Święty Boże, święty mocny
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- O niezgłębione, nieobjęte moce!
- Skrzydłami trzepocę
- jak ptak ten nocny,
- któremu okiem kazano skrwawionem
- patrzeć w blask słońca...
- Święty Boże! Święty Mocny!
- Święty a Nieśmiertelny!...
- A moje skrzydła plami
- krew, która cieknie bez końca.
- z mojego serca...
- A oko moje zachodzi mgłą,
- która jest skonem
- i mego serca, i duszy mej!
- Niech będzie skonem i Twoim!
- Święty Boże! Święty Mocny,
- Święty a Nieśmiertelny,
- zmiłuj się nad nami!
- I niechaj łzy,
- które o jasnym poranku
- wiszą na kłosach wypoczętych zbóż
- lub szkliwa pianą okrywają kępy
- w sen otulonych traw,
- zmienią się w głośne skargi
- i bez ustanku
- płyną do Twoich zórz...
- Niechaj rozszarpią na strzępy,
- na krwawe szmaty
- łuny świtowe, powstałe nad ziemią,
- gdzie ból i rozpacz drzemią,
- ogromne, przez Szatana zapłodnione światy,
- a może przez Ciebie,
- o Święty, Nieśmiertelny, Święty, Mocny Boże!
- Dlaczego moje li wargi
- mają wyrzucać krwawą pieśń?!
- Płacz ze mną!
- Dlaczego sam mam iść w tę przestrzeń ciemną,
- choć żar południa pali się w przestworze?...
- Dlaczego sam mam wlec się na rozdroże,
- ku tym pochyłym krzyżom,
- którym na czarne ramiona
- kracząca siada wrona
- i dziobem zmarłe rozsypuje próchno?
- Niech głuche żale nie głuchną!...
- Idź ze mną!
- Zrzuć z Siebie, Ojcze, nietykalne blaski!
- Zgarnij ze Siebie tę bożą,
- tę władającą moc, co nad wiekami
- nieugaszoną płomienieje zorzą
- i światłość daje światom,
- i światy w swoim ogniu na popioły trawi!
- Stań się tak lichy jak ja, i skulony,
- i doczesności okryty łachmanem,
- wlecz się nieszczęsnym łanem
- za kluczem w dal przymgloną ciągnących żurawi,
- ku cichej, na rozstajach kopanej mogile
- zapomnianego człowieka!
- Albo w swej całej, wiekuistej sile,
- w całej potędze wszechmocnego bytu,
- stań przy mym boku
- i duszę moją rozszerz do Swego bezmiaru,
- i oczy moje, w smutku zapatrzone strony,
- rozewrzyj, królu globów pełnych żalu,
- do nieobjętych orbit,
- i wlecz się, wlecz się ze mną na samotne pola,
- ku tym ostami porosłym przydrożom,
- gdzie, kurzem obsypana, ślepa siadła Dola...
- A wiatr rozwiewa jej włosy
- i żwir jej w puste sypie oczodoły,
- a słońce, rozpaliwszy bezdenne niebiosy,
- pali jej żółte, pomarszczone skronie
- i po policzkach leje strumień żaru,
- w bezdźwięczną skórę piersi wysuszone zmienia
- i wargi jej roztwiera, daremnie łaknące
- ach! rzeźwiącego zbawienia.
- A dzwon się rozlega,
- z jękiem się czołga po spalonej łące,
- z płaczem się wznosi nad umarłe błonia,
- łkaniem wyschnięte chce poruszyć wody
- i zrozpaczony zamilka u brzega,
- i znów się zrywa, i jęczy, i płacze,
- i łka, i płynie, i płynie, i płynie
- w tej rozpłakanej godzinie...
- A jako widna ta ziemia, wspaniała
- wielką godziną konania,
- nie pogrzebione wokół leżą ciała,
- a ci się wloką, popędzani mocą
- strasznego lęku.
