Boska Komedia/Niebo - Pieśń IV

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych


Pieśń III Boska Komedia • Raj • Pieśń IV • Dante Alighieri Pieśń V
Pieśń III Boska Komedia
Raj
Pieśń IV
Dante Alighieri
Pieśń V

Beatrycze wyjaśnia Dantemu przyczynę przebywania dusz na księżycu, przeciwną Platońskiej teorii powrotu dusz na gwiazdy, i rozprawia na temat współwiny dusz, które zostały zmuszone do zerwania ślubów.

 

 1 Prędzej człek wolny głodem się zamorzy,
 
  Nim z dwojga potraw, równo podniebienie
 
  Nęcących, jedną na zębie położy.
 
4 Śród pary wilków równe zalęknienie
 
  Uczuwa jagnię; z takimże namysłem
 
  Staje pies czwany między dwa jelenie.
 
7 Jeślim więc milczał i w źródle wytrysłem
 
  Wiedzy nie czerpał, ni wstyd, ni się szczycę,
 
  Bo między dwiema chęciami zawisłem.
 
10 Milczałem, ale wydawało lice
 
  Jaśniej, niż gdybym chciał użyć słów wiela,
 
  Moje pragnienia i moje tęsknice.
 
13 A Beatrycze na sposób Daniela,
 
  Co gniew ugłaskał Nebukadnezora
 
  I pohamował wróżków karciciela,
 
16 Odgadłszy, rzekła: „Widzę, jak się pora
 
  W tobie podwójna chęć i jak się stawa
 
  Hamulcem myśli odmiennych przekora.
 
19 Wszak rozumujesz: jeśli wola prawa
 
  Trwa w człeku, przecz-że gwałt, co ją pokona,
 
  Ma jej ujmować do zasługi prawa?
 
22 Po wtóre: myśl twa jest zastanowiona
 
  Dusz powracaniem do gwiazd, skąd ród wiodą
 
  Wedle pewnego twierdzenia Platona.
 
25 Te dwie zagadki równo ciebie bodą,
 
  Lecz przede wszystkim tobie się wyłoży
 
  Mniemanie, które większą grozi szkodą.
 
28 Serafin, choć się najwewnętrzniej wboży,
 
  Mojżesz, Samuel i święci Janowie,
 
  Nawet majestat Marii, Matki Bożej,
 
31 Nie wyższe dzierżą krzesła w tej budowie
 
  Raju ni dłuższą mierzą szczęście dobą
 
  Niż ci, w tej chwili zjawieni duchowie.
 
34 Wszyscy pierwszego kręgu są ozdobą;
 
  Większej lub mniejszej zaznają słodyczy,
 
  W miarę jak na nich tchnie Bóg swą Osobą.
 
37 W niebie, które się niniejszym graniczy
 
  Kręgiem, jawią się, by wskazać tym znakiem,
 
  Że się ich szczęście do mniej szczytnych liczy.
 
40 Do was potrzeba gadać słowem takiem,
 
  Bo wasza wiedza przez zmysły się wszczyna,
 
  Rozum zmysłowym jeno kroczy szlakiem.
 
43 Do pojęć waszych pismo się nagina,
 
  Gdy Panu Bogu daje kształt człowieczy,
 
  Choć, czym naprawdę jest, nie zapomina.
 
46 To samo Kościół Święty ma na pieczy,
 
  Gdy Gabryjela lub Michała kreśli,
 
  Albo Anioła, co Tobiasza leczy.
 
49 Co o człowieczych duszach Platon myśli,
 
  Nie jest symbolem, jak w tutejszym bycie,
 
  Gdyż co powiada, to rozumie ściślej.
 
52 Mówi, że dusza na gwiazdę w błękicie
 
  Wraca, skąd była odjęta, jak wierzy,
 
  By stać się formą na cielesne życie.
 
55 Może też inna w jego słowach leży
 
  Myśl i rzekoma sprzeczność nią się godzi,
 
  Wtedy powagę jej uznać należy.
 
58 Jeśli rozumie, że od gwiazd pochodzi
 
  Wpływ zły i dobry, z naganą i chwałą,
 
  Może łuk jego w cząstkę prawdy godzi.
 
61 Fałszywy wykład sprawił zła niemało:
 
  Przezeń Jowisza, Marsa, Merkurego
 
  Imiony gwiazdy się ponazywało.
 
64 Wtóre wątpienie, skroś którego biegą
 
  Twe myśli, słabszy jad wysącza z czary,
 
  Niezdolen odwieść cię od boku mego.
 
