasz widok weseli.
 
34 Z Księstwami nieba w jednym lecim kole,
 
  Zjednani ruchem, celem, pożądaniem.
 
  O nich śpiewałeś niegdyś na padole,
 
37 Że pędzą trzecie niebo pojmowaniem:
 
  A tak cię lubim ja i me siostrzyce,
 
  Że będziem szczęśni, gdy chwilę postaniem".
 
40 Ku pani korne podniosłem źrenice,
 
  A gdy ucieszę je i gdy posilę,
 
  Do światła, co mi taką obietnicę
 
43 Z siebie czyniło, cały się wychylę:
 
  „Kto jesteś — pytam — duszyczko ogniowa?"
 
  A głos swój wielką czułością umilę.
 
46 O, jakie świetne blaski radość nowa
 
  Słońc aureolą kładła zolbrzymiałą
 
  Na duchu, gdy te wymawiałem słowa!
 
49 „Śród ziemi waszej — odrzekł — żyłem mało;
 
  Bogdajbym dłużej tam pomieszkał żywo,
 
  Wiele by złego pewnie się nie stało.
 
52 Uciecha duszna osłania pokrywą
 
  Promieniejącą kształty mej postaci,
 
  Jak jedwabnicę kokonu przędziwo.
 
55 Tę miłość, jaką za miłość się płaci,
 
  Dałeś mi; gdybym trwał między ziemiany,
 
  Byłbyś z niej ujrzał coś więcej prócz naci.
 
58 Owy brzeg lewy, falami oblany
 
  Rodanu, gdzie się z Sorgi nurtem godzą,
 
  Miał niegdyś berłu memu być poddany.
 
61 Z nim róg Auzonii, który wokół grodzą
 
  Zamki Gaety, Bari i Catony,
 
  Gdzie Tronto z Verdem do morza uchodzą.
 
64 Jużem na czoło przymierzył korony
 
  Z tej ziemi, co ją swym strumieniem płucze
 
  Dunaj, niemieckie porzuciwszy strony.
 
67 Piękna Trynakria — nad którą mgły krucze
 
  Nie Tyfej wzdyma, lecz siarka pod korą
 
  Gruntu zatoki, gdzie się Eurus tłucze,
 
70 Między Paquino wiejąc i Peloro —
 
  Raczej by prawych Rudolfa i Karła
 
  Następców na tron czekała. Cóż, skoro
 
73 Tyrania, która tylekroć otwarła
 
  Wrota niesnaskom, w sykulskiej stolicy
 
  Okrzykiem: »Smierć! Śmierć!«, rozjuszyła garła.
 
76 Gdyby brat przejrzał, że mu namiestnicy,
 
  Ta katalońska łapczywa hołota,
 
  Lud krzywdzą, byłby zapobiegł krwawicy.
 
79 Kto państwem rządzi, niechaj się kłopota
 
  O jego dobro: gdy z ładunkiem płynie
 
  Zbyt ciężkim, zbędzie mienia i żywota.
 
82 Szczodrość rodzica zwyrodniała w synie:
 
  Winien by takich wybierać włodarzy,
 
  Co nie zgarniają pieniędzy do skrzynie".
 
85 „Miło mi wierzyć, że ty, twarzą w Twarzy
 
  Pogrążon Bożej, oddychasz weselem,
 
  Co dzięki tobie i na mnie się żarzy
 
88 I co dóbr wszelkich jest źródłem i celem;
 
  Milej, że słów mych szczere znasz oblicze,
 
  Boś jasnowidny duch przed Stworzycielem.
 
91 Ucieszyłeś mię, teraz przeto życzę,
 
  Abyś oświecił, bo mię podziw ima,
 
  Jak miód się może wyrodzić w gorycze".
 
94 Tak rzekłem, a on: „Niech się myśl zatrzyma
 
  Na tym, co powiem, a ku prawd powadze
 
  Będziesz stał twarzą, tak jak dziś plecyma.
 
97 Dobro sycące i dzierżące w wadze
 
  Światy, po których wstępujesz do szczytu,
 
  Opatrzność swoją zmienia w nich na władze.
 
100 A dba nie tylko o naturę bytu
 
  Wszego Przezorność Boża doskonała,
 
  Lecz o ład jego i pełnię dosytu.
 
103 Rzecz, która z tego łuku wybieżała,
 
  Tak niezawodnie do swej mety chynie,
 
  Jako do celu przejrzanego strzała.
 
106 Inaczej nieba, po których drabinie
 
  Stąpasz, zmieniłyby ten świat ogromny
 
  W twór nie cudowi rówien, lecz ruinie.
 
109 Co niepodobna, chyba że ułomny
 
  Duch mają Wiedy, tych gwiazd wzruszyciele,
 
  I ów Pierwowied, mocą w nich przytomny.
 
112 Chceszli, tę prawdę jaśniej ci wybielę".
 
  A ja: „Nie trzeba, wierzę bez dowodu:
 
  Natura chybić nie może w swym dziele".
 
115 „Byłożby — dodał — dla ludzkiego rodu
 
  Gorzej, gdyby żył w niespołecznym stanie?..."
 
  „Tak — rzekłem — ani nie pytam powodu".
 
118 „A istniałby ten stan, gdyby ziemianie
 
  Za rozmaitym powołaniem nie szli?"
 
  „Nie i w tym jasne stoi Mistrza zdanie".
 
121 Te racje podał i dołożył: „Jeśli
 
  Tak jest, to przeto, że na przeznaczonem
 
  Są miejscu, jak je na świat z sobą wnieśli.
 
124 Ten się Kserksesem rodzi, ten Solonem,
 
  Melchizedechem lub tym, czyj junaczy
 
  Syn chciał się w chmury wzbić lotem szalonem.
 
127 Siła okrężna niebios własnym znaczy
 
  Piętnem wosk ziemski z odwiecznego prawa,
 
  Lecz na stan ani krewieństwo nie baczy.
 
130 Jakub się rdzennie różni od Ezawa,
 
  Romulus idzie z tak ciemnego rodu,
 
  Że mu się Marsa za ojca podawa.
 
133 Nie byłby różny płodzący od płodu
 
  I twórca zawsze odbiłby się w tworze,
 
  Gdyby nie czujność Bożego zachodu.
 
136 Na prawowitym stoisz teraz torze;
 
  Aby zaś dowieść, żem ci jest po woli,
 
  Na domiar jeszcze jednego dołożę:
 
139 Jeśli z przyrodą los się nie zespoli,
 
  Płód wyda lichy dobrocią i trwaniem,
 
  Jak ziarno siane w niewłaściwej roli.
 
142 Gdyby świat chodził w parze z przykazaniem
 
  Natury ową przejrzaną koleją,
 
  Sami by dobrzy rodzili się na niem.
 
145 Lecz tam przyrody słuchać nie umieją,
 
  Czyniąc kapłanem, kto stworzon do miecza,
 
  A królem, kto miał zostać kaznodzieją.
 
148 Na błędnych ścieżkach jest stopa człowiecza".