A Dorio ad Phrygium
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
XVII
Po trojańskiej wojnie w sporo już czasu,
Kiedy nominalny ostatni król
Panował w królestwie nominalnym,
Jechałem był (pomnę) „borem - lasem"-
Sosn szeregi za mną i przede mną
Jak chór grecki zbiegały się w epod,
Ale koła skrzyp, ale zacięcie bicza,
Ale wiatr gdzieś suchą łamiący gałąź,
Ale pijanego słodyczą kwiatów bąka
Pieśń pijana, z kielicha niesiona w kielich,
Ale żaby skrzek w pobliskim bagnie
Lazurową pstrym niezapominką,
Zagajały tysiąc podrzędnych tonów,
Podchwytujących główny pieśni ustrój.
Tak nie tylko w romanckich płodach późniejszych
Z Doryjskiego na Frygyjskie schodzi
Rzecz poety, snując się na pozór
W barbarzyński i dziwaczny sposób,
I lud dawny tak samo w teatrach,
Gdy długie go umartwiało patos,
Wołał przecież:„Dlaczego nic nie ma
W tych tragediach gwoli Bachusowi?"
Lud klasyczny więc wchadzał do Chóru,
Apostrofującym tym wykrzykiem
Naglił formę, tok przerywał z-rzędny,
Oratorstwem grożący na scenie.
Owszem - właśnie że za dni Nerona
Przepis prawa i sam oklask objął.
Równo było, metrycznie i sfornie,
Arcymiernie było... nie było nic!
XVIII
Z niewiastą cóż być ma? gdy społeczność
Nominalnie istnieje? - Ta zaś jest czym?
Skoro Senat w mundurach szambelańskich
Poza Ojczyzną, armia gdy w szeregach obcych,
Parlament w dziecinniejącej pogawędce,
Salony ledwo że modą żywe,
A udawającymi zdań zamianę
Monologami są rozmowy!...
„Bawić na wsi!" - te dwa tylko słowa
Pozostają, jak z okrętu okrzyk:
„Ziemia! ziemi a!..." gdy dni wiele i nocy
Żagle twoje pękały od wichru,
Wielokrotnym popstrzone łataniem,
Jak chwiejący się w łachmanie nędzarz,
Drżą-te słysząc słowa: „Ziemia! ziemia!"
Na wsi bawić! dopokąd wieś jeszcze
Niezupełnie jest czymś nominalnym!
Ziemia bowiem, jakkolwiek pokorna,
Tak że się ją depcze wciąż i depcze,
Ziemia nawet uprawianą chce być
Ręką wolną!-Nie najdłużej ona,
Niewolnikom się ścieląc pod łańcuch ich,
Wdzięczną chce być-i może!
Dnia jednego, jednej nocy... pewnej chwili
Zapomniany zegar, gdzieś na niepomnej wieżycy,
Jaskółczymi pozornie osklepion gniazdy,
Zawróci nagle rdzawe koła...
I wyjęknie, że czas jest-tylko to rzecze,
Nic nie mówiąc więcej, lecz że jest czas...
I odepchnie ziemia pług - i nie raczy
Chcieć, by ją nie rozweselony niczym
Oracz tykał, jak błoto kajdaniarz:
Sto ma piersi Cybela, karmić gotowa
Dzieci wiele, które ssą z uśmiechem!