Bezimiennemu
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Gdy jeszcze gościł na ziemi
- Złe mu w gościnie tej było -
- Miał serca, serca za wiele,
- I to go właśnie zgubiło.
- Był jak ta harfa eolska,
- Co drży za każdym powiewem,
- Miotany na wszystkie strony
- Miłością, bólem i gniewem.
- Greckiego piękna kochanek,
- Czciciel potęgi i czynu,
- Marzył o duchach niezłomnych
- I szukał ludzi wśród gminu.
- I bratnie podawał dłonie,
- I wierzył, że pójdą razem
- Zbratani wielkością celu,
- Spojeni krwią i żelazem.
- Anioła widział w kobiecie -
- Lecz ta mu serce rozdarła,
- A bracia? - ci go zawiedli,
- Więc miłość ziemska umarła.
- Kraj swój miłował rodzinny
- Tęsknym uczuciem sieroty
- I wierzył w zwycięstwo ducha,
- W tryumf wolności i cnoty;
- Wierzył, że naród szlachetny
- Nie ginie i nie umiera,
- Że znajdzie w każdym swym synu
- Mściciela i bohatera.
- Więc kiedy ujrzał nareszcie
- Rozwiane najświętsze mary,
- Strasznego rozbicia świadek
- Ostatniej pozbył się wiary;
- A chociaż uszedł przed wrogiem,
- Nie uszedł potwarzy ciosu
- I nie miał z kim się podzielić
- Goryczą swojego losu.
- I błądził wśród obcych ludów
- Nieznany, samotny człowiek;
- I umarł z dala od swoich -
- I nikt mu nie zamknął powiek -
- I nikt już o nim nie wspomni -
- I jest już garścią popiołów -
- A twarda ziemia wygnania
- Na sercu cięży jak ołów.