Aszera
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Ponad ziemskim lecąc globem,
- W brylantowych skrzę się rosach,
- Wonne róże na mych włosach,
- Z moich ramion spływa bluszcz;
- Nad otwartym stanę grobem.
- Pocałunki śląc namiętne,
- I uwiodę cienie smętne
- W lazurowych kraje puszcz.
- Niegdyś, dawniej, świat młodzieńczy
- Rozmarzyłam w sen lubieżny,
- Do mej piersi tuląc śnieżnej,
- W namiętności strojąc kwiat;
- Dziś mię próżno róża wieńczy,
- Zapoznane bóstwo błędne
- Bez uścisków schnę i więdnę,
- Opłakując dawny świat.
- I choć tyle ognia w łonie,
- W ustach pragnień niosę tyle,
- Nie zlatują się motyle,
- Aby wieczną rozkosz pić,
- I kochanków próżno gonię,
- Paląc lilie swym oddechem;
- Nad przeszłości dźwięcznym echem
- Zadumana muszę śnić.
- Kwiaty więdną, blaski gasną,
- Porankowych braknie rojeń
- I miłosnych już upojeń
- Nie pożąda zimny tłum,
- I zmysłową żądzę jasną,
- Zapaloną w ust purpurze,
- W melancholii topi chmurze
- Lub przelewa w westchnień szum.
- A za łzawą biegnąc perłą,
- Ogniem życia już nie tryska;
- Smutnie dymią ciał ogniska,
- A nie dają ciepła już.
- Brylantowe złożę berło
- Lub na gwiazdy pójdę inne,
- Bo tu lilie wód niewinne
- Natrząsają się z mych róż.
- Albo rzucę wzrok błyszczący
- Między ciche zmarłych cienie,
- Rozbujanej piersi drżenie
- Może ruszy śpiący proch;
- Może oddech mój gorący
- Kości stopi i skrysztali,
- Z zapomnienia wyjdą fali
- I kochanków odda loch.
- Do mnie, do mnie, tu do łona,
- Znów zakwitać, znowu płonąć
- I w uściskach ciągłych tonąć -
- Spłyńcie roje bladych mar,
- Ja otwieram swe ramiona,
- Pocałunkiem zmyję pleśnie,
- Tam sen w grobie, tu raj we śnie
- I miłości wieczny czar.
- Czyż mam próżno sypać skarby
- Gwiazd, korali, pereł, wieńców,
- Rzęs jedwabnych i rumieńców,
- Alabastrów miękkich ciał
- I w urocze przybrać farby
- Pożądania rajskie drzewo,
- By spłynęło łez ulewą,
- A owoce wicher zwiał?
- Młodość, piękność, wdzięk i siłę,
- Skwarem nieba, tchnieniem wiosny
- Skojarzoną w splot miłosny,
- Nieprzebyty okrył cień;
- Adonisa dziś mogiłę
- Wśród Byblosu wonnych zwalisk
- Nie otacza rój odalisk
- Gorączkowych pełny drżeń.
- Cześć rozkoszy bez uniesień
- Serc nie pali i nie wskrzesza,
- Słońc na chmurach nie zawiesza,
- Nie przymnaża twórczych sił;
- Namiętności smutna jesień
- Życiodajne traci ognie,
- Do harmonii ciał nie dognie
- Obumarłych typy brył.
- W opóźnionych pulsach świata
- Erotyczna boska władza
- Skrzepłych istnień nie odmładza,
- Ledwie ciągnie dalszy byt,
- Mych gołąbków tęcz skrzydlata,
- Zawieszona u podwiązki,
- Bez mirtowej wróżb gałązki,
- Najjaśniejszy czeka świt.
- Muszę rzucić błysk zmysłowy
- I dzisiejszą łez opiłość
- W wulkaniczną zmienić miłość,
- Co poruszy nowy prąd. -
- Gdy rycerski proch grobowy
- Mym uściskiem rozpłomienię,
- Wyjdzie silne pokolenie
- Chananejski zyskać ląd!