67 Kiedy-ć się krzywdą wydadzą zamiary
 
  Sprawiedliwości Bożej na padole,
 
  To nie kacerstwa się imaj, lecz wiary.
 
70 Ponieważ jednak rozsądek wasz zdole
 
  Wniknąć w tej prawdy głębiny przejrzyste,
 
  Jako pożądasz, tak cię zadowolę:
 
73 Jeśli przemocą zwać się ma zaiste
 
  Ten gwałt, co wolę przeciw woli zmaga,
 
  To nie ze wszystkim te dusze są czyste.
 
76 Wola prawdziwa wytrwa, gdy się wzdraga;
 
  Tak płomień ognia swego nie uroni,
 
  Choć wiatr tysiąckroć kręci go i smaga.
 
79 Jeśli się wola choć cokolwiek skłoni,
 
  Już służy sile; ich w tym wina głównie,
 
  Że nie wróciły do świętej ustroni.
 
82 Gdyby w swej woli trwały tak hartownie
 
  Jako Wawrzyniec brany na katusze
 
  Lub Mucjusz, gdy kładł dłoń w płonącą głownię,
 
85 Wyrwałyby się światu i w otusze
 
  Poszły po dawno przedsięwziętej drodze:
 
  Ale są rzadkie takie silne dusze.
 
88 Jeśli wykładem moim trafnie godzę
 
  W twoją pojętność, błąd ci się umyka,
 
  Co by ci nieraz jeszcze dojadł srodze.
 
91 Teraz innego obłęd matecznika
 
  Zagraża tobie: z jego kotłowiska
 
  Nigdy nie wyszedłbyś bez przewodnika.
 
94 Już ci mówiłam, że duch, gdy pozyska
 
  Raz świętość, kłamstwem brzydzi się koniecznie,
 
  Jako że pierwszą Prawdę ujrzał z bliska.
 
97 Zaś od Piccardy wiesz, jak to statecznie
 
  Welon w czci miała Konstancja pobożna,
 
  Stąd możesz mniemać, że myślimy sprzecznie.
 
100 Padnieli, iż się inaczej nie można
 
  Większej uchronić szkody, człowiek zatem
 
  Wbrew chęci czyni rzecz, która jest zdrożna.
 
103 Alkmeon, ojca mszcząc, matki szkarłatem
 
  Splamił się, ale z powinności syna:
 
  Miłość synowska zrobiła go katem.
 
106 Kiedy więc wola sama się nagina,
 
  Dopomagając sile, wtedy snadnie
 
  Usprawiedliwić już się nie da wina.
 
109 Wola bezwzględna zawsze sobą władnie,
 
  Ulega jednak, kiedy strach zagraża,
 
  Iż przez oporność w złe większe popadnie.
 
112 Piccarda w swojej powieści wyraża
 
  Tę wolę czynną, gdy ja opór bierny;
 
  Najdzie w tym zgodę, kto dobrze uważa".
 
115 Tak to płynęła z przeświętej cysterny
 
  Prawd wszelkich struga pięknego ponika,
 
  Mir niosąc mojej tęsknocie niezmiernej.
 
118 „O ty, pierwszego ze wszech Miłośnika
 
  Oblubienico — tak rzekłem — w poświatę
 
  Słów hojna, co mię do głębi przenika,
 
121 Jestestwo moje jest nie dość bogate,
 
  By opłaciło Łaskę należycie:
 
  Ten, który może i wie, da zapłatę.
 
124 Nigdy nasz rozum nie będzie w dosycie,
 
  Jeśli go Prawda Boża nie ucieszy,
 
  Nad którą nie ma prawdy we wszechbycie.
 
127 W niej kwapi spocząć, jako zwierz w pieleszy,
 
  Ledwie tam wróci; a powrócić zdoła,
 
  Boć przyrodzona chęć ku wiedzy śpieszy.
 
130 W krąg prawd wątpienia rosną, jak dokoła
 
  Pnia młode pędy, a natura święta
 
  Ze szczytu na szczyt wstępować nas woła.
 
133 W tym ma otucha leży i zachęta,
 
  O pani, pytać chcę pokornie dalej
 
  O inną prawdę, co mi zasłonięta.
 
136 Chcę wiedzieć: śluby chybione ażali
 
  Można zastąpić czym, co równo waży,
 
  I czyli można takie kłaść na szali?"
 
139 Spojrzałem na nią, a jej wzrok się żarzy
 
  Skrami miłości tak wielce boskiemi,
 
  Że nie zdzierżyłem, odwróciłem twarzy
 
142 I stałem błędny, z oczyma ku ziemi.