Bolesławowi Prusowi
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Niechaj pracownik nie żali się cichy,
- Gdy ziarno myśli wciąż rzucając świeże,
- W oklaskach tłumu i błyskotkach pychy
- za trud swój głośnej zapłaty nie bierze.
- Rozgłos i sława przemija tak marnie
- Jak tuman pyłu, którym wicher kręci...
- Choć nagle cały widnokrąg ogarnie,
- Znikając z oczu, znika i z pamięci.
- Opada fala uwielbieniem wrząca
- I tych, co w górę wyniosła na sobie,
- Po krótkiej chwili znowu na dół strąca,
- I grzebie żywcem w zapomnienia grobie.
- Powoli nawet dźwięk imienia głuchnie -
- Zgłuszą go nowi tłumu ulubieńce -
- I w bezimiennym rozsypią się próchnie
- Oznaki hołdów i laurowe wieńce.
- Zginą od prądów chwilowych zawiśli
- Za widmem sławy goniący sztukmistrze,
- Lecz nie zaginie siew szlachetnych myśli
- I nie przepadną natchnienia najczystsze.
- Choć pracownika noc otoczy głucha,
- Wyrosną kwiaty na cmentarnej grzędzie
- I nieśmiertelna cząstka jego ducha
- W sercu pokoleń późniejszych żyć będzie.
- A nowych czasów dążenia i czyny,
- Co nieświadomie zeń początek wiodą,
- Te nie więdnące dając mu wawrzyny,
- Będą dla niego najwyższą nagrodą!