- A każda głowa ku ziemi się słania
- każde kolano się chwieje,
- a krzyże posmutniałe drżą w wychudłych ręku,
- a w wietrze chorągwie trzepocą,
- a w martwym, niemym słońcu gromnice się złocą,
- a Śmierć przed tłumem kroczy,
- wielkimi kroczy odstępami
- i z śmiechem na trupich ustach
- wywija kosą stalową,
- połyskującą w południowym skwarze,
- A nad jej głową,
- jak wieniec z czarnych ziół,
- rozkwitłych podmuchem żałoby,
- gdzie drzemią stuleci groby,
- zgłodniałych kruków krążą stada
- chmurą ściemnioną
- i wysunąwszy dzioby,
- żądliwie chłoną
- ten wiew, który idzie od ziemi –
- trujący, śmiertelny wiew...
- A ona, świata przebiegając smug,
- kroki swe liczy na mile
- i kosą zatacza łuk,
- że jako zboże w dzień kośby,
- tak pokolenia padają
- na nieskończonym obszarze,
- który jej mocy oddał się spokojny,
- który jej mocy oddał się bezwiedny...
- O dzwonu łkające prośby!
- O szumie więdnących drzew!
- O Boże, Święty Boże! Święty a Nieśmiertelny!...
- A ci się wloką,
- blasków słonecznych odziani powłoką.
- A dzwon się rozlega
- w blasków słonecznych pozłocistym pyle,
- opadającym na zielska przydroży,
- na melancholię okryte przecznice,
- na grób samotny
- zapomnianego człowieka.
- Kopcie samotny grób!
- Niechaj w nim kości położy
- ten, który z matki żywota
- wyniósł nieszczęsny los!
- Nieokiełzana gnała go tęsknota
- za widmem bólu,
- który sam jeden
- wszechmocny posiada głos,
- który sam jeden rozpieśnia
- duszę słabego człowieka
- w natchnioną pieśń,
- zapładniającą światy...
- Kopcie samotny grób,
- pośród krwawników kopcie i dziewanny,
- u stóp
- próchniejącego krzyża,
- gdzie w południowy skwar
- bratnie się schodzą duchy,
- tłum zapomnianych mar,
- i wśród spalonej usiadłszy murawy,
- jęk wyrzucają głuchy
- z skrwawionych łon...
- A jęk ten idzie po zżętych zagonach
- razem z tą pieśnią, którą jęczy dzwon –
- na rżyskach rusza porzucone kłosy,
- czarnymi ożyn jagodami chwieje
- i wierzb płaczących srebrne czesze liście,
- i szumi w wierzchach czerwonych chojarów...
- Kopcie samotny grób
- tam, na tej miedzy szerokiej,
- gdzie rośnie łopian chropawy,
- gdzie srebrne lśnią się podbiały,
- gdzie aksamitna bylica
- rozpierza miękkie swe kiście!
- Tam, gdzie ten parów
- sączy resztkami wody,
- gdzie ten wądolec ospały,
- gdzie ci się wloką,
- blasków słonecznych odziani powłoką,
- gdzie się nad drogą kurzu wzbija słup,
- kopcie samotny grób!
- Gdzie ziemia pęka od żarów,
- gdzie każda jej grudka
- pełna jest znojów
- i krwawych prób,
- gdzie dzwon się rozlega,
- gdzie w wietrze chorągwie trzepocą,
- gdzie się gromnice złocą –
- kopcie samotny grób!
- Gdzie w dali pobłyskuje jezioro tęskniące,
- gdzie jaskier więdnie na łące –
- gdzie opuszczone mogiły –
- te kopce poległych wojów
- nielitościwy rozorywa pług,
- rdzawe szablice wyrzucając z wnętrza,
- dziś wroga zbrodniczy łup,
- tam wy samotny, cichy, kopcie grób!...
- Niechaj w nim kości położy
- ten, który powstał z tej ziemi,
- który miał w sobie jej trud,
- jej tajemniczy jęk,
- idący z głębin przestworzy
- w południa senny skwar.
