Boska Komedia/Niebo - Pieśń III
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Na księżycu przebywają dusze tych, którzy nie wypełnili ślubów, a między nimi Piccarda Donati; opowiada ona o sobie i swej towarzyszce, cesarzowej Konstancji.
1 Słońce, co pierwszy żar w mej piersi młodej
Zatliło, oto znowu mi odsłania
Słodką twarz prawdy mądrymi wywody.
4 Więc z jego łaski pełen rozeznania,
A niepewności wolen, wzniosłem głowy,
Ile się godzi dla potakiwania.
7 Wtem mi się nagle dziw ukazał nowy,
Który na oczy parł się z tak widoczną
Chęcią, że w ustach zapomniałem mowy.
10 Jako przez szybę gładką i przezroczną
Lub niegłębokie strumienie topieli,
Kiedy jej fale od wiatru wypoczną,
13 Ku patrzącemu własna twarz odstrzeli,
Lecz tak niepewna, że na czole białem
Perła się plamą wyraźniej szą bieli —
16 Taki tłum liców człowieczych ujrzałem:
Za czym popadłem w odwrotne złudzenie
Narcyza, co go cień ogarnął szałem.
19 Zaledwiem spostrzegł te rzekome cienie,
Aby rozpoznać, skąd-li są i czyje,
Szybko za siebie rzuciłem spojrzenie.
22 Ale nie widząc nic, wykręcam szyję,
Ku mojej pani ślę wzroku narzędzie
I uśmiech tlący w świętych oczach piję.
25 „Niech ci mój uśmiech w podziwie nie będzie
Rzekła — nim prawdę słaby sąd odróżni,
Stopa twa jeszcze waży się w obłędzie
28 I zmysły twoje zawiesza na próżni.
Prawdziwie tutaj dusze ci się jawią
Ludzi, co ślubem swym zostali dłużni.
31 Mów z nimi, słuchaj, wierz w to, co ci prawią,
Bo zapatrzone w światło, które żywi,
Wbrew jego blaskom kroku nie postawią".
34 Za czym jam w ducha, który utęskliwiej
Pragnął przemówić, oczy moje wszczepił,
Jak ludzie chęcią przemożną lękliwi.
37 „O duchu błogi, coś się już pokrzepił
Słodyczą blasków wiecznego żywota,
Której nie pojmie ten, co sam z nich nie pił,
40 Niechaj pozwoli łaska i ochota
Poznać twe własne i innych koleje..."
Z uśmiechem rajska odrzekła istota:
43 „Przychylność nasza otwiera wierzeje
Słusznym życzeniom i tak jest im skłonna
Jak boża: boży dwór myśl pańską sieje.
46 Jam była w świecie siostrzyczka zakonna;
Jeśli się swojej poradzisz pamięci,
Nie zakryje mię uroda pozgonna.
49 Jestem Piccarda; tu, gdzie inni święci,
W błogosławieństwie siedzę, sama święta,
W sferze, która się najpowolniej kręci.
52 Władzę uczucia jedyna nam pęta
Miłość Świętego Ducha; w naszym bycie
W taką rozkoszy normę jest ujęta.
55 Los nasz pozornie uboższym widzicie,
A jest nam dany, bośmy zaniedbali
Lub nie spełnili ślubów należycie".
58 A ja: „W tych waszych postaciach się pali
Jakiś blask boski i twarz waszą cudną
Od ziemskich stawia w nieskończonej dali.
61 Więc zrazu pamięć była mi obłudną;
Ze słów twych dzieje zdołałem odtworzyć
I rysy teraz przypomnieć nietrudno.
64 Lecz powiedz: szczęśni, którym dano zbożeć,
Czy pożądacie wyższego mieszkania,
By widok albo użycie pomnożyć?"
67 Na to uśmiechnie się duchów kompania,
A zaś Piccarda, szczęsna anielica,
Jakby w zapale pierwszego kochania:
70 „Bracie — powiada — chęć naszą nasyca
Zupełnie miłość, która chcieć nam radzi,
Co posiadamy: i to jest granica
73 Żądz naszych. Byśmy wyżej byli radzi,
Znalazłaby się wola nasza w sporze
Z wolą Onego, który los nasz ładzi.
76 Nieradość w sferach nieba być nie może;
W kochaniu Boga żywie, kto tu gości,
A miłość stąpa po zgodliwym torze.
79 Raczej jest formą naszej szczęśliwości
Trwać, kędy boża każe nam potęga,
Z wolą się bożą skupiać do jedności.
82 Ilu nas tu jest, od kręga do kręga,
Duch żaden na chęć inną się nie poda,
A Pan je wszystkie w swoją wolę wprzęga.
85 Bo wola Pana to nasza pogoda:
Ona jest morzem, dokąd spływa życie,
Które on tworzy lub przezeń przyroda".
88 Teraz mi nagle wybłysło odkrycie,
Że w całym niebie — raj, lecz Łaska rosi
Tutaj obficiej, a tam mniej obficie.
91 A jak gdy służba potrawy obnosi,
Kto syty jednej, drugiej patrzy chutnie:
Tutaj dziękuje, a o tamtą prosi,
94 Tak ja spragniony i ciekaw okrutnie
Proszę słowami i gestami przy tem —
Pleść nici na tym niedotkanym płótnie.
97 „Większą nagrodą, doskonalszym bytem
Jest obdarzona ta, co w swym klasztorze
Mniszki welonem stroi i habitem,
100 Aby gotowe były w każdej porze
Dla Oblubieńca, co jest ślubom chętny,
Byle składanym w miłosnej pokorze.
103 Dzieweczce już świat wydał mi się wstrętny,
I poszłam za nią, jej przybrałam stroje,
Przyrzekłam żywot z jej świętymi piętny,
106 Ale przywiedli na mnie niepokoje
Źli ludzie; z cichych murów mię wyrwali —
Bóg wie, czym odtąd było życie moje...
109 Ta wtóra jasność, co w świetlanej fali
Obok mnie błyszczy i wszystkimi blaski
Tej naszej sfery płomiennej się pali,
112 Od losu równej doznała niełaski:
Mniszeczką była; jej też ludzie śmieli
Zedrzeć ze skroni cień świętej przepaski.
115 Lecz chociaż na świat wywlekli ją z celi
I wbrew jej ślubom welon zdarli z twarzy,
Z serca jej zasłon raz wziętych nie zdjęli.
118 To Konstancyji wielkiej duch się jarzy,
Co z Szwabii wichru wtórego na tronie
Wydała trzeci — kres rzymskich cesarzy".
121 Tak rzekła. Potem, słucham, z ust jej wionie
Ave Marija, i nucąc, przepadnie,
Niby rzecz ważka rzucona na tonie.
124 Wzrok mój, dopóki mógł ją ścigać snadnie,
Biegł za nią; skoro kształty jej się zwiały,
Na celu pragnień swoich znów się kładnie,
127 Ku Beatryczy obrócony cały.
Lecz grom piękności jej mię spiorunował
Tak, że źrenice zrazu nie zdzierżały,
130 I usta moje pytające skował.