- Niechaj w nim spocznie na wieki
- ten, który zabrał z jej chat
- żalniki łez
- i czekał, kiedy przyjdzie wybawienia kres,
- i z jej szumiących zbóż
- zgarniał ten dziwnie przejmujący szum,
- i w swoich dum
- treść go zamykał, i w świat
- jak wielką świętość niósł.
- I żal go zdejmował,
- że mu nie daną była moc,
- by zmienić w tryumf te łzy;
- że nie miał siły,
- aby te szumy żałobne
- w jakiś weselny,
- w jakiś radosny hymn się rozpieśniły!
- I obarczony przekleństwem najdroższych,
- stanął na drodze w dzień tuczy,
- jak krzew pogięty,
- i z piorunami w zawody
- rozpaczą grzmiał!
- A burza huczy i huczy,
- a chmur się kłębi wał,
- a wiatr mu deszczem miecie w ślepe oczy,
- a grzbiet mu drży jak brzoza wśród pustego pola,
- a ślepa na przydrożu przykucnięta Dola
- śmieje się dzikim śmiechem,
- że się nie spotkał z echem
- ten rozpaczliwy głos,
- że go wchłonęły odmęty
- tej burzy.
- Że w tej nieśmiertelnej podróży,
- w tej drodze znojnej,
- na tym zsieczonym łanie
- upadł bezsilny człek,
- do wichru zwalił się stóp.
- Kopcie samotny grób!
- A Ty, o Święty,
- o Nieśmiertelny,
- który swym jednym oddechem
- wypełniasz wieków wiek,
- Ty od powietrza, głodu, ognia i wojny,
- i od Szatana, który w dom przychodzi
- i dusze zwodzi,
- zachowaj nas. Panie!
- Świat dół swój grzebie
- od pierwszych dni,
- a w obramieniu Trójkąta
- Twe oko lśni
- nad węgłem niebieskiej bramy...
- A my wołamy do Ciebie,
- a my wzdychamy,
- Ewy nieszczęsne dzieci...
- A z głuchym łoskotem
- na trumnę sypią się grudki
- ziemi oblanej potem,
- ziemi oblanej krwią...
- A naokoło zapadłe mogiły
- i cicho łkające smutki
- wśród trawy, co z cichym szelestem
- pożółkłe liście kołysze.
- A światłość wiekuista biednym ludziom świeci
- w tę podróż ciemną...
- Jestem!
- I Ty jesteś tu ze mną!
- Przerwij tę ciszę!
- Niech Twoje słowo gromowe
- zagrzmi nad wielkim cmentarzem!
- Radosne niech głosi nadzieje!
- Niech zapomniani wstaną,
- a żywym niechaj życie nie będzie ponurym,
- wieki kopanym dołem!
- Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
- Z kornym błagamy czołem!
- Spuść Swoją łaskę na tę naszą głowę,
- na oczy zmroczone łzami!
- Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
- Daj spiekłym łanom
- rzeźwiący deszcz!
- Nie zsyłaj gradu,
- który nam zboże zsiecze, nim dojrzeje...
- Nie trać naszego dobytku
- w owcach i koniach!
- Trzymaj z daleka pomory,
- które nam biją
- ostatnią krowę z obory!
- Ze żyta wypleń sporysze
- i chwast kąkolu
- i w ręku trzymaj te chmury,
- by się nie rwały
- i nie topiły w ulewie
- snopów na polu!
- Niechaj nie płaczą stulecia!
- Niech mróz spóźniony nie warzy nam kwiecia
- na ledwie rozkwitłym drzewie,
- na naszych wiśniach i gruszach,
- na naszych starych, pochyłych jabłoniach...
- I wdzięczność rozpal nam w duszach,
- byśmy Twe dary godnie oceniać umieli.
- O pełen kary
- i przebaczenia pełny!
- Chociaż ci nasze te grzechy utrudnią
- stanąć nad nimi z powieką zamkniętą,
- niech Twoja litość stokroć większą będzie
- niżeli wszystek nasz grzech!
- O Panie!
- Nie daj wysychać studniom!
- Niech się Szatana nie rozlega śmiech!
- Na naszej grzędzie,
- gdzie ciężki trud rozpoczęto,
- niech trud ten żniwem się stanie!
- Spraw, aby w wielkie, uroczyste święto,
- w tę chwilę wesołą,
- gdy na organie
- i śpiewem, i kadzidłem wielbimy Twą moc
- i dobroć Twoją,
- nie była dla nas potrzeba
- skąpić dziecinom chleba!
- Chroń nas od zdrady
- i daj nam tyle,
- byśmy we własnej spoczęli mogile;
- by nasze dzieci czy wnuki,
- gdy przyjdzie im dla ojców starych kopać grób,
- nie były przymuszone iść między sąsiady
- i prosić o jałmużnę, ach! na cztery deski,
- na prostą, białą skrzynię z naznaczonym smołą
- krzyżem u głowy...
- Ojcze niebieski!
- Na pokropienie daj
- i aby grosz był gotowy
- dla dziadka proszalnego, co w gorącej wierze
- ciche odmówi pacierze...
- A jeśli ziaren swych łask
- nie zechcesz równać strychulcem
- po brzegi swej szczodrej ćwierci,
- od nagłej i niespodziewanej śmierci
- racz nas zachować. Panie!
- I niechaj w wietrze chorągwie trzepocą,
- niech się gromnice złocą,
- niech blask ich płynie w ten słoneczny blask!
- Pogrzebne niech zabrzmią śpiewy
- nieszczęsnym dzieciom Ewy!
- Padłym na znojnym łanie
- niech dzwoni żałobny dzwon,
- niech szumi z tej trawy szelestem...
- Święty Boże! Święty Mocny!
- Jestem!
- Jestem i płaczę...
- Biję skrzydłami,
- jak ptak ten ranny,
- jak ptak ten nocny,
- któremu okiem kazano skrwawionym
- patrzeć w blask słońca...
- A u mych stóp
- samotny kopią grób,
- a czarna wrona,
- na Bożej męki usiadłszy ramiona,
- bez końca
- kracze i kracze,
- i dziobem zmarłe rozsypuje próchno...
- A ci się wloką,
- świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką,
- jak cienie,
- do wielkiej się wloką mogiły...
- Za nimi dziewanny
- z piaszczystych wydm się ruszyły,
- z miedz się ruszyły krwawniki,
- spoza zapłoci bez się ruszył dziki,
- tatarak zaszumiał w wądolcach
- i z mułu otrząsnąwszy pachnące korzenie,
- idzie wraz z niemi...
- Z mokradeł kępy rogoży,
- z przydroży
- osty o żółtych kolcach,
- szerokolistnę łopiany,
- senne podbiały,
- fioletowe szaleje,
- cierniste głogi
- wstały
- i idą...
- Liśćmi miękkiemi
- wierzb zaszeleścił rząd
- i w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie
- śladem ich drogi...
- Całe rżyskami zaścielone łany
- oderwały się w tej dobie
- od macierzystej ziemi
- i niby olbrzymie ściany
- wzniosły się w górę i płyną
- tą wielką żalu godziną...
- A Ty, o Boże!
- o Nieśmiertelny!
- o wieńcem blasków owity!
- na niedostępnym tronie
- siedzisz pomiędzy gwiazdami
- i głową na złocistym spocząwszy Trójkącie,
- krzyż trójramienny mając u swych nóg,
- proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej
- i ani spojrzysz na padolny smug!
- Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
- Słońcom naznaczasz obroty,
- gasisz księżyce,
- jutrznie zapalasz i zorze
- i płodzisz zasiew na byty,
- na pełne cierpień żywoty,
- które tu muszą mrzeć,
- w samotny kłaść się grób...
- Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
- O Boże!
- O Mocny!
- Ty się upajasz wielkością stworzenia,
- po tym śmiertelnym wygonie,
- Jak bedłki tak jarmużu syty ginie lud.
- A jako ryczący lew
- Szatan po ziemi tej krąży,
- na pokolenia
- zarzuca zdradną sieć,
- w synu na ojca zapalczywość budzi,
- wynaturzony gniew,
- że syn przed ojcem zamyka swój dom!
- Bratu na brata wciska krwawy nóż,
- a nasze siostry i żony
- na straszny rzuca srom...
- Podpala nasze stodoły
- z garstką zwiezionych świeżo zbóż,
- mordy narodów wszczyna i pożogę
- sieje na miasta i wsi,
- i przekleństwami znaczy swoją drogę...
- O zniszczeń dymiące dni!
- A my, ten ród potępiony,
- krzyże ująwszy w dłonie
- i zblakłe w krwawym pochodzie,
- trupimi piszczelami znaczone chorągwie,
- idziem o głodzie
- a pośród nas tu głód!
- w ten znojny,
- w ten nieszczęśliwy czas,
- w którym konają wieki
- i wraz się rodzą nowe
- na cięższą jeszcze niedolę –
- idziemy, biedną pochyliwszy głowę,
- jak ten zsieczony las –
- idziemy, a kres tak daleki!
- A lęk niespokojny
- biczem popędza nas
- i dech zapiera wśród łon...
- A naokoło rozlega się dzwon,
- na to cmentarne przelewa się pole,
- na te wyschnięte rzeki,
- w chojary żałobą swą godzi,
- że te się kładą na piaszczystym łanie...
- A pierś nasza łka,
- a w oku błyszczy łza,
- a ptak ciężko ranny
- uderza w skrzydła krwią ociekające,
- a jaskier więdnie na łące,
- a z nami idą dziewanny
- i krwawnik, i wodne lilije,
- a mór nam bydło bije,
- a dom się nasz pali,
- a siostra utonęła w rozplenionej fali,
- a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,
- a Złe urąga modlitwie...
- Cóż z nami się stanie!?
- O Ty, łaskami hojny,
- Ty, od powietrza, głodu, ognia i wojny,
- od nagłej i niespodziewanej śmierci
- i od Szatana, który w dom przychodzi
- i dusze zwodzi,
- zachowaj nas, Panie!...
- Nie skłonił się jeszcze dzień,
- a Szatan z moczarów łożyska,
- gdzie nocą ognikami błyska,
- z czeluści błota wstał
- i gdy najkrótszy słońce rzuca cień
- na te manowce, na te ścierniska,
- pod ramię chwycił Kościotrupa
- i wzrósł nad jego niebosięgłą stal –
- nad Ciebie, Boże, wzrósł!...
- Maszli Ty grom –
- Maszli Ty chmurę w ten południa skwar,
- aby z niej piorun padł
- i od Szatana uwolnił ten świat?...
- Wal błyskawicą, wal!
- Niechaj się łamie,
- niech się rozkruszy ta zdrada,
- która nad życiem i nad śmiercią włada!...
- Szatanie!
- Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię
- i nad wysokość jego ostrej kosy
- wzrosłeś w niebiosy –
- a grom nie pada!
- Z nieukojoną żałobą
- klękam przed Tobą!
- Zlituj się, zlituj nad ziemią,
- gdzie ból i rozpacz drzemią,
- gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega
- i w strasznej pieśni brzmi...
- Szatanie!
- Kop mi samotny grób
- na opuszczonym łanie,
- u krzyża czarnego stóp,
- pod gliny powłoką rdzawą!
- A iżby nie porósł trawą,
- tańcz na nim taniec piekielny
- po wszystkie dni!...
- A Ty, o Święty!
- A Ty, o Mocny!
- Ty Nieśmiertelny,
- proch gwiazd przesypuj w Swej klepsydrze złotej
- i płodź żywoty,
- aby tak klęły jak ja;
- aby płakały jak ja;
- aby w szarpiącej modlitwie,
- co jako dzwon ten łka,
- o zmiłowanie prosiły;
- aby się wlokły z gromnicami w dłoni
- ku tej nieznanej ustroni,
- do tej – ostatniej mogiły;
- aby tak wyschły jak łza,
- którą już oko me płakać nie może;
- aby tak marły jak ja –
- o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!